Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2016-10-26 11:58:30

Modlitwa za zmarłych

swieczka

Byłem kim jesteś
Jestem kim będziesz
Módlmy się za siebie nawzajem.

Czasami przypominam sobie pewną historyjkę, którą słyszałem wiele lat temu i szczerze mówiąc sam nie wiem, czy jest prawdziwa, czy zmyślona. Ale bynajmniej bym się nie zdziwił, jeśli wydarzyła się naprawdę. Pewien kapłan sprawował Eucharystię i w jej trakcie na zewnątrz kościoła rozpętała się tak potężna burza, że ściany dosłownie zaczęły drżeć do tego stopnia, że wszyscy obecni całkiem poważnie się wystraszyli. Kiedy rozległ się kolejny donośny grzmot, odprawiający Mszę ksiądz zatrzymał liturgię i powiedział: „Moi kochani, widząc co się dzieje musimy przerwać na chwilę Mszę Świętą i zacząć się modlić!”
Powtórzę raz jeszcze: nie wiem, czy ta historia się wydarzyła, ale wiem, jak mało sobie zdajemy sprawę z tego, że to właśnie Eucharystia jest najwznioślejszą i najwspanialszą formą modlitwy, jaką posiadamy. Najdoskonalszą. I staram się nie tracić okazji, aby o tym sobie i innym przypomnieć, zwłaszcza, kiedy mówimy o modlitwie za zmarłych. I jakkolwiek miesiąc listopad, w który wkraczamy kojarzy nam się przede wszystkim z wypominkami (albo wymieniankami, czy też zaleckami, jak się je nazywa w różnych częściach Polski) za zmarłych, to jednak, jak się mówi w Ameryce, first things first, czyli nie pomijajmy rzeczy, które są pierwsze.

Msza Święta za zmarłych
Jan Paweł II w rozważaniach na „Anioł Pański” w listopadzie 2003 roku powiedział: „Modlitwa za zmarłych jest ważną powinnością, bowiem nawet jeśli odeszli w łasce i w przyjaźni z Bogiem, być może potrzebują jeszcze ostatniego oczyszczenia, by dostąpić radości nieba”. Ten sam papież podkreślił w innym dokumencie, że Kościół otrzymał Eucharystię od Chrystusa, swojego Pana, nie jako jeden z wielu cennych darów, ale jako dar największy, ponieważ jest to dar z samego siebie, z własnej osoby w jej świętym człowieczeństwie, jak też dar Jego dzieła zbawienia. Nie pozostaje ono ograniczone do przeszłości, skoro „to, kim Chrystus jest, to, co uczynił i co wycierpiał dla wszystkich ludzi, uczestniczy w wieczności Bożej, przekracza wszelkie czasy i jest w nich stale obecne”. (Ecclesia de Eucarestia, 11). Można więc stwierdzić, że Msze św. zamawiane za zmarłych choćby w kolejne rocznice lub miesięcznice od śmierci stanowią szczególny wyraz, może nawet najwłaściwszy wyraz naszej troski o zbawienie zmarłych i skrócenie ich cierpień czyśćcowych (my je pojmujemy jako rozłożone w czasie, ale może chodzi o ich intensywność?). Jak przeczytałem na stronie internetowej jednej z parafii, ofiarowując Mszę św. za zmarłych uczymy również młodsze pokolenie troski o zmarłych (może również o nas), a także, że zamówienie Mszy św. w tej intencji jest też prośbą do wspólnoty parafialnej, aby ogarnęła swoją modlitwą i ofiarą sprawę zbawiania zmarłego. Stanowi to praktyczny wyraz naszej wspólnoty miłości ze zmarłymi.

Msza gregoriańska
Czasami słyszymy o możliwości odprawienia Mszy gregoriańskich. O co chodzi? Msze gregoriańskie wywodzą swoją nazwę od papieża Grzegorza Wielkiego (540-604). Grzegorz przed wyborem na papieża był przełożonym założonego przez siebie w 575 roku klasztoru na wzgórzu Celio w Rzymie, gdzie miało miejsce pewne wydarzenie, które przekonało go co do skuteczności ofiary Mszy św. w pomaganiu potrzebującym oczyszczenia po śmierci. Po śmierci jednego z mnichów imieniem Justus, w jego celi znaleziono trzy złote monety, których posiadanie było zabronione w regule życia zakonnego, przewidującej wspólnotę dóbr materialnych. Grzegorz, aby pomóc zmarłemu oczyścić się po śmierci z powyższego grzechu, polecił odprawienie za niego trzydziestu Mszy św. - każdego dnia jednej. Oto jak sam Grzegorz opisuje, co się wydarzyło: „Gdy byliśmy zajęci innymi sprawami i nie liczyliśmy dni, ów zmarły brat pewnej nocy ukazał się w widzeniu swemu rodzonemu bratu Kopiosusowi. Gdy ten go ujrzał, zaraz zapytał: „Co z tobą, bracie?” Odpowiedział: „Dotąd było źle, lecz teraz mi jest dobrze, bo dzisiaj zostałem przyjęty do wspólnoty”. Zaraz Kopiosus zawiadomił o tym braci w klasztorze. Oni zaś bardzo starannie policzyli dni, a właśnie był to dzień, w którym po raz trzydziesty ofiara za zmarłego została złożona. Ponieważ Kopiosus nie wiedział o ofierze braci, a ci nie wiedzieli o widzeniu Kopiosusa w tymże samym czasie poznali: ten, co bracia uczynili, a oni, co on widział; widzenie i Krwawa Ofiara ze sobą się zgadzały. Z tego wyraźnie się okazało, że zmarły brat przez zbawczą Hostię został uwolniony z katuszy” (Dialogi 4, 53). Pod wpływem autorytetu Grzegorza - także jako biskupa Rzymu - zwyczaj odprawiania trzydziestu Mszy św. za osobę zmarłą zyskiwał swoje miejsce w praktyce religijnej Wiecznego Miasta, a począwszy od VIII wieku rozprzestrzenił się w Europie najpierw w klasztorach, potem także w innych kościołach.
Trzeba pamiętać, że nie w każdej parafii jest możliwe zamówienie Mszy gregoriańskich (trzydziestu Mszy w jednej intencji dzień po dniu), zwłaszcza jeśli w parafii jest tylko jeden ksiądz.

Wypominki
I wreszcie dotarliśmy do formy modlitwy za zmarłych, która skłoniła nas do zajęcia się tym tematem: przez cały listopad w większości parafii katolickich odprawiane są tzw. „wypominki”, które polegają na wyczytywaniu imion i nazwisk osób nieżyjących. Zanoszone są za nich też modlitwy i śpiew. Wyróżnia się wypominki jednorazowe, oktawalne, półroczne i roczne. Wierni na kartkach wypisują zmarłych i przynoszą je do swoich duchownych. Wypominki jednorazowe odczytuje się zwykle na cmentarzu, oktawalne przez osiem dni od dnia Wszystkich Świętych (często połączone z nabożeństwem różańcowym), a roczne przez cały rok, najczęściej przed niedzielnymi Mszami. Skąd się wzięła ta forma modlitwy?
W liturgii eucharystycznej sprawowanej w starożytnym Kościele odczytywano tzw. dyptyki, na których chrześcijanie wypisywali imiona żyjących biskupów, ofiarodawców, dobrodziejów, ale także świętych męczenników i wyznawców oraz wiernych zmarłych. Imiona odczytywano głośno toteż trwało to bardzo długo. Drugą listę - świętych, odczytywał sam biskup, wreszcie trzecia lista, którą również czytał biskup, zawierała imiona zmarłych. Te trzy listy recytowano jedną po drugiej i dzieliło je tylko trzykrotne, krótkie odezwanie się chóru. Poprzez ceremonię wyliczania imion wyrażano więź wspólnoty i miłości, łączącą wszystkich członków Kościoła chwalebnego (święci), cierpiącego (zmarli) i walczącego (żyjący). Umieszczenie imion w dyptyku świadczyło o trwaniu w jedności ze wspólnotą kościelną, a skreślenie o wyłączeniu z niej. Po wyczytaniu, dyptyki kładziono na ołtarzu, na którym sprawowano Eucharystię. Na koniec biskup śpiewał uroczystą modlitwę, w której prosił Boga, aby wpisał imiona żywych i umarłych pomiędzy wybrańców: „Teraz wpisz te imiona na niebiańskiej stronicy (...), abyśmy nie byli zawstydzeni w dzień, kiedy przyjdziesz ten świat osądzić. Amen”. Z czasem, gdy zaczęto odprawiać Msze w intencji niektórych zmarłych (lub żywych), dyptyki zastąpiono wspomnieniami („mementa”) nie zawierającymi już imion wszystkich wiernych, o których Kościół pamięta, lecz tylko imiona jednego czy kilku wskazanych celebransowi. W obecnej liturgii mementa, przetrwały np. w Pierwszej modlitwie eucharystycznej: przed konsekracją celebrans wylicza imiona bliskich żyjących, następnie wzywa świętych, a po przeistoczeniu wymienia imiona zmarłych, za których się modli i znowu wzywa świętych. Usunięte ceremonie odczytywania długich list zmarłych przetrwały jednak, ale jakby na marginesie Mszy Św. albo przy innych obrzędach.
Dzisiejsze wypominki, są kontynuacją starożytnych dyptyków i mają podobny sens. Podobnie jak one są wyrazem miłości i jedności całego Kościoła: pielgrzymującego na ziemi i tego, który przeszedł już granicę śmierci. Pisząc imiona zmarłych na kartkach wypominkowych, a następnie je odczytując wyrażamy wiarę, że ich imiona są zapisane w Bożej księdze życia.
Bóg oczywiście zna imiona wszystkich i pewnie nie potrzebuje, aby Mu je przypominać (wypominać, wymieniać, zalecać). Może bardziej potrzebujemy ich my, aby pamiętać o naszych zmarłych. I na pewno naszej modlitwy potrzebują oni, którzy sami już nic dla siebie uczynić nie mogą.

Tekst ks. Andrzej Antoni Klimek

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Artykuły

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka 25

Opiekun nr 25(512) od 3 grudnia 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in. rozmowa z kustoszem kaliskiego sanktuarium ks. prałatem Jackiem Plotą, który opowiedział o swojej osobistej relacji z Patriarchą z Nazaretu i o radościach posługi w sanktuarium.

Zamów prenumeratę

 

baner
banner
figazmakiem
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej