Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2017-02-03 12:36:27

Służba za murami

O misji społecznej Służby Więziennej, współpracy z parafiami i nie tylko w rozmowie z dyrektorem Aresztu Śledczego w Ostrowie Wielkopolskim kpt. Waldemarem Zarembą.


Niedługo 8 lutego w Polsce obchodzone jest święto Służby Więziennej. Komu służą funkcjonariusze w więzieniu?
Kpt. Waldemar Zaremba: Służymy państwu, społeczeństwu. Ustawa o Służbie Więziennej mówi, do czego jesteśmy powołani. To trzecia co do wielkości formacja mundurowa w Polsce, która za zamkniętymi murami robi kawał dobrej roboty. Nawet, jeżeli w procesie resocjalizacji z 10 osadzonych uratujmy jednego, warto. Paradoksalnie przestępca niekiedy spotyka się z lepszym światem dopiero w izolacji penitencjarnej. Polecam wszystkim książkę „Zabiłam”, to wspomnienia kobiety, która wspólnie z siostrą zabiła jej konkubenta. Dostała wyrok chyba 25 lat pozbawienia wolności, który później był zmniejszony. To co dobre w życiu spotkało ją dopiero ze strony Służby Więziennej, wychowawców.

Praca w więzieniu wydaje się męskim zawodem, a jednak widziałam tu też kobiety.
Gdy przyszedłem do służby na terenie aresztu pracowały dwie lub trzy kobiety. Teraz 20 % naszej załogi to są panie, to tworzy dobrą atmosferę i przekłada się na dobrą robotę. Dodam, że 60% funkcjonariuszy ma wyższe wykształcenie i zdecydowanie jesteśmy młodą załogą. Obecnie w areszcie jestem najstarszym funkcjonariuszem wiekiem i stażem służby.

Jak długo jest Pan w Służbie Więziennej?
Pracuję od 1 stycznia 1990 roku. Na początku to czynnik materialny spowodował, że tu jestem. To był czas przemian, gospodarka upadała, inflacja była galopująca, zarobki nie „nadążały” za tym wszystkim. Już zdecydowano o moim przyjęciu do SW, a ja powiedziałem „nie”. Po długich namowach padło ostatnie pytanie: ile pan zarabia? Mówię: 108 tysięcy. Odpowiedź: u nas pan dostanie 240 w styczniu, a 270 w lutym. Interes rodziny zwyciężył. Miałem olbrzymie obawy, po pierwszym tygodniu mówiłem - to chyba nie jest moje miejsce, ale im dłużej pracowałem, im bardziej się zagłębiałem we wszystko, przekonywałem się do tej pracy. Następowała też bardzo dobra przemiana jeżeli, chodzi o Służbę Więzienną. Wszystko poszło w stronę humanitaryzmu.

Jak teraz Pan patrzy na pracę Służby Więziennej?
Dzisiaj z dumą noszę mundur. Myślę, że Służba Więzienna ma olbrzymią misję społeczną do wykonania i jestem przekonany, że ją dobrze wykonujemy. Zaczynałem od strażnika w więzieniu, dzisiaj jestem dyrektorem. Kieruję jednostką nie sam, bo z kierownictwem, moimi koleżankami i kolegami. Zawsze to podkreślam, bo ja mogę mieć pomysły, ale ktoś je musi wykonać. Wspólne podejmowanie działań przynosi efekty. Teraz mamy na ukończeniu remont pomieszczeń administracyjnych, dyżurek oddziałowych, gdzie funkcjonariusze pełnią najtrudniejszą służbę. Oddziałowi mają pierwszy kontakt z osadzonym, są narażeni na różnego typu zdarzenia, np. że zostaną zaatakowani przez osadzonego.

Czy w ostrowskim areszcie takie sytuacje miały miejsce?
Kiedyś osadzony odepchnął funkcjonariusza. Mieliśmy też takie zdarzenie, że w stronę oddziałowego poleciał taboret, w ostatniej chwili udało mu się zamknąć drzwi celi i nim nie dostał. Odmówił podania korespondencji z celi do celi, wykonał obowiązki, bo nie wolno tego zrobić i osadzonemu to się nie spodobało. To są sytuacje stresogenne dla funkcjonariusza. On chce wykonać swoje obowiązki należycie, humanitarnie, grzecznie, a jednak emocje u osadzonego biorą górę.

Czym zajmuje się oddziałowy?
Ta praca to ciężki kawałek chleba. Dwanaście godzin w zamknięciu, w obrębie oddziału mieszkalnego, gdzie jest parę cel, które trzeba „obsłużyć”. Bo oprócz czynników ochronnych, są jeszcze potrzeby osadzonych. Ktoś chce rozmawiać z wychowawcą, wysłać list, to oddziałowy musi podejść, otworzyć drzwi celi, odebrać. Trzeba podać posiłek, powiedzieć, by przygotował się, bo ma widzenie. Trzeba pamiętać, że osadzeni są w izolacji, która budzi negatywne odczucia. Dwa lata temu mieliśmy samobójstwo. To nic przyjemnego wchodzić do celi, odcinać człowieka, reanimować i w końcu okazuje się, że weszło się za późno i to o minuty. Coraz więcej mamy osób schorowanych, bo alkohol wyniszcza i ostatnio szaleje gruźlica. W tym miesiącu dwóch osadzonych z podejrzeniem gruźlicy wywieźliśmy do szpitala więziennego.

W areszcie znajduje się tablica poświęcona jednemu z pracowników. O kogo chodzi?
Bardzo mile wspominam kpt. Marka Nowaka, który wprowadził nową jakość w pracy penitencjarnej. Marek wychodził z osadzonymi na zewnątrz, realizował kilka projektów. W ramach jednego z nich osadzeni wykonali makiety budynków znajdujących się w okolicy. On wymyślił projekt „wystawa u rzeźnika”. Wszedł w Rynku do sklepu rzeźnickiego i za zgodą właściciela zagospodarował wystawę sklepową. Przechodnie mogli na niej zobaczyć prace artystyczne osadzonych. Powstawały też projekty z domem sióstr elżbietanek, Caritas, Biblioteką Miejską, Kinem Komeda czy Miejskim Domem Kultury. Marka wszędzie było pełno i odszedł za wcześnie. Kiedy zostałem dyrektorem pomyślałem, że ten człowiek powinien być uhonorowany i gdy wyremontowaliśmy administrację powiesiliśmy tablicę jemu poświęconą.

Ostrowskie więzienie pamięta też czasy zaborów.
Chcemy zrobić kącik historyczny i powiesić w nim obraz namalowany przez osadzonego przedstawiający więzienie w okresie przedwojennym. Chcę, by na tablicy znalazła się informacja o kard. Mieczysławie Ledóchowskim, który był tu więziony w celi 25. Marek Nowak gdzieś to odnalazł i napisał historię aresztu. Z informacji wynika, że prawdopodobnie ta cela to dzisiejsze ambulatorium. Kard. Ledóchowski miał takie same warunki odbywania kary, jak wszyscy, a z celi miał widok na kościół (na zdjęciu po lewej stronie). Teraz przy okazji remontu ambulatorium znaleźliśmy zarys jej drzwi, z tego co wyczytałem to były dwa odrębne pomieszczenia. Ledóchowski został osadzony w 1874 roku na dwa lata. Kiedy w 1875 roku został kardynałem władze pruskie stwierdziły, że w związku z tym należy do rodziny królewskiej i trzeba go zwolnić. Zwolnili, ale wydalili z Polski. Chcę, by w obrębie administracji pojawiły się też informacje związane z „Solidarnością”. W stanie wojennym było tutaj internowanych ponad 50 osób. W materiałach „Solidarności” pojawiła się informacja, że ówczesny naczelnik został odsunięty od zarządzania, bo zbyt liberalnie traktował internowanych.

Na ścianie w Pana gabinecie jest odsłonięty mur z cegły i na nim data 1863 roku, dlaczego?
To jest rok, w którym ten obiekt został oddany do użytku. Powstał sąd i wiezienie. To jeden z najstarszych obiektów w Ostrowie. Ten mur to autentyk, fragment odkuty spod tynku. Staramy się także wprowadzić więzienie w XXI wiek przez remonty naszej części i dla osadzonych. Nie możemy zapominać, że to obiekt wybudowany dla osób pozbawionych wolności. Remontujemy też cele. Zawsze mówię: to jest państwowa instytucja i powinna świecić przykładem. W tym roku mamy już decyzję, że przeprowadzimy projekt termomodernizacji.

Ilu obecnie jest osadzonych?
U nas, w Areszcie Śledczym w Ostrowie mamy pojemność 254 miejsca. Natomiast oddział zewnętrzny typu półotwartego w Kaliszu to 80 miejsc. Zaludnienie jest na poziomie 100%. Jeżeli chodzi o kategorie przestępstw mamy tu całe spektrum. Są osadzeni z grup o charakterze zbrojnym, ze zorganizowanych grup przestępczych, czy przysłowiowi alimenciarze, kierowcy, którzy spowodowali wypadek pod wpływem alkoholu. Ponad 40% osadzonych jest zatrudnionych przy różnego typu pracach - odpłatnych i nieodpłatnych na rzecz podmiotów zewnętrznych i wewnątrz aresztu. Tu pracują w kuchni, grupie remontowej i przy pracach porządkowych. Większość prac remontowych w areszcie robimy rękoma osadzonych - fachowców, rzadko wchodzą firmy zewnętrzne.

W areszcie obecny jest Ksiądz Kapelan i odprawiana jest Msza Święta.
W areszcie osadzeni mogą uczestniczyć we Mszy św., ale są pewne ograniczenia. Trzeba dzielić ich na grupy, bo są tymczasowo aresztowani i grupy skazanych. Dzieląc na grupy trzeba pamiętać o względach charakterologicznych osadzonych, przy tymczasowo aresztowanych o powiązaniach, itd. Natomiast jeżeli chodzi o oddział zewnętrzny w Kaliszu tam możliwości są większe. Osadzeni regularnie pomagają w parafii Podwyższenia Krzyża w Kaliszu Szczypiornie. Zaangażowanie ks. Jarka Kołodziejczaka z pobliskiej parafii jest olbrzymie. Osadzeni wychodzą z nim na zewnątrz jako osobą godną zaufania, na to pozwala Kodeks karny wykonawczy. Przygotowaliśmy z osadzonymi trochę teatralnych wystąpień, a wśród nich spektakl charytatywny w teatrze „Za pięć minut zobaczę Jezusa”. Mam nadzieję, że w tym roku uda się zrealizować następny projekt charytatywny. W kwietniu pojedziemy ze spektaklem na więzienny przegląd teatralny w Poznaniu.

Kiedy umawialiśmy się na rozmowę, wspominał Pan, że współpracujecie także z inni parafiami. Jak to wygląda na co dzień?
Koleżanka była z osadzonymi w parafii Chlewo pod Ostrzeszowem i zostali bardzo ciepło przyjęci. Byliśmy też ze spektaklem w parafii w Skalmierzycach. Pomagamy też materialnie, osadzeni świadczą pracę na rzecz parafii, np. pomagaliśmy w klasztorze w Sadowiu. Ubiegłoroczny duży projekt to porządkowanie starego cmentarza w parafii w Latowicach. Ten projekt to przywracanie pamięci o tych, którzy kiedyś tam mieszkali. W mojej parafii św. Pawła Apostoła Ksiądz zagospodarowuje teren przykościelny, więc zaproponowałem, że możemy pomóc. Kilka razy tam byliśmy z osadzonymi.

Jak reagują osadzeni na udział w tych projektach?
Każde wyjście poza mury więzienia jest odbierane pozytywnie przez osadzonych. To są wybrani z wybranych, bo niekiedy idą w systemie bez konwojenta. Współpracujemy też z Caritas Diecezji Kaliskiej. Ksiądz Dyrektor poprosił o pomoc przy pracach w domu przy ul. Ledóchowskiego w Ostrowie. Realizujemy nie tylko projekty w obrębie parafii, we współpracy z Kościołem, ale także z gminą Przygodzice, Odolanów i miastem Ostrów. Czasami pomagamy w Młodzieżowym Domu Kultury i muzeum. Zdarza się, że osadzeni wychodzą bez konwojenta do pracy. W ramach programów resocjalizacyjnych w ubiegłym roku realizowaliśmy program sprzątania lasów antonińskich, włączyliśmy się w sprzątanie świata.

Powiedział Pan, że wychodzą wybrani z wybranych, jak wybieracie osadzonych do wyjścia poza mury więzienia?
W tym przypadku osadzony musi mieć tzw. dwójkę, wtedy może odbywać karę w systemie półotwartym. Wyznacza to komisja penitencjarna w areszcie, która bierze pod uwagę charakter przestępstwa, cechy osobowościowe osadzonego i wymiar kary. Stwierdzamy, czy możemy na tyle zaufać osadzonemu, że może wyjść w systemie półotwartym.

Czy zdążają się przypadki, że osadzeni nie wracają?
Tak, ale w skali kraju jest niewielki procent tych, którzy sami oddalają się z miejsca zatrudnienia. Osoby pozbawione wolności są 23 godziny w zamknięciu, należy im się godzina spaceru. Praca to największe wyróżnienie dla nich. Wychodzą na kilka godzin i są w normalnym świecie. Nie są stygmatyzowani w miejscu zatrudnienia, nie mają już jak kiedyś na plecach napisu „ZK”. Tam, gdzie wykonują pracę są bardzo dobrze przyjmowani, czasem trafi się jakiś poczęstunek. Kiedy sprzątali teren w Latowicach, trzeba było spalić krzaki, a przy okazji było ognisko, Ksiądz przyniósł kiełbasę i ją zgrilowali. To jest oderwanie od rzeczywistości więziennej.
Gdy zaczynamy współpracę z nowym podmiotem zawsze jest z ich strony obawa. Ale tak jest przez pierwszy, drugi dzień, później widzą, że osadzeni to normalni ludzie. Koło więzienia można przechodzić szerokim łukiem i większość społeczeństwa myśli, że to nie jest miejsce, które mnie dotyczy, a tu przebywa część społeczeństwa i o tym nie możemy zapominać. Często alkohol, który niszczy rodzinę i ludzi indywidualnie, powoduje, że ludzie tu trafiają. Są w więzieniu, bo popili, pojechali samochodem, stał patrol policji albo nastąpiło zdarzenie drogowe w postaci wypadku.

Osadzeni już są w więzieniu, ale czy robicie coś, by ostrzegać przed wejściem w konflikt z prawem?
Realizujemy m.in. „Głos za krat”, projekt skierowany do młodzieży szkół ponadgimnazjalnych. Przygotowany został wspólnie ze starostą Pawłem Rajskim. Zapraszamy do aresztu młodzież, by rozmawiać o zagrożeniach, które mogą ich dosięgnąć, gdy wejdą w konflikt z prawem. Dlaczego na terenie aresztu? By wzmocnić przekaz. Spotkanie prowadzą wychowawca i psycholog, którzy jeszcze nie ukończyli 30. roku życia. Pokazujemy pustą celę, salę widzeń. Dodaliśmy także głos jednego z osadzonych, chłopaka, który odbywa karę pozbawienia wolności za kradzieże i chce powiedzieć do swoich prawie rówieśników, że to nie jest miejsce dla nich. Zawsze mówię, że jeżeli dzięki temu uda się choćby jedną lub dwie osoby uratować to warto.

rozmawiała Renata Jurowicz

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Ludzie

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola

Opiekun nr 17(504) od 13 sierpnia 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in. reportaż z pierwszych dni pieszej pielgrzymki na Jasną Górę, o reanimacji tradycji robienia bukietów na uroczystość Matki Bożej Zielnej oraz pomaganiu dzięki podróżowaniu rowerem.

Zamów prenumeratę

 

kwartlanik

Kwartalnik "Opiekuna" -
Okno Wiary 2(10) 2017

w którym pragniemy rozmawiać z naszymi Czytelnikami o wierze, Kościele, rodzinie i historii.
W najnowszym numerze o św. Józefie

ARCHIWUM KWARTALNIKA

banner
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej