Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2017-10-31 10:45:24

Jasna i ta druga strona księżyca 263

Październik przebiegał w rytmie przesuwanych paciorków Różańca i jakkolwiek był to od zawsze jeden z ulubionych miesięcy Mateusza, to jednak w tym pierwszym roku pobytu na nowej parafii, wydawał się być doświadczeniem z Roller Coastera w wesołym miasteczku. Z dołu do góry, z góry na dół... Do góry wynosiły go doświadczenia z modlitwy różańcowej z dziećmi. Fakt, że włożył razem z wikariuszami wiele trudu, żeby do każdego dziecka w parafii dotarła wieść, że w tym roku będzie specjalna wersja nabożeństwa dla najmłodszych. Odwiedzili kilka razy wszystkie szkoły, konsultowali się z rodzicami odnośnie optymalnej godziny, która sprawi, że w miarę możliwości, uniknie się stawiania dzieci i rodziców przed koniecznością dokonywania wyboru: Różaniec czy gra w piłkę, rytmika, lekcja angielskiego czy fortepianu. Tutaj w mieście dzieci miały jeszcze bardziej wypełnione popołudnia niż w Strzywążu, jego poprzedniej parafii. Ale udało się znaleźć kompromis. Godzina 16.45 pogodziła mniej więcej wszystkich. Reszty dopełniła animacja. Dzieciaki na nabożeństwie mogły się wyśpiewać do woli, pomodlić w intencjach, które same wypowiadały, no i jeszcze wrzucić serduszko z dobrym uczynkiem i przy odrobinie szczęścia zabrać na jedną noc i dzień do domu figurkę przechodnią Matki Bożej Fatimskiej. Okazało się, że wbrew temu co można sądzić o dzieciach i ich pochłonięciu przez komputery i smartfony, ciągle było w nich jakieś wielkie pragnienie, aby Matka Boża w takiej postaci zagościła w ich domach. Widać to było po ich oczach podczas losowania.

- Słuchaj Proboszcz, muszę przyznać, że w tym roku z tymi dzieciakami na Różańcu to naprawdę szał – powiedział któregoś wieczoru przy kolacji jeden z wikariuszy, Daniel, i akurat po nim się tego Mateusz nie spodziewał. - Normalnie dzisiaj zadzwonię do mojego kumpla.
- W jakim celu? - nie zrozumiał Mateusz.
- Mam takiego kursowego Michała, co ciągle do mnie wydzwania, ile to ma ministrantów, ile dzieci w scholce, w ERMie, ile dzieci na Roratach, co rok to rekord, już normalnie tego nie mogę słuchać! Ale dzisiaj mu zadzwonię i powiem: a my mamy 200 dzieciaków na Różańcu i co ty na to? - Daniel był autentycznie zadowolony i to bardzo ucieszyło Mateusza, bo po raz kolejny się okazało, że nawet tacy księża, którzy gdzieś tam trochę popadają w zniechęcenie, ironię, a czasem nawet w lekki cynizm, jeśli zobaczą owoce swojej pracy, to nagle się okazuje, że mają i talent, i entuzjazm, i radość. Daniel od samego początku wysyłał sygnały pewnego zniechęcenia, gdyby pracował w jakiejś korporacji już pewnie był dostał ekstra miesiąc wolnego na podleczenie się z „wypalenia zawodowego”. Mateusz też uważał, że wolne, urlop, odpoczynek to sprawy, do których należało podchodzić bardzo poważnie, a nie opcjonalnie, ale z tym wypaleniem to chyba czasem przesadzali. Sam uważał, że trzeba zrobić wszystko, żeby wikariuszom zapewnić optymalne warunki do wspólnej pracy w parafii. I z Różańcem to im się udało.

- Ale jak ten chłopaszek rzucił intencję, żeby ks. Danielowi odrosły włosy to myślałem, że padnę w tym konfesjonale - ks. Szymon śmiejąc się przypomniał zabawny epizod sprzed kilku dni.
- No cóż, on nie mógł wiedzieć, że ja sam sobie golę głowę, bo tak mi wygodniej - odparł z przekąsem Daniel. - Jakbym się nie golił to nawet twoje afro Szymon wydawałoby się przerzedzoną szczeciną.
- No nie wiem -  powiedział Szymon, który z całej czwórki miał najbardziej bujną czuprynę. - Mnie się wydaje, że jakbyś zapuścił włosy to byś sobie musiał pożyczkę z prawej albo z lewej strony przerzucać przez wyliniały środek czaszki.
- Też tak uważam – uśmiechnął się Mateusz, bo wszyscy wiedzieli, że Daniel przez lata desperacko próbował powstrzymać łysienie. - Ale mniejsza o fryzury. Jesteśmy na półmetku Różańca, w poniedziałek można by jeszcze raz wyskoczyć do szkół i przypomnieć dzieciakom, że to ostatnia szansa dla tych, którzy się jeszcze nie pokazali,
- Da się zrobić – odparł Dawid, a pozostali pokiwali bez słów głowami.
I właśnie ten dziecięcy Różaniec wszystkich ich mocno podrzucał w górę, dawał pozytywną satysfakcję.

Ale jako się rzekło ten październik to jednak był Roller Coaster, i jeśli dzieciaki wznosiły do góry, to doły zapewniała legendarna już rywalizacja pomiędzy Żywym Różańcem a Apostolatem Maryjnym. Niestety sytuacja się pogorszyła od kiedy Mateusz nie zgodził się na „podmianę” figurki Matki Bożej Fatimskiej w kościele. Ponieważ zelatorka Krystyna z Apostolatu samowolnie zdecydowała się na zakup nowej i jeszcze wysłała do niego syna z synową w tej sprawie, Mateusz nie miał wyjścia. Nie mógł się zgodzić na wystawienie na zewnątrz starej, czytaj dwuletniej figury, bardzo ładnej zresztą, której jedyną winą było to, że nie ufundował jej Apostolat. I się nie zgodził. Od tego czasu nowa figurka zdobi salkę spotkań Apostolatu, a pani Krystyna chodzi po parafii i narzeka, że kto to widział, aby „najładniejsza figurka w parafii” nie znalazła dla siebie miejsca w kościele. A Mateusz się do niej uśmiecha i na każdym kroku jej dziękuje za taką troskę o salkę spotkań. Niemniej jednak między grupami ciągle toczą się spory. Dosłownie o wszystko. Na przykład o to, komu przypadło przygotowanie nabożeństwa różańcowego dla dorosłych w 13 dzień miesiąca, kiedy to nabożeństwo jest bardziej rozbudowane z racji na Różaniec Fatimski. Apostolat nie mógł przetrawić sytuacji, że znowu wypadło na „tamte”, drugi miesiąc z rzędu, a tak być nie powinno! Przynajmniej zdaniem pani Krystyny...

I tak każdego dnia najpierw cieszyli się modlitwą i radością dzieci, a potem ten z księży komu przypadło prowadzić Różaniec dla dorosłych był nieraz brutalnie „ściągany w dół”. Nie zawsze oczywiście, bo na przykład jak Różaniec prowadził ks. Daniel, to kobiety prawie chodziły na palcach. Trzeba przyznać, że miał u nich wielki respekt.
- Proboszcz, jak chcesz to ja mogę codziennie mieć ten Różaniec, oczywiście z wyjątkiem dnia wolnego - zaznaczył kiedyś z uśmiechem Daniel. - Będziecie mieć spokój, a ze mną sobie nie pozwolą na żadne gierki.
- Wiesz, że to jest jakiś pomysł... I to całkiem dobry. Ale to nie byłoby w porządku. Zresztą pewne rzeczy muszą też mieć upust, bo jak to zdusimy, to prędzej czy później to wybuchnie ze zdwojoną siłą. Musimy znaleźć jakiś sposób, nie wiem może rekolekcje, jakiś wspólny wyjazd, aby ten konflikt zakończyć w taki sposób, żeby wyniknęło jakieś dobro. Tak to odczytuję, jakby to było pierwsze „wyzwanie” w tej parafii... A na razie będziemy odprawiać Różańce według grafika - odpowiedział Mateusz, któremu znowu spodobała się postawa Daniela. Październik przyniósł jeszcze jedną nowość w parafii. Rozpoczęli specjalne comiesięczne katechezy przedchrzcielne, których do tej pory nie było. I już pierwsza katecheza, poprowadził ją właśnie Mateusz, dostarczyła bardzo pozytywnych wrażeń.
- Wybór chrzestnego czy chrzestnej nie może być odwdzięczaniem się komuś, typu: skoro mój brat wziął mnie na chrzestnego, a teraz ja mam dziecko do ochrzczenia, to muszę się mu odwdzięczyć i wziąć jego. Niektórzy wręcz mówią o zemście: skoro on mnie naraził na wydatki, to teraz niech on bierze kredyt - zażartował Mateusz, a cała sala gruchnęła śmiechem.
Po spotkaniu dwoje rodziców nie wyszło z salki, tylko podeszło do Mateusza.
- Księże Proboszczu, my mamy właśnie taki problem. Będziemy chrzcić nasze drugie dziecko i przy pierwszym wzięliśmy chrzestnych na zasadzie, o której ksiądz mówił. To znaczy nie dla zemsty - uśmiechnął się mężczyzna. - I niestety chrzestny, brat żony, skądinąd dobry człowiek, jest obojętny religijnie i nasza pierworodna ma już pięć lat, ale z jego strony, chociaż jest bardzo hojny, pod względem religijnym jest totalne antyświadectwo. I teraz mamy drugi chrzest i znowu jesteśmy jakby zobligowani, by się zrewanżować tym razem mojemu bratu, ale wiemy, że będzie tak samo. Nie wiemy co zrobić, bo on już się szykuje...
- I już go poprosiliśmy, bo nie mieliśmy innego wyjścia - weszła mu w słowo żona
i spuściła głowę.
- No cóż, to teraz musicie odważyć się „odkręcić” tę sytuację. Chrzestnego się wybiera, a nie bierze tego, kto się proponuje. Musicie mieć odwagę, aby z delikatnością powiedzieć mu czego oczekujecie od chrzestnego, mam na myśli to, co tutaj dzisiaj usłyszeliście, i poproście go o szczerą odpowiedź, czy chce się podjąć takiego zadania. Może zrozumie, a może się zmieni, a może się obrazi, że w ogóle macie czelność podważać jego kompetencje jako chrzestnego. Nie wiem, nie znam go. W każdym jednak przypadku może być doskonałym kochającym wujkiem, bo to ma przez więzy krwi i do tego nie musi być chrzestnym... Myślę, że warto spróbować, a ja was będę wspierał modlitwą - dokończył Mateusz.
Kiedy dwa tygodnie później pojawiali się w kancelarii parafialnej z wszystkimi dokumentami, jak się okazało przyprowadzili również chrzestnych. Mateusz się zdziwił, bo oprócz małżonków, których już poznał, było jeszcze dwóch mężczyzn. Zanim jednak zdążył cokolwiek powiedzieć, jeden z mężczyzn się odezwał.
- Wie Ksiądz Proboszcz jaki jest szczyt bezczelności? Poprosić kogoś na chrzestnego, potem powiedzieć mu, że się nie nadaje, a na koniec poprosić go, żeby podwieźć do kancelarii niewdzięcznych rodziców i nowego wybrańca – powiedział mężczyzna, a Mateusz nie bardzo rozumiał czy to był żart, czy prawdziwe pretensje. - Zgodziłem się tylko dlatego, że chciałem zobaczyć co to za Ksiądz, co mnie nie lubi, chociaż mnie nie zna.
- Samochód nam się zepsuł, a nowy chrzestny, akurat jest w trakcie zmiany samochodu, no i musiałem poprosić brata, żeby nas podwiózł - wyjaśnił sytuację niezmiernie rozradowany tata, który dzisiaj wydawał się być zupełnie odprężony. - Jacek zrozumiał, że faktycznie nie jest hmm... skrojony do funkcji chrzestnego.
- Taka prawda, proszę Księdza, nie ustatkowałem się jeszcze, choć mam żonę i dziecko, dużo pracuję no i faktycznie nie po drodze mi do kościoła - wyjaśnił mężczyzna, któremu rzeczywiście dobrze z oczu patrzyło.
- No to może była okazja, aby się podjąć funkcji i zmienić życie? - zapytał Mateusz, a przez twarz ojca dziecka przebiegł cień niepokoju i patrzył na Proboszcza z wyrzutem, jakby się obawiał, że wszystko popsuje.
- Nie mogę tego obiecać – z rozbrajającą szczerością odparł Jacek. - Ale jak za jakieś pięć lat urodzi im się chłopak, to kto wie?
Może dorosnę?
***
Chrzest, który odbył się tydzień później, był jednym z najpiękniej przeżytych zarówno przez rodziców, chrzestnych, jak i samego Mateusza. A także wujka Jacka, który choć chrzestnym nie został, wyspowiadał się przed ceremonią.

Jeremiasz Uwiedziony

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Artykuły

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka 24

Opiekun nr 24(511) od 19 listopada 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in. "Brat naszego Boga" - pożegnanie ze św. Albertem oraz artykuł o niedawno otwartej Pustelni Salezjańskiej "Ognisko Miłosierdzia"

Zamów prenumeratę

 

kwartlanik

Kwartalnik "Opiekuna" -
Okno Wiary 2(10) 2017

w którym pragniemy rozmawiać z naszymi Czytelnikami o wierze, Kościele, rodzinie i historii.
W najnowszym numerze o św. Józefie

ARCHIWUM KWARTALNIKA

banner
figazmakiem
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej