Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2017-02-01 09:57:26

Realna obecność cierpiącego Boga

Każdy z nas kiedyś przeszedł chociażby przez lekką formę choroby. Może było to zwykłe przeziębienie, ból zęba, czy też inne dolegliwości dnia codziennego. Jednak jest duże grono osób, które z chorobą boryka się od lat. Wiele osób rodzi się niestety już obciążonych chorobą, czasami taką, która nigdy nie zostanie wyleczona. I takimi właśnie osobami opiekują się na co dzień siostry ze zgromadzenia św. Dominika w Broniszewicach.

W tej miejscowości siostry są od roku 1918, kiedy dostały tutejszy pałac i majątek od towarzystwa dobroczynności i założyły sierociniec. Na przestrzeni lat zmieniały się ustroje, sytuacje, ale w tym domu nieustannie znajdowali pomoc potrzebujący, a szczególnie dzieci. Od lat 50. ubiegłego stulecia w tym domu mieszkają tylko chłopcy niepełnosprawni intelektualnie. 29 grudnia 2006 roku siostry ze zgromadzenia św. Dominika otrzymały zezwolenie na prowadzenie Domu Pomocy Społecznej dla dzieci i młodzieży niepełnosprawnej intelektualnie. Mimo, iż jest on przeznaczony dla młodych chłopców, to jednak większość wychowanków mieszka tu, można powiedzieć, do późnej starości. Powodem tego stanu rzeczy jest silna więź emocjonalna, jaką chłopcy są związani z domem, czy też z drugą osobą, gdyż większość z nich przebywa tu od najmłodszych lat. Zmiana miejsca zamieszkania źle wpłynęłaby na ich psychikę i trudno byłoby się im zaaklimatyzować w innym miejscu.

Z posługą wśród „najmniejszych”
Podopieczni, jeśli można tak powiedzieć, zostali sowicie obdarowani chorobą. Większość mieszkańców oprócz intelektualnej niepełnosprawności jest dodatkowo niepełnosprawna ruchowo. Ponadto mają schorzenia somatyczne, z zespołem Downa i epilepsją, a także z porażeniem dziecięcym mózgowym i to w różnym stopniu. Są osoby chodzące, sprawne fizycznie, ale i takie, które w ogóle nie chodzą, a nawet nie mówią i nie słyszą. Wymagają więc opieki non stop, trzeba przy nich zrobić wszystko, kompleksowo. Kilku chłopców jest karmionych poza jelitowo przez sondy bezpośrednio do żołądka, co wymaga specjalistycznej opieki. Dlatego też Dom Opieki współpracuje z lekarzami specjalistami w zależności od tego, jakie są potrzeby w danym momencie. Na miejscu zatrudnieni są rehabilitanci, którzy poza przewidzianymi zajęciami rehabilitacyjnymi zapewniają także pewną formę wsparcia. Oczywiście ta rehabilitacja jest na miarę możliwości fizycznej podopiecznych  i według zaleceń lekarza. Wszystko zależy od tego, na ile on sam może się zaangażować, a na ile można jego zaangażować, żeby ich życie było bardziej komfortowe i w miarę możliwości lżejsze. Często te zajęcia są niezbędne, by pomóc w rozwoju. Szczególnie u młodszych dzieci, które trafiają do tego domu. Przykładem może być chłopiec, który, kiedy trafił do domu sióstr, tylko pełzał, nie potrafił stanąć na nóżkach. Na dzień dzisiejszy jest usprawniony dzięki różnym operacjom i rehabilitacji do tego stopnia, że jest w stanie samodzielnie chodzić. Ponadto dla niektórych chłopców sukcesem jest podniesienie głowy, ręki, czy pokazanie potrzeb za pomocą mimiki twarzy. To jest bardzo przydatne w przypadku, gdy taka osoba nie mówi. I jak mówi siostra Regina, wielu rzeczy niepełnosprawni uczą się z czasem, obserwując innych chłopców, ich zachowanie, reakcje na bodźce, czy otaczający świat próbujący odgadnąć ich potrzeby. Siostry ze swej strony poznają ich język, którym próbują oznajmić swoje potrzeby i bolączki.

Siła z cierpienia
Może to się wydawać dziwne, że można czerpać siłę z czyjegoś cierpienia, ale mówiąc w skrócie, tak bywa. Widząc ogrom choroby sami dostrzegamy, jak wielkim darem jest zdrowie; to, że słyszymy, widzimy, chodzimy i potrafimy wyrazić siebie samych. A siostry jako te, które poświęciły swoje życie służbie Bogu i bliźniemu mówią, że posługa wśród osób chorych jest ogromnym darem. Jest to niewyczerpane źródło wiedzy o życiu. Każdy człowiek jest inny, każdy inaczej wyraża swoje potrzeby, smutek czy radość. A tutaj to wszystko się potęguje z racji ich upośledzenia. Chłopcy, a co niektórzy już dorośli panowie, pomimo tego, że są zakwalifikowywani do pewnej grupy, to ich indywidualności rysują się bardzo wyraźnie. Trzeba ich tylko bliżej poznać, trzeba z nimi być i wczuć się w ich sytuację. Siostry jako osoby konsekrowane, które podjęły decyzję, że będą służyć ludziom ze względu na Pana Jezusa i przez Niego. Z tych właśnie powodów cierpienie, które towarzyszy mieszkańcom jest dla nich darem. Bo jak mówi Siostra Dyrektor, widząc stan chorych - nie da się go zrozumieć bez krzyża Pana Jezusa. - Te osoby naznaczone cierpieniem, dla nas sióstr, są żywymi znakami obecności Chrystusa, znakami sakramentu. Mogę powiedzieć, że to jest taki ósmy sakrament. Realna obecność Boga cierpiącego i jego miłości. Mamy taką możliwość i szczęście, jeśli się głębiej wejdzie w tą świadomość, że to jest Jezus, że mogę w tej osobie Jemu usłużyć i spełniać te uczynki, o których Jezus mówi. To są może zwykłe, prozaiczne sprawy, nad którymi jako zdrowi rzadko się zatrzymujemy. Natomiast tutaj każdego dnia doświadczamy, ze Chrystus dopuszcza nas do tych Jemu najbliższych. Jezus identyfikuje się z tymi najmniejszymi, z chorymi i oni są jego najbliższymi przyjaciółmi. I to jest ta mobilizacja w naszej posłudze. I kiedy się przyjmuje cierpienie jako dar, wtedy jest mniej tych pytań: „dlaczego?” - podkreśla siostra Regina.

Dom zamiast szpitala
Do domu tego trafiają chłopcy z różnych przyczyn. Bywa, że rodzice szukają sami pomocy znajdując ten dom w internecie. Albo są kierowani przez lekarzy. Przyjmowane są tu osoby, które nie ukończyły 18. roku życia i to jest jedyna granica wiekowa. Według przepisów mogą mieszkać w tym domu do 30. roku życia. Oczywiście siostry poza wsparciem duchowym i medycznym starają się, by placówka była dla podopiecznych jak dom, gdzie mogą się czuć jak u siebie, bezpiecznie i gdzie nawiązują się braterskie relacje, przyjacielskie, które często są jedynymi. I dlatego nie trzymają się twardo ustalonego wieku. Są osoby, które skończyły już 60 lat. Są to osoby, które trafiły w dzieciństwie pod opiekę i to jest dla nich jedyny dom, jaki pamiętają i znają. Tutaj dorastali, mieszkali i są przywiązani i nieludzkie byłoby wyrwać ich z tego miejsca. To mogłaby być dla takiego człowieka wielkim przeżyciem, a nawet traumą. Najmłodsi pacjenci mają obecnie 14 lat, to są bliźniacy i trafili prosto ze szpitala mając niespełna rok. Najstarszy ma skończone 60 lat. Często trafiają do sióstr nie ze względu na to, że rodzina ich nie chce, ale dlatego, że rodzina nie może, nie potrafi się zająć chorym. Obecnie w domu jest 56 miejsc i tylu jest podopiecznych. Jednakże pałac, w którym obecnie znajduje się dom pomocy nie spełnia wymogów ciągle zmieniających się przepisów i dlatego potrzebne jest jak najszybsze wybudowanie nowego domu.
Chłopcy nie mogą się doczekać nowego domu, widzą już pnące się mury, ale do jego zakończenia jeszcze daleko. Zwyczajnie w świecie brakuje pieniędzy na wszelkie prace. Siostry, jak mogą, tak pozyskują potrzebne fundusze, ale to ciągle zbyt mało. W tej sytuacji każdy grosz jest na wagę złota.

Duchowe życie chorego
Choroba nikogo nie wyklucza z bycia chrześcijaninem. Mimo stanu zdrowia można na różny sposób wielbić Boga. Mieszkańcy domu pomocy z racji, że jest prowadzony przez siostry św. Dominika, mają tę łaskę, że każdego dnia jest tam sprawowana Eucharystia, w której na miarę swych możliwości mogą uczestniczyć. Niektórzy z nich nawet uczestniczą czynnie we Mszy św. służąc przy ołtarzu, gdyż jest tu grupa ministrantów. Mają oni swoje dyżury. Oczywiście chłopcy, którzy podlegają obowiązkowi szkolnemu mają naukę religii w szkole, czy też poprzez indywidualne zajęcia z katechezy. Zasadniczo wszyscy, którzy przychodzą do ośrodka są już ochrzczeni, a potem przystępują do pozostałych sakramentów, jak Pierwsza Komunia Święta, czy bierzmowanie. Jesli chodzi o inne przedmioty, to najsprawniejsi jeżdżą do szkół, a pozostali na miejscu realizują obowiązek szkolny. Pomimo choroby, przyjmują Komunię Świętą, niektórzy ze względu na swój stan, tylko pod postacią wina. Jak mówi Siostra Dyrektor, nie chcą zamykać Panu Bogu kanałów łaski. Pan Jezus mówił, by nie zabraniać tym najmniejszym przychodzić do Niego i na tej zasadzie udzielana jest im Komunia Święta. Mieszkańcy uczestniczą systematycznie w życiu religijnym, każdego dnia siostry odmawiają z nimi Różaniec w intencjach wszystkich ludzi, którzy wspierają dom, a także w intencji ich samym. Ci, którzy są w stanie, odmawiają kolejne dziesiątki. Dla nich życie, jakie wiodą w tym domu, jest często jedynym, jakie znają, a siostry jedyną rodziną, jaką mają. I trzeba być wdzięcznym Bogu, że takie miejsca są i ludzie chorzy mają w nich zapewnioną opiekę, a przede wszystkim prawdziwe ciepło rodzinne.

tekst Arleta Wencwel

Przekaż nam 1% podatku
KRS: 0000214806, Cel szczegółowy: DPS Broniszewice

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Artykuły

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola

Opiekun nr 9(496) od 23 kwietnia 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in "Łaska i miłosierdzie" czyli objawienia siostry Łucji z Fatimy o miłosierdziu Bożym.

Zamów prenumeratę

 

Kwartalnik "Opiekuna" -
Okno Wiary 1(9) 2017

w którym pragniemy rozmawiać z naszymi Czytelnikami o wierze, Kościele, rodzinie i historii

ARCHIWUM KWARTALNIKA

banner

Padre gotuje humor26330

Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej