Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2017-02-01 09:34:48

Czas próby

Jedne wzięły się z dobrobytu, inne z ubóstwa. Kolejne choroby są wynikiem lub efektem ubocznym rozwoju techniki i medycyny. Dlaczego więc ciągle oskarża się Boga o to, że „zsyła” na ludzi choroby, skoro fundują je sobie sami? Czy jest zatem sens obrażać się na Niego, kiedy spotyka człowieka cierpienie? Czy jest sens prosić o cud uzdrowienia, skoro często dolegliwości są oczywistą konsekwencją stylu życia?

Nie mówi się o tym, że choroby to nie kary za grzechy, ale logiczne konsekwencje ludzkiego postępowania. Ilość chemii w pożywieniu i codziennym otoczeniu człowieka, w powietrzu, którym oddycha; „kombinowanie” w genach roślin, zwierząt, a w końcu ludzi; niesprawiedliwy podział dóbr - to oczywiste zjawiska, o których przeciętny obywatel naszej planety stara się nie myśleć lub nawet nie ma pokus, by dopuścić do siebie takie refleksje. Towarzyszy temu usprawiedliwienie, że jeden sprzeciw, pojedyncze życie pod prąd niczego nie zmieni. Taka bierna postawa sprawia, że choroby panoszą się coraz śmielej. Pomaga im stres i niesamowite tempo życia z odwróconą do góry nogami hierarchią wartości (najpierw praca i pieniądze, potem wszystko inne). Mimo tego wszystkiego, to Boga obwinia się, kiedy człowiek słyszy diagnozę. Jak może być dobry i miłosierny, skoro mi to zrobił? Jak może mnie kochać, skoro każe mi cierpieć?

Kryzys wiary
Ludzie różnie reagują, kiedy spotyka ich choroba. Jedni rozpaczają z powodu przeziębienia, czy prostego złamania, inni nawet ze złośliwym nowotworem nie zwalniają tempa życia. Ostatnio obserwuję dwie kobiety - jedna ma 60 lat, druga 78. Ta młodsza, poza życiowym zmęczeniem spowodowanym ciężką pracą, nie ma stwierdzonych żadnych chorób. Starsza ma Parkinsona, osteoporozę i bardzo bolesne zwyrodnienie kości. Pierwsza ciągle narzeka i powtarza, że niedługo wykończy się nerwowo, druga - chociaż bardzo cierpi każdego dnia - potrafi w rozmowie nawet słowem nie wspomnieć o swoich dolegliwościach. Podczas gdy sześćdziesięciolatka przestała chodzić w niedzielę do parafialnego kościoła na Mszę św., bo jest tam zimno, niemal osiemdziesięcioletnia kobieta wstaje w niedzielę wcześnie rano, by z laseczką, powolutku dojść do świątyni.
Jak widać, wiele zależy od duchowego nastawienia i życia wiarą. Bez względu jednak na wszystko, zawsze choroba może doprowadzić człowieka do poważnego kryzysu. - Dla tych, którzy może wierzą, ale oddalili się od Boga, a zwłaszcza od Kościoła, moment choroby, szczególnie, kiedy trzeba iść do szpitala, powoduje często jakiś rodzaj rachunku sumienia i chęć naprawienia zaniedbań. Takie osoby wówczas przystępują do spowiedzi, do Komunii Świętej, chętnie proszą o sakramenty. Trudniej jest z osobami, które są bardzo wierzące, religijne, praktykujące, są blisko Pana Boga. Często choroba zaskakuje takie osoby i jest to dla nich czas próby. Kiedy choroba ich dotyka, rodzi często pytania: dlaczego mnie to spotkało? Dlaczego Pan Bóg dopuścił taką chorobę? Czy może czymś zawiniłem? Kiedy rodzą się takie pytania, pojawia się pokusa, żeby człowiek zamknął się przed Panem Bogiem. Chodziłem do kościoła, modliłem się, a teraz staje się to dla mnie obojętne. Bo skoro Pan Bóg tak dotkliwie mnie doświadcza, to ja nie mam siły, ani ochoty na modlitwę. Jest to czas buntu. Najczęściej jednak po krótszym lub dłuższym czasie chory po pewnej refleksji przełamuje się i stwierdza, że przecież tak nie można. Dochodzi do wniosku, że cierpienie spotyka nie tylko jego, ale też innych; że Pan Jezus też przecież cierpiał - mówi ks. Adam, wieloletni kapelan jednego ze szpitali naszej diecezji.

Z pomocą bliskich
Nie zawsze i nie każdy potrafi sam (wydaje mu się często, że Bóg go opuścił) przejść taki kryzys i podnieść się. Tu szczególnej wagi nabiera rola rodziny i przyjaciół. Co można wtedy zrobić? - Szatan przychodzi z pokusą, żeby nie modlić się, żeby zamknąć się przed Panem Bogiem, zamknąć się przed ludźmi. Bo oni są zdrowi, a ja cierpię, pojawia się niechęć do spotkań, a nawet pewna agresja. Tu ważna jest pomoc kapłana, choć nie zawsze ma on możliwość dotrzeć do chorego; albo pomoc bliskich, którzy wspierają i zachęcają do modlitwy, mimo jego niechęci, czy odrzucenia. Ważne, żeby się tym nie zrażać i pomagać chorym. Często jest to taki czas pustyni, kiedy człowiek jest poddany próbie. Pięknie jest, kiedy chory przełamuje to przechodząc przez ten okres próby i stwierdza, że to cierpienie może być łaską i zaczyna je ofiarowywać Panu Bogu oraz łączyć z cierpieniem Jezusa. Wtedy ofiaruje je za siebie, za innych, którzy może oddalili się od Boga. Człowiek zaczyna rozumieć, że to cierpienie można wykorzystać w pozytywny sposób, co wcale nie znaczy, że przestaje on prosić o zdrowie. Taka postawa nie oznacza kapitulacji - wyjaśnia ks. Adam. Każdy chory jest dla swojej rodziny, czy większej wspólnoty (sąsiadów, pracowników, wiernych Kościoła) okazją do uczenia się pokory, cierpliwości i świadczenia miłosierdzia, nawet jeśli można spotkać się z niewdzięcznością. Nie ma chyba większej zasługi dla człowieka, jeśli pomoże choremu znaleźć sens w jego cierpieniu i pomoże przez nie przejść.

Z pomocą słów i pasji
Inny sposób na pokonanie lub nie dopuszczenie do kryzysu w chorobie  to posiadanie wielkiej pasji, może to być ukochana praca, z której nawet ciężka choroba nie pozwala zrezygnować. Tak było w przypadku Krzysztofa Kolbergera, który opowiedział o tym w książce „Przypadek nie-przypadek”. Pomogła mu nie tylko wiara, ale też aktywne aktorstwo. Choroba wywołała w nim wiele refleksji, ale ani na chwilę nie zabrała mu chęci do pracy, nawet niedługo przed śmiercią. Był wtedy tak wychudzony, że zakładał dwa garnitury jeden na drugi, żeby nie przerażać swoich kolegów - aktorów. Krzysztof Kolberger czerpał siłę także ze spotkań z Janem Pawłem II i z jego przykładu przeżywania choroby. - Każdy, kto się z nim spotkał, znał jego energię. Spotkanie, które zaważyło, to było z dniem pogrzebu. Nie miałem szansy pojechać na pogrzeb ze względu na zapełniony kalendarz i zobowiązania. Dostałem telefon, czy we wtorek przyjechałbym do Watykanu. Dostałem ostatni bilet. Jechała ze mną siostra zakonna, która zatrzymywała się w Domu Pielgrzyma w Rzymie. Miałem się, z kim zabrać. Dostałem telefon od osoby umożliwiającą wejście do grobu. Była też propozycja odczytania testamentu o godzinie 10.00, a o 12.00 miałem być na lotnisku. Testamentu jednak nadal nie było. Wsiadłem do samolotu i dostałem fax z testamentem. Możliwość przekazania go z Bazyliki dla ludzi, którzy pragną tego słowa, była wyjątkowa. I potem sobota. Mówią, że aktor nie powinien płakać, ponieważ to widz ma płakać. Towarzyszył mi pianista. W Rzymie odżywiałem się niezdrowo i tak dostałem żółtaczki. Okazało się, że jest to przerzut na nowotwór. (…) Mam przeczucie, że to nie był przypadek, że w Rzymie choroba się objawiła. Dzięki zaproszeniu i Tryptykowi mogłem żyć. (...) Mam przeczucie, że zostało mi podarowane życie. Nie wiem ile, ale zostało. Jestem przykładem dla tych, którzy nie chcą walczyć. Tak pojmuję moje mówienie. Ja nazywam śmierć częścią życia. Mówi się, że jak trwoga to do Boga. Nie boję się śmierci. Bardziej boję się tego, co może być z osobą chorą. Jeżeli się wierzy, że śmierć jest tylko częścią życia jest łatwiej, mnie jest łatwiej. Walka o to, aby choroba nie stała się treścią życia - podkreśla Kolberger w książce. - Informację, że choroba może go zabić, przyjął ze spokojem - wspomina prof. Cezary Szczylik, onkolog, dodając, że nawrót choroby nastąpił po 13 latach, a zorientowano się z opóźnieniem. Możliwe już było wyłącznie leczenie operacyjne. Nie bał się śmierci. Raczej zniedołężnienia i zależności od innych osób, którym mógłby sprawić kłopot. - Ale jeśli tak się zdarzy, trzeba to przyjąć - powtarzał z pokorą. Czas, który mu pozostał, starał się maksymalnie wykorzystać, do końca pracując i nadając sens każdemu dniowi swego życia.

Medycyna bezradna wobec wiary
Znane powiedzenie „Jeśli pacjent chce żyć, medycyna jest bezradna” przypomina o tym, jak bardzo ważna w chorobie jest wiara. Wiara w to, że Bóg nie chce człowieka ukarać, ale dopuszczając chorobę, daje szansę na to, by powstało większe dobro; by objawiła się Jego chwała; by człowiek znalazł się bliżej nieba; by mógł maksymalnie wykorzystać każdy dzień i nadać sens swojemu życiu. Wiara odgrywa bardzo ważną, jeśli nie decydującą, rolę w procesie zdrowienia. - Potwierdzają to także lekarze. Bardzo pomaga chęć życia, ale także modlitwa. Były wypadki, że w sytuacji krytycznej modlitwa powodowała, że chory przechodził kryzys, a potem zdrowie szybko się poprawiało. Pewna kobieta była w stanie agonalnym. Jej dwie córki prosiły, żebym z nimi pomodlił się przy niej. Odmawialiśmy Koronkę do miłosierdzia Bożego, one dużo się modliły, ale to był moment szczególnie krytyczny. Odmówiliśmy Koronkę i niedługo potem, jak odszedłem, córki poinformowały mnie, że mamie się poprawia. Ta kobieta dosyć szybko wyszła ze szpitala, a potem jej córki przyniosły piękny bukiet do kaplicy, żeby podziękować Panu Jezusowi. Uważały, że to dzięki Niemu i dzięki modlitwie chora wróciła do zdrowia. Był też pewien młody chłopak przywieziony z wypadku na oddział intensywnej terapii. Jego matka przybiegła zrozpaczona do kaplicy, chwyciła krzyż i prosiła głośno, żeby Pan Jezus nie zabierał jej syna. Lekarze twierdzili, że chłopak nie ma szans na przeżycie, jednak my ofiarowaliśmy się, że będziemy się modlić i on wyszedł z tego - opowiada kapelan szpitala, który na przestrzeni 13 lat, był świadkiem wielu takich cudów.
Co można powiedzieć w takiej sytuacji tym, których modlitwa, jak im się wydaje, nie została wysłuchana? Żaden człowiek nie zna do końca woli Bożej, nie zna Jego dróg. Może są modlitwy, które nie mogły zostać wysłuchane w taki sposób, jaki widzieli proszący ludzie. Odpowiedzi na takie pytania przychodzą zawsze, ale niekiedy po bardzo długim czasie.

tekst Anika Nawrocka

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Piotr, 2017-02-05 16:19:30

Dobry artykuł,zgadzam się że taka postawa pomaga. Jest też jeden szczegół który czasem przeszkadza w takim myśleniu ludziom z umysłem ścisłym, tzn. wiedza naukowa. "Kombinowanie w genach" umożliwia np. produkcję insuliny co uratowalo wielu ludzi - ale może wolą Boga było to żeby szybciej do Niego odeszli? Nie wiemy. Pozdrawiam wszyskich wierzących z umysłem ścisłym bo dla nich i bez choroby każdy dzień to próba wiary.

Artykuły

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka

Opiekun nr 7(494) od 26 marca 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in rozmowa z biskupem seniorem Stanisławem Napierałą

Zamów prenumeratę

 

kwartlanik nr8

Kwartalnik "Opiekuna" -
Okno Wiary 4(8) 2016

w którym pragniemy rozmawiać z naszymi Czytelnikami o wierze, Kościele, rodzinie i historii

ARCHIWUM KWARTALNIKA

banner

Padre gotuje humor26330

Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej