Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2017-01-04 09:38:25

Odkrywanie istoty sztuki

Adamem Chmielowskim targały różne miłości i w żadnej z nich nie chciał iść na kompromisy. Tak było gdy pochłaniała go miłość do Ojczyzny, tak też, bez oglądania się na powszechne gusta i oczekiwania, chciał się wyrażać w sztuce, do której wbrew rozsądkowi pchało go serce.

Na kilka dni przed Wigilią uczestniczyłem w spotkaniu opłatkowym w naszym seminarium. Klerycy oprócz wszystkiego innego, co zwykle jest treścią takich spotkań, uraczyli nas też ciekawą inscenizacją, której głównym bohaterem był św. brat Albert Chmielowski. Brat Albert pojawił się, opowiedział trochę o sobie a potem zniknął, ale jak to podsumowali klerycy, nie tak do końca zniknął, bo przecież będzie z nami przez cały rok. Rzeczywiście. Również na naszych łamach.
Dwa tygodnie temu rozstaliśmy się z nim w Paryżu. Wówczas jeszcze Adam Chmielowski po nieudanym Powstaniu, w którym stracił nogę, właśnie otrzymał ponoć najlepszą na owe czasy protezę, która umożliwiła mu w miarę normalne życie, a nawet jak czytamy, możliwość szusowania na łyżwach. Swoją drogą Pan Bóg czuwał nad nim już wówczas, bo przecież gdyby podczas Powstania stracił rękę, to być może nigdy nie odkrylibyśmy Adama Chmielowskiego jako artysty malarza.

Rozsądek i serce
To właśnie w Paryżu nawiązał stosunki ze szkołą w Batignolles i szukał możliwości rozwijania talentu artystycznego i mógł to czynić konfrontując się z wielkimi malarzami tamtego okresu. Na krótki czas powrócił do Warszawy w lipcu 1865 r. i zapisał się do Klasy Rysunkowej coraz bardziej pragnąc rozwijać zainteresowanie malarstwem. Był częstym gościem w pracowni Wojciecha Gersona, gdzie poznał się i zaprzyjaźnił choćby z takimi twórcami jak Maksymilian Gierymski i Ludomir Benedyktowicz. Warto w tym miejscu wspomnieć, że jego rodzina nie była zachwycona, delikatnie mówiąc,  jego malarskim zainteresowaniem. Znając materialną sytuację Adama i jego rodzeństwa radzono mu studia bardziej praktyczne, które dadzą zawód a później pracę i utrzymanie. Planowano więc wyprawić go do Gandawy, aby tam studiował inżynierię i to w tym celu w 1866 roku wyjechał za granicę, zahaczając prawdopodobnie znowu o Paryż. W Gandawie niezbyt dobrze mu szło, ponieważ nie miał żadnych zdolności technicznych i nie cierpiał matematyki, a więc po paru miesiącach porzucił uczelnię. Jakże podobny jest Adam do wielu innych młodych ludzi, również naszych czasów, którzy muszą się ugiąć pod naciskiem rodziny, albo po prostu otoczenia i mody, i brnąć w studia i zawody, które bardzo często nie dadzą im nawet skromnej satysfakcji, nie mówiąc o szczęśliwym życiu. I nie wszyscy mają tyle odwagi i siły, aby jak on, już po kilku miesiącach skorygować błędny wybór i pójść za głosem serca. Nawet jeśli w wypadku Adama, kolejny wybór nie okaże się być tym definitywnym, to jednak dzięki niemu będzie on mógł rozwinąć jeden z licznych talentów, którymi go Bóg obdarzył. Potwierdzi się też po raz kolejny, że Adam nie lubi iść w tłumie, ani tam, gdzie mu każą. Będzie miał zawsze swoje zdanie i z całą stanowczością będzie próbował wprowadzić je w czyn.

Studia malarskie w Monachium
Z Gandawy udaje się więc Adam ponownie do Paryża, gdzie spędza półtora roku. Zamieszkał tam razem z Alfredem Goetzem i prawdopodobnie brał udział jako wolny słuchacz w jego wykładach w Szkole Sztuk Pieknych. Następnie znowu wraca do kraju do krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych. Jednym z głównych powodów, oprócz oczywiście rozwijania swojej wiedzy na temat trendów malarskich, było bardzo prozaiczne pragnienie pozyskania stypendium, które umożliwiłoby mu jakąś stabilizację materialną. W Krakowie zetknął się z Janem Matejką, którego początkowo bardzo lubił oraz z rodziną Lucjana Siemieńskiego, profesora literatury powszechnej UJ. To właśnie dzięki protekcji tego ostatniego otrzymał Chmielowski roczne stypendium od hr. Włodzimierza Dzieduszyckiego, umożliwiające mu studia za granicą. Aby otrzymać stypendium kandydat musiał wykazać się konkretną pracą i Adam zaprezentował dwie prace: Wincentego Pola i Po pojedynku. Najprawdopodobniej z obrazów tych już przebijał się talent autora, bo jesienią 1869 roku Adam Chmielowski mógł wyjechać jako stypendysta do Monachium i tam rozpoczął studia na Akademii Sztuk Pięknych. Spotkał tam swoich kolegów zarówno z Powstania jak i z warszawskiej Klasy Rysunkowej: Maksymilian Gierymski i Ludomir Benedyktowicz. Dzięki nim mógł poznać innych polskich malarzy, takich jak Brandta, Siemiradzkiego, Chełmońskiego, Soldenhoffa, Kurellę i innych.
Wiemy, że Chmielowski bardzo poważnie traktował swoje studia i przykładał się do nauki. Szczególnie mocno pracował nad elementami, które sprawiały mu najwięcej trudności, jak choćby w rysunku, który praktykował u Wagnera. W kwietniu 1870 roku wysłał dwie swoje prace: Dama z listem i Siesta włoska na wystawę Towarzystwa Sztuk Pięknych w Krakowie. Wywołały one odmienne reakcje: z jednej strony ostra krytyka Antoniego Zaleskiego w „Nowej Reformie” (nazwał ten drugi obraz „podmalówą” i kazał autorowi włożyć weń „sześć razy tyle pracy”), z drugiej przychylna recenzja Siemieńskiego w „Czasie?”, jednakże trzeba powiedzieć, że w czasie studiów Chmielowski nie odnosił głośnych sukcesów. Natomiast już wtedy odznaczał się bezkompromisową postawą moralno - artystyczną, która cechowała zarówno jego pracę, jak i sądy o pracach innych kolegów. Przeciwstawiał się kultowi naśladownictwa zręczności technicznej i pokupnego tematu żądał od siebie i innych nastawienia na wysokie tony ideowe, a także wypowiadania się za pomocą światła i koloru. Ciekawie w tym kontekście opisał go jego przyjaciel Maks Gierymski w sowich wspomnieniach: „Nieszczęściem jest, gdy komu przyjdzie ochota łączyć w jedno teorię z praktyką, życie naginać do potrzeb poetycznych, więcej żądać, niż natura dała człowiekowi, niż mu dać mogła”. Te słowa pokazują, że Adam wiele żądał od siebie już w tamtym okresie.

Święci listy piszą
Zatrzymamy się tutaj w biografii św. brata Alberta, a właściwie jeszcze Adama, aby podkreślić ważną rzecz, jaką w jego życiu była korespondencja. Jak zauważył biskup Ryś, „to jest uderzające, że najwięcej pism Brata Alberta stanowią jego listy. Nie wiem, czy on to kochał czy nie, ale pisał bardzo dużo listów”. Biskup Ryś podkreśla dalej, że jest to charakterystyczne dla Świętych: oni piszą listy. Tu mała dygresja o naszych czasach. Kiedyś pisaliśmy listy, przechowywaliśmy je, czekaliśmy na nie... A dzisiaj zredukowaliśmy się do maili, esemesów a ostatnio snapchatowych wiadomości, które znikają po dziesięciu sekundach. Oczywiście „zarobiliśmy” na szybkości transmisji i możliwościach dotarcia do siebie nawet zza oceanu właściwie natychmiast, ale czy na pewno zyskaliśmy? A wracając do listów Adama. Co z nich wynika? Zaglądamy ponownie do biskupa Rysia, który fantastycznie oddaje treść listów. Wynika z nich, „że jest człowiekiem pracy, pracuje po kilkanaście godzin dziennie: studiuje, chodzi do biblioteki, maluje... Maluje „wszystko co się da”, różne tematy. On nie rozumie artystów, którzy całe życie malują np. konie. Nauczył się konia i maluje konia: koń z przodu, koń z tyłu, koń z boku, koń na plecach, koń biały, koń brązowy, koń ze strzałką, koń bez strzałki... a kasa leci. Adam tego nie rozumie. On maluje wszystko, chce być wszechstronny. Idzie mu to ciężko. Kiedy wymyśli sobie temat, do którego nie ma rekwizytów, to rekwizyty robi sobie sam. Jest uparty. Pracuś niezwykły. Z tej pracowitości widać, że chce się uczyć od najlepszych”. Uczyć się od najlepszych to znaczy sięgać do źródeł a nie „pić z konewki”. Nie iść po powierzchni, ale sięgać głębiej. Nie dawać się nabrać na szybkość. To co jest szybkie rzadko kiedy jest dobre. Ks. biskup Ryś zauważa, że przy swojej pracowitości i chęci docierania do źródeł, Adam Chmielowski nie uniknął pułapek i jedną z nich był perfekcjonizm. Z listów też bardzo jasno widać, że jemu nic łatwo nie przychodziło. Nawet malowanie wcale mu łatwo nie przychodziło, ale wielką pracą uzyskiwał pożądany efekt. A trzeba też pamiętać, że on nie szedł naprzeciw gustom powszechnym. Jego interesował sens. I tu raz jeszcze na zakończenie zacytujemy biskupa Rysia: „W sztuce tak naprawdę idzie o człowieka. Jego (Adama) nie interesuje to, jakie maluje obrazy, tylko to, jakim jest człowiekiem. Bo to jakie maluje obrazy, zależy od tego, jakim jest człowiekiem. To było jego myślenie o sztuce, że sztuka jest odbiciem tego, co jest w duszy człowieka, że sztuka pokazuje, na ile człowiek jest kimś. Na ile też ma odwagę być sobą, ma odwagę być kimś indywidualnym. Adam Chmielowski to jest ktoś, kto ma na pewno ambicję bycia kimś. To bycie kimś nie jest mierzone tym, ile zarabia, tylko tym, jaką ma w sobie wielkość ducha, jakie ma wnętrze. I istotne u Adama jest to, że to wnętrze musi być własne, musi być indywidualne. Człowiek musi być sobą, rzeczy robić po swojemu”.
Ciekawe, że znowu, kończąc omawianie kolejnego etapu życia Adama Chmielowskiego, musimy skonstatować, że jemu nie do końca będzie się podobać, jeśli będziemy go imitować. On na pewno pragnie, aby Rok Świętego Brata Alberta Chmielowskiego posłużył nam nie do naśladowania jego samego, ale do odkrycia tego co w nas indywidualne i własne i to „zaprząc” w służbę drugiemu człowiekowi i Bogu. A tymczasem Adam w 1874 roku Chmielowski opuszcza Monachium. Wraca do kraju jako dojrzały malarz znający swe możliwości artystyczne i cele. Tak przynajmniej piszą w jego biografiach, ale czy na pewno on już ma nakreślone cele?

tekst ks. Andrzej Antoni Klimek

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Ludzie

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka 25

Opiekun nr 25(512) od 3 grudnia 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in. rozmowa z kustoszem kaliskiego sanktuarium ks. prałatem Jackiem Plotą, który opowiedział o swojej osobistej relacji z Patriarchą z Nazaretu i o radościach posługi w sanktuarium.

Zamów prenumeratę

 

baner
banner
figazmakiem
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej