Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2018-01-11 10:30:25

Prawdziwe oblicze Duśki?

Wanda

Wanda Półtawska, przez bliskich i przyjaciół nazywana Dusią - także przez Jana Pawła II, pomimo swoich 96 lat nadal jest osobą bezpośrednią, mówiącą zawsze to co myśli, walczącą o ochronę nienarodzonych dzieci i rodziny. I wciąż wzbudza u ludzi skrajne emocje.

Ona wydaje się tym zupełnie nie przejmować, podobno taki ma charakter, a może dlatego, że cudem przeżyła eksperymenty medyczne w obozie koncentracyjnym w Ravensbrück. Taki obraz Wandy Półtawskiej wyłania się z niedawno wydanej książki „Wanda Półtawska. Biografia z charakterem” autorstwa Tomasza Krzyżaka, dziennikarza i publicysty zajmującego się historią Kościoła w Polsce. Dodam, to pierwsza pełna biografia Duśki i niektórzy podkreślają, że odsłania jej prawdziwe oblicze. Nie wiem, niech każdy sam oceni. Na pewno książka odsłania także fakty mało lub w ogóle nie znane. Wanda Półtawska rozmawiała dwie godziny z Tomaszem Krzyżakiem, chociaż trudno ją było do tego przekonać. Powiedziała: „nie warto o mnie pisać. Lepiej zająć się Janem Pawłem II”. Do opowiedzenia czegoś więcej próbowali ją nawet namówić jej przyjaciele, ale nic nie wskórali. Półtawska podobno delikatnie mówiąc na nich nakrzyczała. „Doktor Półtawska zamiast o sobie woli mówić o pięknie miłości, pięknie życia małżeńskiego, obronie życia nienarodzonych, nauczaniu Jana Pawła II. Sama chce pozostać w cieniu, ukrywać się za swoim dziełem. Wydaje się, że nie jest to skromność na pokaz” - stwierdza Tomasz Krzyżak. Potem nie przeczytała książki przed publikacją. Tak naprawdę okazuje się, że można napisać o niej bardzo dużo. Tu na pewno znajdzie się zaledwie wycinek jej życia.

Pigułka z życia
Co można powiedzieć jej o życiu w telegraficznym skrócie? Wanda Wiktora z domu Wojtasik urodziła się 2 listopada 1921 roku w Lublinie w rodzinie urzędnika pocztowego. W czasie II wojny światowej jako harcerka zaangażowała się w pracę konspiracyjną. Niestety w 1941 roku została aresztowana i wywieziona do niemieckiego obozu koncentracyjnego w Ravensbrück, gdzie została poddana eksperymentom medycznym, była królikiem doświadczalnym. Przeżyła cudem i do Polski udało jej się wrócić w maju 1945 roku.
Podczas studiów medycznych w Krakowie poznała swojego przyszłego męża filozofa Andrzeja Półtawskiego. Pobrali się 31 grudnia 1947 roku, a potem przyszły na świat ich córki: Kasia, Ania i bliźniaczki Basia i Marysia. W Krakowie też po raz pierwszy Wanda Półtawska zetknęła się z ks. Karolem Wojtyłą, który został jest spowiednikiem, kierownikiem duchowym i przyjacielem. Tyle z życia prywatnego, a zawodowo? Jako lekarka doktor nauk medycznych specjalizowała się w dziedzinie psychiatrii, została m. in. profesorem Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie, wykładowcą medycyny pastoralnej w Instytucie Jana Pawła II przy Uniwersytecie Laterańskim w Rzymie, działaczką pro-life walczącą o zakaz aborcji. Odznaczono ją Orderem Orła Białego i nie tylko.
Ma na swoim koncie sporo publikacji naukowych i książek, w tym opublikowane w 2009 roku „Beskidzkie rekolekcje. Dzieje przyjaźni księdza Karola Wojtyły z rodziną Półtawskich”, czyli zbiór jej wspomnień, w których zamieściła prywatne notatki pisane dla Karola Wojtyły i potem Jana Pawła II, a także kilka prywatnych listów. Była w nich duchowa droga Wandy Półtawskiej, po której prowadził ją Karol Wojtyła najpierw jako ksiądz, potem biskup, a wreszcie papież. Wyjaśniając genezę powstania książki podkreśliła, że już w 1993 roku sam Ojciec Święty w obecności abpa Józefa Michalika wyraził życzenie, by ją napisała. Kiedy powstały dwa pierwsze rozdziały, papież je przeczytał i zaakceptował, podobnie abp Michalik. „Ale znaleźli się inni, którzy osądzili, że lepiej nie teraz. Przerwałam więc pisanie książki” - wspomina Wanda Półtawska. Kto to był? Duśka milczy. Sama Półtawska tłumaczyła, że miała dylemat - wydawać czy nie? Chciała nawet spalić listy, ale na krótko przed śmiercią powstrzymał ją sam Jan Paweł II, który powiedział: „Szkoda”. Kiedy już po jego śmierci nadal wahała się co do publikacji, przekonały ją dopiero słowa spowiednika: „dzieje świętego należą do ludzi, nie są prywatną własnością”. Z książką zapoznała się Kongregacja Spraw Kanonizacyjnych, bo właśnie toczył się proces beatyfikacyjny Jana Pawła II. Sam postulator miał stwierdzić, że „książka by wystarczyła za cały proces”.

Więzienne róże
Tomasz Krzyżak w swojej książce wydobył na światło dzienne m. in. ojca Duśki, najważniejszego człowieka jej dzieciństwa. Po latach Wanda mówiła: „Ja jestem tatusiowa niunia. Jestem córka taty. Byłam najmłodsza i ojciec nosił mnie na rękach”. Adam Wojtasik przyjaźnił się z córką. Ten wątek przyjaźni ojca z córką pojawia się w każdej jej książce, w publicznych wypowiedziach. „Głęboka przyjaźń córeczki z tatusiem pozwala jej zrozumieć męską psychikę (…). Ojciec w każdym etapie życia jest potrzebny i ma swoją rolę do spełnienia, ale w sposób szczególny potrzebuje przyjaźni z ojcem dorastająca dziewczynka” - zauważa Półtawska. Po ojcu odziedziczyła też miłość do przyrody i wędrówek. Z nim będą jej się kojarzyły róże sprowadzane z Holandii, zapach tataraku wspólnie zrywanego przed uroczystością Zesłania Ducha Świętego. To ojciec w 1942 roku prześle do uwięzionej córki kwiaty na imieniny. Wanda wspominała to tak: „Pudło, które esesman otwiera; w środku biała koperta i znowu pudełko, a w nim - nie tego nikt się nie spodziewał, ja też nie... W mocnym pudełku owinięte w białą bibułkę kwiaty - świeże, jakby w tej chwili zerwane biało - czerwone róże i pęk kłosów (…), łodyżki kwiatów tata misternie owinął w zbiorniczku z wodą, przemyślnie tak, że przyszły świeżutkie”. To ojciec w czerwcu 1944 roku napisał pierwsze zdania w liście do córki, który potem został zapieczony w cieście i przemycony do obozu: „Najukochańsza córuś. W dzień Twojego święta tulę Cię z największą miłością do mego tęskniącego serca - Dusiu najdroższa, Dusieńko. Całuję serdecznie moją solenizantkę, życzę szybkiego powrotu, bo usycham z tęsknoty. Twój Tatuś”.

Potrafił pokazać światło
Po wojnie w czasie studiów szczególną osobą w życiu Wandy Wojtasik, potem Półtawskiej, stał się ks. Karol Wojtyła. Prawdopodobnie było to w 1953 roku. Poszła do spowiedzi, o której mówiła: „Nie stało się nic nadzwyczajnego, ale sposób podejścia, ton i treść tego, co mówił były takim trafieniem w to, o co mi chodziło! I od razu miałam pewność: wrócę do tego księdza, bo on rozumie”. Wanda codziennie rano - zgodnie z sugestią spowiednika - przychodziła do kościoła Mariackiego na Mszę Świętą. Wojtyła powoli stał się jej kierownikiem duchowym. „Rozumiał nie tylko to, co było źródłem niepokoju, ale potrafił zawsze pokazać światło. Zawodowe niejako spotkania z lekarzami pokazały mi dalej, że nie tylko rozumie duszę, ale że jego świat wartości jest dla mnie zrozumiały, że jest jakiś rezonans w pozornie zupełnie innych rytmach życia” - stwierdziła Wanda wiele lat później. Potem przyjaźń Wandy i jej męża z ks. Wojtyłą trwa chociaż dzielą ich kilometry, gdy zostaje papieżem. Wanda Półtawska obecna była nawet przy śmierci Jana Pawła II i z apartamentów papieskich wyszła dopiero około północy przed balsamowaniem ciała. Potem modliła się podczas jego pogrzebu na Placu św. Piotra.
Jeszcze w Krakowie płaszczyzną porozumienia ks. Karola Wojtyły i Półtawskiej stała się obrona życia nienarodzonych. Ona jeszcze w obozie przysięgła sobie, że będzie broniła dzieci, „wszystkich i bez wyjątku”. Misją swojego życia uczyniła walkę o człowieka, szczególnie tego, który jeszcze się nie narodził. Półtawska przez całe życie nie mogła zrozumieć, jak ktoś, kto przysięgał ratować życie, może je komuś odbierać. W publikacjach wskazywała na upadek etyki lekarskiej, a początek tego procesu dostrzeże w II wojnie światowej, „która oprócz innych okropności, sprowadziła lekarza do rzędu przestępców”. Nie potrafiła zrozumieć jak koledzy zapisują kobietom środki antykoncepcyjne, dlaczego proponują im usunięcie ciąży, argumentując, że przecież nie są królikami rozrodczymi. Nie potrafiła zrozumieć, dlaczego tym, które nie mogą mieć dzieci, będą proponowali sztuczne zapłodnienie. Wszystko to jest przecież sprzeczne z zamiarem Boga, do którego należy początek i koniec. Sprzeciwy lewicy wywoła też „Deklaracja wiary” lekarzy, którą Wanda Półtawska opublikowała i podpisało się pod nią prawie cztery tysiące lekarzy i studentów medycyny. Zresztą Półtawska potrafi dyskutować też z biskupami, jeżeli mają trochę odmienne zdanie niż ona. Po prostu jest twarda i bezkompromisowa, gdy jest przekonana o słuszności jakieś sprawy.

Prywatny święty
Na koniec jeszcze historia, w której ma udział ojciec Pio. Niektórzy może coś o niej słyszeli. W 1962 roku u Półtawskiej wykryto nowotwór. Ks. bp Wojtyła będąc wtedy w Rzymie na Soborze Watykańskim II napisał list do o. Pio: „Wielebny Ojcze, proszę cię o modlitwę za pewną matkę czterech dziewczynek, mieszkającą w Krakowie, w Polsce (w czasie wojny pięć lat spędziła w obozie koncentracyjnym w Niemczech), obecnie ciężko chorej na raka i będącej w niebezpieczeństwie utraty życia: oby Bóg przez wstawiennictwo Najświętszej Dziewicy okazał swoje miłosierdzie jej samej i jej rodzinie”. Przekazał go za pośrednictwem ks. Andrzeja Marii Deskura, na ręce Angela Battistiego, który od 1941 roku znał o. Pio. List dotarł do kapucyna już następnego dnia, który zareagował: „Angelino, jemu nie można odmówić” i polecił, by biskupa z Polski zapewnić, że będzie się modlił „za tę mamę”. Jedenaście dni później bp Wojtyła napisał następny, w którym informował o uzdrowieniu kobiety jeszcze przed operacją, wykazały to badania. „Bogu niech będą dzięki” - zareagował na tę wiadomość o. Pio. Półtawska nic nie wiedziała o listach, nie miała wtedy nawet pojęcia o istnieniu ojca Pio. O wszystkim dowiedziała się kiedy kard. Wojtyła wrócił z Rzymu z sesji Soboru Watykańskiego II, pozostało w niej pytanie: jak to naprawdę było? W 2001 roku w wywiadzie dla miesięcznika „Głos ojca Pio” wyznała, że nie brała pod uwagę cudu. Zmieniła zdanie dopiero w maju 1967 roku, kiedy pojechała do San Giovanni Rotondo i spotkała się z o. Pio. Po Mszy św. kapucyn podszedł do niej i kładąc rękę na głowie zapytał: Allora, va bene? Rozpoznał mnie - była pewna. O. Pio stał się jej prywatnym świętym, choć wtedy jeszcze nie był nim oficjalnie ogłoszony. Prosiła go o wstawiennictwo u Boga wiele razy. Takich historii, które warto poznać z życia Półtawskiej jest wiele. Bo jak powiedział kilka lat temu w filmie „Duśka” kard. Stanisław Nagy: „Duśka to jest przede wszystkim ukryty mały bohater narodowy”.

Tekst Renata Jurowicz

Wanda Półtawska w 1963 r. (Zdjęcie: Eustachy Kossakowski/Wikimedia Commons/public domain)

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Ludzie

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka 15

Opiekun nr 15(528) od 15 lipca 2018

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in
relacje z wczasorekolekcji w Odolanowie

Zamów prenumeratę

 

baner
banner
figazmakiem
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej