Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2018-02-08 13:38:36

Trwały związek

trwały zwiazek

Św. Walenty udzielał potajemnych ślubów zakochanym parom w starożytnym Rzymie w czasach, gdy wiara chrześcijańska karana była śmiercią. Narzeczeni byli zakochani nie tylko w sobie wzajemnie, ale i w Jezusie - i to do szaleństwa, po uszy! Ryzykowali dla Niego życiem. Skąd wiadomo, że to, co czujemy, jest prawdziwą miłością? Poznamy ją po słowach, czynach, spojrzeniu, czy czułych gestach?

Prawda jest taka, że nie ma jednego sposobu, złotej metody na to, by upewnić się, co do kochania. Sprawa jest bardziej skomplikowana niż nam się wydaje..., ale warto ją poznać i przeżyć. Przede wszystkim każdy z nas jest inny. Zostaliśmy wychowani w różnych domach, gdzie uczono nas okazywać emocje. Jedni rodzice częściej przytulali, inni rzadziej. Jedni krzyczeli, krytykowali, czasem sprawili lanie, inni cierpliwie tłumaczyli, a karali zakazem telewizji albo „szlabanem”. Od dzieciństwa programowano nas na taki czy inny model osobowości. Opiekunowie zapewne chcieli jak najlepiej. Różne charaktery w połączeniu z wychowaniem dają całą gamę dorosłych, którzy chcą się ze sobą dogadać, a nie umieją. Dlaczego? Zapominamy o tym, że są różne języki miłości. Żona wyraża „kocham cię” słownie. Mówi tak mężowi przy śniadaniu, całując go czule w policzek. A on? Nic, tylko pracuje i pracuje..., przychodzi do domu zmęczony. Mąż wyraża „kocham cię” swoim poświęceniem, ciężką pracą. Chce, by jego rodzinie niczego nie brakowało.
Małżonkowie czują to samo, ale inaczej wysyłają komunikaty. Grunt, żeby wzajemnie uświadamiać sobie o różnicach i wspólnych cechach. Im więcej o sobie wiemy, tym łatwiej nam ze sobą być. Skąd wiadomo, że małżeństwa zawierane przez starożytnych chrześcijan w Rzymie były z prawdziwej miłości? Po pierwsze oni sami to wiedzieli najlepiej, ale niestety nie mamy szansy dowiedzieć się od nich więcej. Po drugie, czy ktoś o zdrowych zmysłach ryzykowałby życie dla randkowania, spotykania się i zawarcia związku z kimś, na kim mu nie zależy? Wiadomo, że nie. Rzymianin w życiu nie umówiłby się z chrześcijanką, gdyby mu się nie podobała i gdyby serce nie zabiłoby mocniej na jej widok. Wniosek? Jednym z dowodów prawdziwego uczucia jest trwanie przy boku drugiego nawet w najgorszym momencie. Jeśli pojawiają się przeszkody mniejsze lub większe (np. brak akceptacji ze strony znajomych lub poważna choroba jednego z partnerów) i jedno znika prawie natychmiast, to już możemy być pewni, że osoba ta nie była w pełni zaangażowana. Stare przysłowie mówi, że przyjaciela poznaje się w biedzie. Małżeństwo też jest oparte w dużej mierze na przyjaźni. Niektóre pary z długoletnim stażem twierdzą nawet, że druga połowa jest przede wszystkim przyjacielem. Nie trzeba daleko szukać. Każdy z nas zna na pewno niejeden przypadek, gdzie dwoje ludzi zakochało się w sobie po długim czasie koleżeństwa, a następnie przyjaźni.
Kiedy wydaje nam się, że już nic nie jest na pewno i rządzi nami mętlik, bardzo łatwo jest stracić czyjeś zaufanie. Chcemy dla własnego spokoju otrzymać niezaprzeczalny dowód umiłowania. Sami do końca nie wiemy, jak ten dowód ma wyglądać, ale oczekujemy go. Wystarczyło, że druga strona kilka dni milczała albo przestała na jakiś czas okazywać zainteresowanie, a w głowie pojawiają się nam czarne myśli. Tragedia, koniec, zerwanie, a to całkiem niepotrzebnie. Kobiety inaczej bowiem (szczególnie na początku związku) odbierają sygnały zainteresowania. Mężczyźni potrafią zachowywać się jak sprężyna. Raz okażą czułość, troskę, a innym razem milczą i tym samym skazują partnerkę na niepewność. Co wtedy zrobić? Dać mu przestrzeń! Nie nagabywać telefonami i wiadomościami, a zająć się sobą, czymś miłym, przyjemnym. Partner nie może stać się naszym całym życiem, a jego częścią. To samo tyczy się mężczyzn. Najgorsze, co może być, to wczepić się w życie drugiego i nie opuszczać na krok. Oczywistym jest, że gdy jesteśmy zakochani, chcemy każdą wolną chwilę spędzić z obiektem naszych westchnień. Wszystko ma jednak swój umiar. Zamknięcie w złotej klatce i śledzenie każdego kroku szybko poprowadzi do wypalenia. Najgorsza z możliwych opcji to związanie się z kimś dla wypełnienia pustki, a nie dla samej drugiej osoby. Podejście egoistyczne, bo nastawione na zapewnienie samemu sobie ulgi, jakiegoś braku wewnątrz. Krąży powszechne przekonanie, że jeśli ktoś nie jest w związku, to musi być z nim coś nie tak. Kompletna bzdura, która prowadzi do wielu nieporozumień i nieszczęść. Pod presją otoczenia ludzie wiążą się na siłę, traktując małżeństwo jako kolej rzeczy.
Zapominamy o tym, że nasze serce jest najlepszym detektorem. Wyposażono nas w intuicję i rozum. Gdy dopadają nas wątpliwości, rozpaczliwie szukamy rozwiązań i odpowiedzi. Opowiadamy o naszych sprawach sercowych znajomym, przeszukujemy internet. Co człowiek, to opinia. W efekcie więcej szkodzimy niż dążymy do porozumienia. Szczere mówiąc, to im więcej postronnych wtrąca się w sytuację między dwojgiem, tym gorzej dla nich. W sprawach miłości doradzać może tylko jeden - Bóg. On jest miłością.
Możemy modlić się o światłość i mądrość, by nasze serce kierowało się rozważną drogą wyboru. Światło miłości wskaże kierunek. Jeśli będziemy działać zgodnie z własnym sumieniem, wszystko dobrze się potoczy. Trzeba mieć serce i patrzeć w serce. Odstawić poradniki, komedie romantyczne, seriale, przestać słuchać znajomych i zacząć wierzyć samym sobie. Otwarcie się na drugiego człowieka to największy skarb.
Bo kwiaty są nie tylko od święta, ale i na przeprosiny... Chodzi o to, że wiele relacji kończy się, gdy pojawia się konflikt. Zamiast kompromisu i ofiarowania wolności wybieramy przyciskanie do muru. Przy pierwszej lepszej okazji zrywamy, no bo „jak już teraz się kłócicie, to co będzie później”. Pewna tajemnica, znana niewielu osobom brzmi: wcześniej i później będą kłótnie. Takie jest życie i nie unikniemy tego. Nigdy nie znajdziemy pełni szczęścia, jeśli założymy, że idealny związek to taki, gdzie nie ma spięć. Spójrzmy prawdzie w oczy, a raczej popatrzmy na siebie w lustrze. Jesteśmy z krwi i kości, mamy zalety i wady. Trwały związek nie zbuduje się w pięć minut. To proces, który wymaga cierpliwości i wybaczania.

Tekst Katarzyna Smolińska

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Pokolenie JP2

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka 11

Opiekun nr 11(524) od 20 maja 2018

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in o nowych powołanych w diecezji kaliskiej.

Zamów prenumeratę

 

baner
banner
figazmakiem
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej