Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2017-04-27 09:49:14

Miłosierdzie w obozie w Dachau

Wielu mówiąc o obozach koncentracyjnych oskraża Boga, że zapomniał o cierpiących. Jednak kapłani w Dachau byli najlepszymi przykładami tego, że dobry i miłosierny Bóg towarzyszył człowiekowi w każdej chwili.

Okrutna rzeczywistość hitlerowskich obozów koncentracyjnych z lat II wojny światowej może być odczytywana przez ludzi tylko jako historia cierpienia, „życie na granicy życia” i w końcu umieranie milionów istnień ludzkich w warunkach uwłaczających godności. Taki obraz pozostawiły wspomnienia wielu więźniów. Wspominając ówczesną codzienność pisali o budującym tamten czas cierpieniu, przeżytych okrutnych karach, masowych egzekucjach, gdy: „zewsząd dochodziły jęki, a wytężając wzrok można było dostrzec padające ludzkie sylwetki”.

Rzeczywistość ta może być także odczytywana jako opowieść o ludzkich kryzysach i załamaniach pojawiających się, gdy wyznawane na wolności wartości etyczne zaczynały padać ofiarą moralnego subiektywizmu mającego odzwierciedlenie w całkowitym braku wrażliwości na drugiego człowieka. Brak ten powszechny był wśród funkcyjnych - „starszych obozu”, którzy najczęściej dobierani byli przez władze spośród niemieckich więźniów kryminalnych: „Triumf sadyzmu zaprawiony strachem uwięzionych, wydawał się zwycięstwem nieprawości W wyciu oprawców, w sadyzmie razów, w twarzach natchnionych, wypowiadała się prawda o jakimś zbiorowym opętaniu”. Jednak nieprawość, zaślepienie, zła wola i brak wzajemnego zrozumienia, obecne było nie tylko w relacjach więźniów ze „starszymi obozu”, ale także w relacjach więźniów między sobą. Sytuacje takie przyczyniały się do tego, że byli tacy spośród więźniów, którzy widząc okrucieństwo Niemców i niemożność porozumienia się miedzy sobą, tracili wiarę. Rozterki takie nie były obce także osobom głęboko wierzącym. Osoby te potrafiły jednak „przepracować je w sobie” i w umocnionej więzi z Chrystusem, pokonywać narastające trudności. Pisała o tym Zofia Kossak w książce „W otchłani” - wspomnieniach z oświęcimskiego obozu kobiecego, które stały się dopełnieniem reporterskiego opisu obozu ukazanego we wspomnieniu Seweryny Szmaglewskiej „Dymy nad Birkenau”.
Wśród więźniów osadzonych w obozach byli także i tacy zdecydowani agnostycy, których trauma przeżyć obozowych obudziła przeświadczenie istnienia sacrum. Rumuński pisarz i filozof kultury Mircea Eliade, badający świadectwa ludzkiej religijności, w spisywanym przez siebie „Dzienniku” utrwalił spotkanie, mające miejsce w Paryżu w listopadzie 1945 roku, z dwoma byłymi więźniami obozów koncentracyjnych w Buchenwaldzie i Dachau. Podczas rozmowy mężczyźni, z których jeden był producentem filmowym, a drugi reżyserem, powiedzieli mu, że przed wojną uważali się za niewierzących i dopiero podczas uwięzienia: „odkryli nową ludzką kondycję i nabrali przeświadczenia, że człowiek to coś więcej, niż jak sądzili przedtem, że istnieje rzeczywistość ducha i stany nie do opisania. W dalszej części Eliade pisze, że: ludzie ci przed aresztowaniem byli małodusznymi sceptykami, potem w więzieniach zaznali życia, które było ofiarą i uwierzyli w rzeczywistość duchową, niepojętą dla nich samych, a zarazem krzepiącą i pomagającą im w przetrwaniu”.
Jaką rolę w tym „przebudzeniu” odegrali tak licznie uwięzieni w Dachau księża katoliccy tego nie wiemy. Boleśnie doświadczany człowiek potrzebował zaangażowania się kogoś w refleksję nad obozową egzystencją i w trud zaakceptowania cierpienia. Być może ci mężczyźni zetknęli się z ukrytą, bo praktyki religijne były w Dachau zabronione, „katakumbową posługą” kapłanów polskich wśród świeckich więźniów. Kierując się wspomnieniem Gustawa Morcinka, że: „człowiek w obozie stawał się bezwiednie metafizykiem, poszukiwaczem Boga, powoli, z wysiłkiem formułował swoje myśli (...), skupiał je i przemieniał jakoby w ciężki kamień, którym pragnął ciskać w sklepienie niebieskie. Jest więc Bóg, czy Go nie ma?”, można sądzić, że rola księży-więźniów w tych poszukiwaniach i odkrywaniu iż Bóg istnieje, jest kochającym Ojcem, i że istnieje miłosierdzie, była niewątpliwie istotna.
Istotna jest także prawda obozów koncentracyjnych odczytywana z kart wspomnień księży. Jest ona nieco inna od powszechnie znanych zapisów z tego czasu. Oprócz codziennej dramaturgii życia i opisanej, także przez nich, niegodziwości ze strony funkcyjnych obozowych, karty tych wspomnień prześwietla światło Chrystusa, uwydatniające miłość Boga i miłość w Bogu drugiego człowieka, aż do gotowości oddania życia za swych parafian i umęczoną wojną Ojczyznę.„Ubodzy Pana”, tym biblijnym określeniem można nazwać księży-więźniów obozów koncentracyjnych, którzy nie posiadali niczego. Nawet medalików i brewiarzy. Jednak w doświadczanym ubóstwie byli kochani przez Pana, bo uczyli się prawdziwego bogactwa jakim jest doskonała wieź z Bogiem i życie w Bogu i dla Boga. Jego Światło z biegiem kolejnych, upływających miesięcy i lat, gdy zanurzali się w głębokim odczuciu tymczasowości wszystkiego co doczesne, stawało się wewnętrznym Światłem, przenikającym ich i oświetlającym im drogę.
Światło to nie pozwalało jednak przyjmować swojego losu, jako życia skazanego na zagładę przez totalitarne państwo hitlerowskie. Jednocześnie w swoim pielgrzymowaniu ku Bogu, kierowani tym Światłem, uczyli się miłosiernie przebaczać swoim oprawcom. Wpływ wiary oddalał w nich budzące się urazy. Nie była to jednak naiwna niepamięć, lecz wypracowane łaską Bożą przebaczenie, bo jak mówili po latach na swoich spotkaniach u św. Józefa Kaliskiego: „Przebaczyć i zapomnieć to dwie różne rzeczy. Mogę komuś przebaczyć, ale zapomnieć nie mogę”.
Korzystając z możliwości przywołania Bożego błogosławieństwa, wielu z nich w czasie wojennej Golgoty obozowej kierowało je w stronę hitlerowców mieszkających przy obozie. Bóg pozwolił im już wtedy oddalić od siebie niszczący gniew. Wspominał o tym w „Biuletynie Informacyjnym Księży byłych Więźniów Obozów” ks. prałat Józef Batkowski. Napisał on: „Chciałbym przytoczyć przykład ks. prof. Seweryna Kowalskiego. Podczas pobytu w Dachau zachęcał nas byśmy korzystali z przywilejów kapłanów i rano po przebudzeniu kierowali swoje błogosławieństwo w stronę baraków SS-manów. Przypominał jak wielkie znaczenie przypisuje Pismo Święte błogosławieństwu. Wielu z nas księży tak czyniło. Myślę, że błogosławienie oprawcom ochraniało nas, tym bardziej, że jak wspominał bp Ignacy Jeż: Esesmani nie mogli chodzić na Mszę. Żyli w całkowitej pustce duchowej. A to bardzo niebezpieczny stan”.
W latach powojennych pamięć o doznawanym w obozie okrucieństwie, księża, byli więźniowie obozu koncentracyjnego w Dachau, starali się przekazywać jako element nieprawości, przed którym chcieli przestrzegać, jednocześnie: „dziękując przed kaliskim obrazem Świętej Rodziny za interwencję św. Józefa i Bożego Miłosierdzia, że wyprowadziła ich z krainy śmierci, dymów krematoriów, by mogli publicznie mówić, że krew Kapłanów wylana obficie przyniosła Polsce wolność, a dla Kościoła katolickiego stała się siłą odradzającą”.
Budowanie postawy heroicznej miłości Boga i człowieka wymagało jednak, zarówno od kapłanów, jak i wierzących świeckich, trudu i wysiłku. Księża-więźniowie niejednokrotnie odczuwany wtedy przez siebie tragizm istnienia zamykali w głębi swych serc, gdyż jak o tym napisał późniejszy metropolita Lusaki, ks. arcybiskup Adam Kozłowiecki: „Miałem być świadkiem wiary, świadkiem dobroci i siły wiary w najgorszej niedoli. Miałem być znakiem nadziei w Bogu. Wiedziałem, że moje załamanie byłoby dla innych zgorszeniem, zbyt może trudną próbą ich wiary. Troska o żyjących tuż obok nich współwięźniów, ich świeckich braci, wymuszała mobilizację serca, umysłu i kształtowania w sobie, różnej od nieuzasadnionego optymizmu, dojrzałej chrześcijańskiej nadziei, otwartej na działanie Miłości Boga”.
Życie modlitwą i życie miłością bliźniego, także i w tym miejscu, przybierało w zależności od warunków jakie stwarzała istniejąca rzeczywistość, różne formy, najczęściej uzupełniające się wzajemnie. Kierując się zasadą: „Umiej wypowiedzieć swoje tak, nie tylko w radości, ale także w cierpieniu, gdy Bóg doświadcza Twoją miłość”, księża przeżywali - pomimo wcześniejszych zapewnień rządu berlińskiego złożonych władzom kościelnym - pierwsze tygodnie ich osadzenia w Dachau bez możliwości sprawowania Eucharystii. Wtedy oprócz cicho odmawianej modlitwy, według słów bpa Franciszka Korszyńskiego: „nie mogąc odprawiać Mszy św. w ścisłym tego słowa znaczeniu, odprawialiśmy ją w szerszym znaczeniu, składając Bogu ofiarę ze swych licznych fizycznych i moralnych cierpień”.

tekst ks. Sławomir Kęszka

Całość przejmującej opowieści o niezwykłych przejawach miłosierdzia w obozie koncentracyjnym w dachau
publikujemy w najnowszym numerze kwartalnika opiekuna „Okno Wiary”

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Archeologia i historia

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola

Opiekun nr 9(496) od 23 kwietnia 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in "Łaska i miłosierdzie" czyli objawienia siostry Łucji z Fatimy o miłosierdziu Bożym.

Zamów prenumeratę

 

Kwartalnik "Opiekuna" -
Okno Wiary 1(9) 2017

w którym pragniemy rozmawiać z naszymi Czytelnikami o wierze, Kościele, rodzinie i historii

ARCHIWUM KWARTALNIKA

banner

Padre gotuje humor26330

Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej