Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2017-10-19 12:05:57

Opowieść pewnej parasolki

Parasolki nie mają zwykle imion, ale ta akurat miała. Brzmiało ono: Lizbonka.
A to dlatego, że pewna elegancka Portugalka z portugalskiego miasteczka Fatima, kupiła ją w czasie swego jedynego pobytu w Lizbonie, czyli stolicy Portugalii. Parasolka była kosztowna, kolorowa i piękna, więc jej właścicielka używała jej tylko na specjalne okazje. Na przykład w deszczową Wielkanoc albo bardzo słoneczne niedziele, bo Lizbonka osłaniała swą panią także przed silnym słońcem. Dokładnie 100 lat temu, to znaczy w 1917 roku, 13 października o świcie, Lizbonka udała się wraz ze swoją właścicielką na małą wycieczkę.
Choć droga nie była daleka, bo Fatimę od Cova da Iria, czyli miejsca, do którego wieziona była Lizbonka, dzieliły ledwie dwa kilometry, była niemal nieprzejezdna. Ciągnęły nią wozy wypełnione pasażerami, dorożki, bryczki i samochody. Mnóstwo ludzi wędrowało też piechotą. A wędrowcy rozmawiali między sobą tylko o jednym: o tym,
że dziś, w Cova da Iria ma wydarzyć się cud. Jaki? Tego nie wiedzieli. Wiedzieli zaś, że trójce dzieci z tamtej okolicy od maja ukazuje się Matka Boża i że to ona poleciła im rozgłosić, że 13 października wszyscy, którzy przybędą do Cova da Iria zobaczą znak od Boga. Na miejscu lało jak z cebra. Mimo tego, zgromadzone tam ogromne tłumy przybyszów, ani myślały wracać do domu. Lizbonka, razem z mnóstwem innych otwartych parasoli, tworzyła nad ludźmi w Cova da Iria swoisty dach. Każda z parasolek była w tamtej chwili niczym jedna jego dachówka. Wśród zgromadzonych były też dzieci, które rozmawiały z Matką Bożą. W pewnej chwili powiedziały
by zamknąć parasole. Ludzie zrobili to, a deszcz natychmiast przestał padać, chmury rozstąpiły się i na niebie zakrólowało słońce. Lizbonka patrzyła ze zdumieniem jak w oka mgnieniu schły ubrania przemoczonych tłumów, jak szybko znikały kałuże stojące między ludźmi. Wiadomo, że słońce suszy mokre rzeczy i - jak żartują niektórzy - wypija wodę z kałuż, ale przecież nigdy nie działo się tak bardzo szybko. Zgromadzeni zresztą także to zauważyli i byli bardzo, bardzo tym zdumieni. Ale dopiero to, co nastąpiło chwilę później zaskoczyło ich zupełnie. Lizbonkę zresztą też. Nagle słońce na niebie zaczęło wirować, zmieniać kolory, rozrzucać wokół barwne promienie niczym błyskawice. W dodatku można było na nie patrzeć i w ogóle nie oślepiało! W pewnej chwili Lizbonka bardzo się przestraszyła, bo słoneczna kula zaczęła toczyć się po nieboskłonie w stronę ludzi w Cova da Iria niczym śnieżna kula. Wszyscy bali się, że słońce uderzy w nich i zginą, ale ono wtedy się cofnęło. Zupełnie jakby stroiło sobie z ludzi żarty. Później wszyscy ujrzeli na niebie Maryję z Dzieciątkiem i św. Józefa. A na końcu z nieba spadały, niczym płatki śniegu, płatki róż. A Lizbonka o tęczowych barwach, cieszyła się jak dziecko, że raz w życiu dotykał jej deszcz różanych płatków. Tamten dzień był najpiękniejszym dniem jej życia. A do historii przeszedł jako dzień
Cudu Słonecznego.

Aleksandra Polewska

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Artykuły

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka 24

Opiekun nr 24(511) od 19 listopada 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in. "Brat naszego Boga" - pożegnanie ze św. Albertem oraz artykuł o niedawno otwartej Pustelni Salezjańskiej "Ognisko Miłosierdzia"

Zamów prenumeratę

 

kwartlanik

Kwartalnik "Opiekuna" -
Okno Wiary 2(10) 2017

w którym pragniemy rozmawiać z naszymi Czytelnikami o wierze, Kościele, rodzinie i historii.
W najnowszym numerze o św. Józefie

ARCHIWUM KWARTALNIKA

banner
figazmakiem
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej