Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2016-12-28 10:55:48

Jasna i ta druga strona księży(ca) - odcinek 241

jasna

Właściwie to sam nie wiedział, czy ma się z tego cieszyć, czy nie, ale fakty były niezaprzeczalne. Po raz pierwszy, odkąd był w Strzywążu, nikt się nie zgłosił, aby wziąć udział w wieczerzy wigilijnej dla samotnych na plebanii. Nauczył się tego w czasach wikariackich od jednego proboszcza, któremu wcześniej pochopnie przykleił łatkę kiepskiego duszpasterza, a później musiał go zastąpić właśnie w wigilijny wieczór i ze zdumieniem odkrył, że kapłan ten co roku zapraszał na wigilię samotnych ludzi z parafii, spożywał z nimi wieczerzę, a potem razem szli do kościoła na Pasterkę. Mateusz najpierw ze wstydem wycofał się wówczas ze swoich nędznych myśli i etykietek, a wkrótce potem zapisał sobie ten zwyczaj w specjalnym kajecie zatytułowanym „Kiedy już będę proboszczem” i jak tylko proboszczem został zaproponował to w Strzywążu. Początkowo nie było zbyt wielu chętnych, ale po trzech latach nie miał gdzie pomieścić ludzi. Rok temu tendencja była wyraźnie spadkowa, a w tym roku nie miał ani jednego zgłoszenia. Część ludzi odeszła do Pana, częścią zaopiekowali się krewni, którym zrobiło się wstyd, że proboszcz musiał się zajmować ich bliskimi w wigilijny wieczór, ale przecież z całą pewnością nie wszystkich dotyczą te wyjaśnienia i dlatego nie wiedział, jak odczytać zaistniałą sytuację. Z jednej strony cieszył się, że najprawdopodobniej formuła się wyczerpała i nikt nie będzie sam, ale z drugiej trochę mu było smutno. Nie, nie dlatego że miał być sam, bo na pewno przyjedzie brat z rodziną, chociaż do tej pory jeszcze nie dzwonili, ale u brata było to normalne, a właściwie u bratowej, bo to ona tak naprawdę decydowała, ale gdzieś tkwiła w nim taka wątpliwość, że może jednak ciągle są ludzie, którzy siedzą sami w domu w wigilijny wieczór, a po prostu nie chcą być z nim. I musiał przyznać, że ta myśl dręczyła go dość mocno. Podzielił się nawet nią z przyjacielem Maciejem, który niemal go wyśmiał.
- Każda organizacja, która zajmuje się pomocą biednym powinna starać się, żeby bieda się skończyła i żeby nie było komu pomagać, no ale jak wiadomo po pewnym czasie to oni raczej biednych „produkują”, bo się nauczyli z tego żyć. Ale ideał jest taki, żeby biedzie zaradzić - tłumaczył mu kolega Maciej.
- Niby masz rację, ale Jezus mówił, że biednych zawsze mieć będziemy pośród nas, więc chyba przewidział to wszystko... Może wiesz, musimy mieć tych biednych, żeby im pomóc i żeby oni nas potem przyjęli w bramach nieba - dywagował Mateusz.
- W każdym razie ty powinieneś się cieszyć! Dostrzegłeś pewien problem społeczny, czyli ludzi samotnych w wigilijny wieczór, postanowiłeś im pomóc, społeczność się uwrażliwiła i dzisiaj już nikt w Strzywążu nie jest sam. Sukces! Jesteś pierwszą na świecie organizacją, która namierzyła problem, rozwiązała go i może zamknąć działalność. Z tym trzeba do prasy! - śmiał się Maciej. - Chyba że, pierniku jeden, tobie chodziło o to żarcie, co go ludzie do ciebie naznosili na wspólną wigilię i teraz ci żal... No to jesteś taki sam, jak te fundacje, co na biednych się bogacą! Wstyd! - krzyczał Maciej krztusząc się ze śmiechu. - A co do tych biednych, co mają nas przywitać w bramach nieba, to też bym był ostrożny, bo do mnie to ostatnio przychodzą po pomoc tacy biedni, że jak im nie pomogę, czyli nie dam na piwo, to się muszę wieczorem dobrze rozglądać dookoła.
- No różni ludzie się trafiają - skomentował Mateusz, który jednak ciągle myślami wracał do dręczącego go pytania, bo Maciej raczej mu tym razem nie pomógł.
- Jakbyś miał być sam na Wigilię, to przyjedź do mnie. Wiesz, że ja zawsze siedzę w chałupie i najczęściej sam, więc pobędziemy sami we dwóch - uśmiechnął się na koniec ich rozmowy Maciej, ale przecież Mateusz doskonale wiedział, że do Maćka mógł zawsze iść, jak do siebie.
- No przecież wiem, ale myślę, że braciak z rodzinką przyjadą - odpowiedział.
- Jak to „myślisz”? To jeszcze ci nie dali znać? - zdziwił się Maciej.
- Nigdy nie dają znać - uśmiechnął się Mateusz. - Wiesz, jak to jest, jak masz żonę, która w połowie gotowania nagle stwierdzi, że ona ma już dość tych garów, więc może zrobimy niespodziankę wujkowi Mateuszowi i biorą te dania, które były już gotowe w pudełka i robią mi niespodziankę.
- Wkurza cię to? - zapytał Maciej.
- Ależ skąd! Pod tym względem moja bratowa jest jak ja. Zawsze na ostatnią chwilę, więc ja się jej nie dziwię, a mój brat po dwudziestu latach małżeństwa też już powoli dochodzi do tego, żeby się jednak nie dziwić. A ja kocham moją rodzinkę, więc zawsze się cieszę.
Ubierał więc sobie Mateusz spokojnie choinkę, pierwszy raz po wielu latach. Nie planował tego, ale kiedy przywieźli mu choinki do kościoła, jedna z nich była przecudna, ale za mała do świątyni, a za to prawie w sam raz do jego salonu, no może troszeczkę za niska, ale zawsze okazalsza niż skromny stroik na stole, który zwykle był jedyną oznaką świąt w jego plebanii. Ponieważ akurat nikt nie pukał do drzwi z prośbą o sakrament pokuty, co też było dziwne, bo jednak co roku kilka osób „budziło się” w ostatniej chwili, najspokojniej w świecie ubierał domową choinkę. W kościele wszystko było gotowe, nawet intencje i życzenia miał już napisane. Dokładnie w momencie, kiedy zawiesił ostatnią bombkę rozległo się pukanie do drzwi.
- A jednak - uśmiechnął się pod nosem Mateusz i szybko ubrał się w sutannę. Kiedy otworzył drzwi ujrzał pana Wacława z zieloną skrzynką pod pachą. Pan Wacław oczywiście nie wyglądał najlepiej.
- Ja pana znam. I znam tę skrzynkę - powiedział Mateusz wskazując dłonią na skrzynkę, którą przed paroma tygodniami niechcący uderzył pięcioletnią Basię, która spacerowała wokół kościoła z mamą. Najwyraźniej po tamtym wydarzeniu ostatecznie nie zabrał tej skrzynki i teraz pan Wacław ją znalazł i pewnie miał co do niej jakieś plany. W tym momencie Mateusz przypomniał sobie słowa małej Basi, że ona nigdy nie mogłaby się gniewać na proboszcza i pomyślał, że chce tę skrzynkę mieć u siebie, bez względu na plany pana Wacława.
- Wiem, że ksiądz mnie zna, jest ksiądz moim dobroczyńcą. Niech ksiądz nie myśli, że Wacek nie pamięta, Wacek pamięta wszystko. Pamiętam, że dał mi ksiądz parę groszy i ja je nawet chciałem księdzu oddać, ale ksiądz powiedział wyraźnie, że mi je ksiądz DAJE, a nie pożycza. Tak tylko chciałem przypomnieć, jakby ksiądz nie pamiętał i myślał, że przyszedłem teraz oddać te parę groszy - mówił Wacław z charakterystyczną dla ludzi podpitych przesadną starannością w wymawianiu słów i ich doborze.
- Ja też wszystko pamiętam, tyle że mnie się wydaje, że to nie było parę groszy, tylko pięć stów - westchnął Mateusz.
- Boże! To było aż pięć stów? - udał zdziwienie Wacław. - To musiało być strasznie dawno, bo ja jestem oszczędny z natury, a już mi grosza nie zostało. Ale dżentelmeni nie mówią o pieniądzach, prawda? Więc ja się nie dziwię, że ksiądz mnie pamięta, ale z tą skrzynką to mnie ksiądz zaskoczył. Bo to jest moja skrzynka! - stwierdził z przekonaniem Wacław.
- Od kiedy? - zapytał Mateusz.
- Od kiedy w czynie społecznym zrobiłem księdzu dzisiaj porządek wokół budowy kościoła. Ale skoro księdzu się to nie podoba, to ja mogę tu księdzu wszystko przynieść, co stamtąd wyzbierałem: kiepy, kupy, papiery... No mam dalej mówić?
- Nie - uśmiechnął się Mateusz, - nie musi pan. Ale na tej skrzynce mi zależy.
- Tak też właśnie myślałem i dlatego ją przyniosłem - odpowiedział Wacław kłaniając się wpół.
- Dziękuję bardzo - Mateusz wyciągnął rękę po skrzynkę, ale Wacław natychmiast schował ją za siebie.
- Spokojnie, proboszczu, spokojnie. To jest całkiem fajna skrzynka, a ksiądz ją tak chce za darmo... A jakby tak ksiądz znowu rękę włożył w kieszeń i może jaką kopertę wyciągnął?
- Panie Wacku, nie mam dzisiaj żadnej koperty, ale może... zostanie pan na wieczerzę wigilijną? - zapytał Mateusz i sam się przestraszył tego, co powiedział, bo sobie przypomniał komentarz Macieja.
- Kusząca, kusząca propozycja, ale nie mogę przyjąć. Bo my dzisiaj u kolegi mamy jesteśmy. Wie ksiądz, co ona powiedziała? Że dzisiaj w Strzywążu nikt nie będzie sam, bo oni się czegoś nauczyli. Nie wiem, czego, ale ja się cieszę, bo mamuśka kolegi robi taki barszcz, że palce lizać. A te skrzyneczkę to księdzu podaruję. Ona będzie w sam raz pod tę choinkę, bo ładna, ale trochę mikra.

Jeremiasz Uwiedziony
Ilustracja Marta Promna

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Artykuły

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka 22

Opiekun nr 22(509) od 22 października 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in. o pracującej w Etiopii Magdalenie Fiec, która odkryła swoje misyjne powołanie podczas studiów na Politechnice Śląskiej.

Zamów prenumeratę

 

kwartlanik

Kwartalnik "Opiekuna" -
Okno Wiary 2(10) 2017

w którym pragniemy rozmawiać z naszymi Czytelnikami o wierze, Kościele, rodzinie i historii.
W najnowszym numerze o św. Józefie

ARCHIWUM KWARTALNIKA

banner
figazmakiem
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej