Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2017-05-16 11:08:33

Pierwsi bracia

Pośród swoich synów był Brat Albert
sam żywą regułą, karmiąc ich, jak matka,
mlekiem swej miłości, chlebem swego ducha.

W naszych rozważaniach jesteśmy przy początkach pracy Brata Alberta w ogrzewalni i chyba jest to właściwy moment, aby napisać kilka słów o braciach, których dzisiaj znamy jako albertynów, choć sam Brat Albert nie chciał takiej nazwy.

Porwani przykładem
Za datę powstania Zgromadzenia Braci Albertynów przyjmuje się dzień 25 sierpnia, kiedy Brat Albert złożył na ręce kardynała Dunajewskiego śluby zakonne. Skąd wzięli się kolejni bracia? Jak pisze Maria Winowska, współpracownicy Alberta rekrutowali się początkowo z tych, którym ongiś udzielił schronienia, ale ani jeden przy nim nie wytrwał, bo podążać za tym „skończonym wariatem”, nie było łatwo. Wiadomo, że Brat Albert żądał totalnego, heroicznego poświęcenia się dla biedaków. Ale wiadomości o jego dobrych poczynaniach „zelektryzowały także kilku szlachetnych ludzi z Podhala i Podlasia, którzy zgłosili się do niego z gotowością współpracy” - napisał o. Władysław Kluz. Wiemy, że do pierwszych braci należał Wojciech Leja, 18-letni góral z Podczerwonego, który 29 czerwca 1889 roku został obleczony w habit i przyjął imię Witalis. „Był najbardziej ukochanym synem Brata Alberta, jego prawą ręką i jego wyrazicielem” To właśnie on po swoim przyjęciu do Trzeciego Zakonu podjął się dalszego werbunku. Przyjmowanie nowych braci odbywało się z największą prostotą. Bez ślubów, bez oficjalnych zobowiązań, zostawali przyjęci do Trzeciego Zakonu i przywdziewali zgrzebny habit, aby się nie wyróżniać wśród nędzarzy. Przyjmował ich o. Czesław Bogdalski, bernardyn, który nie poddawał ich żadnej próbie, ani egzaminowi, zakładając, że skoro przychodzą od Alberta są odpowiednio pouczeni i przygotowani, a przede wszystkim porwani jego przykładem. Kto chciał zostawał, kto chciał odejść odchodził, choć tych ostatnich było niewielu.

Dzieło Opatrzności
W miarę coraz liczniejszego pojawiania się nowych kandydatów, pojawiały się też zarzuty wobec Brata Alberta, dlaczego nie ułoży jakiejś reguły, czy konstytucji, która uporządkuje nowe zgromadzenie i nada mu jakieś ramy. Natomiast Brat Albert nie chciał przeszkadzać Bożej Opatrzności: „Ani mi przez głowę nie przeszło, żeby zakładać jakieś zgromadzenie. Ja o czym innym myślałem, gdy chodziło o ratunek ubogich, a tu jeszcze Bóg co innego zrządził. Niech Bóg sam robi, co chce, ja zaś nie będę do tego ręki przykładał, żeby nie popsuć dzieła Bożego (…). Zgromadzenie nie jest czymś martwym, które by można dowolnie przykrawać, dodawać, odcinać przy zielonym stoliku; nie, ono jest czymś żywym; to jest jakby nowy twór, organizm, który ma swe odrębne potrzeby i musi się odżywiać na swój sposób; tak jak rośliny, które chociaż mają to samo słońce, ciepło i powietrze, deszcz i soki ziemne, to przecież każdy gatunek rośliny w inny sposób to sobie przyswaja według planu Boga. (…) Zasady Boże, Ewangelia Jezusa i Jego rady ewangeliczne, czy przepisy Kościoła świętego odnośnie do nowego zgromadzenia będą jak słońce, deszcz, soki żywotne lub ziemia, które ono na swój sposób indywidualny bierze, według swego ducha przerabia, nie przestając być jakby nowym organizmem w Kościele Bożym”. Dla pierwszych braci sam Brat Albert był żyjącą regułą i dlatego, mimo braku zobowiązań bracia poddawali się dobrowolnie ciężkiej, heroicznej wręcz posłudze. Brat Albert codziennie też gromadził swoich synów na naukę, którą często przygotowywał do późna w oparciu o swego mistrza św. Jana od Krzyża. Stopniowo też wprowadzał ich w modlitwę. 
Oprócz wypomnianego wcześniej brata Witalisa, który umarł młodo z powodu gruźlicy, zachowała się również pamięć o bracie Andrzeju Janowskim, który doskonale grał na skrzypcach, co było o tyle istotne, że Bratu Albertowi zależało na radosnej atmosferze w przytulisku, więc jego talent był wykorzystywany w tym właśnie kierunku.      

Życie z ubogimi
Brat Franciszek Grzelka zastanawiał się w jednym z artykułów, jak w praktyce wyglądało wspólne zamieszkanie braci z ubogimi: „Wiemy, że pierwsi bracia mieszkali gościnnie w klasztorze paulinów na Skałce i stamtąd dochodzili na dyżury do budynku ogrzewalni przy ul. Piekarskiej. Brat Albert zobowiązał się w pierwszej umowie z gminą krakowską, że zawsze jeden z braci tercjarzy będzie sprawował dyżur w przytulisku. Z kolei w komentarzu w „Czasie Krakowskim” z 1888 roku czytamy: „Brat Albert zamieszkał w izdebce przy ogrzewalni męskiej na Kazimierzu i urządził z towarzyszami podział godzin w ten sposób, aby przez całą dobę jeden z tercjarzy znajdował się w schronisku”. W korespondencji z miastem jest wzmianka, że prosi o dodatkowy teren na wybudowanie domu dla braci, który jednocześnie będzie służył jako warsztat pracy, gdzie będą oni pracować z ubogimi. Czy Brat Albert widział jako stałą zasadę, że powinien być osobny dom dla wspólnoty zakonnej? Argumenty, jakie są przedstawiane w obronie tego stanowiska są takie, że Założyciel widział potrzebę takiego rozwiązania, ponieważ gwarantowało to braciom warunki do fizycznego, psychicznego i duchowego odpoczynku - umożliwiało realizowanie wymogów życia zakonnego. Argumentem świadczącym o tym, że według niego klauzura braci i sióstr niekoniecznie musi być zorganizowana w osobnym budynku, jest architektura domu w Przemyślu - był to nowy dom, w którego projektowaniu uczestniczył Brat Albert. Jest pewne, że od początku była zagwarantowana osobna przestrzeń dla wspólnoty tercjarskiej. Była ona jednak tak urządzana, by mieszkania braci i sióstr wchodziły w zakres gospodarstwa domowego, jakim było przytulisko. Istotnymi elementami dzielenia życia z ubogimi były: kuchnia, kaplica, miejsce pracy, kasa”.
Wydaje się oczywiste, że bracia i siostry realnie dzielili los ubogich i z nimi tworzyli społeczność. Była to społeczność dobrze zorganizowana, a nie idealistyczna komuna bez kierownictwa. Rola braci i sióstr była wyraźnie sprecyzowana: oni prowadzili dom, organizowali pracę i decydowali o sposobie pomocy ubogim. Warto podkreślić, że podczas gdy dla ubogich przytulisko miało być miejscem czasowego schronienia, bo ich celem był powrót do samodzielnego życia, dla braci i sióstr było to miejsce, gdzie mieli zostać do końca życia.

Tekst ks. Andrzej Antoni Klimek

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Artykuły

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka 25

Opiekun nr 25(512) od 3 grudnia 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in. rozmowa z kustoszem kaliskiego sanktuarium ks. prałatem Jackiem Plotą, który opowiedział o swojej osobistej relacji z Patriarchą z Nazaretu i o radościach posługi w sanktuarium.

Zamów prenumeratę

 

baner
banner
figazmakiem
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej