Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2011-04-01 11:16:34

Camino de Santiago 

Dzień XX Almuna - La Caridad

camino

Muszę się Wam przyznać na początku, że już od dobrych kilku dni zachwycam się pogodą na szlaku Del Norte i gratuluję sobie wyboru tej właśnie drogi. Zwłaszcza, że dostaję czasem informacje od przyjaciół w Polsce, którzy piszą o strasznych upałach i martwią się, jak ja daję sobie radę wędrując przez znaną z gorąca Hiszpanię. A tymczasem tutaj pogoda jest wręcz fantastyczna. Nie tylko nie spadł jeszcze nigdy porządny deszcz godzien tego miana, to jeszcze wbrew oczekiwaniom nie jest aż tak strasznie gorąco. Może to zasługa bliskości morza, a może (przepraszam za grę słów) Boże błogosławieństwo, ale tak właśnie to wygląda i nie wnikam w głębsze racje, tylko Panu Bogu dziękuję.

Dlaczego ten wstęp? Ano dlatego, że w dwudziestym dniu pielgrzymowania jednak spadł deszcz. Tak, tak, godzien tego miana. Niemal od 6.00 rano, kiedy opuściliśmy albergue, aż do 11.00, chwilami rzęsisty, chwilami ledwie mżący, ale rozmiękczał nas bez przerwy. Kupiona za 20 zł w sklepie Dekathlon przeciwdeszczowa peleryna zdała egzamin chroniąc plecak i trzy czwarte ciała, poczynając od głowy. Jednakże z tej peleryny woda niechybnie ściekała na moje buty. Nie wiem, czy pamiętacie, że dylemat wyboru butów pomiędzy ciężkimi i relatywnie nieprzemakającymi górskimi butami z goretexu „za kostkę” i lekkimi adidasami do biegania po lasach, rozwiązałem na korzyść tych ostatnich i aż po dziś dzień byłem przeszczęśliwy z takiego wyboru. Oczywiście nie byłem jednak zaskoczony, kiedy już po kilkudziesięciu minutach deszczu obficie spływającego z peleryny w dół po łydkach, buty były kompletnie mokre i z każdym krokiem słychać było charakterystyczne chlupanie, które miało w sobie coś z mantry. Jednakże nie oddałem się bez końca tej smutnej mantrze, ponieważ to, że przemokną moje lekkie adidaski było pewne jak błoto w Bieszczadach, ale że przemokną super „wypasione” najdroższe w sklepie goretexy Iron Marty, tegośmy się nie spodziewali! A też przemokły! I jeśli ktoś myśli, że praktyczny pojedynek obuwia zakończył się remisem, jest w błędzie. Dokładnie w momencie, w którym przestało padać natrafiliśmy na bar i zatrzymaliśmy się na café americano i rogalika. W łazience była tam elektryczna suszarka do rąk, której, niech mi to będzie wybaczone, użyłem do... wysuszenia moich lekkich butów. Nawet nie pięć minut na buta i były suchutkie! Jeszcze tylko suche skarpetki z plecaka na nogi, mokre z nóg na plecak i gotowe! Chyba nie muszę mówić, że posiadacze ciężkich traperów chlupiącej mantry słuchali aż do wieczora ;-) 

Dzisiaj rozmawiam dobrych kilka godzin z Anitą, która wczoraj podzieliła się ze mną gorącą fasolką. Na dobrą sprawę jest niewierząca i choć jest mi z tego powodu przykro, w pewnym sensie ją rozumiem, bo już w domu rodzinnym, przynajmniej z tego, co mi opowiedziała, nikt jej wiary nie przekazał. Ale w ogóle jest to dość dziwna dziewczyna. Mieszka sama, pracuje w miejscu, którego nie lubi i... nie chce niczego zmieniać. Nawet tej pielgrzymce nie chce dać szansy, aby ją w jakiś sposób otworzyła, bo traktuje Camino tylko i wyłącznie jako najtańszą formę zwiedzenia północnej Hiszpanii. Rzeczywiście w Navia się żegnamy, bo Anita chce pozwiedzać zabytki, a później wsiądzie w autobus i dojedzie do któregoś z kolejnych albergue. Nie wiem, czy się jeszcze spotkamy, szkoda mi jej i mam nadzieję, że udało mi się choćby w części przekazać jej, jakim jestem szczęściarzem, bo czuję na każdym kroku, jak Bóg mnie kocha. Nawet gdy te kroki stawiam z trudem, bo moja łydka sztywna jak klocek przypomina o sobie przy każdym z nich.

Dzisiaj znowu miałem szczęście natrafić na otwarty kościółek św. Rocha, gdzie mogłem sprawować Eucharystię ku czci Matki Bożej z Karmelu. Martyna, jako moja pielgrzymkowa parafianka uczestniczy w niej i już do końca dzisiejszego odcinka idziemy razem. Dzisiaj dostałem trzy sms-y. Jeden lekko niepokojący, jeden radosny i jeden… zadziwiająco metafizyczny. Pierwszy był od Juana, bombero czyli strażaka, który przez długą część trasy był naszym kompanem, a obecnie jest jakieś 100 km przede mną. Dojechał autobusem, bo chce dojść do Santiago, a nie ma na tyle czasu. Informuje mnie, że im bliżej Santiago, tym więcej ludzi i coraz trudniej o miejsce do spania. Sms radosny był od Aniki, pamiętacie koleżanka z pracy, którą wspieram modlitwą z powodu operacji. No więc sms mówi, że TO, co jej operacyjnie usunięto z okolic mózgu NIE BYŁO złośliwe. Co za radość! I wreszcie trzeci sms. Żebyście w pełni pojęli moją reakcję, musicie wiedzieć, że mój śp. tato miał na imię Władysław, a i moja mama Emilia też już jest świętej pamięci. Otrzymuję sms-a od numeru, którego nie ma w mojej komórce i zaczynam czytać: „Synku, pomódl się za mojego Władysława...” Jestem zszokowany, podnoszę oczy ku niebu i z niedowierzaniem mówię: „Mamo… sms? Z nieba?” Potem czytam dalej i uśmiecham się do obu mam, tej mojej i tej od sms-a, którą okazuje się być pani Helenka pracująca w naszej kurii, prosząca mnie o modlitwę za męża, który ma mieć operację. Modlitwa jak w banku, pani Helenko! Dochodzimy do schroniska w La Caridad i jeszcze tylko jeden dylemat: nocować tutaj, czy przejść jeszcze kilkanaście kilometrów do Tapia de Casariego, o której tak piszą pielgrzymi na forum: „Zdecydowanie polecam nie tylko schronisko w Tapia de Cesariego, najpiękniej położone na całym Del Norte tuż nad wodą i kamienistą plażą, ale również samo miasto wraz z licznymi piaszczystymi plażami. Albergue darmowe, pieczątka leży na stole, żadnego hospitallero, żadnej puszki na donativo“. Serce się rwało, ale słabe kości się sprzeciwiły i w ten sposób drugie legendarne albergue na trasie przejdzie mi koło nosa. Ale i tak zrobiliśmy dzisiaj niemal 30 kilometrów na trudnym odcinku i jeszcze w deszczu, więc fundujemy sobie w restauracji kolację „full wypas”: dwa dania gorące plus czerwone wino, czyli menu peregrino za 8 euro. A co!?!

Pielgrzym

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Camino de Santiago

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola

Opiekun nr 15(502) od 16 lipca 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in pielgrzymka do Kalwarii Zebrzydowskiej, o pasjonacie odlewnictwa w brązie i głębokim sensie urlopu w pojedynkę.

Zamów prenumeratę

 

kwartlanik

Kwartalnik "Opiekuna" -
Okno Wiary 2(10) 2017

w którym pragniemy rozmawiać z naszymi Czytelnikami o wierze, Kościele, rodzinie i historii.
W najnowszym numerze o św. Józefie

ARCHIWUM KWARTALNIKA

banner
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej