Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2017-03-23 11:26:16

Jasna i ta druga strona księży(ca) - odcinek 247

jasna 247

Na początku trochę się zdenerwował, ale potem to nawet miał z tego niezły ubaw. Strzywąż aż huczał od plotek odnośnie wizyty policjanta na plebanii. Mimo, że w niedzielę po tej wizycie, Mateusz podczas ogłoszeń duszpasterskich opowiadał o inicjatywie dotyczącej mapy zagrożeń, z którą przyszedł do niego policjant, prosząc o rozpropagowanie jej wśród parafian, mimo wiszącego w gablocie ogłoszenia, znakomita większość mieszkańców nie potrafiła skojarzyć tych dwóch faktów. Ogłoszenia ogłoszeniami, kto by się tam przejmował, ale policja na plebanii, to było coś nowego w dość spokojnej zazwyczaj wsi. I tak do Mateusza docierały wszelkiego rodzaju hipotezy.
- To które ci się najbardziej spodobały? - zapytał ze śmiechem Maciej, kiedy mu o tym odpowiadał.
- Powiem ci szczerze, że już nie potrafię nawet wszystkich spamiętać, ale najciekawsze... No to na przykład taka, że prawdopodobnie jestem zamieszany w handel kradzionymi autami. Co prawda mnie nie zaaresztowali, ale mam na nodze specjalną bransoletkę i policja kontroluje każdy mój krok. Wiesz, taki swoisty areszt domowy. Ta plotka chyba ma najszerszy zakres, bo jak mamy nabożeństwo do Matki Bożej Nieustającej Pomocy i klęczę na klęczniku przed ołtarzem to połowa zgromadzonych wiernych mało sobie karku nie skręci, byle tylko spojrzeć na moje stopy wystające spod sutanny, czy aby nie dojrzą tej bransoletki. Mówię ci, nieraz aż ciężko skoncentrować się na modlitwie - opowiadał Mateusz.
- Ty, a pokaż no te twoje łydki, może to jednak prawda? - Maciej ze śmiechem udawał, że chce sprawdzić kolegę.
- Teraz to też się już tylko śmieję, ale na początku to trochę mnie wnerwiało. Wyobraź sobie, że przychodzi do mnie student, który w Strzywążu bywa raz na parę miesięcy i mówi, że chce ze mną pogadać, chociaż wie, że mam różne problemy na głowie, choćby z tą policją, co była na plebanii... Albo taki pan Stasiu z Rady parafialnej bierze mnie na bok, rozgląda się dookoła, czy aby nikt nie słyszy i szepcze mi do ucha, że jego kuzyn jest dobrym prawnikiem, jakbym potrzebował pomocy, to on mnie potraktuje ulgowo, a normalnie to bierze ciężkie pieniądze za każdą konsultację. I wiesz, te spojrzenia ludzi, te kiwania głowami. Ten wyraz oburzenia u niektórych starszych parafianek. Teraz już mi przeszły nerwy, więc biorę to na wesoło. Jak widzę jakąś taką skrzywioną minę, to od razu się pytam: „Co tam pani Marysiu, jakiś problem w domu?” A pani Marysia z obrażoną miną cedzi: „U mnie nie” i czeka aż się zacznę tłumaczyć... 
- Wiadomo, że nam daleko do świętości - powiedział Maciej -  ale pamiętasz, jak czytaliśmy o św. Janie Marii Vianneyu, jak to po nim w Ars „jeździli” jak po łysej kobyle oskarżając go, że jakąś kobietę uczynił brzemienną, a on się nawet nie mógł bronić, bo był związany tajemnicą spowiedzi? To było dopiero wyzwanie! A on i tak kochał tych ludzi i się za nich modlił i dla nich poświęcał. Nam póki co aż takie ciężkie sytuacje się nie zdarzyły, ale my też musimy sobie umieć jakoś radzić z tymi różnymi plotkami, bo chyba żaden ksiądz w parafii nie może powiedzieć, że coś takiego go nigdy nie spotkało.
- A propos św. proboszcza z Ars, to oczywiście jedna z plotek odnośnie policjanta dotyczyła rzekomego niepłacenia alimentów przeze mnie, na dziecko, które mam gdzieś z kimś mieć - przypomniał sobie Mateusz. - Ale wiesz co? Ten student, o którym wcześniej wspomniałem, to właściwie przyszedł do mnie w sprawie swoich problemów sercowych. Wiesz, on wierzący chłopak, a zakochany jak się wydaje w dziewczynie z zupełnie innej bajki i nie wie, czy się w to w ogóle pakować. I jak ja się go zapytałem, dlaczego przyszedł do mnie, to mi powiedział coś takiego, co jeszcze teraz mi powoduje gęsią skórkę i dreszcze na plecach.
- Co takiego? - Maciej podniósł oczy z zainteresowaniem.
- Powiedział, że przecież nie ma lepszego specjalisty od miłości niż ksiądz... i wiesz, jemu nie chodziło o mnie, Mateusza, ale w ogóle ksiądz.
- I tak cię to zaskoczyło? - zdziwił się Maciej.
- Nie, wiesz, ja miałem jeszcze okazję poznać śp. ks. Aleksandra Zienkiewicza, którego wszyscy nazywaliśmy Wujkiem. On już wtedy był w podeszłym wieku i ciągle nam powtarzał, że skoro Pan Bóg go trzyma tak długo, to on już może mówić tylko o jednym. O miłości. Ja wtedy byłem klerykiem i sobie pomyślałem, że ja chcę być jako ksiądz specjalistą od miłości. I całe moje życie staram się podtrzymywać ten testament Wujka, więc nie dziwi mnie fakt, że ksiądz powinien być specjalistą od miłości. Natomiast zaskoczyło mnie, przyznaję się bez bicia, że dzisiaj ciągle są młodzi ludzie, którzy w to wierzą.
- I co mu powiedziałeś? - zapytał Maciej.
- Komu? - Mateusz jak zawsze, kiedy wygłaszał jakieś ważne deklaracje o swoim życiu tracił poczucie czasu i często również tematu rozmowy.
- No temu studentowi, co się zakochał w dziewczynie z innej bajki? - Maciej za to nigdy nie tracił wątku z oczu.
- A, no tak, Wiktorowi. Nie za bardzo wiedziałem, co mu powiedzieć, zwłaszcza, że dziewczyny nie widziałem na oczy - z roztargnieniem w oczach tłumaczył się Mateusz.
- No to na pewno utwierdziłeś chłopaka w przekonaniu, jakim to specjalistą od miłości jesteś - Maciej nie byłby sobą, jeśliby nie zakpił z kolegi.
- Powiedziałem mu tylko, że pomijając wszystko inne, kiedy się podejmuje decyzję, bo jednak miłość to jest zawsze decyzja, którą trzeba podjąć, a potem całe życie bronić jej i być jej wiernym, to ważniejsze w tej decyzji jest nie to, co w tej dziewczynie mi się podoba, za co ją podziwiam i w czym mi pasuje, ale to, co mnie w niej wkurza, z czym sobie nie radzę, czego nie akceptuję. Czy pomimo tych złych stron, które później mogą się jeszcze nawarstwić, będę mógł być wierny tej decyzji całe życie i będę kochał tę kobietę bez względu na to. Coś takiego mu powiedziałem. I potem jeszcze posiedzieliśmy z dziesięć minut w absolutnym milczeniu i potem on się pożegnał i poszedł. Nie wiem, czy mu pomogłem, czy zaszkodziłem, bo nic nie powiedział - zakończył Mateusz.
- No widzisz, czyli jednak coś mu powiedziałeś - uśmiechnął się Maciej. - Wujek byłby z ciebie dumny.
- Jaki wujek? - Mateusz jeszcze myślami był przy rozmowie z Wiktorem.
- No, jak to jaki? Ten ksiądz, co o miłości tylko mówił....
- A, Wujek? - przypomniał sobie Mateusz.
- No przecież mówię, że Wujek byłby dumny - Maciej się lekko zirytował.
- A wiesz, że nawet toczy się jego proces beatyfikacyjny? - zapytał go Mateusz.
- Nie wiedziałem, no ale teraz skoro już wiem, to może się zacznę modlić przez jego wstawiennictwo, żeby ci uprosił łaskę większego kontaktu z rzeczywistością. A nóż wyprosi, to będzie cud beatyfikacyjny jak znalazł, a ja nie będę się musiał z tobą męczyć - śmiał się Maciej.
- Wiesz co? Może jedź do siebie i sprawdź, czy cię tam nie ma - w nie bardzo wyszukany sposób Mateusz dał przyjacielowi do zrozumienia, że ich rozmowę uważa za zakończoną.

***
Właśnie wyszedł spod prysznica, czuł pracujące w jego organizmie endorfiny i był strasznie z siebie dumny, że po raz pierwszy od lat wybrał się na bieganie. No, może bieganie to za duże słowo, ale na truchtanie po lesie, jak najbardziej. I w tym momencie rozległ się dzwonek u drzwi.
- Kto tam? Proszę chwileczkę zaczekać! - krzyknął i szybko zaczął się ubierać, bo nie miał zamiaru pokazywać się w szlafroku.
- Policja! - rozległ się męski głos zza drzwi i Mateusza na chwilę sparaliżowało, ale tylko na chwilę, a potem zaczął się ubierać jeszcze szybciej, myśląc że każde dziesięć sekund, które policjant spędza pod drzwiami plebanii, to kolejne plotki. Po chwili jednak sam się zaczął śmiać z siebie i już całkiem na spokojnie dokończył ubieranie się, a nawet ku swojemu zaskoczeniu zdobył się na żart.
- Jeszcze chwilę, muszę pochować dowody zbrodni - rzucił półgłosem, ale chyba nie na tyle głośno, żeby było to słyszalne za drzwiami.
- Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! - za drzwiami nie było żadnego policjanta, tylko Wiktor. Mateusz najpierw chciał go trochę zbesztać, że żart był głupi, ale właśnie zauważył, że Wiktor nie był sam. - Proszę księdza, proszę wybaczyć żart, ale mówili mi rodzice, że teraz cały Strzywąż zachodzi w głowę, co też ksiądz narozrabiał i o niczym innym się nie mówi, no i nie mogłem się powstrzymać. Ale mniejsza o to, chciałbym księdzu przedstawić moją koleżankę ze studiów. To jest Dagmara. A może powinienem powiedzieć, że to jest właśnie TA Dagmara.
- Dzień dobry - Dagmara podała mu dłoń. - Czuję się dziwnie, bo nie wiem, co Wiktor o mnie panu naopowiadał i zapewniam, że to nieprawda.
- Przynajmniej co do jednej rzeczy nie skłamał - powiedział z uśmiechem Mateusz odwzajemniając uścisk dłoni. Dziewczyna była autentycznie śliczna i miała w sobie to coś, co jakby odzwierciedla jeszcze piękniejszą duszę.

Jeremiasz Uwiedziony
Ilustracja Marta Promna

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Beletrystyka

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola

Opiekun nr 12(499) od 4 czerwca 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in rozmowa z ks. bpem Edwardem Janiakiem, o tajemnicach fatimskich i wielowiekowej tradycji asysty w Stawie.

Zamów prenumeratę

 

Kwartalnik "Opiekuna" -
Okno Wiary 1(9) 2017

w którym pragniemy rozmawiać z naszymi Czytelnikami o wierze, Kościele, rodzinie i historii

ARCHIWUM KWARTALNIKA

banner

Padre gotuje humor26330

Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej