Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2018-04-09 08:58:11

Ikona
Pierwsze skojarzenie? Grekokatolicy, ewentualnie prawosławie (ku mojemu niedawnemu zaskoczeniu odkryłam, że to nie to samo...). No, wschodnie sąsiedztwo i cerkiew w każdym razie. A tu coś takiego... jakby pewna część głowy wylądowała wraz z ręką i nogą na ścianie; poważnie. W ogóle moje najstarsze wspomnienia związane z tym słowem pochodzą z czasów, gdy dotykowe telefony nie były specjalnie powszechne, ale nałogowo wręcz grało się w kultową grę o symulacji życia – odpuszczę sobie kryptoreklamę. I wtedy trzeba było klikać w różne ikony na pulpicie. Pojemne słowo, znaczeniowo oczywiście.
Poszukiwania bibliografii do pracy o wolnej woli człowieka w kontekście narracji teistycznych to bardzo… „czasożerne” zajęcie. Nic dziwnego, iż wreszcie musiał nastąpić moment odpłynięcia od głównego nurtu eksploracji. Tak znalazłam fascynującą wzmiankę, która, rzecz jasna, natychmiast zażądała mojej uwagi. Całe moje kulawe szczęście, że okazała się tego warta.
O Matce Eugenii Ravasio wiem tyle, co i ty, jak przypuszczam. Chyba że po prostu mam w sobie coś z ignoranta. Tak czy inaczej, w kwestii wiedzy o niej bardziej wiarygodnym źródłem ode mnie będzie ogólnoświatowa Sieć, popularnie zwana internetem. Ograniczę się do prostych, niemal żołnierskich słów: oprócz Chrystusa jest tylko jedna osoba, która zobaczyła Boga Ojca na własne oczy. Zgadza się, to właśnie ona. Nie wiem, czy to za sprawą iście anielskiego fresku z Kaplicy Sykstyńskiej, czy może dzieła Williama Blake’a o akcie stwórczym, ale gdybym miała sobie wyobrazić Boga… zawsze widziałabym Go w powłóczystych szatach i z brodą przypominającą żydowskiego patriarchę. Leciwy, surowy, śmiertelnie poważny mężczyzna – tak by wyglądał. Widok, czy może raczej spotkanie, ikony Ojca jest totalnym zaprzeczeniem całego tego pomysłu. Feeria barw to trochę za dużo powiedziane, jednak kolory są niezaprzeczalnie imponujące. Sama postać Taty jest pozbawiona brody (!), tego dystansującego atrybutu i już „nie straszy”. Korona i berło leżą u Jego stóp, jakby chciał pokazać, że tu wcale nie chodzi o posiadanie władzy. Prawa dłoń, którą unosi nie po to, żeby karać, ale by pobłogosławić. Świat, spoczywający w lewej dłoni, przytula do siebie. Tak po prostu. Czy ja widzę delikatny uśmiech? Oby to nie była tylko gra świateł lub nadinterpretacja. Niesamowite. To trzeba zobaczyć!
Zawsze, czy na kościelnych kazaniach, czy na szkolnych katechezach, gdzieś brakowało mi przesłania o bezwarunkowej akceptacji. Krótkie i wyświechtane zdanie o tym, że „Bóg cię kocha” słyszałam tak często, że dla mnie jego sens uległ stępieniu; powiedzmy sobie szczerze, piękna i wartościowa sentencja wśród niektórych osób stała się obiektem niesmacznych parodii. Co, może nie? Tu było inaczej, bardziej bezpośrednio, a przede wszystkim realniej, bardziej wiarygodnie. Lubię mieć czarno na białym, konkretnie i jasno. Jestem sceptykiem, nie daję się łatwo wymanewrować. A jednak okazuje się, że chcę mieć taką ikonę w domu. Co się stało?

Oliwia Wachna

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Felietony

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka 15

Opiekun nr 17(530) od 12 sierpnia 2018

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in
artykuły o Matce Bożej w różnych odsłonach

Zamów prenumeratę

 

baner
banner
figazmakiem
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej