Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2016-10-06 12:10:07

Noc Boga

zemia swieta

Kiedy tym razem Mojżesz stanął przed starszyzną ludu, nie zapowiadał już kolejnej próby. Teraz przyszedł jako zwiastun zwycięstwa Boga nad potęgą faraona, zwycięstwa, którego skutkiem będzie wyzwolenie Hebrajczyków z niewoli. Mojżesz mówił o nocy, która będzie czasem sądu nad Egiptem i chwilą objawienia mocy Boga.

Owa noc przyniesie zniszczenie dla zbuntowanego ludu i jego władcy. Jednocześnie będzie to czas ocalenia dla Izraela. Przemawiając wezwał swych rodaków, by tak, jak nakazał mu Bóg, oznaczyli swe domy krwią baranka. Ona miała chronić ich życie. Była znakiem nakazującym aniołowi śmierci ominięcie hebrajskich siedzib.

Drogowskaz w życiu
Gest skropienia progu i odrzwi domów krwią baranka był w istocie znakiem posłuszeństwa Bogu. Za nim stała wiara w Jego obietnice i zbawczą moc. Ta szczególna noc stawała się czasem oczekiwania na wielki dar wolności. Pochodził on od Boga. Nie wynikał ze zmagania i walki Izraelitów. Nie stanowił nagrody za zasługi któregokolwiek z nich. Ów dar był dany całkowicie za darmo. Wynikał z miłości i wierności Boga. Jego darmowość podkreślało to, że Izraelici mieli pozostać w swoich domach od wieczora aż do rana. Było tak dlatego, gdyż jedynym, który podejmował walkę był Bóg. Hebrajczycy natomiast mieli tylko oczekiwać na  efekt tego zmagania. Ich działanie ograniczało się jedynie do tego, by odłączyć się od Egipcjan i nie mieć żadnego udziału z tymi, którzy poszli drogą buntu i zagłady. Tej nocy Izraelici powinni oddzielić się od ludu, którego pycha poprowadziła do pogardy dla ludzkiego życia. Teraz bowiem przychodził czas, w którym będzie zbierał on plon swego postępowania - zagładę. To, co za chwilę miało się wydarzyć w Egipcie, zmieni dzieje potomków Abrahama. Będzie drogowskazem dla ich życia. Dlatego już teraz Mojżesz polecił, aby każde pokolenie na pamiątkę owego wydarzenia sprawowało w noc wyznaczoną przez pierwszą wiosenną pełnię księżyca Paschę ku czci Boga. Ona będzie nie tylko wspomnieniem. Podczas jej świętowania ojcowie będą opowiadać swym dzieciom o niezwykłym dziele Boga, który pobił lud ciemiężycieli, a ocalił naród przez siebie wybrany. Poprzez to w ich sercach będą rozpalali ogień wiary. Kolejne noce, w których będą znaczyć swe domy krwią baranka będą ich coraz bardziej zbliżać do Boga. Będą budzić w sercu nadzieje. Staną się tęsknotą za ostatecznym uwolnieniem od śmierci i wszelkiego zła. Za każdym razem będą one przypominać, że Bóg kroczy razem ze swoim ludem, walczy o jego życie i wyprowadza ze wszelkich niebezpieczeństw. Będzie tak aż do czasu, gdy pojawi się Ten, który swą własną krwią oznaczy nie progi domostw, ale ludzkie serca. Uczyni tak,  by człowiek, który odszedł od Boga i znalazł się w ziemi niewoli, mógł wrócić do domu swego Ojca. By już nie jako niewolnik, ale umiłowany syn mógł wyszeptać: „Abba, Ojcze” i ponownie zasmakować słodyczy miłości Boga. I choć na te wydarzenia przyjdzie ludziom jeszcze długo czekać, to słowa jakie wypowiadał Mojżesz do starszych Izraela były jak ziarno rzucone w ziemię, ziarno, z którego w przyszłości wyrośnie plon sycący głód życia wiecznego. Te słowa Izraelici wzięli do swego serca. Po ich wysłuchaniu uklękli i oddali pokłon. Okazali tym samym szacunek względem Boga. Nie poprzestali jednak tylko na gestach. Uczynili bowiem dokładnie wszystko tak, jak nakazał im Mojżesz. Tym samym znaleźli ocalenie dla swojego życia.

Fundament wiary
Wydarzenia, jakie nastąpiły w noc po rozmowie Mojżesza ze starszymi ludu przyniosły dramatyczne potwierdzenie jego słów. Wszystko rozegrało się o północy. W tym czasie Bóg doświadczył Egipt. Wobec Jego działania wszelka siła, jaką dysponował ten kraj, okazała się do niczego niezdatna. Zarówno faraon, jak i jego poddani okazali się całkowicie bezradni wobec tego co nastąpiło. Przejście Boga przez ich ziemię przyniosło bowiem ze sobą śmierć. Dotknęła ona pierworodnych. Nie oszczędziła ona nikogo. Zawitała do domów bogaczy i biedaków, przestrzegających  prawa i skazanych na więzienie. Nie ominęła także pałacu faraona. Co więcej, jej ofiarą stały się także zwierzęta Egipcjan. Tym razem nie wzywano magów. We wszystkich domostwach wpierw zaległa cisza. Faraon, jego dworzanie i poddani stali jak osłupiali. Zaraz potem ulice wypełnił krzyk rozpaczy i bólu. Tego, co się wydarzyło nikt nie był w stanie odwrócić. Egipt stanął na progu śmierci, od której nie było odwrotu. Faraon tym razem nie był obserwatorem wydarzeń. Nie wydawał już dumnych rozkazów, gdyż i jego samego dotknęło nieszczęście - śmierci pierworodnego. W owej chwili jego serce wypełniał ból. Dumny władca płakał. A przecież jeszcze tak niedawno wydawało mu się, że to on jest jedynym panem życia. Tak łatwo odbierał je hebrajskim niewolnikom. Jeszcze do niedawna nie chciał słuchać nikogo oprócz siebie. Dziś przed oczyma stanęły mu kolejne spotkania z Mojżeszem, znaki, które zwiastowały to, co rozegrało się teraz dookoła niego. Stało się to, przed czym przestrzegali go jego dworzanie. Poprowadził swój kraj ku zgubie. Może jednak jeszcze miał szansę na ocalenie. Tym razem nie zwlekał. Natychmiast nakazał wezwać Mojżesza i Aarona. Gdy stanęli przed nim zgodził się na wszystko, o co wcześniej go prosili. Chciał, by Izraelici wyszli z jego kraju jak najszybciej. Niech pójdą oddać cześć ich Bogu, niech zabiorą to, co potrzeba na ofiarę. Prosił tylko, by wstawili się za nim. Nie był już pełnym pychy władcą. Nie czuł się bogiem. Jak każdy z jego poddanych, bał się o życie. Mojżesz stojąc przed jego obliczem nie widział już przekonanego o swej potędze króla. Słowa jakie słyszał tej nocy od faraona utwierdzały jego wiarę. Dokonało się to, co po ludzku było niemożliwe. Dobrze o tym wiedział, bo przecież sam próbował wyzwolić Izraelitów. Bezskutecznie. Czynił też wiele niezwykłych znaków. Ale i one nie przynosiły rezultatów. Prosił, przekonywał, lecz bezskutecznie. Tymczasem wystarczyła jedna noc, aby Bóg skruszył potęgę faraona. Ta noc stała się fundamentem dla jego wiary. Od tej chwili był gotów iść w nieznane. Nie mniej nie czuł się przywódcą. Wiedział, że jest narzędziem w ręku Boga. Jednocześnie pamiętał, jak łatwo faraon zmieniał zdanie. Dlatego nie czekał. Przynaglił swych rodaków, by ruszyli w drogę. Ich również nie trzeba było ponaglać. Ruszyli tak szybko, że nawet nie czekali, by zakwasiło się ciasto do wypieku chleba. Wiedzieli, że otwiera się przed nimi nowy czas życia. A tej szansy nie można zmarnować. Dlatego nie wolno zwlekać. Każda chwila była cenna gdyż przybliżała ich do upragnionej wolności. 

Tekst i foto ks. Krzysztof P. Kowalik

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Artykuły

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka 25

Opiekun nr 25(512) od 3 grudnia 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in. rozmowa z kustoszem kaliskiego sanktuarium ks. prałatem Jackiem Plotą, który opowiedział o swojej osobistej relacji z Patriarchą z Nazaretu i o radościach posługi w sanktuarium.

Zamów prenumeratę

 

baner
banner
figazmakiem
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej