Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2017-04-13 13:18:12

Jedyny, który stał pod krzyżemjan

Św. Jana znamy jako tego, który jedyny spośród Apostołów umarł śmiercią naturalną, jako jedyny nie wyparł się Jezusa i stał pod krzyżem. Czy tak rzeczywiście było? Nie wiemy, jednak przekonanie to (poświadczone przez Jana w jego Ewangelii) tak wrosło w chrześcijańską tradycję, że przestało to mieć znaczenie. Najważniejsze, żeby Jan pozostał wzorem do naśladowania.

Gdzie oni wszyscy się podziali, nigdzie nie mogę ich wypatrzyć - Jan rozglądał się intensywnie po uliczkach Jerozolimy. Może wzburzenie, jakiego przed chwilą doświadczył, nie pozwalało mu w tłumie odnaleźć wzrokiem innych Apostołów. - Skazali naszego Mistrza! Na śmierć! Tego, który tak wiele zdziałał cudów, tak wielu uzdrowił, nie tylko fizycznie, ale przede wszystkim duchowo. Każdemu poświęcał czas i uwagę, a ludzkie dusze rozświetlał Jego pełen dobroci i łagodności uśmiech. A oni Go skazali! - do oczu Jana cisnęły się łzy. Nie bardzo wiedział, co ma teraz robić, dokąd pójść. Czuł się zagubiony, był jeszcze bardzo młody i nigdy jeszcze nie widział ukrzyżowanego człowieka.

Za Jezusem na Golgotę
Być może zaraz wyprowadzą Jezusa i będzie mógł jeszcze raz, może ostatni, zobaczyć Jego spokojną, pokorną twarz. Fascynował go fenomen Jezusa, z jednej strony ta niesamowita pokora, cichość, cierpliwość, łagodność, z drugiej natomiast całkowita pewność każdego wypowiedzianego słowa i niezwykła moc tego słowa. Paradoks. Najpokorniejszy sługa mówi, jak ten, który ma najwyższą władzę. A teraz pozwala się ukrzyżować! - Jan był przekonany, że to nie miałoby miejsca bez zgody Jezusa.
W końcu wyprowadzili Go za bramę. Miał na ramionach bardzo grubą i ciężką belkę. Na dodatek musiał ją sam utrzymać. Jego szata była cała zakrwawiona, podobnie, jak skronie poranione od cierniowej korony. Jana przeszedł dreszcz przerażenia, współczucia i smutku. Nie rozumiał tego, co się działo. Był za młody, by doskonale rozeznawać się w układach starszyzny żydowskiej; by zdawać sobie sprawę z tego, co człowiek jest w stanie zrobić dla władzy, czy może z lęku przed jej utratą. Nie rozumiał, a mimo to gdzieś głęboko w sercu czuł, że tu nie może chodzić tylko o władzę; nie może chodzić tylko o śmierć jednego z wielu proroków. Bo Jezus nie był tylko prorokiem. On - Jan - wiedział to, choć nie rozumiał. - Jezu, jak Ty cierpisz, i to niewinnie! Jak bardzo musi boleć Cię całe ciało, jeszcze przed chwilą pełne mocy i majestatu w czasie Ostatniej Wieczerzy - Jan szedł krok w krok za Jezusem, tłum jednak nie pozwalał mu zbliżyć się do Mistrza. Zresztą, może to i lepiej, nie rzucał się w oczy. - Najważniejsze to nie stracić z oczu Nauczyciela, przez cały czas widzieć choć fragment Jego postaci. Tylko w ten sposób mogę wytrwać w tej wędrówce za Nim, tylko w ten sposób mogę zostać przy Nim - w pewnym momencie tej drogi Jan widzi, jak z jednej z bram wychodzi w kierunku Jezusa Maryja, Jego Matka. Jakoś udało jej się przedrzeć przez tłum i zbliżyć do Syna na krótką chwilę. Jezus przeszedł dalej dźwigając krzyż, mimo upadków, oprawcy nie pozwalają Mu zatrzymywać się na dłużej. Od tej pory Jan postanawia „złapać” Maryję w tłumie i dalej podążać razem z nią.

Zaopiekuj się Moją Mamą
Nie jest to łatwe. Rozkrzyczany, ciekawski tłum popycha zrozpaczoną, osłupiałą Maryję w różne strony, a ona się nie broni. - Jesteś! To ja Matko mojego Mistrza, czcigodna niewiasto. Chodź, okryję cię swoim płaszczem, cała drżysz. Chwyć się mocno mojej ręki, pójdziemy razem - łzy Maryi sprawiają, że on też nie może powstrzymać strumienia cisnącego się do oczu. Jan teraz przypomina sobie opowieści Maryi o okolicznościach Jego narodzin, kiedy nie raz gościli gdzieś razem.
W końcu dotarli na Golgotę. Nie mogli patrzeć, jak pozbawiają Go szat i przybijają do krzyża. Odwrócili głowy, Maryja ukryła swoją w ramieniu najmłodszego ucznia. Po chwili nabierają odwagi, by spojrzeć na wiszącego na krzyżu. Szok, rozpacz, smutek, niedowierzanie, ciągle wydaje im się, że to się nie może dziać naprawdę. Z letargu budzi ich cichy głos Jezusa. Podchodzą kilka kroków bliżej, pilnując jednak, by nie narazić się straży. Chrystus spogląda na tę dwójkę z miłością. Cieszy się, że odnaleźli się w tłumie. Patrząc na Maryję mówi: „Niewiasto, oto syn twój”, a potem przenosi wzrok na Jana i ostatkiem sił wypowiada słowa, których Jan nigdy nie zapomni: „Oto matka twoja”. - Jezu, mój Mistrzu, nie martw się, zaopiekuję się nią. Nie zostanie sama, zabiorę ją do siebie. Będzie bezpieczna i nikt, ani nic nie będzie jej niepokoić. Obiecuję! - Jan z młodzieńczym zapałem chciał udowodnić swoją odpowiedzialność. Czuł jednak, że będzie miał u siebie świętą, która nie będzie tylko jego matką, ale też matką wszystkich uczniów Jezusa. Spojrzeli na siebie tylko na krótką chwilę, skinęli głowami w stronę Jezusa i cofnęli się kilka kroków.
Jan obserwuje całe otoczenie. Wszędzie dookoła ludzie albo szydzą z Jezusa, albo patrzą obojętnie na to makabryczne widowisko. Niebo zasnuwa się coraz ciemniejszymi chmurami. Mimo wiatru Jan nasłuchuje, czy Jezus coś powie. Słyszy tylko ciche: „Pragnę”, a strażnicy poją Go octem. Chwilę potem Mistrz wznosi oczy do góry i woła: „Dokonało się!”. - Nie! To nieprawda! Nie możesz umrzeć Panie! Tyle serc zranionych czeka na Twoje spojrzenie, na Twój dotyk, Twoje uzdrowienie. Nie możesz umrzeć! Mieliśmy iść razem łowić ludzkie serca, pamiętasz?! - w sercu Jana ludzkie spojrzenie na misję Jezusa walczy z tym, które próbował im zaszczepić. Przecież ostrzegał, że będzie cierpiał, że zostanie wydany w ręce ludzi i narażony na ich zniewagi. Zapowiadał, że Mesjasz musi cierpieć. Jan ma wrażenie, że śmierć to nie jedyne, co się właśnie dokonało. Trudno opisać, co czują najbliżsi Jezusa. Jan jeszcze przez chwilę zastanawia się, gdzie są jego bracia, pozostali Apostołowie. Nie ma do nich żalu, sam jest przerażony i zdezorientowany. Wie tylko, że MUSI wypełnić testament Mistrza.
Do Jezusa podchodzi jeden z oprawców i przebija włócznią Jego bok. Jan patrzy ze zdumieniem, jak z serca Jezusa wypływają dwa strumienie - krwi i wody. Przebite serce nie pozwala mieć już złudzeń. Jezus umarł. Wreszcie powoli dociera to do świadomości Jana. - Czyżby to wszystko, co razem przeżyliśmy, miało się skończyć właśnie w ten sposób? O nie! Wszyscy muszą dowiedzieć się o cudach Jezusa, o tym, jaki był naprawdę, o tym, jak opowiadał nam o Ojcu. Kiedyś o tym wszystkim napiszę - pomyślał Jan, choć nie za bardzo wierzył sam sobie. Wydawało się to majakami w żałobie.
Tłum nagle zniknął, zostali niemal sami. Uklęknęli pod krzyżem, nie chcieli stąd odchodzić. Chcieli czuwać przy Jezusie. Nie przeszkadzało im zimno, wiatr, zapadający zmrok, czy pojedyncze krople deszczu. Zresztą, dokąd mieliby pójść?

Co na to Biblia?
Tak mogłaby wyglądać jedna z wielu możliwych wersji zbawczych wydarzeń. Pismo Święte jednak jej nie potwierdza. Z całą pewnością można stwierdzić, że Jezus umarł na krzyżu dla naszego zbawienia. Z wielkiej miłości do wszystkich ludzi. Kto jednak stał pod krzyżem w Wielki Piątek? Tylko Ewangelia według św. Jana mówi o nim samym. Jan mówi o sobie: „Uczeń, którego miłował” (Jezus ujrzał Maryję i stojącego obok niej ucznia, którego miłował). Pozostałe trzy Ewangelie nie wspominają o nim. Równie prawdopodobne jest zatem to, że Jan był na Golgocie świadkiem śmierci Mistrza, jak to, że go tam nie było. Z jednej strony w Ewangelii pisze o sobie dość nieskromnie, z drugiej zarzeka się, że mówi prawdę i składa świadectwo, aby inni także uwierzyli w te zbawcze wydarzenia. W Ewangelii według św. Mateusza, który był apostołem Jezusa nie pod krzyżem, ale nieco z daleka stoją niewiasty, a wśród nich Maria Magdalena, Maria - matka Jakuba i Józefa oraz matka synów Zebedeusza, czyli matka Jakuba Większego i Jana Ewangelisty. Według Marka również z daleka śmierci Jezusa przyglądały się niewiasty, a między nimi: Maria Magdalena, matka Jakuba Mniejszego i Józefa oraz Salome. Łukasz pisze, że niedaleko krzyża znalazły się niewiasty, które szły za Nim od Galilei oraz Jego znajomi. W Ewangelii według św. Jana pod krzyżem stoją Maria Magdalena, Maryja oraz jej siostra - żona Kleofasa. Największym pewnikiem, także według tradycji, jak pisze siostra Joanna Michura RM, jest Maria Magdalena.
Nie chodzi tu jednak o to, by rozsądzać, jaka jest prawda historyczna. Historycy, także świeccy potwierdzają, że Jezus został umęczony i ukrzyżowany. Nie znaleźli też Jego szczątków. Choć wiara powinna pozostać wiarą, ma też podstawy historyczne, naukowe. Niestety nie mamy takiej pewności, co do świadków śmierci Jezusa. Ja jej nie chcę mieć. Bo nie chodzi o pewność, ale o serce Apostoła, który mimo strachu, mimo niepewności i młodego wieku poszedł za Jezusem aż na Golgotę i wziął do siebie Jego Matkę. Wytrwał, nie zaparł się, a kto „wytrwa do końca, ten będzie zbawiony”. Już do końca życia, niemal każdego dnia przeżywał na nowo wydarzenia, których był świadkiem. Mimo ponownego spotkania z Mistrzem. Jego cierpienie i śmierć wywarło na nim niezatarty ślad. Ślad niepojętej miłości.
Niektórzy mówią, że dzięki tej łasce obecności pod krzyżem i bycia świadkiem drogi krzyżowej oraz śmierci Jezusa, Jan umarł śmiercią naturalną, a nie męczeńską. Do końca życia jednak odważnie świadczył o Jezusie, nawet pozostając w niewoli. Owocem jego życia stała się nie tylko Ewangelia, ale także Apokalipsa (niesamowite, pełne symboli, wizje czasów ostatecznych) i Listy (pełne miłości i prostoty).

Tekst Anika Nawrocka

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Artykuły

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola

Opiekun nr 11(498) od 21 maja 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in prezentacja pięciu diakonów, którzy za kilka dni przyjmą święcenia oraz rozmowa o historycznym fenomenie objawień w Fatimie.

Zamów prenumeratę

 

Kwartalnik "Opiekuna" -
Okno Wiary 1(9) 2017

w którym pragniemy rozmawiać z naszymi Czytelnikami o wierze, Kościele, rodzinie i historii

ARCHIWUM KWARTALNIKA

banner

Padre gotuje humor26330

Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej