Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2017-02-28 10:21:53

Świętość w codzienności czyli kilka słów o s. Włodzimirze

Pochodząca z naszej diecezji s. Włodzimira Wojtczak chciała upodobnić się do Chrystusa, już w dniu swoich pierwszych ślubów napisała: „Daj, Jezu, abym mogła umrzeć, jak Ty - zapomniana i wzgardzona”. Zmarła w swoje urodziny w Ostrowie, osamotniona. Ci, którzy ją znali, byli przekonani o jej świętości.

- Od 2011 roku szukamy informacji na jej temat, zdjęć listów, pamiątek i wspomnień - mówiła s. Anna Jakubowska, postulatorka procesu beatyfikacyjnego s. Włodzimiry i przedszkolanka w przedszkolu im. św. Jana Pawła II w Lesznie, podczas niedawnego spotkania u sióstr elżbietanek w Ostrowie. - Wśród tego, co udało nam się zgromadzić mamy wpis z pamiętnika pani Mieczysławy Pilachowskiej, mamy pani Wiesi Bargiel. Pani Pilachowska była najlepszą przyjaciółką s. Włodzimiry z czasów szkolnych - podkreślała postulatorka. W tym pamiętniku w styczniu 1931 roku s. Włodzimira napisała: „W człowieku tylko to jest dobre i piękne, co w nim odzwierciedla obraz Boga”.

Młodość w Ostrowie
S. Anna jest też autorką książki o s. Włodzimirze „Żyć ofiarowaniem”.  W niej można przeczytać, że przyszła elżbietanka urodziła się 20 lutego 1909 roku we Franklinowie, niedaleko Ostrowa. Już następnego dnia została ochrzczona w kościele pw. św. Wojciecha w Lewkowie i otrzymała imię Czesława, tam też przyjęła Pierwszą Komunię Świętą. Jej tata Józef był kowalem, a mama Jadwiga zajmowała się domem. Czesia miała starszą o cztery lata siostrę Mariannę, a jej rodzeństwo - Czesiu, Ewa i Janinka zmarli po urodzeniu. Był jeszcze najmłodszy brat Mieciu, który w wieku około dwóch lat zginął w wypadku bawiąc się na podwórku.
Pierwsza wojna światowa zmusiła Józefa Wojtczaka do walki na froncie francuskim, w szeregach armii pruskiej. Jadwiga została wtedy sama z córkami i by utrzymać rodzinę prowadziła zajazd. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości Wojtczakowie przeprowadzili się do Ostrowa i zamieszkali w kupionej przez siebie kamienicy na Zielonym Rynku.
Czesia od najwcześniejszych lat odznaczała się pracowitością, osiągając dobre wyniki w nauce, a także angażując się w działalność charytatywną. W Gimnazjum i Liceum Żeńskim współtworzyła koło miłosierdzia. Jak wspominają koleżanki - była skromną, pełną dobroci, pogodną, uczynną i lubianą dziewczyną. Była utalentowana artystycznie. - Jej siostrzenica podkreśla, że ciocia pisała do nich dużo i że listy były pisane wierszem, niestety, nie zachował się ani jeden z nich. Pani Antonina przechowuje w swej pamięci fragment listu, który był adresowany właśnie do niej, były to życzenia Bożonarodzeniowe. Zachował się także jeden obraz z podpisem i datą 20 kwietnia 1930 roku, czyli na kilka miesięcy przed wstąpieniem do klasztoru. Przedstawia on przewrócony kosz pełen brzoskwiń. Z opowiadań wiadomo, że był jeszcze jeden - przedstawiający konia, a także liczne małe obrazki, które przesyłała w listach, głównie do swego chrześniaka, ks. Zbigniewa Pawlaka - podkreślała s. Anna.

Zakonna droga
Po maturze Czesława wstąpiła do organizacji „Młode Polki”, gdzie pełniła funkcję skarbniczki. Był to dla niej czas walki duchowej, chciała wstąpić do Karmelu, ale sprzeciwiali się temu jej rodzice. W końcu matka powiedziała słowa, które stały się dla Czesi drogowskazem: „Gdybyś jeszcze poszła do elżbietanek, ale do Karmelu - dziecko wybij to sobie z głowy”. Jeszcze wahała się: żyć wśród elżbietanek, czy w karmelitańskiej klauzurze? W końcu w 1930 roku wstąpiła do elżbietanek. Jeszcze w postulacie ukończyła Wyższy Instytut Kultury Religijnej w Poznaniu pisząc pracę „O podwórkowym świecie dziecka”. Jako postulantka otrzymała szczególne pozwolenie, aby zostać matką chrzestną siostrzeńca Zbigniewa. Mistrzyni matka Stylita Karczyńska miała wtedy powiedzieć do matki prowincjalnej Stanisławy Dankowskiej: „Matko, chciejmy ten wyjątek uczynić, bo może to dziecko księdzem zostanie”. I rzeczywiście Zbigniew w 1957 roku otrzymał święcenia kapłańskie.

Daj umrzeć, jak Ty
Postulantka Czesia 27 lipca 1933 roku przyjęła habit zakonny i imię Maria Włodzimira. Potem jako nowicjuszka pracowała w refektarzu, chętnie czytała żywoty świętych, a jej ukochaną świętą została św. Tereska od Dzieciątka Jezus. S. Włodzimira starała się ją naśladować na drodze dziecięctwa duchowego. Należała także do chóru nowicjackiego. Przebywające z nią siostry podkreślają, że kochała przepisy zakonne i sumiennie ich przestrzegała, szczególnie milczenie. W kaplicy klęczała zawsze bez oparcia. Bywało, że wstawała w nocy i kładła się na posadzkę w sypialni lub siadała na łóżku i modliła się.
Swoje pierwsze śluby zakonne s. Włodzimira złożyła 28 lipca 1934 roku. Na kartce zapisała wtedy zdanie: „Daj, Jezu, abym mogła umrzeć, jak Ty - zapomniana i wzgardzona” i zawsze nosiła ją przy sobie. Słowa te podkreślają, jak głębokie było jej życie wewnętrzne. Zaraz potem przełożeni skierowali Włodzimirę do pracy w ochronce dla dzieci z rodzin bezrobotnych na terenie poznańskiej parafii pw. św. Jana Jerozolimskiego. Starała się dla nich o odzież, żywność i środki czystości, ale przede wszystkim starała się wszczepić w ich serca wiarę w Boga, Jego miłość i miłosierdzie. Kiedy utworzono ochronkę przy kościele Bożego Ciała w Poznaniu została jej kierowniczką. Wtedy elżbietanka nawiązała m. in. współpracę ze szkołą prywatną, do której uczęszczały dzieci z zamożnych rodzin. Poprosiła, by przynosiły drugie śniadanie dla swych koleżanek i kolegów z ochronki. Uzyskała także zgodę towarzystwa gimnastycznego „Sokół” na korzystanie z ich boiska. W okolicy świąt zbierała w parafii dary, z których później przygotowywano paczki dla dzieci. Mimo trudnych warunków i niełatwej pracy, nigdy nie narzekała czy złościła się.

Czas wojny i gruźlica
Na trzy dni przed wybuchem drugiej wojny światowej s. Włodzimira złożyła śluby wieczyste. Zachował się jej pamiątkowy obrazek z napisem: „O Maryjo spraw, abym na Sercu Twoim stała się drugim Jezusem”. Wojna zmieniła jej życie. Nie mogła pracować wśród dzieci, więc pomagała w pracach domowych. W końcu sytuacja polityczna zmusiła wiele sióstr do opuszczenia zgromadzenia. Włodzimira musiała powrócić do rodzinnego Ostrowa, a jej stan zdrowia budził wiele zastrzeżeń. Bardzo przeżywała konieczność zmiany stroju zakonnego na świecki. Będąc w Ostrowie Wielkopolskim często odwiedzała siostry elżbietanki przy ul. Gimnazjalnej. Przychodziła tu na Msze św., modlitwy i konferencje, które głosił ukrywający się ksiądz. Pomagała w pracach domowych.  Pomimo opieki w domu rodzinnym stwierdzono u niej rozwijającą się gruźlicę. „Lokatorzy kamienicy, w której mieszkali Wojtczakowie, dowiedzieli się, że ma się do ich domu wprowadzić niemiecka rodzina. Donieśli, że w ich domu znajduje się chora na gruźlicę, myśląc, że w ten sposób unikną niepożądanego lokatora. Niestety stało się zupełnie inaczej. To siostra Włodzimira została zabrana i umieszczona w przytułku dla starców przy ul. Zdunowskiej (dziś Partyzanckiej). W tym czasie już nie było tam kaplicy, a siostry mieszkające w przytułku i zajmujące się chorymi, Najświętszy Sakrament ukrywały w swoim mieszkaniu. Kapłan, który w tym czasie odprawiał potajemnie Msze św., nie życzył sobie, aby wprowadzać kogokolwiek, tym bardziej że wiadomo było, iż wśród podopiecznych panuje donosicielstwo i że siostry są śledzone” - napisała postulatorka.

Jutro pójdę do Jezusa
Dopóki siły pozwalały s. Włodzimira chodziła na Mszę św. do parafii albo na ul. Gimnazjalną. Początkowo odwiedzała ją codziennie mamą, ale w końcu zakazano jej ze względu na zakaźną chorobę córki. Mimo to ona i tak przychodziła pod okno przytułku. Jednak największym bólem dla s. Włodzimiry była niemożność przyjmowania Komunii Świętej. Siostry elżbietanki z ukrywającym się kapłanem zdecydowały, że pomimo niebezpieczeństwa będą przynosiły jej Najświętszy Sakrament. Siostry wspominają, że nigdy nie narzekała na cierpienia i pogodnie czekała na śmierć. „To była prawdziwa tęsknota za spotkaniem ze swoim Panem i Zbawicielem” - podkreślała s. Anna. Swoją miłość do Jezusa wypowiedziała w pamiętniku pisanym dla matki. Niestety zaginął. Czytał go m. in. ks. Pawlak, który zapamiętał zdania zapisane pod datą 19 lutego 1943 roku: „Jutro kończę 34 lata. Jutro pójdę do mojego Jezusa. O jakże bardzo jestem szczęśliwa. Mamo, nie martw się mną. Ja zawsze będę z wami”. Przed śmiercią poprosiła o gromnicę, zawołano siostrę przełożoną, a modląca się coraz ciszej s. Włodzimira powiedziała „Umieram”. Zmarła dokładnie w dniu 34. urodzin, 20 lutego 1943 roku.

Idąc ulicami
Teraz na terenie naszej diecezji można natknąć się na ślady pozostawione przez nią. Te miejsca istnieją do dziś, nie sposób wymienić tu wszystkie. Najpierw więc Franklinów z domem, w którym się urodziła. Lewków z zabytkowym kościołem pw. św. Wojciecha i chrzcielnicą pamiętającą chrzest jednodniowej Czesi. Dalej zakupiona przez państwa Wojtczaków kamienica przy Zielonym Rynku w Ostrowie, gdzie mieszkali po przeprowadzce. To tutaj podczas wakacji napisała pracę dyplomową „O podwórkowym świecie dziecka” obserwując przez okno bawiące się dzieci. Do tego domu powróciła na początku II wojny światowej. Niestety po kuźni jej ojca nie ma już śladu. Obecnie rodzina siostry mieszka na pierwszym piętrze, które zostało dobudowane, gdy s. Włodzimira była już w klasztorze. Dalej można zobaczyć dom zgromadzenia sióstr elżbietanek przy ul. Gimnazjalnej, do którego przychodziła. Teraz znajduje się w nim m. in. przedszkole noszące jej imię. Na koniec jeszcze Dom Pomocy Społecznej przy ulicy Partyzanckiej, kiedyś Zdunowskiej, świadek jej cierpień i śmierci. Są jeszcze świadkowie najważniejsi - ludzie, którzy ją znali i nie tylko. Oni, jak podkreśla postulatorka, uważają s. Włodzimirę za świętą szczególnie ze względu na jej prostotę i oddanie Jezusowi.

tekst Renata Jurowicz

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Artykuły

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka 24

Opiekun nr 24(511) od 19 listopada 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in. "Brat naszego Boga" - pożegnanie ze św. Albertem oraz artykuł o niedawno otwartej Pustelni Salezjańskiej "Ognisko Miłosierdzia"

Zamów prenumeratę

 

kwartlanik

Kwartalnik "Opiekuna" -
Okno Wiary 2(10) 2017

w którym pragniemy rozmawiać z naszymi Czytelnikami o wierze, Kościele, rodzinie i historii.
W najnowszym numerze o św. Józefie

ARCHIWUM KWARTALNIKA

banner
figazmakiem
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej