Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2017-01-05 10:06:20

Nie zmarnować życia czyli o czasie i przemijaniu

Miarą naszych lat jest lat siedemdziesiąt
lub, gdy jesteśmy mocni, osiemdziesiąt;
a większość z nich to trud i marność:
bo szybko mijają, my zaś odlatujemy.

(Ps 90, 10)

Kolejny rok za nami, a tym samym o kolejny rok krótsze jest nasze życie. Niektórym jest się ciężko pogodzić z upływem lat, chociażby dlatego, że nie zdążyli zrealizować planów tych długoterminowych, czy postanowień z początków roku. Dla niektórych rozpoczynający się rok to czas wielkich zmian, czy to wyboru studiów, może zamążpójścia, narodzin dziecka, a może przejścia na upragnioną emeryturę. Tak czy owak, każdy nowy rok niesie coś nowego. Jak odczuwają upływający czas osoby starsze, których życie jest już poukładane i wiedzą, że każdy ich kolejny dzień będzie do siebie bardzo podobny. Z takim pytaniem udaliśmy się do Domu Opieki Społecznej w Kaliszu, gdzie mieszkają osoby starsze, czasami bardzo schorowane.

Nasza wizyta nie była przypadkowa, zbiegła się bowiem z dniem, kiedy w placówce odbywało się  spotkanie opłatkowe dla pracowników i pensjonariuszy. Na spotkanie przybył ksiądz biskup Łukasz Buzun oraz liczni goście. Po odczytaniu fragmentu z Pisma Świętego przez ks. prałata Jacka Plotę, kapelana domu, głos zabrał ks. biskup Buzun dziękując osobom pracującym za opiekę nad powierzonymi im pensjonariuszami, a im samym dużo zdrowia, radości i ciepła. Życzenia złożyła również wiceprezydent miasta Kalisza Karolina Pawliczak, której wśród wielu obowiązków powierzono także pieczę nad Miejskim Ośrodkiem Pomocy Społecznej i pozostałymi jednostkami pomocy społecznej Miasta Kalisza. Następnie wszyscy zgromadzeni połamali się opłatkiem i złożyli sobie życzenia. Panowała domowa atmosfera z kolędami w tle.
Pani dyrektor tego ośrodka, która jest bardzo oddaną osobą, wychodzi z założenia, że jesień życia nie musi byś szara i ponura, może być słoneczna i pełna barw. Pragnie tym samym wraz z całym zespołem prawników, którzy poza odpowiednim przygotowaniem powinni mieć w sobie wiele życzliwości i wielkie serce i być otwarci na potrzeby drugiego człowieka oraz wysoką kulturę osobistą. Pani dyrektor pragnie przede wszystkim pokazać mieszkańcom swojej placówki dobre, radosne strony życia. Poza podstawowymi czynnościami dziennymi w domu pomocy dba się także o pozytywny rozwój osobowości pensjonariuszy, a także zachęca ich do udziału w życiu kulturalnym.


Panie Tomaszu, kończy się kolejny rok naszego życia. Czym dla Pana jest upływ czasu, czy może stanął on w miejscu, czy ucieka bardzo szybko?
Pan Tomasz: Czas biegł, biegnie i będzie biec i nic na to nie poradzimy. A czy z wiekiem szybciej? Na pewno inaczej. My, starsi mieszkając w domu opieki i mając swoje lata, mamy więcej czasu. Ale i tak nie możemy wyrobić się w swoich najprostszych planach. Dochodzę do wniosku, że im więcej mamy pracy, tym więcej zrobimy. Bo my możemy sobie powiedzieć: „później”, bo nie musimy gonić. Dla przykładu, kiedy przynieśli mi wyprane rzeczy, dwa dni leżały, zanim złożyłem je i włożyłem do szafy. Nie chciało mi się, bo powiedziałem sobie, że mam czas. Mam 81 lat i swoje przyzwyczajenia, które z biegiem lat nabrały pewnego rytuału. Tutaj nie mam żadnych obowiązków nałożonych z góry, sam sobie dysponuję dniem. Poza godzinami posiłków. Rano modlitwa, potem patrzę w komputer, co słychać na świecie, trochę w telewizję. No, a potem wychodzę z pokoju sprawdzić, czy wszyscy mieszkańcy żyją. PESEL swoje nabija. Zaskoczyło mnie tutaj odczucie śmierci. Ludzie są zobojętniali na śmierć, nikt nie mówi o umieraniu.

Proszę powiedzieć, jak z perspektywy lat ocenia Pan teraz relacje ludzi, najbliższych w rodzinie?
Wyścig szczurów był zawsze, ale teraz wydaje się, że napędza świat. Moi bliscy nie maja czasu, chociażby z racji pracy. Nie mogą nawet zaplanować godziny obiadu, muszą być pod telefonem i w gotowości do pracy. Mam uszkodzony kręgosłup i ciężko jest mi się samodzielnie poruszać, jeżdżę na wózku. Owszem, rodzina chce mnie zabierać do siebie, ale to jest kłopotliwe, kiedy mieszkają na wyższym piętrze. Ponadto widzę, że teraz już nie ma takich kontaktów, jakie były za moich młodych lat. Nie ma takiej więzi, jak dawniej. Mój dziadek miał 11 dzieciaków i kiedy przyszła sobota, to w domu był hałas i zamieszanie, ale takie pozytywne, bo cała rodzina się zjeżdżała. A kiedy każdy jeszcze wziął ze sobą swoich małżonków i dzieci, to było nas bardzo dużo. Dzieciaki się bawiły, czasami coś tłukły, ale było wesoło. Chciałbym wszystkim na nowy rok życzyć przede wszystkim miłości, by się wszyscy kochali, a nie byli dla siebie wrogami.


Młodość jak zorza poranna szybko przemija -  powiada Kohelet (11, 10). Pani Wando, ucieka nam kolejny rok. Czy z racji choroby, unieruchomienia Pani czas w domu pomocy, zwolnił czy ucieka jak każdemu?
Pani Wanda: Jestem tutaj od trzech lat i mam nadzieję, że nie na zawsze, ale czas pokarze. Mam 71 lat, mąż zmarł 4 lata temu, potem miałam wypadek, który mnie unieruchomił i jestem skazana na wózek inwalidzki. Mam syna, który jest jeszcze kawalerem, często mnie odwiedza. Chciałby, żebym wróciła do domu, chociażby na święta. Mamy mieszkanie na piętrze, więc trudno by było mi się poruszać wózkiem po schodach. Czas tutaj biegnie innym rytmem, nie mam obowiązków. Chciałabym tak, jak dawniej funkcjonować, ale niestety z racji wypadku nie mogę, mam protezy nóg. Moim marzeniem jest, by kiedyś wrócić do domu, sprzątać, gotować, prowadzić normalne życie. Tutaj jest bardzo dobrze, miło, mam tutaj ładny pokój, łazienkę przystosowaną dla mnie, ale wiadomo, co na swoim to na swoim. Nas w domu było dziesięcioro dzieciaków, byłam ostatnia, z czego siedmioro przeżyło. Dziś już nie mamy takich kontaktów, jak kiedyś, porozjeżdżaliśmy się po kraju. Najbliżej mam brata, który mieszka za Poznaniem, ale on też już nie ma zdrowia, by mnie odwiedzać. Mają swoje życie. A życie biegnie tak szybko, że tego czasu ciągle wszystkim brakuje.

Czego chce Pani życzyć innym na nowy rok?
Życzyłabym, by żyli tak, żeby tego życia nie zmarnować, żeby byli mili dla siebie, nie zazdrościli drugiemu, bo wszelkie zło, które wyszło na świecie, to z zazdrości, z zawiści. Życie tak szybko biegnie, że szkoda go na kłótnie, na zazdrość. Bo nigdy nie wiadomo, co komu pisane i co go jeszcze spotka w życiu.


Naucz nas liczyć dni nasze, abyśmy osiągnęli mądrość serca - mówi Psalmista. Pani Mario, proszę powiedzieć, czy z upływem lat człowiek może powiedzieć, że staje się mądrzejszy, czy z wiekiem upływ czasu staje się powolniejszy czy biegnie szybko?
Pani Maria: Przyszłam do tego domu prawie 19 lat temu, aż się wierzyć nie chce, ze to już tyle lat. Z biegiem lat wydaje mi się, że tan czas biegnie coraz szybciej. Jeszcze nigdy czegoś takiego nie przeżywałam, jak teraz. Czuję, że czas ucieka bardzo szybko. Nie wiem, dlaczego, czy Pan już tam nam szykuje miejsce i mamy się ku końcowi. Ostatnio byłam tak chora, że myślałam, że to już koniec, ale dzięki Bogu - żyję. Podskakiwać nie ma już co, bo nie ma jak. Mąż nie żyje od 37 lat, syn zmarł 20 lat temu mając 46 lat, a miałam go jednego. Mam wnuczki i prawnuczkę, ale teraz widzę, że nie ma już takich więzi rodzinnych, jak kiedyś. Nikt nie ma czasu, wszyscy są tacy zabiegani. Odwiedzają mnie znajomi. U ojców jezuitów tutaj w Kaliszu mam siostrzeńca i z nim mam dobry kontakt.

Często wracam myślami do przeszłości, wspominam i te dobre czasy i te trudne. Miałam swoje mieszkanie i już pewien wiek. Bałam się o swoje zdrowie, czy pozwoli mi, bym mogłam chodzić do kościoła, chciałam żyć spokojnie i nie martwić się, jak to będzie, gdy przestanę być samodzielna. I kiedy dowiedziałam się, że w tym domu mogę znaleźć opiekę i przy tym jest kaplica na miejscu, bez wahania złożyłam papiery o przyjęcie. Wiedziałam, że będę miała opiekę, a może i sama przydam się jeszcze, by komuś pomóc. Dziś mając ponad 80 lat wiem, że dla mnie najważniejsza jest wiara w Boga, mnie przy życiu trzyma ufność w Boga i oddanie się Matce Bożej i Chrystusowi. Tutaj mogę się jeszcze realizować. Opiekuję się kaplicą, sprzątam, układam kwiaty itp. Nieraz popatrzę za siebie, jak coś zrobię w kaplicy i cieszę się, że jeszcze mogę coś zrobić, coś na chwałę Bożą. 

Na nowy rok robimy postanowienia, czy Pani mając 80 lat także coś sobie postanawia?
Oj tak, jak sobie coś zaplanuję, czy postawię sobie jakieś zadania, to muszę dotrzymać słowa. Niewiele mogę zrobić, ale postanowiłam się modlić za Ojczyznę, bo teraz bardzo potrzebujemy łaski Bożej. Proszę Boga o wielką nadzieję i wiarę, męstwo i zwycięstwo nad wszelkim złem. Wszystkim ludziom na nowy rok z serca chciałabym przekazać, by się przede wszystkim szanowali, by nie było tej nienawiści, która ogarnęła świat. By panowała zgoda i miłość. Kiedyś jedna z pań tutaj mieszkających widząc, jak jestem zmęczona, powiedziała: „Niech pani idzie do pokoju, położy się i nogi wyciągnie”. Roześmiałam się, bo nikt mi jeszcze nigdy takich życzeń nie składał.

rozmawiała Arleta Wencwel

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Ludzie

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka 24

Opiekun nr 24(511) od 19 listopada 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in. "Brat naszego Boga" - pożegnanie ze św. Albertem oraz artykuł o niedawno otwartej Pustelni Salezjańskiej "Ognisko Miłosierdzia"

Zamów prenumeratę

 

kwartlanik

Kwartalnik "Opiekuna" -
Okno Wiary 2(10) 2017

w którym pragniemy rozmawiać z naszymi Czytelnikami o wierze, Kościele, rodzinie i historii.
W najnowszym numerze o św. Józefie

ARCHIWUM KWARTALNIKA

banner
figazmakiem
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej