Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2017-01-24 11:07:18

Święty Piotr od św. Józefa Betancourt

Świętość nie oznacza perfekcji i dlatego świętym może być każdy. Bohater tego artykułu w czasach szkolnych uczył się bardzo przeciętnie i nie zbierał dobrych ocen. Braki te nie ujmowały mu jednak w niczym i dzięki takim osobistym cnotom, jak pobożność, ofiarność oraz oddanie najbardziej potrzebującym, został wyniesiony na ołtarze.

Święty Piotr przyszedł na świat w 1626 roku jako Hermano Pedro de Betancourt. Pochodził z Wysp Kanaryjskich i poprzez ojca - Amadora - był jednym z potomków francuskiego rycerza Jeana Betancourt, który podbił te tereny dla króla Kastylii Henryka III. Po fortunie przodka nie pozostało już jednak nic i Pedro musiał od dzieciństwa parać się pasterstwem. Jego rodzina posiadała zaledwie jedno stado owiec i jedynie ono pozostawało źródłem jej utrzymania. Z czasem sytuacja finansowa familii Betancourt zaczęła się jeszcze bardziej pogarszać. Amador pożyczył sporo pieniędzy i nie był w stanie ich spłacić. W końcu w 1638 roku pożyczkodawca zajął całą ziemię, a Pedro został zmuszony do pracy u niego w celu spłacenia całego długu. Jego starszy brat Mateo, gnany biedą rodziny, postanowił szukać szczęścia w Nowym Świecie i popłynął do Ekwadoru. Młodszy natomiast również postanowił pójść w jego ślady wraz z zakończeniem okresu posługi dla lichwiarza. Łącznie odpracowywał rodowe kredyty przez 9 lat.

Tercjarz św. Franciszka
W wieku 23 lat Pedro wyruszył do stolicy Nowej Hiszpanii - Gwatemali. Niestety kiedy osiągnął kubańską Hawanę wyczerpały mu się środki finansowe. Dlatego też odbył tymczasową służbę u tamtejszego księdza. Żeby opłacić dalszą trasę, pracował na pokładzie statku, na którym płynął. Tak też osiągnął Honduras, a stamtąd, już na pieszo, dotarł do miasta Gwatemala. Ale nawet tutaj ścigało go widmo biedy i głodu. Jeszcze nie zdążył się zadomowić w nowym ośrodku, a już musiał korzystać z żywnościowej zapomogi udzielanej ubogim przez franciszkanów. Wciąż jednak liczył, że odnajdzie swojego wujka. Dzięki Bogu nie przeliczył się. Krewny okazał mu serce i pomógł znaleźć pracę w fabryce tekstyliów.
Pedro od dzieciństwa uchodził za osobę pobożną i często modlił się podczas wypasania owiec. Dlatego też po kilku latach od przybycia do Gwatemali, postanowił wstąpić do jezuickiego kolegium San Borgia i ubiegać się o kapłański habit. Na jego nieszczęście był złym uczniem i przez trzy kolejne lata nie przyswoił wymaganego materiału. Nie mogło być więc mowy o wyświęceniu, tym bardziej z rąk tak wymagających nauczycieli, za jakich w tamtym czasie uchodzili jezuici. Betancourt pragnął pomimo wszystko przebywać w pobliżu kościoła i ostatecznie został zakrystianem w parafii Błogosławionej Dziewicy. Poza tym wynajął małą chatę, w której zaczął katechizować dzieci.
Niedoszły ksiądz był bardzo zmartwiony swoją niemocą edukacyjną. Z pomocą przyszli mu jednak franciszkanie, którzy pozwolili mu dołączyć do grupy świeckich zakonników – tercjarzy. Pedro nie zastanawiał się długo i wstąpiwszy do wspólnoty przyjął imię Piotr od św. Józefa. Od razu też rozpoczął szeroko zakrojoną działalność charytatywną. Założył szpital dla biednych rekonwalescentów, przytułek, szkołę dla ubogich oraz karczmę dla księży. Odwiedzał także niewolników i więźniów, którym niósł Słowo Boże. Jak się okazało, wszystkie te aktywności przygotowywały go do założenia nowego ugrupowania misjonarskiego - Zakonu Braci Betlejemitów.

Betlejemici
Pomimo, iż Piotr miał swoich asystentów, przez dłuższy czas nie planował założenia żadnej wspólnoty. Jednakże z czasem, widząc rozwój swoich przedsięwzięć, postanowił zaadaptować regułę św. Augustyna dla swojego nowego stowarzyszenia, włączając w nie również kobiety. Zakon Braci Betlejemitów skupiał się głównie na pomocy chorym i edukacji ubogich dzieci. Tą drugą misję wypełniały przede wszystkim niewiasty. Betlejemici założyli w Gwatemali kilka szpitali i działali bardzo prężnie. Fundusze zdobywali w dwojaki sposób. Po pierwsze Piotr żył dobrze z biskupem oraz gubernatorem i zawsze mógł liczyć na ich wsparcie materialne. Po drugie natomiast, starał się ze wszystkich sił nakłaniać do ofiarności ludzi bogatych. Bardzo często udawał się do zamożnych dzielnic i tam, dzwoniąc w dzwonek, zachęcał do uiszczania jałmużny potrzebującym. Pieniądze te szły nie tylko na leczenie oraz edukację, ale również umożliwiały sprawowanie codziennej Mszy dla bezdomnych.
Obok doczesnej działalności, Piotr troszczył się również o sprawy duchowe. Bardzo leżał mu na sercu los dusz znajdujących się w czyśćcu. I w tej intencji używał swojego dzwonka podczas nocnego nawoływania mieszkańców Gwatemali do modłów za dusze zmarłych. To on też miał być inicjatorem pierwszych przedstawień ulicznych odtwarzających sceny z Ewangelii, w których Maria i Józef poszukiwali przystani w mieście Betlejem.

Dziedzictwo Świętego Ameryki
Śmierć zaskoczyła go w młodym wieku. Zmarł w 1667 roku mając zaledwie 41 lat. Przyczyną zgonu  było wycieńczenie pracą i postami. Legenda głosi, że każdy modlący się w konkretnej intencji zostanie wysłuchany jeżeli tylko dotknie jego grobu. Św. Piotr Betancourt pozostał w pamięci ludu jako człowiek niestrudzenie niosący pomoc biednym, trędowatym, niewolnikom i Indianom. Jego pracę często porównuje się do działalności żyjącej kilkaset lat później Matki Teresy z Kalkuty. Niezwykle wrażliwy na działalność Betancourta był również papież Jan Paweł II. To właśnie on beatyfikował go w 1980 roku i kanonizował w 2002 roku. Ojciec Święty podziwiał go przede wszystkim za umiejętność modlitwy i poszukiwanie woli Bożej, dodając przy tym, że dziedzictwo św. Franciszka Ameryki musi być pielęgnowane również dzisiaj.

Tekst Maciej Cielecki

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Artykuły

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka 25

Opiekun nr 25(512) od 3 grudnia 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in. rozmowa z kustoszem kaliskiego sanktuarium ks. prałatem Jackiem Plotą, który opowiedział o swojej osobistej relacji z Patriarchą z Nazaretu i o radościach posługi w sanktuarium.

Zamów prenumeratę

 

baner
banner
figazmakiem
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej