Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2017-05-02 11:50:36

Z nich zaś największa jest miłość...

Serce bije szybciej. Po koncentracji nie ma nawet śladu. Świat wygląda lepiej, niż zdjęcie z ulotki biura podróży. Kto z nas tego nie zna? Gdyby zapytać dziecko, nastolatkę i emeryta o to, czym tak naprawdę jest miłość, pewnie uzyskalibyśmy trzy różne odpowiedzi.

Może dlatego że każdy z nas jest inny? Dobrze. Ale umówmy się - to „zalatuje” lekkim banałem. Celowo zestawiam przedstawicieli trzech grup wiekowych. Dlaczego? Im więcej doświadczenia ma człowiek, tym więcej ma spostrzeżeń. Zacznijmy od początku.

My, ludzie, chętnie spędzamy czas w towarzystwie. Kawa, ciastka, herbata i cały ten kram. A jak nie, to kino, park, siłownia. Tak już mamy, z natury. Wprawdzie nie możemy wybrać, do której rodziny będziemy należeć, ale... możemy wybrać, kogo chcemy do niej przyłączyć. Nierzadko dobieramy sobie „ekipę” na zasadzie podobieństw i im bardziej przypominamy swoich znajomych, tym dłużej byśmy z nimi siedzieli. Teraz załóżmy taką sytuację: mamy wspaniałych rodziców, grono naprawdę wyjątkowych przyjaciół i do tego przebojowych braci z nieziemskimi siostrami w pakiecie. Powtarzam: załóżmy. Po prostu nie mamy prawa czuć się samotni. A jak dorzucimy do tego długie godziny w pracy, szkole, czy na uczelni, to plan zapięty pod samą szyję. Do tego stopnia, że aż trudno znaleźć nawet chwilę dla siebie, prawda? O normalnych porach snu nie wspominając, bo po co. Aż tu nagle, zupełnie niespodziewanie, w naszym życiu pojawia się On. Lub Ona. Przez duże „O”. Istota inna niż wszystkie, jakie do tej pory stąpały po ziemi. Ktoś, komu żaden znany nam do tej pory człowiek nie powinien nawet butów za przeproszeniem czyścić. Panie i panowie, dla naszych przyjaciół i całej reszty wesołego grona właśnie zapadliśmy się pod ziemię.
Taka osoba zachwyca swoją oryginalnością. Zadziwia intelektem. Zaskakuje poczuciem humoru. Najpierw jakieś uśmieszki, potem sugestywne spojrzenia. Pierwsze podejście najważniejsze, przecież trzeba zrobić dobre wrażenie. Wiecie, o czym mowa. A może i nie. Mniejsza o to. Wystarczy dobrze rozegrać karty i okazuje się, że zaczynamy spędzać razem coraz więcej czasu. No i się zaczyna - romantyczne oprogramowanie aktywne. Wspólne godziny są zbyt krótkie. Zaraz po pożegnaniu czujemy jakąś pustkę. Tęsknimy. Nie można wytrzymać! Zaczynamy kombinować nad okazją do następnego spotkania.
Sytuacja wygląda tak dobrze, że się wierzyć nie chce. Scenariusz całego pozostałego życia już tam leży, napisany namiętnie i skrupulatnie. Czyżby przemknęła nam myśl o ślubie? Pytanie... suknia koniecznie bez ramion, a welon przynajmniej trzymetrowy. I mają grać „Ave Maryja” na skrzypcach. Wspólne mieszkanie? Tylko niech okna będą od południa. Bo ja lubię ciepło. A dzieci? Jedno, albo dwójka. Tak na początek. To i jeszcze więcej myśli pędzi przez zwoje z prędkością światła. Nam bez dwóch zdań, ale... czy możemy mieć pewność, że druga strona czuje to samo? Każdy człowiek wie, że świat to nie scena, a życie niewiele ma z bajką wspólnego. Reżyser Sławomir Kuligowski ujmuje to krótko, a bardzo treściwie. „Dopiero płacąc za błędy, uświadamiamy sobie ich cenę”.
Mówi się, że każdy napotkany człowiek ma za zadanie nas w jakiś sposób doświadczyć. Czy nam się to podoba, czy nie, właśnie tak to działa. Jedni uczą nas pokory. Dzięki drugim potrafimy wyrazić swoją kreatywność i dążyć do celu. Jednak nikt nie zdobędzie się na ten akt łaski (i pomysłowości), żeby ułożyć cykl tutoriali z serii:  „Wybierz odpowiedniego towarzysza życia już dziś”.  Tego musimy nauczyć się sami. I to nierzadko na porażkach. Niestety raczej bolesnych.
Chęć bycia docenianym i akceptowanym drzemie w każdym z nas. W kimś bardziej, a w kimś trochę mniej. W niektórych to nawet już nie drzemie, ale domaga się prawa głosu.
W pewnych przypadkach potrzeba jest tak silna, że jej spełnienie wydaje nam się być czymś bezcennym. Oczywiste więc jest, że próbujemy tę potrzebę zaspokoić. Dobrze, jeśli trafimy na kogoś, kto bezinteresownie odpłaci się za czułe traktowanie podobnie albo tym samym. Gorzej, gdy odbywa się to w niewłaściwy sposób lub z niewłaściwymi ludźmi. Niektórym zdarza się nie zauważać, że tkwią w związku, który już dawno powinien zostać zakończony, bo jest tak toksyczny, że niszczy nie tylko wewnątrz, ale czyni spustoszenie również na zewnątrz nas. Moim zdaniem taka postawa bierze się z uporu. Tylko zawziętość ma to do siebie, że sprawdza się w walce o słuszną sprawę. Słowem, musimy wiedzieć, czy gra jest warta świeczki. A ślepa fascynacja i zapatrzenie w drugiego człowieka raczej nie ułatwią nam rozeznania w sytuacji. Oprócz tego nie byłoby źle, gdybyśmy pamiętali, że w relacjach z ludźmi, zwłaszcza tych bliższych, nie tylko obarczamy odpowiedzialnością, ale sami ją bierzemy za drugą osobę. Trwanie w relacjach, które wyraźnie nam szkodzą, może później rzutować na dalsze pojmowanie miłości jako takiej. A przecież jest ona jednym z najwyższych uczuć, na jakie stać człowieka...
Czasami zamiast na siłę angażować się w nowe znajomości, może lepiej uzbroić się w cierpliwość i zainwestować w osobisty rozwój? Nie ukrywajmy -  odtrącenie w sprawie, na której nam zależy, zawsze boli. I pozbieranie się po upadku nie jest łatwe, zwłaszcza wtedy, kiedy leciało się naprawdę na poziomie. Tylko co nam da taplanie się we własnej krzywdzie, albo zagłuszanie bólu siłą? Od kiedy emocje dają się stłumić na żądanie? Tutaj potrzeba czasu. Leczy rany? Cóż, prędzej czy później same się zabliźnią, o ile nie będziemy ich z uporem maniaka drapać. W końcu, co cię nie zabije, to wiesz co z tobą zrobi. Zdarza się, że po prostu nie warto przedłużać czegoś, co od dawna nie powinno trwać. Na koniec pozwolę sobie przytoczyć jedno z japońskich przysłów, które stawia sprawę zupełnie (nie)jasno: „Jeśli chcesz coś znaleźć, musisz przestać tego szukać”.

tekst Oliwia Wachna

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Pokolenie JP2

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola

Opiekun nr 17(504) od 13 sierpnia 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in. reportaż z pierwszych dni pieszej pielgrzymki na Jasną Górę, o reanimacji tradycji robienia bukietów na uroczystość Matki Bożej Zielnej oraz pomaganiu dzięki podróżowaniu rowerem.

Zamów prenumeratę

 

kwartlanik

Kwartalnik "Opiekuna" -
Okno Wiary 2(10) 2017

w którym pragniemy rozmawiać z naszymi Czytelnikami o wierze, Kościele, rodzinie i historii.
W najnowszym numerze o św. Józefie

ARCHIWUM KWARTALNIKA

banner
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej