Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2017-10-02 17:02:13

Okupacja po angielsku

W radiu nie usłyszysz przebojów z krajów Maghrebu, co jest zrozumiałe ze względu na szerzący się pseudoislamski terroryzm. Ale - niestety - próżno też czekać na hity węgierskie, z Turcji, po japońsku, w hindi, czy jakiekolwiek inne niż „hamerykańskie”, bo… ich po prostu nie ma.
Nie istnieją w polskiej opinii publicznej. Fakt, są „despasita” i podobne ballady, ale mnie np. wyspiarze z Portoryko oraz skłóceni sąsiedzi Iberyjskiego Półwyspu nie pociągają. Za to przy porannej herbacie z lubością wsłuchałabym się w język, w którym nie umiem pisać ani czytać. Tak dla urozmaicenia, odrobiny fanaberii, a co… Zgadza się, zawsze mogę wyszukać takie utwory w sieci. I faktycznie tak robię. Jednak odpuszczę sobie połączeń z internetem przed każdym wyjściem z domu, nasza relacja nie jest na tyle intymna. Poza tym umyka nam wątek główny, dlaczego w radiu i telewizji nie pojawia się muzyka z Azji? I to nie tylko stamtąd. Jeszcze mi się nie zdarzyło usłyszeć w polskich mediach rosyjskiej albo niemieckiej piosenki. Może to nie jest dziwne, ale zapewniam, że prawdziwe.
Podczas logowania na pocztę e-mail, zostaniemy dosłownie zbombardowani ploteczkami z gwiazdorskiego półświatka. Przy czym możemy się nie dowiedzieć, że organizacja Anity Haidary urządziła kolejną demonstrację przeciwko honorowym zabójstwom kobiet w Afganistanie, a w Indiach aktywistki z Gulabi Gang pod kierownictwem Sampat Pal Devi znów wymierzyły sprawiedliwość napastliwym mężczyznom i obroniły nastolatki. Natomiast jestem prawie pewna, że wyskoczy nam następne zdjęcie półnagiej Kourtney Kardashian w łazience prywatnej willi bądź artykuł o tym, na co Mayweather wydaje zarobione pieniądze. To trochę tak, jakby świat miał tylko jedną jedyną stronę, na której warto zawiesić wzrok.
Język angielski coraz mocniej wybija się w różnych sytuacjach, co dobrze widać i słychać na przykładzie opiniotwórczych pism, a nawet polskiej (?) mowy potocznej. Przypadkowy przechodzień dziś jest już „randomowym”, a wygląd to nie aparycja, ale „look”. I w sumie dobrze, mamy stały kontakt z językiem globalnym. Tylko czy ta nasza chęć bycia światowymi nie wydaje się troszeczkę zabawna? Pogoń za trendami europejskich i amerykańskich standardów czasami powoduje niezamierzenie śmieszne zjawiska. Krzykliwy napis „wurst a’la hot-dog” na szybie jednej z dolnośląskich restauracji mówi sam za siebie. To już nie jest parówka czy kiełbaska w bułce, to unia niemiecko-francuska z amerykańskim sojusznikiem u boku. A raczej po obu bokach. Z sezamem. Podobnie sprawa ma się z portalami, gdzie „lajkujemy” interesującą nas zawartość. A „jutuberzy”, których oglądają niekiedy tysiące Polaków, z nami na czele? W krótkometrażowych filmikach aż roi się od anglicyzmów. Swoją drogą, to ciekawe, że sens powszechnie używanego terminu „feedback” dla wielu do dziś jest tajemnicą. Okazuje się, że można nagminnie z czegoś korzystać i jednocześnie tego nie rozumieć. Wracając jednak do YouTube, autorzy tych produkcji często nawet wszczepiają obcojęzyczne czasowniki i swobodnie poddają je deklinacji. I tak mamy słowa typu „giftnąć”, „killnąć”…, a zresztą, co w tym złego? To tylko rozrywka, w końcu każdy chce mieć od czasu do czasu trochę „fanu”. I po co zaraz te „hejty”?
Tymczasem gdyby tak spojrzeć wstecz, odświeżyć informacje o niemieckiej okupacji i pozwolić sobie na refleksje, to moglibyśmy dojść do zaskakujących wniosków. Wówczas starano się wykorzenić nasz język ojczysty w każdy możliwy sposób i zastąpić go niemieckim. Postanowiono, że Polacy będą pracować jedynie fizycznie, na chwałę III Rzeszy. Komu i na co wyższe wykształcenie? Szkoła powszechna i dosyć. Całe nasze szczęście, że okupanci dali się w to wciągnąć. Pod taką przykrywką naszym przodkom udało się przecież schować całe ogólnokształcące szkolnictwo. A potem komplety, schadzki nauczyciela z uczniami po domach. Słuchaj i jak najwięcej zapamiętaj. Żadnych książek, żadnych notatek, a dookoła zakazów w opór. Niezłe ryzyko. Jednak i z tym umieli sobie poradzić. W szkole, w obawie przed niemiecką inspekcją, ustawiali zwiadowców na czatach, którzy w porę ostrzegali uczestników wykładu. W domach, na nieproszonych i wścibskich, podobno zawsze czekał poczęstunek, jakaś herbata i ciastko. Scenariusze były dokładnie przećwiczone.
Dzisiaj żaden z nas nie musi zdawać matury w cztery oczy z profesorem, chociaż tego mi akurat trochę żal. Z drugiej strony, chyba lepiej dostać zaświadczenie z egzaminacyjną oceną na specjalnym świstku niż na odwrocie pierwszokomunijnego obrazka…
Niezależnie od trudności, jakie musieli pokonać nasi okupowani rodacy, udało im się ochronić polskość i przekazać ją dalej. Nie powstrzymały ich żadne nakazy, kary, zastraszenia. Mimo wszystko, przetrwali. A może przetrwali właśnie dlatego? Skoro próbowano ich zgermanizować siłą, to naturalnie się tej sile przeciwstawili. Paradoksalnie, agresja stała się bodźcem, który pozwolił ofiarom zachować odrębność. Dzisiaj, gdyby świat zachodni chciał zyskać nad nami przewagę i wywrzeć na nas wpływ… no właśnie, czy już tego nie robi? Tak po prawdzie, sami mu to ułatwiamy. Chętnie śledzimy losy celebrytów ze Stanów, wielu z nas stylizuje się według mody wszechobecnych zagranicznych sieciówek. Czytelnicy ponownie sięgają po cudzoziemskie „bestsellery” i z przyjemnością odwiedzamy anglojęzyczne kanały czy strony internetowe. Media codziennie karmią nas tym, co uważają za najlepsze, bo mieści się na szczycie światowych list popularności. Ale czy to wszystko nie jest przejściowe, ulotne? Już za chwilę dowiemy się, że ciemnoskóry raper wyda nową płytę, a piosenkarka z Barbadosu odstawi kolejny cyrk, żeby znaleźć się na pierwszych stronach niszowego magazynu. Sprawy, które toczą się poza granicami ojczyzny zawsze będą ciekawe, inne, a przede wszystkim nowe. Odpowiednio wykorzystane mogą stać się prawdziwą inspiracją. Jednak w którymś momencie może się okazać, że w tym sztormie globalizacji coś nam umknęło, że posunęliśmy się o krok za daleko.

Tekst Oliwia wachna

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Artykuły

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka 25

Opiekun nr 25(512) od 3 grudnia 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in. rozmowa z kustoszem kaliskiego sanktuarium ks. prałatem Jackiem Plotą, który opowiedział o swojej osobistej relacji z Patriarchą z Nazaretu i o radościach posługi w sanktuarium.

Zamów prenumeratę

 

baner
banner
figazmakiem
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej