Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2017-03-23 11:19:09

A co młodych to obchodzi, skoro pragną władzy?

pokolenie

Wiadomo, że każdy dba w pierwszej kolejności o swoje interesy. Swoje i swoich najbliższych, ale własne „ja” będzie zawsze ważne. Mądry człowiek chce, by rządzący myśleli jak on, a przynajmniej by nie byli głupsi. Trudno rozgraniczyć, kto jest równie mądry, jeśli większość ludzi uważa siebie za wszystkowiedzących.

Jakie czasy były najlepsze w dziejach ludzkości? Ja wiem! Nikt pewnie na to nigdy nie wpadł, ale jestem przekonana, że dorośli nie raz o tych latach wspominali. Otóż najlepsze czasy, to były „moje czasy”. Wiele razy widziałam sytuacje, gdy starsze osoby zbulwersowane wypowiadały magiczne: „a za MOICH CZASÓW…” Dziwne to jest, że ludzkość zna tyle wojen, upadłych państw, zbrodni i znieczulicy, a wciąż to, co przychodzi nowe, jest coraz gorsze. Mamy takie, a nie inne dzieci. Trzeba je kochać i cieszyć się, że je mamy. Oczywiście znajdzie się grupa osób, która spojrzy na to z pogardą i westchnie: „a za moich czasów to było inaczej…” Te „moje czasy” wydają się być magiczne, niczym utopijna kraina, gdzie wszystko było takie piękne. Dzieci były grzeczne, nie pyskowały, dorośli nie popełniali błędów, a z nieba padała oranżada… Eh…
Czasem mi się wydaje, że nawet w średniowieczu dzieci wzbudzały podobne emocje. Renesansowe były jeszcze bardziej nieznośne, o barokowych nie wspominając. Te współczesne to już jakaś tragedia, a co to będzie dalej! Naprawdę to zadziwiające, że z coraz bardziej rozwydrzonych dzieciaków mamy coraz mądrzejszych dorosłych.
„Moje czasy” minęły bezpowrotnie, ale tworzą się nowe. Zapewne będą tak samo cudownymi „moimi czasami”, ale to za jakieś trzydzieści lat. Nowoczesność bulwersuje, bo ludzie mają tendencje do zapominania własnej niesubordynacji. Nie chcą pamiętać psikusów, które wyrządzało się w szkole, ponieważ gdyby ich dzieci się o tym dowiedziały, stałyby się gorsze, niż ich rodziciele!
I co się dziwić młodym, skoro wciąż słyszą, że kiedyś było lepiej, za „moich czasów”. Młodzież nie zna innych czasów, niż ich obecne, więc pragnie zmian! Skoro mama i tata mówią, że nie jest dobrze, to trzeba to zmienić. Od zarania dziejów styka się zatem tradycja z nowoczesnością. Tradycja jest sprawdzona, wie co i jak, boi się być porzucona. Nowoczesność idzie, jak burza, wierzy w swoją siłę, niesie nadzieję na lepszą sytuację dla wszystkich. Starsi nie będą po stronie nowoczesności, bo my ludzie już tak jesteśmy skonstruowani, że boimy się tego, co nieznane. Wolimy swoje, znane i oswojone.
Po setkach lat tworzenia ustrojów, hierarchii i modyfikacji formy władzy, wciąż jesteśmy niezadowoleni. Dzielimy się na nas i was, na lepszych i gorszych. Istniała już teoria rasy panów i niewolników, którą dzisiaj tak potępiamy. Zresztą… przez tyle wieków istniało niewolnictwo, które zniesiono w XIX wieku. W XX wieku dochodziło do wielu sporów na tle rasowym, zresztą dzisiaj wciąż mamy ten sam problem. Jak mamy zatem myśleć o jedności, skoro nadal są podziały, a dopiero raczkujemy jako równi.
Podziały tworzą się z różnych powodów, m.in. z pychy. Zauważyłam ostatnio wiele sporów i niezgody z powodów dotacji, pomocy społecznej czy programów dofinansowujących. Z jakiej racji jeden ma, drugi nie. Ja nie dostałem, a oni tak i to tylko z powodów kryteriów. Ludzie czują się pokrzywdzeni, pominięci, gorsi i biedniejsi. Dlatego buntują się, chcą być bardziej doceniani, a siłę przynosi im młodość.
Gdy rozpoczynałam własną działalność i zakładałam firmę, miałam w sobie nieskończone pokłady energii. Uparłam się, jak osioł, że osiągnę szczyty, będę lepsza od innych, bo mam talent, siłę, osobowość. Odkryłam w sobie coś fajnego, co się podobało także innym. Byłam często chwalona, ale również krytykowana. Każdego, kto śmiał mnie skrytykować, uznawałam za wroga. Byłam pewna, że zazdrości mi, chce wyładować na mnie swoje frustracje i ma problemy z głową! Rzecz jasna faktycznie zdarzyło się, że znaleźli się tacy, którzy chcieli mi zaszkodzić z zawiści. Byli też tacy, którzy zwracali mi uwagę w dobrej wierze. A ja młoda, tętniąca życiem i zapatrzona w wizję sukcesu nie widziałam tego, co dla mnie robią. Nie umiałam przyjąć konstruktywnej krytyki, bo przecież siła tkwi w świeżej krwi!
Dzisiaj widzę, że szczęście to równowaga i to pod wieloma względami. Młodzi mają więcej siły, są sprawniejsi i działają szybciej, toteż sprawując władzę, mogą zrobić wiele dobrego. Nie zaszkodzi jednak od czasu do czasu poradzić się starszych, ponieważ „moje czasy” miały w sobie z pewnością wiele pouczających i przydatnych kwestii. Młodość to często czas, gdy szybciej się robi i mówi, niż myśli. Roztropność przychodzi z wiekiem i rzadko jest wrodzona. Bardziej przeżywamy wzloty i upadki, świat nam się kończy szybciej niż mrugniecie powieki. Popadamy ze skrajności w skrajność, podatni jesteśmy na wpływy. Dziecięca naiwność nie znika razem z metryką i u każdego to proces indywidualny. Ostatnio usłyszałam, że człowiek tak naprawdę dojrzewa całe życie. Bardzo mi się to spodobało… to takie adekwatne. Czy politycy dojrzeją do tego, by stworzyć ugrupowanie dla każdego, a nie tylko dla kręgu, których łączy wyłącznie wspólny interes?
Pan X z Panem Y dyskutują od lat, który ma rację. Od lat zajmują się polityką, obrzucają się oskarżeniami, wyciągają błędy sprzed tych wszystkich lat pracy na stanowisku państwowym. Nadal nie potrafią dojść do porozumienia, nie umieją ze sobą rozmawiać. Jak zatem młodzi mają uczyć się kultury negocjacji, skoro poziom przedstawicieli ich narodu woła o pomstę do nieba? Media upubliczniają wielokrotnie sceny niczym z teatru albo cyrku, obrażając naszą inteligencję. Pan Bóg i ewolucja ukształtowały nam całkiem sprawnie działające mózgi i własny osobisty rozum, zatem nie jest takie oczywiste, że damy się omamić w ciągu dwudziestu minut wieczornych newsów z pierwszej ręki.
Wielu starszych już polityków przywołuje „moje czasy”, ale dziwnym trafem nie potrafi zaproponować wprowadzenia ich najważniejszych i najkorzystniejszych elementów w życie. Mam wrażenie, że największą władzę i najwięcej poparcia mają zawsze ci, którzy najlepiej umieją kłamać. Siła blefu jest wprost proporcjonalna do rozczarowania ludzi, którzy oddali na nich swój głos.
Młodzi chcą wiele zmienić, chcą by było lepiej. Często gubi ich zbytnia pewność siebie i poczucie nieomylności, ale z drugiej strony też nie mają zbyt dużego wsparcia i wyboru w starszych i bardziej doświadczonych. Co chwila ujawniane są afery, odkrywane są zdrady i współpraca na dwa fronty. Warto stawiać na młodych, na „moje nowe czasy”, ale najbardziej warto podążać za… prawdą.

Tekst Katarzyna Smolińska

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Pokolenie JP2

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola

Opiekun nr 11(498) od 21 maja 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in prezentacja pięciu diakonów, którzy za kilka dni przyjmą święcenia oraz rozmowa o historycznym fenomenie objawień w Fatimie.

Zamów prenumeratę

 

Kwartalnik "Opiekuna" -
Okno Wiary 1(9) 2017

w którym pragniemy rozmawiać z naszymi Czytelnikami o wierze, Kościele, rodzinie i historii

ARCHIWUM KWARTALNIKA

banner

Padre gotuje humor26330

Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej