Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2017-04-21 10:11:41

Odejścia

Księga Mądrości mówi: „A dusze sprawiedliwych są w ręku Boga i nie dosięgnie ich męka. Zdało się oczom głupich, że pomarli, zejście ich poczytano za nieszczęście i odejście od nas za unicestwienie, a oni trwają w pokoju” (Mdr 3, 1-3). Są jednak odejścia, które powinniśmy traktować, jak prawdziwe nieszczęście i unicestwienie.

W Nowym Testamencie jest wiele greckich słów oznaczających „odchodzenie”. Pojawiają się w różnych kontekstach. Po zwiastowaniu Anioł odchodzi od Maryi. I bardzo dobrze. Zostawia ją z Bożą tajemnicą. To całkiem pozytywne odejście. Ani Gabriel, ani Maryja nie czuli żalu przy rozstaniu. Wydawać by się mogło, że taki smutek przy okazji pożegnania wynika jedynie z tęsknoty i towarzyszy serdeczności, jaka łączy ludzi. Biblia pokazuje natomiast, że negatywne uczucia, żal, smutek i pustkę można przeżywać, gdy wprawdzie ktoś odchodzi, ale trudno dopatrzeć się tam miłości, czy choćby jakiejś życzliwości.
W bardzo znanym fragmencie z Księgi Rodzaju w toku wartkiej akcji może umykać nam pewien szczegół. W raju pojawia się wąż, który wprowadza zamieszanie w ustabilizowane życie Adama i Ewy. Pierwsza kobieta daje się podejść kusicielowi.  Po ostatniej kwestii wypowiedzianej przez węża czytamy: „Wtedy kobieta spostrzegła, że owoce tego drzewa ładnie wyglądają, są dobre do jedzenia i do zdobycia wiedzy. Sięgnęła więc po owoc, zjadła i dała też mężczyźnie, który był przy niej, a on zjadł. Wtedy obojgu otworzyły się oczy i poznali, że są nadzy. Zerwali więc liście z drzewa figowego i zrobili sobie przepaski” (Rdz 3, 6-7). Kluczowe pytanie brzmi: gdzie jest wąż? Nie ma. Rozpłynął się, ulotnił. Zostawił ich samych z problemem. Nagich. Właśnie w taki sposób postępuje z nami. Kusiciel nigdy nie będzie serdecznym kumplem. Kusiciel najpierw pakuje nas w kłopoty, a następnie zostawia nas samych. Nawet, jeśli grzech całkiem nieźle smakuje i jakoś ciężko nam negatywnie go ocenić, to poczucie samotności, jakie ze sobą przywlókł, nie pozostawia wątpliwości, kto podsunął nam smakowity kąsek. Podobną historię przytacza Jezus w jednej z przypowieści: „Królestwo niebieskie podobne jest do człowieka, który zasiał na swoim polu dobre ziarno. Gdy ludzie spali, przyszedł nieprzyjaciel, nasiał chwastu pomiędzy pszenicę i odszedł” (Mt 13, 24-25). Uśpiona czujność stwarza okazję nieprzyjacielowi. W Ewangelii wg św. Łukasza Jezus przytacza opowieść o bandytach, którzy napadli na człowieka, pobili go, „zostawiając ledwie żywego i odeszli” (Łk 10, 30). Pobity człowiek nie był bez winy. Sam pchał się w kłopoty. Silvano Fausti pisze: „Jest to droga Adama, który oddala się i ukrywa przed Bogiem. Człowiek jest uciekinierem, natomiast Syn Człowieczy pielgrzymem”. Pierwsi rodzice, śpiący ludzie i ofiara zbójców mają ze sobą wiele wspólnego. Nie robią tego, co powinni. To jest do bólu proste. Kiedy choć trochę próbujemy ominąć Boże pragnienia, stwarzamy okazję nieprzyjacielowi, z której on bez zwłoki korzysta. Tu nie ma najmniejszej taryfy ulgowej. Kusiciel nie będzie wobec nas łaskawy i miłosierny. Nie poczeka aż jeszcze bardziej nagniemy Boże prawo. Jemu naprawdę na nas zależy, jakkolwiek przewrotnie to brzmi. Chce nas zgubić i wykorzysta najmniejszą okazję. Św. Jakub w swoim liście pisał: „To własna pożądliwość wystawia każdego na pokusę i nęci. (…) Nie dajcie się zwodzić, bracia moi umiłowani!” (Jk 1, 13-16). Sami często podajemy się przeciwnikowi na tacy. I z tą naszą tacą zostajemy sami. S. Fausti pisze: „Nieprzyjaciel, uderzywszy, odchodzi. Osiągnął swój cel, którym jest szkodzenie z zazdrości”. To zdanie obrazuje wszystkie trzy historie. Dość smutne, ale mają one dobre zakończenie, choć jest to raczej szczęście w nieszczęściu. Bóg w raju szuka Adama, gospodarz nie porzuca swojego pola, a pobitego człowieka Samarytanin bierze pod swoją opiekę. Takiego mamy Boga. Nie obywa się oczywiście bez doświadczenia konsekwencji. To nie „beckspace”. Blizny pozostają. Nieprzyjaciel nie osiąga jednak swego celu. Jego zamiar zostaje udaremniony przez miłosierdzie Boga.
Historia z jakimś odchodzeniem może zatem być dramatyczna, ale ze względnie szczęśliwym finałem. Ale mogą być też historie na pozór nie tak tragiczne, bez kusiciela w roli głównej. Krew nie chlusta na prawo i lewo, więc te sytuacje nas zbytnio nie trwożą. A jednak powinny. Też są o odchodzeniu. Ale takim trochę po angielsku. Niemal niezauważonym. Kto tak odchodzi? My sami.
Pewnego dnia do Jezusa podchodzi młody chłopak. Grzecznie zagaduje. Rozmowa toczy się wartko. Jedno, drugie pytanie. Chłopak w pewnym momencie dociska - postępuję dobrze, ale chcę być lepszy, co jeszcze mogę zrobić? Czego brakuje mi do szczęścia? Czemu to wszystko nie daje mi satysfakcji? No i dostaje odpowiedź. „Jeśli chcesz być doskonały, idź, sprzedaj swój majątek i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem wróć i chodź za Mną” (Mt 19, 21). Pewnie nie tego się spodziewał. „Gdy młodzieniec to usłyszał, odszedł zasmucony. Miał bowiem wiele posiadłości” (Mt 19, 21). Nikt nikogo nie pobił. Chłopak po prostu odszedł smutny. Taki mały smuteczek, który będzie mógł ukoić nowym markowym ciuchem albo dobrym winem. Chciwość to nie tylko pragnienie, by mieć więcej, ale też strach, by nie stracić. Nie straciliśmy, więc powinniśmy być zadowoleni. Skąd więc ten smutek? Ponieważ tu również przemyka cień kusiciela, który wmawia nam, że tracenie jest największym nieszczęściem, jakie może nas spotkać. Oczywiście tracenie tego, co jest w jakiś sposób namacalne czy odczuwalne. Pieniądze, przedmioty, czas, relacje, władza, uznanie, zainteresowanie, wpływy itd. Jeśli jednak zachowujemy wszystko dla siebie, tracimy łaskę. Problem w tym, że łaska jest abstrakcyjna i nieatrakcyjna. Przynajmniej „na pierwszy rzut oka”. Podobną sytuację z zawiedzionymi oczekiwaniami przytacza św. Jan. Kiedy Jezus przestaje zajmować się wyłącznie uzdrawianiem, rozdawaniem jedzenia i opowiadaniem niegłupich, ale jednak dość łatwostrawnych przypowieści, a zaczyna mówić rzeczy trudne, gorszące czy wręcz obraźliwe lub obrzydliwe, wówczas „wielu uczniów Jego odeszło i już z Nim nie chodziło” (J 6, 66). Jezus mówiąc o tym, że da im do jedzenia swoje Ciało, zdecydowanie nie spełnił ich oczekiwań. Poszli swoją drogą. W sumie nic takiego się nie stało. Może wrócili do życia sprzed spotkania Jezusa. Żadnej makabry. Nawet nie ma mowy o najmniejszym smuteczku. I to jest prawdziwy dramat - odejście bez cienia żalu. Nie wiemy, czy uczniowie wrócili. Nie wiemy też, co zrobił młodzieniec. W tamtym momencie wszyscy mieli jeszcze możliwość powrotu. To daje pewną nadzieję.
Ostatnia historia jest znana. Na pozór wydaje się głupio-radosna, ale tu nie będzie żadnego happy endu. Więcej. W tej opowieści nie ma żadnych złudzeń, co do mrożącego krew w żyłach końca. Mamy dziesięć kobiet. Czekają na gospodarza imprezy. Wejdą razem z nim. Czas płynie, robi się ciemno, lampy dogasają. Pięć nie ogarnęło sytuacji i nie posiada zapasowej oliwy. Taki drobiażdżek. Trochę im przykro. Próbują wysępić od tych, które mają jej więcej, ale to się nie udaje. Beztrosko więc pobiegły na rynek. Odeszły. Cóż miały przecież robić? Może pan młody nigdy nie przyjdzie. Albo przyjdzie za tydzień. Może „zahaczyły” jeszcze o kilka innych stoisk. Tu ciuchy, tam torebki. Hopsa la la. Wreszcie wróciły. Ewangelista pisze: „Nadchodzą w końcu i pozostałe panny, prosząc: Panie, panie, otwórz nam!” (Mt 25, 11). No w końcu przyszły. Nikt im nie zatrzasnął drzwi przed samym nosem. Wesele trochę już trwało. Ich odejście nie było chwilowe. Trwało tak długo, że ostatnie, co słyszą, to: „nie znam was” (Mt 25, 12).
We wszystkich fragmentach z Nowego Testamentu pojawia się to samo greckie słowo „aperchomai” oznaczające odejście, jednak bohaterowie są mimo wszystko różni - tak jak my. Oczywiście będziemy wiele razy odchodzić. Grunt, żebyśmy wracali. Bo pewne jest także to, że nieprzyjaciel też wróci, by znowu odejść.

Tekst Katarzyna Kędzierska

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Pokolenie JP2

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola

Opiekun nr 15(502) od 16 lipca 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in pielgrzymka do Kalwarii Zebrzydowskiej, o pasjonacie odlewnictwa w brązie i głębokim sensie urlopu w pojedynkę.

Zamów prenumeratę

 

kwartlanik

Kwartalnik "Opiekuna" -
Okno Wiary 2(10) 2017

w którym pragniemy rozmawiać z naszymi Czytelnikami o wierze, Kościele, rodzinie i historii.
W najnowszym numerze o św. Józefie

ARCHIWUM KWARTALNIKA

banner
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej