Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2016-09-06 09:57:44

Kapłan niezłomnykaplan niezlomny

Ks. dr Bogumił Kasprzak urodził się 29 listopada 1895 roku w Częstochowie. Był to kapłan wybitny, gruntownie wykształcony, wielki patriota, któremu przyświecało hasło: Bóg, honor i Ojczyzna, którego bronił jak lew, a które dzisiaj uległo dewaluacji.

Wyróżniał się wyjątkowym intelektem, wysoką kulturą osobistą, wielkim talentem kaznodziejskim, a także wielką odwagą i mądrością. Jako wikariusz pracował w Uniejowie od 1919 do 1920, w Dobrzecu 1920-1921, w Kole 1921-1924, oraz w Radomsku 1920 - 1931, w którym 50 maturzystów otrzymało powołanie do kapłaństwa. Studia doktoranckie odbył w Rzymie od 1931 do 1933, które uwieńczył na Angelicum w 1935 roku. Z Rzymu powrócił do diecezji i został mianowany proboszczem parafii Blachownia. W latach 1933 do 1938 był prefektem w Częstochowie sprawując funkcję: egzaminatora i sędziego prosynodalnego, moderatora diecezjalnego sodalicji Mariańskiei, asystenta związku polskiej inteligencji katolickiej. W 1938 roku został mianowany dziekanem dekanatu podczęstochowkiego. Studia w Rzymie wzbogaciły duchowo kapłaństwo księdza Bogumiła Kasprzaka, co pozwoliło mu bohatersko przejść okres wojny, która zastała go w Blachowni 1 września 1939 roku. Wówczas rozpoczęła się bolesna droga przez mękę, do której nawiązuje Bolesław Kurkowski w książce „Z krwawych dni Częstochowy”.

Cud ocalenia
We wrześniu 1939 roku w pobliżu Częstochowy zabito niemieckiego żołnierza. W odwecie za ten czyn wyznaczono na rozstrzelanie grupę mężczyzn, w której znalazł się również ks. dr Bogumił Kasprzak, proboszcz z Blachowni. Został aresztowany poprzedniego dnia, gdy wracał do swojej parafii. Umieszczono go w obozie przejściowym w budynku fabrycznym w Gnaszynie, odległym o kilka kilometrów od Częstochowy, a następnego dnia pognano wraz z innymi więźniami do Częstochowy. Ks. Bogumił szedł na czele, trzymając jak wszyscy ręce na karku. Po drodze Niemcy urągali Księdzu Dziekanowi. W drodze do więzienia na Zawodziu, w pobliżu katedry, Niemcy ostrzelali kolumnę więźniów. Padło wielu zabitych. Ks. Kasprzak błogosławił więźniów różańcem i umierającym udzielał rozgrzeszenia. Ludzie nie zważając na obecność Niemców cisnęli się do księdza i płacząc prosili o indywidualne rozgrzeszenie. Ks. Kasprzak na placu katedralnym został skazany na śmierć przez rozstrzelanie. Więźniowie z uniesionymi w górę rękami stanęli przed plutonem egzekucyjnym. Padały strzały, skazańcy jeden po drugim osuwali się na ziemię. Upadł i ks. Kasprzak. Ciała przeniesiono do rowu i pospiesznie zasypano piaskiem. Nastała noc, podczas której w tym strasznym miejscu zbrodni pojawił się Żyd. Zauważył on ruszający się piasek w rowie. Odgarnął niewielką warstwę i ostatecznie pomógł wydostać się Księdzu, który był już zdrętwiały, przyciśnięty ciałami ofiar i zalany krwią pomordowanych. Jedynie poruszał głową dając oznaki życia. Po prostu stał się cud. Kule ominęły ks. Kasprzaka. To cudowne ocalenie przypisywał głębokiemu kultowi Najświętszego Sakramentu i Serca Pana Jezusa. W dowód wdzięczności ks. Kasprzak założył Arcybractwo Straży Honorowej i ufundował chorągiew pod tym samym wezwaniem oraz obraz św. Bogumiła, który widnieje w kościele parafialnym w Blachowni. Jednak nadal ks. Bogumił Kasprzak był uważany za wroga Hitlera, był zakładnikiem i codziennie stawiał się na gestapo. O kolejnym planowanym aresztowaniu ostrzegł go żandarm niemiecki, któremu pozwolił grać w kościele na organach. W momencie obławy na plebanię nie było już Księdza w Blachowni. Chcąc uniknąć obozu koncentracyjnego zmuszony był ukrywać się przez 3 lata poza Częstochową. Po zakończonej wojnie zmęczony i wyczerpany ciężkimi przeżyciami powrócił do Blachowni i poprosił swojego biskupa Teodora Kubinę o przeniesienie do diecezji włocławskiej. Decyzja była szybka i 18 marca 1945 roku ks. dr Kasprzak został mianowany proboszczem parafii Podwyższenia Krzyża Świętego w Kole, gdzie dał się poznać jako wielki kaznodzieja. Głosił prawdę, był niezwykle odważny. Wszyscy zachwycaliśmy się elegancją słowa i kulturą osobistą tego kapłana. Był obrońcą wiary, Kościoła i Ewangelii, a także niezłomnym sługą Bożym i nie bał się komunistów. Swoją wielką osobowością i bogactwem ducha udowodnił, że Kościół musi być wiarygodny. Miał serce przepełnione dobrocią i miłością bliźniego. Nie tolerował komunizmu, dlatego był prześladowany i inwigilowany. W listopadzie w 1946 roku na terenie Koła zmarł członek PPS. Rodzina zmarłego „ubeka” życzyła sobie, aby ks. Kasprzak prowadził kondukt żałobny za czerwonym sztandarem. Ksiądz nie zgodził się i stanowczym głosem powiedział: „krzyż na przód, czerwona szmata do tyłu”. „Ubecy” w zemście wybili kamieniem szybę na plebani. Ksiądz wygłaszając kazanie z ambony trzymał w ręku ów kamień i zwracając się do wiernych powiedział: „Takich argumentów używają władze przeciwko proboszczowi kolskiemu”. Między innymi w taki sposób Urząd Bezpieczeństwa walczył z Kościołem.

Wychowawca powołań kapłańskich
Głoszone kazania stanowiły lekcję nie tylko religii, ale przede wszystkim gorącego patriotyzmu. Uczył nas miłości do ojczyzny. Był wrażliwy na potrzeby ludzi biednych, którym bezpłatnie udzielał różnych posług duszpasterskich. Fundował stypendia dla uzdolnionej młodzieży. Był autorytetem duchowym i moralnym. W czasie 62-letniej posługi duszpasterskiej wprowadził do seminarium duchownego 96 maturzystów. Powiedział: „nie będzie przesadną chwalbą stwierdzenie, że ani przed wojną, ani po wojnie żaden ksiądz nie dał tylu powołań kapłańskich”. Przywołuję świadectwo ks. Alojzego Siedlewskiego, który napisał: „Pamiętam, że w maju 1946 roku jeden z kolegów naszej szkoły Liceum Oświata został aresztowany i po kilkunastu dniach, wrócił z aresztu, to trzeba było widzieć jak go ucałował i powitał jako bohatera w walce o wolność Ojczyzny. Inny kolega został aresztowany i pokazowo osądzony i otrzymał wyrok śmierci, który wykonano. Trzeci otrzymał dożywocie, ale korzystając z amnestii w 1956 roku, został zwolniony i odwiedził mnie, gdy byłem wikariuszem w Kole.”
Ksiądz biskup Karol Radoński, doceniając wybitny talent kaznodziejski księdza dr. Kasprzaka skierował go 18 czerwca 1948 roku na dalszą posługę duszpasterską do kolegiaty kaliskiej. W dniu objęcia parafii powiedział: „Przychodzę w momencie, kiedy Bóg namacalnie, cudownie rozsłonecznia aureolę na świętej skroni kaliskiego Protektora. Szybko został zauważony jako wielki patriota, wybitny kaznodzieja, nie tylko przez wiernych, ale również przez urząd bezpieczeństwa publicznego, który po każdym wystąpieniu wzywał Kapłana na przesłuchanie, w celu zastraszenia, przekupstwa lub pozyskania. Był niewygodny dla władzy ludowej, która zażądała od biskupa Franciszka Korszyńskiego usunięcia go z Kalisza. 13 marca 1953 roku ks. dr. Kasprzak otrzymał następujące pismo Biskupa: „Na żądanie władz krajowych zwalniam z dniem dzisiejszym przewielebnego księdza kanonika z obowiązków proboszcza - delegata Kapituły Kaliskiej”.

Pokrzywdzony kapłan
W odpowiedzi na otrzymane pismo Ksiądz doktor skierował list do Kurii diecezjalnej o następującej treści: „Jako mocno pokrzywdzony kapłan polski wysłałem do Urzędu Wyznań podanie o rehabilitację. W ślad za tym podaniem uprzejmie przesyłam pisemne wyjaśnienia. W dniu 13 marca 1953 roku wezwany zostałem do kurii. Jego ekscelencja ks. biskup Korszyński zakomunikował mi, że władze wojewódzkie zażądały kategorycznie od niego mego ustąpienia z kolegiaty. Prosiłem o danie mi paru dni do namysłu, ewentualnie o pozostawienie mi wolnej ręki. Jeśli chcą niech usuwają mnie władze siłą. Wiedziałem, że tego nie zrobią ze względu na społeczeństwo kaliskie. Odpowiedź Jego Ekscelencji brzmiała: „już się zgodziłem na ustąpienie księdza”. Myślę, że czynniki wojewódzkie żądając mojego ustąpienia powinny sprecyzować zarzuty wobec mojej osoby, skoro żądanie było kategoryczne i nieodwołalne. Ja osobiście posiadam cały plik wezwań do różnych urzędów prokuratury i UB w Poznaniu i UB w Kaliszu oraz do Urzędu Wyznań w Poznaniu i Kaliszu. W urzędach tych, zwłaszcza w UB w Poznaniu, przetrzymywano mnie całymi godzinami, bez przerwy 24 godziny, terroryzowano mnie, grożono sądami i wizją wyroków 6 lat więzienia, ośmieszano świętości katolickie, np. kult Matki Bożej Częstochowskiej, papieża, uczono mnie homiletyki, szantażowano i zastraszano równymi instytucjami. Odwoływać się musiałem do dekretu o wolności sumienia i nie szargania świętości. Postawa moja nieubłaganie negatywna i pełna spokoju wywoływała istne ataki niezadowolenia, potoki przekleństw oraz szał znęcających się nade mną i co kilka godzin zmieniających się urzędników UB. Po groźbach przyszły umilne oferty władz w postaci auta, tysięcy  - dla mnie, ewentualnie dla potrzebującej mojej rodziny, oferty przekreślenia moich „grzechów”, a to w celu by mnie kupić. Wyzwiska i przekleństwa towarzyszyły mej kategorycznej odmowie na jakąkolwiek współpracę. Żądałem skonkretyzowania zarzutów przeciwko sobie jako człowiekowi, kapłanowi i Polakowi. Zamiast konkretnych zarzutów słyszałem zawsze, ksiądz jest wrogiem Polski ludowej. Ksiądz nam psuje robotę, co zrobimy przez tydzień, ksiądz nam popsuje w niedzielę. Ksiądz nam psuje robotę nie tylko w Kaliszu, ale i na terenie powiatu. Gdyby ksiądz był arystokratą zgnoilibyśmy księdza, ale ksiądz jest mieszczuchem częstochowskim. Urządził ksiądz wiec na Rypinku (chodziło tu o powitanie tradycyjnej pieszej pielgrzymki wracającej z Jasnej Góry, którą witały nieprzeliczone rzeszę ludzi), ksiądz nie jeździ na żadne zjazdy, ksiądz nie popiera z ambony spółdzielczej pracy państwa oraz innych jego poczynań. Pokazywano mi stosy dokumentów mających rzekomo świadczyć przeciwko mnie. Były wypadki, że sprowadzano autobusami ludzi na UB do Kalisza po odpustach, na przykład po odpustowym kazaniu w dzień Świętej Urszuli w Bielsku 1951 roku. Na zarzut wrogości w stosunku do Polski ludowej odpowiadałem i odpowiadam, że jako kapłan nie mogę być niczyim wrogiem. Najwyżej z tytułu swego kapłaństwa mogę być jedynie ideologicznym przeciwnikiem. Nie występowałem nigdy przeciwko państwu, prosząc o  ewentualne konkretne dowody, broniłem i bronię autorytetu państwa wspierając społecznie jego wysiłek, tępiąc publicznie kradzieże mienia państwowego, broniłem i bronię godności człowieka, zwłaszcza robotnika, potępiając denuncjacje, służalczość, domagając się większej sprawiedliwości i uczciwości w stosunkach społecznych, karcąc publicznie karygodne nadużycie. Te fakty, ta moja praca bynajmniej nie godzą w autorytet Polski ludowej. Jako kapłan doczekałem się, że w przełomowych dniach października ktoś inny z daleko większą siłą wykazał, że powyższe argumenty w ustach moich nie były gołosłowne, demagogiczne i ani nieodosobnione. Broniłem czci Bożej, sponiewieranych krzyży i publiczne bluźnierstwa tępiłem. W jednej z fabryk kaliskich niejaki Stasiak w Wielki Piątek 1952 rok połamał krzyże.
W całej swojej pracy duszpasterskiej, z ręką na sercu mogę stwierdzić, że miałem na celu jako kapłan polski jedynie dobro Kościoła, dobro nieśmiertelnych dusz swoich parafian, godność  człowieka i Polaka. Płacono mi za to wodzeniem po urzędach, całą serią upokorzeń i wreszcie usunięciem mnie z kaliskiej placówki”. Inny jego list w odpowiedzi na zaistniałą sytuację publikujemy na naszej stronie internetowej www.opiekun.kalisz.pl
Dalsza posługa duszpasterska Księdza Doktora to: Osięciny - probostwo, Zduńska Wola (w tym 3 lata sine officio), Złoczew – probostwo. W 1971 roku przeszedł na emeryturę i został rezydentem w Złoczewie. W 1984 roku ks. dr Kasprzak przeniósł się do Częstochowy i zamieszkał w rodzinnym domu przy ulicy Rynek Wieluński 12. Zmarł 18 czerwca 1987 roku i pochowany został w Częstochowie na cmentarzu świętego Rocha.Niech ta szlachetna postać kapłana niezłomnego stanowi wzór godny naśladowania nie tylko dla kapłanów, ale również dla osób świeckich. W czasie swej posługi duszpasterskiej wykazał się bezgraniczną miłością Boga, za którym szedł do końca swego życia i zdał egzamin z kapłaństwa, człowieczeństwa i świętości. Był niepowtarzalnym autorytetem i świadkiem wiary, jest zaliczany do najwybitniejszych kapłanów w historii diecezji włocławskiej w okresie XX wieku. Niech pamięć o tym niezłomnym kapłanie będzie wciąż żywa i ocalona od zapomnienia.

Jadwiga Świgoniak

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Artykuły

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka 22

Opiekun nr 22(509) od 22 października 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in. o pracującej w Etiopii Magdalenie Fiec, która odkryła swoje misyjne powołanie podczas studiów na Politechnice Śląskiej.

Zamów prenumeratę

 

kwartlanik

Kwartalnik "Opiekuna" -
Okno Wiary 2(10) 2017

w którym pragniemy rozmawiać z naszymi Czytelnikami o wierze, Kościele, rodzinie i historii.
W najnowszym numerze o św. Józefie

ARCHIWUM KWARTALNIKA

banner
figazmakiem
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej