Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2018-05-13 09:56:43

Lekarze w Afryce
Anna i Zbigniew Kurpikowie, którzy na co dzień mieszkają i pracują w Kaliszu, w 2015 roku pierwszy raz wyjechali do Afryki, a konkretnie do Ugandy, gdzie siedzibę ma fundacja ojca Johna Bashobory. Od tamtego czasu byli w Afryce już cztery razy, próbując pomagać tamtejszym ludziom.


Proszę powiedzieć, skąd impuls do tego, by udać się do tak odległego zakątka świata i tam nieść dobro?
Dr Zbigniew Kurpik: Mamy jedną odpowiedź - Duch Święty. To graniczące z pewnością przypuszczenie oczywiście. Bezpośrednim impulsem był kontakt z ojcem Bashoborą na rekolekcjach w Szczecinie zimą 2015 roku, po których po krótkiej naradzie rodzinnej postanowiliśmy pojechać i coś zrobić dla innych. Nie wiedzieliśmy do końca co nas czeka, baliśmy się trochę. Zwłaszcza,że wyjechaliśmy większością rodziny, moja żona Ania, syn Adam i ja. W Kaliszu została tylko córka Kinga. Ona poleciała z nami za drugim razem. Trafiliśmy do Mbarara, a konkretnie do Szpitala Fundacji Father Bash Foundation. To szpital Miłosierdzia Bożego - Divine Mercy Hospital. Zabraliśmy ze sobą ultrasonograf i przez miesiąc ja i syn, wtedy student medycyny, pracowaliśmy w tym właśnie szpitalu. Żona głównie zajmowała się dziećmi w pobliskiej szkole i sierocińcu.

Czyli pierwszy wyjazd można powiedzieć był odpowiedzią na apel, ale przy okazji naświetlił on potrzeby, z jakimi boryka się tamten region i co więcej odnalazł Pan tam siebie w konkretnej potrzebie?
Dr Kurpik:  To co zobaczyliśmy w Afryce było piękne i smutne zarazem. Bardzo trudne warunki życia i pracy. Bieda, której nie da się nawet opisać i morze potrzeb, które z niej wynikają. Wówczas zrodził się we mnie pomysł żeby stworzyć centrum diagnostyczno - edukacyjne dla kobiet oparte na ultrasonografii, ponieważ to jest to, co najbardziej lubię, co jest moją pasją i  moim sposobem na życie zawodowe. Muszę dodać,że sam już 25 lat pracuję jako położnik-ginekolog. Dzięki własnym wysiłkom i ogromnej pomocy innych ludzi udało nam się zgromadzić siedem ultrasonografów. Liczba ta jest w skali Afryki wręcz ewenementem. Przypuszczam, że nie ma tam żadnego miejsca i szpitala, który ma tyle ultrasonografów. Zimą tego roku udało nam się, prawdę mówiąc tylko dzięki Opatrzności Bożej, kupić ósmy, wysokiej klasy ultrasonograf  3/4D, który pozwala na jeszcze bardziej dokładne badania i tym samym lepszą diagnozę.

Proszę powiedzieć, czy w Ugandzie jest personel medyczny, który posiada umiejętności do obsługi takiego sprzętu?
Dr Kurpik: Pierwszym projektem, który mieliśmy zrealizować było właśnie wyposażenie w sprzęt i jednocześnie szkolenie w zakresie jego obsługi. Podczas naszego ostatniego pobytu w tym roku przeprowadziliśmy w ramach tego projektu - Mbarara Ultrasoud Center (Centrum Ultrasonograficzne im. siostry Faustyny ) - szkolenie dla studentów i lekarzy w zakresie ultrasonografii podstawowej i zaawansowanej w położnictwie i ginekologii. W trakcie tego szkolenia zbadaliśmy przy okazji mnóstwo pacjentek. Były dni, że liczba zbadanych kobiet oscylowała w granicach setki! Na koniec odbył się oczywiście egzamin teoretyczny, jak i praktyczny. Myślę, że miało to sens, bo nie było dotąd tam takiej diagnostyki. Studenci, jak i lekarze, o wielu aspektach medycznych mogą tam tylko pomarzyć. Kurs odbył się w ramach współpracy z lokalnym uniwersytetem i jego wydziałem medycznym. Muszę tu dodać, że lekarze tam pracujący mają ogromne doświadczenie zawodowe. Pracują w bardzo trudnych warunkach, nie mając sprzętu, nie mając diagnostyki. Kiedy trzy lata temu zawieźliśmy tam pierwszy aparat USG, prosty, a jednocześnie dobry z  głowicą dopochwową, to wydawało mi się, że to jest normalna rzecz. Dla nich to było ogromne wydarzenie, gdyż takiej głowicy jeszcze nie mieli. Mimo to potrafią sobie radzić. Przyjmują kilkanaście tysięcy porodów rocznie. Mają ogromne doświadczenie zawodowe, operacyjne. Widziałem tam rzeczy takie, jakich tutaj w Polsce nie widziałem przez 25 lat pracy. Na przykład kobiety po kilkunastu ( ! ) cięciach cesarskich.

Pan wspomniał, że przyjmują kilkanaście tysięcy porodów rocznie. Nasuwa się pytanie, czy wszystkie dzieci mają zapewniony byt?
Dr Kurpik:  Dla porównania powiem, że w Kaliszu w ciągu roku mamy obecnie około tysiąc porodów, a w miejscowości Mbarara, która jest podobnej wielkości do naszego miasta, jest to liczba 10 razy większa! Dzieci w Afryce jest po prostu pełno. Trzeba działać, żeby po pierwsze przeżyły, żeby miały co jeść, żeby nauczyły się czytać i pisać i w efekcie zdobyły wykształcenie przydatne do podjęcia pracy. Praca dopiero rozwija i daje szansę na poprawę bytu człowieka.
Anna Kurpik: Wraz z córką pomagałyśmy w sierocińcu i szkołach prowadzonych przez ojca Johna Bashoborę. Jego fundacja skupia ponad sześć tysięcy dzieci. Często to sieroty. Ośrodki dla dzieci to jest rzecz fantastyczna, ponieważ w tych miejscach dzieci nie giną z głodu, wypadków, a nawet gwałtów (to groźnie brzmi, ale to jest prawda), tylko mają dach nad głową. Dla nich to jest błogosławieństwo, że mają schronienie, dla nas, którzy żyjemy w innym świecie – patrząc na warunki ich życia serce się kroi i rodzi się chęć poprawy ich trudnego bytu.


Dlatego zrodził się kolejny projekt w państwa sercach, by pobudować tam Dom dziecka?
Anna Kurpik: Tak, chcielibyśmy już jako Fundacja Esapuri stworzyć nowy ośrodek dla dzieci w Ugandzie, jednak nie jesteśmy fachowcami w dziedzinie budowlanej, dlatego tak ważne jest wsparcie fachowców i ludzi dobrej woli.  Ultrasonografy były trudnym wyzwaniem, ale się udało i myślimy, że i ośrodek dla dzieci choć jest jeszcze trudniejszym wyzwaniem, też z Bożą pomocą się uda. Planem fundacji jest stworzenie ośrodka, który będzie nowoczesny, a zarazem wpisze się w kulturę tubylców, żeby był miejscem bezpiecznym dla dzieci, tanim w utrzymaniu, tak skonstruowanym, że sam niejako będzie wymuszał nawyki utrzymania higieny i ułatwiał funkcjonowanie małym dzieciom i ich opiekunom. Projekt budynku już jest. To zasługa państwa Konopskich z Kalisza. Jest to budynek w kształcie krzyża, patrząc z góry. Jeśli pojawia się szansa, by chociaż setce dzieci dać lepsze życie, zapewnić bezpieczeństwo socjalne, edukację to warto powalczyć. Głównie będziemy skupiać się na tych, które nie mają nic. Takich dzieci jest tam bardzo dużo, z różnych powodów - rodzice umierają, odchodzą od siebie, giną w wypadkach i dzieci pozostają same. Warto zauważyć, że mnóstwo dzieci posiada jakiś talent, ale nie mają szans na ich rozwijanie. Niektórym udaje się skończyć szkołę podstawową i to wszystko. Tutaj też warto podkreślić, że wiele dzieci zyskuje szansę na lepszą edukację i bezpieczne życie dzięki tak zwanej adopcji na odległość. To jest genialna sprawa. Owszem zawsze będzie pytanie, kto i ile na tym skorzysta po drodze, ale to nie zmienia faktu, że to dziecko skorzysta z pomocy, dostanie posiłek raz dziennie, dostanie szansę na ukończenie nauki a może przede wszystkim ono przeżyje.

Czyli wszystko sprowadza się do jednego, najważniejszego wniosku, że tym ludziom trzeba dać szansę, dać nadzieję na lepsze życie?
Dr Kurpik: Nie trzeba oczywiście, ale można. Jeśli wewnątrz siebie dojdziemy do wniosku, że można i z własnej nieprzymuszonej woli zrobimy pierwszy krok to jestem przekonany, że Pan Bóg znajdzie sposób na to, żeby nas w tym przynaglić i wesprzeć. Tego doświadczamy. Naszym działaniem nie zrobiliśmy nic wielkiego. Mam czasami wrażenie, że daliśmy tylko nadzieję. To wystarczy. Ci ludzie podniosą się sami. Dlaczego? Dlatego, że prawdziwie wierzą w Boga. Dla nich to, co otrzymują jest efektem modlitwy, która jest pierwszą i zarazem ostatnią „deską ratunku”. Nie chodzi o to, by robić wielkie rzeczy, wystarczy malutkie, ale z tych małych uzbiera się duże dzieło. Ktoś przeżyje, bo po prostu coś zje, ktoś będzie mniejszym kaleką. Ktoś inny nauczy się nowej techniki badania czy nowej, lepszej techniki operacyjnej, itd.

Wracając do projektu budowy domu. Koszt budowy nowego Domu dziecka w Ugandzie jest trudny do oszacowania na tym etapie. Ale nie tylko o mury chodzi. Potrzebne są jeszcze osoby, które będą zajmować się ośrodkiem?
Dr Kurpik: Tak i myślę, że nie ma lepszych osób niż siostry zakonne. W trakcie swojego życia, również zawodowego, poznałem wiele niezwykłych kobiet z tej grupy. Siostry,są przygotowane niejako zawodowo do pracy na misjach. Nie jest to łatwe, każdy może pojechać, ale czy każdy wytrzyma? Siostry zakonne mają w sobie to coś, co im pomaga. Mają przede wszystkim powołanie, a co więcej nauczone są systematycznej, uporządkowanej pracy. One oddają się całym sercem powierzonej im misji. Patrząc na pracę sióstr, gdziekolwiek by się nie znalazły w świecie, to wszędzie robią świetną robotę. Taki przykład mieliśmy również w Afryce. Pojechaliśmy do ośrodka prowadzonego przez siostry zakonne w Rushoka, na pograniczu Ugandy, Konga i Rwandy. Region bardzo trudny, do dziś czuć tam krew, która polała się w bratobójczej walce między plemionami Tutsi i Hutu w latach 90-tych ubiegłego stulecia. Posłał tam nas arcybiskup Mbarara. Powodem była Polka tam pracująca, siostra Angelika. Przez chwilę znaleźliśmy się jakby w innym świecie. Mimo biedy wszystko było inne, czyste, uporządkowane, zadbane. Jak nie afrykańskie. I tylko prosić Boga, by znalazły się chętne siostry i poprowadziły ten ośrodek, który pragniemy, by stanął na tamtej ziemi.
Pozostaje modlitwa, o którą ośmielamy się poprosić. Najlepiej na różańcu. Różaniec to nazwa naszej fundacji, po ugandyjsku Esapuri. Powołaliśmy ją do życia dokładnie w 100 rocznicę objawień w Fatimie, 13. października ubiegłego roku. Mam nadzieję, że zarówno Patronka Różańca, jak i stojący obok niej Patron naszej diecezji pomogą naszymi rękami, tym najmniejszym w ich największych potrzebach. Bo cytując św. Mateusza „Wszystko co uczyniliście jednemu z tych braci moich  najmniejszych, Mnieście uczynili” ( Mt 25, 40 ).

Arleta Wencwel

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Ludzie

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka 12

Opiekun nr 13(526) od 17 czerwca 2018

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in
relacja z 22. Spotkania Młodych na Lednicy

Zamów prenumeratę

 

baner
banner
figazmakiem
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej