Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2018-04-18 08:53:50

Pozwól się ugościć
Lubię przyjmować gości, choć większe imprezy zawsze okupione są pewną dozą stresu, by wszystko dobrze wypadło. Goszczenie się u innych tego elementu jest pozbawione. Wszystko przygotowuje gospodarz, a ja przychodzę, siadam i cieszę się tym czasem. Sprzątanie też wówczas mnie omija. Super sprawa.

Gotowanie sprawia mi wiele frajdy, ale niedzielny obiad wolę zjeść u kogoś, w towarzystwie tych, którzy są mi bliscy. Nawet najbardziej wypasiony i najsmaczniejszy obiad przygotowany na niedzielę, ale zjedzony w samotności, nie smakuje tak jak ten, do którego można usiąść z innymi. Miałam okazję testować to pierwsze i zdecydowanie nie polecam. Do tego niedziela ma swoje „prawa”. Czasu na przygotowanie posiłku jest nieco więcej, więc jest on często nieco (lub o niebo) lepszy, bardziej „dopieszczony”. Nie zdarzyło mi się również świątecznego obiadu jeść u kogoś w kuchni. Sama też nigdy nie wpadłabym na taki pomysł. Stół, obrus, rozłożone nakrycie i danie tego, co najlepsze ze strony gospodarza – to wszystko sprawia, że w jakiś sposób czujemy się ważni, dostrzeżeni, po prostu ktoś dla nas i ze względu na nas się postarał. Ze swojej strony ładnie się ubieramy. Jeśli posiłek jemy u kogoś naprawdę bliskiego, dobrze nam znanego, wówczas nie czujemy się skrępowani, ale wspólnie poprzez rozmowę, drobne gesty, itp. tworzymy ten czas. Jesteśmy w pewien sposób jednocześnie gośćmi i domownikami. Dobrze mieć takie miejsca w gronie rodziny czy przyjaciół. Jedną z takich przestrzeni, do której niesamowicie pasuje powyższy, nieco przydługi wstęp, jest Eucharystia.

Bp Grzegorz Ryś w książce „Mandatum” w kontekście umywania nóg pisze o tym w taki oto sposób: „W czasie Ostatniej Wieczerzy gospodarzem w Wieczerniku był Chrystus, toteż właśnie ON zadbał o umycie nóg swoich „gości”. On wykonał ten gest”. Bp Ryś zauważa, że chociaż fizycznie to uczniowie przygotowali Paschę w Wieczerniku, to jednak gospodarzem był Jezus. Podobnie stało się wcześniej w Kanie Galilejskiej, kiedy zaproszony na wesele sam staje się gospodarzem, ponieważ troszczy się o potrzeby gości i zastawia stół. Jezus stawia ogromną ilość najlepszego wina, jakiego w życiu ucztujący nie pili. „Kiedy Chrystus zastawia stół, uczta jest przeobfita. Zapamiętajmy jednak przede wszystkim tę zamianę ról, jaka dokonała się w Kanie: Chrystus został zaproszony, ale tak naprawdę to On jest tym, który zaprasza. Zawsze. Trzeba o tym pamiętać uczestnicząc w Eucharystii. Często bowiem przychodzimy na Mszę Świętą z poczuciem, że to my coś z siebie dajemy, że robimy coś dobrego, że wykonujemy „pobożny uczynek” - bo przecież poświęcamy Bogu całą godzinę, a w czasie rekolekcji nawet więcej!” - pisze dalej bp Ryś. Kiedy ktoś zaprasza nas na obiad czy kolację, to raczej nie myślimy wówczas, że to my coś dajemy. Dlaczego zatem trudno przyłożyć nam do Eucharystii taki sposób patrzenia? Dlaczego przyzwyczailiśmy się do myślenia, że uczestnicząc w Mszy św., to my wykazujemy się hojnością wobec Boga; że to my Jemu coś dajemy? Przecież to On zastawia stół tym, co najlepsze - swoim Słowem, Ciałem i Krwią. Jest to najlepsza uczta, w jakiej możemy uczestniczyć, a ponadto w pewnej mierze sami ją również tworzymy; jesteśmy zaproszeni, by aktywnie w niej uczestniczyć. Przede wszystkim jednak największą hojnością wykazuje się Bóg względem nas. Jak podkreśla bp Ryś: „Dopóki człowiek tego nie zrozumie, nie zrozumie Mszy Świętej i zawsze znajdzie tysiąc powodów, żeby w niej nie uczestniczyć”. W Psalmie 5 autor zwraca się do Boga: „Ja zaś dzięki obfitej Twej łasce, wejdę do Twojego domu”. To Bóg się „stara”, a my przychodzimy na gotowe i łaską jest to, że możemy z tego korzystać. Kiedy przygotowujemy posiłek dla kogoś, wówczas w przenośni „umieramy” – poświęcamy czas, pieniądze i wysiłek, natomiast ugoszczenie nas Eucharystią realnie kosztowało Boga życie. Nie umarł w przenośni. Bóg jest taki wobec nas nie tylko podczas Eucharystii. Jest taki cały czas. Nieustannie. „Bóg jest ofiarny. Bóg jest tym, który służy. Bóg jest tym, który od siebie wymaga znacznie więcej niż od nas: Abrahamowego syna oszczędził, a własnego - nie”. Bóg jest w ciągłej gotowości, by nam służyć; by się dla nas poświęcać i to na nieograniczoną skalę. Patrząc w taki sposób na naszą relację z Bogiem i doświadczając Jego troski wobec nas, możemy sami zacząć choć trochę w taki sposób funkcjonować. Taką przestrzenią może być gościnność w czasach, kiedy coraz mniej popularne staje się siadanie do wspólnego stołu. W Liście do Hebrajczyków padają słowa: „Nie zapominajmy także o gościnności, gdyż przez nią niektórzy, nie wiedząc, aniołom dali gościnę” (Hbr 13, 2). Fragment ten nawiązuje do Abrahama przyjmującego u siebie trzech wędrowców. Bóg ceni gościnność, co potwierdza zachowanie Jezusa, który odwiedzał domy przyjaciół, dopiero co poznanych ludzi czy nawet niezbyt życzliwie nastawionego faryzeusza Szymona. Ponadto w oskarżeniach Jezus był nazywany żarłokiem i pijakiem. Pomijając negatywny wydźwięk tych słów, mogą okazać się cenną wskazówką. Zapewne wielu uczniów zapraszało go do swojego domu, bo był dla nich ważny. Kiedy zależy nam na ugoszczeniu osoby, a ona odmawia, jest nam przykro. Być może Jezus odwiedzał każdego, kto go zaprosił. A nawet więcej. Jeśli widział potrzebę - sam się wpraszał, jak było w przypadku Zacheusza. Czy dużo wtedy jadł? Jest to możliwe. Przecież sami cieszymy się, jeśli goście z apetytem zjadają to, co im podamy. W czasach Jezusa raczej było podobnie. Musiało cieszyć kobiety, kiedy Jezus sięgał po kolejny kawałek ryby albo placek. Nas by nie cieszyło? Kiedy po zmartwychwstaniu ukazuje się Apostołom, pyta, czy mają coś do jedzenia. Oczywiście, że dzięki temu lepiej dotarło do nich, że Jezus nadal ma ciało. Ale może pomyśleli także z ulgą: „Ufff… To jest ten sam Jezus, z którym spędziliśmy trzy lata i siadaliśmy wielokrotnie do posiłku”. Nieco wcześniej uczniom w Emaus również dał się rozpoznać przy stole.

Bp Ryś stwierdził, że Eucharystia powinna uczyć nas gościnności. Działa to także w drugą stronę, ponieważ gościnność może uczyć nas przeżywania Eucharystii. Do swojego domu nie zapraszamy byle kogo. Kiedy Bóg zaprasza nas do siebie, również pokazuje, że nie jesteśmy dla Niego byle kim.

 Katarzyna Kędzierska




Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Pokolenie JP2

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka 11

Opiekun nr 11(524) od 20 maja 2018

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in o nowych powołanych w diecezji kaliskiej.

Zamów prenumeratę

 

baner
banner
figazmakiem
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej