Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2018-05-18 12:35:06

Mateusz odłożył telefon i energicznie zabrał się za zmianę koła. Jednak ku jego coraz większej rozpaczy okazało się, że koło zapasowe, które woził w samochodzie, a które jak do tej pory nigdy nie było mu potrzebne, niestety nie pasowało. To było po prostu koło od innego samochodu. Sprzedawca auta oszukał nie tylko jego, ale i tych kilku mechaników, których Mateusz w czasie zakupu samochodu prosił o konsultacje. Dokładnie pamiętał, jak sprzedający chwalił się, że oryginalne koło zapasowe, które było tylko kołem dojazdowym umożliwiającym dojazd do najbliższej stacji obsługi, zastąpił pełnowartościowym kołem zapasowym. Było ono może i pełnowartościowe, ale niestety nie do tego samochodu. Przez kilka minut Mateusz myślał, że jest po prostu niezdarą i nie potrafi nawet zmienić koła w samochodzie, ale w końcu stało się ewidentne, że otwory do przykręcenia śrub po prostu nie pokrywają się.
Mateusz spojrzał w swój telefon i zastanawiał się dokąd zadzwonić. Gdyby był w okolicy domu nie miałby żadnych problemów, ale był przecież oddalony o kilkaset kilometrów. Zaczął gorączkowo przeglądać dokumenty od ubezpieczenia, aby znaleźć numer telefonu assistance, którą miał opłaconą. Na szczęście telefonista po drugiej stronie odpowiedział dość szybko. Mateusz opisał jak potrafił swoje położenie i nie pozostało mu nic innego, jak cierpliwe oczekiwanie. Jak na złość pogoda, dotychczas wspaniała, zaczęła gwałtownie się pogarszać i niebo pokryło się ciężkimi burzowymi chmurami. Wsiadł ponownie do samochodu, ale nie potrafił usiedzieć spokojnie, więc korzystając z faktu, że jeszcze nie padało i nie oddalając się zbytnio od samochodu zaczął spacerować dookoła. Od razu poczuł się znacznie lepiej.
Przypomniał sobie, że zawsze tak się działo. Kiedy miał jakiś problem nigdy nie powinien pozostawać w domu, ani nawet w kościele. Zdecydowanie lepiej radził sobie ze stresem będąc w ruchu. I to bez względu na pogodę. Dlatego kiedy poczuł na głowie pierwsze krople deszczu nie od razu wrócił do samochodu, ale jeszcze przez kilka minut spacerował. Potem jednak, aby do końca nie przemoknąć, musiał ostatecznie schronić się w samochodzie. Ale do tego czasu zdążył zupełnie zapanować nad swoimi emocjami i uspokoić się. W końcu nic się nie stało. Po prostu musi wrócić do domu jutro przed godz. 13.00. A była dopiero 17.00, a więc jeszcze mnóstwo czasu, aby zaaranżować powrót do domu bez względu na to, jak rozwiąże się problem z samochodem. Ostatecznie mógł zadzwonić do jednego ze swoich przyjaciół i na pewno któryś z nich dałby radę wsiąść w samochód, przyjechać tutaj i dostarczyć go na miejsce na czas. Pewnie gdyby powiedział choćby Danielowi przez telefon, że ma problem z autem, to ten by już coś wymyślił. Ale nie chciał nikogo fatygować. Wierzył, że sam sobie da radę.
- Oczywiście Panie Boże z twoją pomocą – dodał półgłosem do swoich myśli. - Więc może zrób coś w tym kierunku, proszę, bo pani Krysia zasługuje na piękny pogrzeb!
Przez dłuższą chwilę zamyślił się nad swoją parafianką, która wprawdzie chorowała ostatnio, ale nikt by nie pomyślał, że Pan Bóg ją tak szybko odwoła do siebie. Kobieta była prawdziwą „siłaczką”. Po tym wszystkim co przeszła w swoim życiu, po piekle jakie jej zgotował mąż alkoholik, zanim nie umarł, po nadludzkim wysiłku z jakim dopięła swego, aby piątka dzieci mimo wszystko wyrosła na ludzi, a wreszcie po bezgranicznej wierności parafii i kapłanom w niej pracującym, wszyscy myśleli, że pani Krysia teraz pożyje jeszcze ze 20 lat w spokoju ciesząc się wnukami. Nawet Mateusz w tych kilka miesięcy, odkąd był w parafii, zdążył się zorientować jak bardzo była ona oddana, przede wszystkim Matce Bożej, a przez to również parafii. Nie było takiej sprawy, od sprzątania, przez wypiek ciast, po różne zbiórki pieniężne na sprawy parafialne, których pani Krysia nie byłaby w stanie zorganizować. I tylko jednej rzeczy nie znosiła: podziękowań w kościele. Właśnie dlatego Mateusz wiedział, że musi być na jej pogrzebie, bo wreszcie te podziękowania muszą wybrzmieć. Przebiegając w myślach ostatnie miesiące Mateusz zaczął się jednak domyślać, co być może odebrało chęć życia tej niestrudzonej kobiecie. Otóż jej dwoje dzieci zamieszkało za granicą. Syn w Holandii a córka w Norwegii. Tam założyli rodziny i mimo że oboje mieli małżonków Polaków, to jednak zdecydowali, że ich przyszłość będzie na obczyźnie. I niestety pozostała trójka rodzeństwa też coraz częściej wyjeżdżała na prace sezonowe za granicę i te pobyty coraz bardziej się wydłużały. Coraz częściej pojawiały się dyskusje, czy po prostu nie dołączyć na stałe do brata albo siostry. I pani Krysia naprawdę nad tym bolała. Dzieci były dobrze wychowane, religijne, kochały matkę, ale perspektywa życia „tam” ciągle była znacznie bardziej atrakcyjna niż „tu”. I może pani Krysia po prostu nie chciała dożyć momentu, w którym zostanie sama? Kilka razy pojechała do swoich dzieci i wnuków za granicę ale za każdym razem wracała z mocnym przekonaniem, że więcej tam nie pojedzie, a już na pewno nie na zawsze.
- Proszę księdza, to nie dla mnie – mówiła. - Ja sobie muszę codziennie pogadać z sąsiadkami, wskoczyć do kościoła na adorację przynajmniej, ale jak na Mszę to jeszcze lepiej, a tam do kościoła daleko, w dni powszednie zawsze zamknięty, a i gęby nie ma do kogo otworzyć. Ja bym tam się wykończyła w parę miesięcy. Zresztą, ksiądz mnie zna, ja nie jestem typem samotnika, ja potrzebuję wspólnoty, potrzebuję rozmowy, a języka obcego już się nie nauczę. A więc mowy nie ma o życiu gdzie indziej. Tylko, żeby mnie tu samej nie zostawili - dodawała i Mateusz teraz sobie to dokładnie przypominał. Ona nie chciała zostać sama.
Ale okazało się, że nie musiała doczekać tego zawodu, że dzieci ją zostawią, bo Pan Bóg potrzebował jej gdzie indziej. Kiedy tak rozmyślał wreszcie na drodze pojawił się pojazd Pomocy technicznej. Kierowca nie był szczególnie zadowolony z wezwania w taką pogodę i patrzył na Mateusza wzrokiem pełnym niechęci.
- Mógł pan chociaż to przebite koło założyć z powrotem, bo przecież muszę pana wciągnąć na pakę – powiedział zgryźliwym tonem widząc uniesiony na lewarku samochód i leżące na ziemi koło zupełnie mokre od deszczu.
- Przepraszam, nie pomyślałem o tym, no i zaczęło padać – tłumaczył się Mateusz, który rzeczywiście nie wiedzieć czemu był przekonany, że pomoc techniczna od razu naprawi koło i było mu teraz głupio, bo zanim zaczęło padać on sobie przecież przez kilka minut spokojnie spacerował. Ale naprawdę nie pomyślał o założeniu z powrotem zepsutego koła.
- No dobra! Zaraz to założę – powiedział pojednawczo kierowca z pomocy drogowej zakładając przeciwdeszczową pelerynę. W kilka minut uporał się z kołem i sprawnie wciągnął samochód na swoją ciężarówkę.
- Niech pan wsiada do szoferki – powiedział do Mateusza i sam szybko zdjął pelerynę i wsiadł do pojazdu. - Więc tak, proszę pana, z ubezpieczalni mi powiedzieli, że mam pana dostarczyć do najbliższego hotelu a samochód do warsztatu. Jutro rano zrobią koło i będzie pan mógł ruszyć w drogę - powiedział zadowolony z siebie.
- Przepraszam, że panu marudzę, ale jednak ja bym wolał, żeby samochód już dzisiaj był sprawny, bo jutro na 13,00 muszę być w Pomyślu, to naprawdę ważne dla mnie i nie chcę ryzykować spóźnienia – powiedział Mateusz starając się prosić z największą możliwie pokorą.
- Pan by wolał, tak? A ja bym wolał siedzieć w domu, zamiast tutaj pana szukać po lesie! Że też się panu zachciało dróg panoramicznych... - mężczyzna nie patrzył na Mateusza tylko na drogę. - Co ja mam z tym amatorami leśnych przygód... Ciekawe, gdzie pan tę kobitkę ukrył?
- Jaką kobitkę, o czym pan mówi? - Mateusz poczuł się dotknięty do żywego.
- A nic, przepraszam, może pan niewinny, ale tu najczęściej na tą drogę skręcają, wie pan, w wiadomym celu, a potem ja tu muszę przyjeżdżać i jeszcze nieraz udawać, że nic nie widzę, nic nie słyszę i nic nie powiem, jak te małpki z Japonii – tłumaczył się kierowca. - W każdym razie, nie sądzę by ktokolwiek mógł to panu jeszcze dzisiaj naprawić. Warsztaty są już pozamykane, trzeba czekać do jutra.
- Naprawdę mi zależy, proszę pana. Na pewno zna pan jakiegoś mechanika, który ma warsztat przy domu. Jestem gotów zapłacić za taką pracę poza godzinami, bo rozumiem prawo każdego do odpoczynku, ale muszę być jutro o 13.00 na miejscu. To bardzo ważne... Chodzi o pogrzeb kogoś dla mnie ważnego – prosił Mateusz.
- Czy pan jest może księdzem? - zapytał kierowca przyglądając mu się uważnie.
- Tak. Ale nie chciałem o tym mówić, żeby pan nie pomyślał, że oczekuję jakiegoś specjalnego traktowania – odpowiedział Mateusz.
- Uhm – mężczyzna chrząknął z zakłopotania. - Wie ksiądz, przepraszam, za te głupie aluzje wcześniej, zobaczymy co da się zrobić.
Następnie mężczyzna wyciągnął komórkę i wykonał kilka połączeń. Kilka pierwszych rozmów zakończyło się fiaskiem. Ale po czwartym telefonie uśmiechnął się do Mateusza.
- Załatwione! Będzie ksiądz musiał zapłacić za używaną oponę na zmianę, ale tak będzie najszybciej. Za mniej niż godzinę będzie ksiądz w drodze powrotnej do domu.
- Jestem panu niezmiernie wdzięczny, nie wiem jak to panu wynagrodzić – powiedział Mateusz.
- Nie ma sprawy. Pomodli się ksiądz za moją córkę. Ma stwardnienie rozsiane – powiedział cicho mężczyzna a uśmiech zniknął z jego twarzy. Z twarzy Mateusza zresztą też.

Jeremiasz Uwiedziony

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Beletrystyka

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka 12

Opiekun nr 13(526) od 17 czerwca 2018

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in
relacja z 22. Spotkania Młodych na Lednicy

Zamów prenumeratę

 

baner
banner
figazmakiem
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej