Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2018-02-08 13:10:13

Dar i skuteczna pomoc dla małżonków

„A po co nam ślub kościelny” - słyszałem już takie stwierdzenie. Odwołując się do tego, co powiedział Chrystus, rzeczywiście, można dowodzić, iż tylko przyjęcie chrztu jest warunkiem, by wejście do królestwa niebieskiego: „Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony”. Niemniej dalej jest powiedziane: „A kto nie uwierzy, ten będzie potępiony”.
O zbawienie zatem chodzi, a to wiąże się nie z czymś innym jak z wypełnieniem misji, do której zostaliśmy przez Boga powołani. Zadanie nie łatwe. Wydaje się nawet, że wymogi jakie stawia powołanie do miłości są nie do pokonania (a cechy miłości prawdziwej wymienia nam św. Paweł w 1Kor 13, 1-13). Bóg jednak nie mógłby wymagać od nas rzeczy niemożliwych, a jeśli wyznacza zadania, to daje też moc, aby im sprostać. Mamy takie wskazanie: „Bo synowie tego świata roztropniejsi są w stosunkach z ludźmi podobnymi sobie niż synowie światła”. Jeśli potrafimy korzystać np. z dopłat bezpośrednich, to jak zatem nie brać z tego, co daje sakrament małżeństwa. Ale o tym, to tylko na spokojnie (przy kawie) można porozmawiać, by wszystko sobie wyjaśnić i dojść do wspólnych wniosków. Co bowiem znaczy wierzyć Bogu i jakie mogą być przejawy, że jednak Mu nie wierzymy. Argumenty i kontrargumenty wysuwane w nieodpowiedniej atmosferze (a niestety zdarza się to i podczas odwiedzin duszpasterskich) do niczego dobrego nie prowadzą. Na obronę związku niesakramentalnego można zatem wysuwać stwierdzenie: „To nasze życie!” i bez dobrej woli nie obalimy tego nawet nauczaniem Apostoła Narodów: „Nikt zaś z nas nie żyje dla siebie i nikt nie umiera dla siebie: jeżeli bowiem żyjemy, żyjemy dla Pana; jeżeli zaś umieramy, umieramy dla Pana. I w życiu więc i w śmierci należymy do Pana”.  Jak ważne jest zatem, by wszystko dobrze poukładać, bo gdy się nie ułoży, wtedy pretensje ma się do Boga, Kościoła i do swoich duszpasterzy. Kryzys rodziny idzie w parze z kryzysem wiary. A szatan, który Kościoła nienawidzi, będzie nieustannie miał na celowniku rodzinę - Kościół domowy. Ileż zatem zranień w sferze naszej ludzkiej miłości. O. Józef Augustyn SJ napisał:  „Nie kochamy innych najczęściej nie dlatego, że nie chcemy, ale dlatego, że nie umiemy. Nie czując się kochani, nie jesteśmy w stanie kochać. Ponieważ nie doświadczaliśmy poczucia bezpieczeństwa, nie umiemy go dawać innym. Ponieważ nie byliśmy wysłuchani, nie umiemy słuchać…”. Miłość rzeczywiście jest sztuką - jak podkreślił to Erich From w swej książce „O Sztuce Miłości” - sztuką, której uczyć musimy się przez całe życie. I można przywołać tu parafialną katechezę dla młodzieży ponadgimnazjalnej i nauki dla narzeczonych, niemniej w miłości winniśmy wzrastać w rodzinach, bo one są jej elementarną szkołą. Oprócz ludzkiego doświadczenia miłości i wszelkich przygotowań do małżeństwa, oprócz nieustannych starań i wysiłków jest jeszcze i ten wątek nadprzyrodzony. Łaska Boża jest do zbawienia koniecznie potrzebna, ale od niej też zależy szczęście, jakość i trwałość we wspólnym pożyciu małżonków. Zapewne pamiętamy z lekcji religii, że każdy sakrament udziela dwojakiej łaski. Pierwsza, która jest wspólna dla wszystkich sakramentów - to łaska uświęcająca. Ona, ujmując rzecz katechizmowo: „czyni duszę miłą dla Boga”. Każdy sakrament udziela także łask swoistych tylko dla siebie i taką jest łaska płynąca z sakramentu małżeństwa. Ona daje moc do wypełniania obowiązków małżeńskich (i w świetle sakramentu małżeństwa sporo możemy przypisać tej łasce uczynkowej). Dlaczego zatem tak wielu małżonków nie wie, czy nie wierzy (!), że sakrament otrzymany (udzielony sobie) w dniu ślubu, daje małżonkom szczególne prawo do ufności, iż Bóg pomoże im w wypełnieniu obowiązków stanu? Pius XII napisał: „Jest prawem Bożej Opatrzności w porządku nadprzyrodzonym, że ludzie nie otrzymują pełnych owoców przyjmowanych sakramentów (…) o ile nie współpracują z łaską. Łaska (sakramentu) małżeństwa pozostanie w większej części bezużytecznym talentem zakopanym w ziemi, o ile małżonkowie nie będą wykorzystywać tych nadprzyrodzonych pomocy oraz pielęgnować pilnie ziaren łaski, które otrzymali. Jeśli jednak czyniąc wszystko co leży w ich mocy współpracują z nią pilnie, będą w stanie z łatwością wypełniać obowiązki swego stanu. W ten sposób poprzez sakrament zostaną umocnieni, uświęceni i w pewien sposób konsekrowani”. Warto na serio traktować świadectwa tych małżeństw, którym jednak się udaje lub udało po różnych perypetiach, czy kryzysach. I jeszcze jedno - modlitwa! Jak bardzo pomaga rodzinom wspólny pacierz. Chciałoby się rzec, że najpierw świadomość obecności Bożej na ślubnym kobiercu, a potem ta świadomość każdego dnia. Ktoś z resztą bardzo mądrze odniósł się do kwestii wspólnej modlitwy małżonków, iż byłoby nieporozumieniem, aby i tą jakże ważną dziedzinę życia przeżywać oddzielnie. A że sytuacje różne przydarzyć się mogą i że mamy teraz Nadzwyczajny Rok Świętego Józefa Kaliskiego, warto przypomnieć, że jest taka modlitwa zwana „Telegramem do św. Józefa w nagłej potrzebie”. Tu też wielu małżonków poświadczy, jak bardzo ona jest skuteczna, gdy do Oblubieńca Najświętszej Dziewicy kierują ją małżonkowie.

ks. Piotr Szkudlarek

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Felietony

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka 1516

Opiekun nr 4(517) od 11 luty 2018

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in rozmowa z ks. Krzysztofem Lipińskim, diecezjalnym duszpasterzem osób niepełnosprawnych

Zamów prenumeratę

 

baner
banner
figazmakiem
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej