Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2018-02-22 11:43:56

Garstka potrzebna do zwycięstwa

ziemia swieta

Pierwszym czynem, którego Gedeon dokonał było zburzenie ołtarza pogańskiego boga Baala. Nie mógł liczyć na wielu ludzi, którzy mogli by mu pomóc. Zabrał jedynie dziesięciu mężczyzn ze swej służby. Wszystkiego dokonano pod osłoną nocy. Jednocześnie zbudował ołtarz dla Jahwe, położył na nim pocięte drwa z pnia oznaczającego pogańską boginię Aszerę i złożył w ofierze cielca.
Jednak sprawa nie utrzymała się w tajemnicy. Może ktoś zdradził, a może mieszkańcy miasta domyślili się, że wszystko to uczynił Gedeon. W odwecie chcieli go zabić. Udali się do jego ojca Joasza, by ten wydał im syna. Joasz odmówił wypowiadając znamienne słowa: „jak to możliwe, że Baal, u którego szukacie pomocy sam nie mógł się obronić? Jeśli jest bogiem to niech wywrze pomstę za to, co mu uczyniono”. Wtedy wszyscy odeszli. Czyn Gedeona pokazał jak próżny jest kult pogańskiego bóstwa. Od tej pory o Gedeonie mówiono nazywając go Jerubbaal, przypominając słowa jego ojca: „niech Baal z nim walczy”.

Suche runo
To, co rozegrało się pod domem Gedeona zrodziło w nim wątpliwości. Czy rzeczywiście Bóg posyła go do dokonania dzieła wyzwolenia Izraelitów? Przecież oni chcieli go zabić. Chciał jeszcze jednego znaku, który potwierdzi tę misje. Poprosił Boga, by pozostawione na ziemi runo było o poranku mokre, podczas, gdy ziemia dookoła będzie sucha. Tak się stało. Gedeon jednak obawiał się, czy to nie jakiś człowiek zanurzył owo runo w wodzie. Dlatego poprosił o ponowienie znaku, ale tym razem chciał, aby cała ziemia była mokra od rosy, a pozostawione runo było suche.
Gdy o świcie znalazł suche runo był już pewien swej misji. Wiedział, że Bóg będzie wspierał go w jego czynach. Teraz mógł ruszyć do walki przeciw Madianitom. Zgromadziło się dookoła niego bardzo wielu rodaków. Chcieli walczyć, ale czy mieli w sobie Bożego ducha? Było ich tak wielu, że całe zwycięstwo mogliby przypisać jedynie sobie zapominając o Bogu. Dlatego Bóg wezwał Gedoeona do dokonania czegoś, co będzie znakiem Bożej obecności i mocy dla Izraela. Domagał się czegoś dziwnego. Oto w obliczu walki Gedeon miał ograniczyć liczbę żołnierzy. Najpierw wezwał, by odeszli ci, którzy czują strach wobec wroga i mają serce pełne obaw. Wtedy liczba gotowych do walki zmniejszyła się o dwie trzecie. Odeszli ci, którzy obawiali się o swe życie szukając schronienia w okolicznych górach. Ale i wtedy Bóg uznał, że liczba żołnierzy Gedeona jest zbyt duża. Wezwał zatem wodza, by poddał żołnierzy próbie nad potokiem. Nakazał by pili wodę. Nie wiedzieli, że Gedeon bacznie ich obserwował. Patrzył, kto z nich klękał przy piciu wody, a kto podnosił ją ręką do ust. Tych ostatnich miał Gedeon pozostawić przy sobie. Po tym wszystkim zgromadziło się przy nim 300 wojowników. Takie postępowanie zdawało się zaprzeczać zdrowej logice. Z potężnej grupy wojowników została mała garstka i z nią miał iść do walki. Przecież to było nierozsądne. Dzięki temu wróg zyskał liczebną przewagę.

Atak o północy
Jednak Gedeon ufał Bogu. Zdawał się na Niego. Poddawał się Jego decyzjom. Bóg zaś umacniał jego wiarę. Czynił to we właściwy sobie sposób. Oto w nocy nakazał, by Gedeon poszedł ze swym sługą do obozu wroga. Tam usłyszał, jak jakiś człowiek opowiadał drugiemu sen o bochnie jęczmiennego chleba, który przetoczył się przez obóz Madianitów, niszcząc namioty. Gdy zastanawiał się nad znaczeniem snu, ktoś wymienił imię Gedeona mówiąc, iż  jego miecz wyniszczy wszystkich wrogów. Słysząc te słowa Gedeon nabrał pewności zwycięstwa i ona poprowadziła go do działania. Postanowił zastawić pułapkę. Podzielił swych ludzi na trzy grupy. Dał im do rąk rogi i puste dzbany. Rozstawił po różnych stronach obozu i nakazał by na dany znak trąbili w rogi, tłukli dzbany i krzyczeli: „za Pana i za Gedeona”. Zaczęli o północy. Gdy uczynili to, co im polecił Gedeon w obozie Madianitów wybuchła panika. Wybudzeni ze snu żołnierze nie wiedzieli co się dzieje. Byli przekonani, że atakuje ich potężna armia. Przerażenie sprawiło, że pośród ciemności nocy skierowali broń przeciw sobie. Potem zaś pozostała im tylko ucieczka. Ona jednak nie przyniosła ratunku. W pogoń za nimi ruszyli pozostali Izraelici, aż ostatecznie pokonali swych wrogów.

Sukkot i Penuel
Zwycięstwo przyniosło jednocześnie spór. Żołnierze pochodzący z pokolenia Efraima pochwycili dwóch madanickich wodzów: Oreba i Zeeba. Jednak mieli pretensje do Gedeona iż nie wezwał ich do walki od początku. Ich słowa zapowiadały rozłam. Gedeon jednak umiejętnie go załagodził, podkreślając iż przez schwytanie i zgładzenie wodzów madianickich wojownicy Efraima dokonali czynu, który przewyższa jego zwycięstwo. Słowa te pokazały, iż Gedeonowi nie zależało na ludzkiej chwale. Wiedział bowiem, iż zwycięstwo jest darem Boga i to w Jego ręku pozostaje ludzki los.
Bitwa w obozie madianickim nie zakończyła wojny. Prowadząc ją Gedeon wraz z 300 mężami dotarł nad Jordan. Byli znużeni i głodni. Wtedy poprosił mieszkańców Sukkot o chleb. Ci jednak odmówili, podważając pewność zwycięstwa Gedeona. Podobnie postąpili mieszkańcy Penuel. Nie wsparli go ze strachu przed zemstą Madianitów. Nie brali sobie nawet do serc gróźb Gedeona, który zapowiadał iż po powrocie wymierzy im karę i zburzy ich twierdzę. Dlatego Gedeon zwyciężywszy ukarał starszyznę Sukkot, następnie zniszczył twierdzę Penuel. Potem zabił wodzów madianickich. Wprawdzie zamierzał darować im życie, ale gdy dowiedział się, iż oni zabili jego braci, postanowił pomścić tę śmierć.
Po ustaniu walk Izraelici zaproponowali Gedeonowi by został ich królem. On jednak odmówił. Odpowiadając na prośbę starszyzny powiedział, iż to Bóg, a nie człowiek ma panować nad Narodem Wybranym. Jedyne o co poprosił to część łupów. Z nich uczynił efod. Czyniąc go nie zdawał sobie sprawy, iż zastawia pułapkę na swój dom i ród, gdyż Izraelici z czasem zaczęli otaczać czcią ów efod dopuszczając się bałwochwalstwa. Tak Gedeon, który wyruszył do walki o czystość wiary Izraela, u schyłku swego życia zrobił coś, przez co Izraelici powrócili na drogę odstępstwa. Po raz kolejny zebrany łup stał się ich na drogę prowadzącą donikąd.

Tekst i zdjęcie ks. Krzysztof P. Kowalik

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Archeologia i historia

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka 12

Opiekun nr 13(526) od 17 czerwca 2018

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in
relacja z 22. Spotkania Młodych na Lednicy

Zamów prenumeratę

 

baner
banner
figazmakiem
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej