Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2016-12-21 15:57:05

Zawsze wierzyć w dobro tkwiące w drugim człowieku

schroisnko

Brat Albert w swoim testamencie nakazał braciom iść zawsze tam, gdzie są najcięższe warunki i gdzie nikt nie służy ludziom opuszczonym. Mają bracia zawsze wierzyć w człowieka i dobro tkwiące głęboko w nim, które można
wyzwolić dobrym słowem czy miłosiernym znakiem, jak choćby miską strawy.

Adam Chmielowski, znany bardziej jako brat Albert zapisał się w historii jako człowiek o niebywałej odwadze, sile charakteru i olbrzymim talencie. Zasłynął jako świetny artysta, ale to nie dawało mu satysfakcji, szukał dalej swego miejsca, porzucił karierę, by całkowicie oddać się pomocy innym. Kardynał Karol Wojtyła mówił: „rzucony na kolana przed majestatem Bożym, upadł na kolana przed majestatem człowieka i to najbiedniejszego, najbardziej upośledzonego, przed majestatem ostatniego nędzarza”. Skupił się na pomocy ludziom bezdomnym. Dla nich założył przytuliska i warsztaty uczące pracy. Co więcej, zamieszkał z nimi dzieląc ich warunki życia. Żyjąc wśród ubogich, nie udzielał im rad, lecz dawał im siebie, rozumiał bowiem, żeby naprawdę pomóc biednym, trzeba stać się tak ubogim jako oni i tak dobrym jak chleb. Zwykł mówić „żeby podeprzeć kulawy stół, nie można go obciążać, pochylić się trzeba i z dołu podeprzeć. To samo z nędzą ludzką”.

Miejsce dla bezdomnego
Dziś w katolickiej organizacji dobroczynnej, Towarzystwie Pomocy im. św. brata Alberta, które działa od 1981 roku jest kilkadziesiąt ośrodków niosących pomoc osobom bezdomnym i ubogim w duchu Patrona. My zajrzeliśmy do jednego z domów prowadzonych na terenie Kalisza, gdzie schronienie znalazło 40 mężczyzn, którzy znaleźli się w ciężkiej sytuacji życiowej. I jak mówi dewiza schronisk brata Alberta „...każdemu głodnemu dać jeść, bezdomnemu miejsce, a nagiemu odzież. Jak nie można dużo, to mało...”, tak i tam - wszystkim tym, którzy zapukają do drzwi zostanie udzielona pomoc. Jedni pozostają na dłużej, inni - nie respektując regulaminu - odchodzą.
Schronisko im. św. brata Alberta, w Kaliszu powstało w1992 roku. Początkowo był to zaniedbany budynek, by nie powiedzieć wprost rudera, w której znajdowało się 14 metalowych więziennych łóżek. Pomysłodawcą adaptacji był ks. Stanisław Piotrowski. Wówczas mało kto wierzył, że to się uda. Nie było żadnych racjonalnych przesłanek, że takie dzieło może w Kaliszu powstać. Z biegiem czasu dzięki wielkiej determinacji i zaangażowaniu wielu osób wybudowano nowy budynek. Patrząc dziś na ten dom widzimy, jak bardzo był on potrzebny i trudno sobie wyobrazić, by nie było takiego miejsca na mapie Kalisza. Bezdomność nie wybiera, czasami los tak się układa, często na taki los sami się skazujemy. Historia kaliskiego schroniska to historia ludzkich dramatów. Obecnie w schronisku mieszka 40 mężczyzn. Wszyscy oni mieli kiedyś własne życie, rodziny, prace i domy. Wydawałoby się, że w takie miejsca trafiają tylko, jak to potocznie mówimy menele, pijacy. Jednak niekoniecznie, bo jak pokazuje życie także ci z wyższym wykształceniem i ci, którzy mieli swoje firmy i wiedli dobre życie, ale w pewnym momencie przerosły ich problemy życiowe. Najczęstszą niestety ucieczką od problemów jest alkohol, który doprowadza do problemów w rodzinie i pracy.

Niewłaściwa droga
Tak było z panem Markiem, który pracował przez 26 jako zastępca kierownika kontroli jakości w kopalni węgla. Dodatkowo jest specjalistą od spraw ochrony pracy i tym samym był do dyspozycji innych zakładów. Ponadto z zamiłowania jest muzykiem i w związku z tym grał na weselach. A jak wiadomo przy takich okazjach pije się alkohol. - Początkowo nie piłem, ale czułem się wyobcowany, wszyscy weseli, a ja spięty. Z czasem więc uległem namowom i tak już poszło. Ja nie powinienem pić alkoholu, ponieważ setka to za dużo, a butelka za mało, jak mówią alkoholicy - wspomina pan Marek. Straciłem rodzinę, mieszkanie. Początkowo sypiałem na klatkach schodowych, błąkałem się po mieście. Trafiłem tutaj i jestem już 10 lat, choć w tym czasie opuściłem schronisko na pół roku. Będąc tutaj musimy być trzeźwi, ale niestety zdarzają się wpadki. I niekiedy uciekamy na miasto, by popić, ale to nic dobrego nie wróży. Każdy z nas ma szansę wyjść z nałogu, jeśli tylko chce i mu zależy. Mieszkając w kaliskim domu byłem na terapiach odwykowych. Obecnie mam 9 miesięcy abstynencji. Pilnuję zaleceń psychoterapeuty, stosuję się do programu, który przerabiam i wspólnie analizuje z terapeutą. Pracuję na kuchni, która jest bardzo absorbująca, trzeba przygotować posiłki, podać je i potem pozmywać naczynia. W sumie w kuchni pracują trzy osoby - mówi pan Marek. Marzy o tym, by przejść na swoje, mieć własne mieszkanie, bo czuje się już na siłach. Drugi z moich rozmówców - pan Krzysztof, który w schronisku jest już czwarty rok miał swoją firmę, jest piekarzem. Miał żonę. Najgorsze zaczęło się, gdy wrócił zza granicy, gdzie pracował przez jakiś czas. Pieniądze uderzyły mu do głowy, zaczął pić i tak stracił wszystko. - Nie wiedziałem, że taki los mnie spotka, funkcjonowałem normalnie, można powiedzieć, że na pewnym poziomie. Pięć lat temu pojechałem na roczną terapię chrześcijańską z własnej woli. Potem trafiłem tutaj. W tym czasie zdarzyły mi się wpadki alkoholowe, odszedłem ze schroniska. Ostatnia sprzed dwóch lat skończyła się odmrożonymi stopami. Na szczęście lekarzom udało się je uratować. Nie mogę jeszcze podjąć pracy, bo ciężko wystać kilka godzin, przechodzę jeszcze rehabilitację. Jestem wdzięczny za terapię odwykową, bo ona daje narzędzia do walki z chorobą, ale najważniejsze jest samozaparcie i zwyczajnie to, żeby chcieć wyjść z nałogu - wyznaje. Ponadto podzielił się wiadomością, że złożył wniosek o przyznanie mieszkania i jest na pierwszym miejscu wśród oczekujących. Czuje się w pełni sił, by zacząć życie na własną rękę. Trzeba tu podkreślić, że wielu panów pracuje, jedni dorywczo, inni są na rencie. Ale wszyscy pracują w domu, sprzątają, jeżdżą po jedzenie, czy inne potrzebne rzeczy. Po prostu uczą się normalnie żyć wypełniając regulamin schroniska. Ponadto powołany jest samorząd, który pilnuje porządku i stawia kolegów do pionu. 40 różnych charakterów.

Przy świątecznym stole
Zbliżają się święta i pełną parą trwają przygotowania, jak w każdym normalnym domu. Panowie myją okna, sprzątają pokoje, w wielu już widać ozdoby świąteczne. Jeden z panów z garażu wyjmował akurat choinki. Dzień wcześniej przygotowywali karpie. Prezes schroniska, Paweł Kołeczko wspomniał, że czekają na dzień Wigilii z wielką radością, razem z nimi do wigilijnego stołu zasiądzie również ks. bp Edward Janiak. Jadłospis na ten dzień jest taki, jak w naszych domach. Wszystko będzie przygotowane tu na miejscu, w kuchni. Dla wszystkich to duża radość, jednak jak mówią, wracają myślami do swoich bliskich, do rodzin i domów. Zastanawiają się, co robią bliscy, jak spędzają ten czas. Prezes schroniska chce zapewnić mieszkańcom domową atmosferę, pozamawiał już produkty: mięso, wędliny na świąteczny obiad. Stara się, by ten dom poniekąd zastąpił im prawdziwy dom. Wszędzie jest świeżo wymalowane, czysto, schludnie. Panowie mają zapewnioną odzież, jedzenie, środki czystości, opiekę medyczną. A co ważne w ich przypadku - mają zapewnioną opiekę psychoterapeutów i fachowców od uzależnień. W schronisku działa grupa AA utworzona przez mieszkańców. Co wtorek odbywają się spotkania z terapeutą. W schronisku jest kaplica, gdzie w każdą sobotę sprawowana jest Eucharystia. Mieszkańcy uczestniczą także w Mszach św. w kościołach miasta. Ponadto w kaplicy domu zawsze przygotowane są dodatkowe materace dla kogoś nowego. Warunkiem jest, by był on trzeźwy.

Tekst i foto Arleta Wencwel

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Artykuły

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka 22

Opiekun nr 22(509) od 22 października 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in. o pracującej w Etiopii Magdalenie Fiec, która odkryła swoje misyjne powołanie podczas studiów na Politechnice Śląskiej.

Zamów prenumeratę

 

kwartlanik

Kwartalnik "Opiekuna" -
Okno Wiary 2(10) 2017

w którym pragniemy rozmawiać z naszymi Czytelnikami o wierze, Kościele, rodzinie i historii.
W najnowszym numerze o św. Józefie

ARCHIWUM KWARTALNIKA

banner
figazmakiem
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej