Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2016-08-09 12:08:30

Zabawa czy inżynieria społeczna?

Pokemony pojawiły się w latach 90. Kto był dzieckiem czy dorastał w tamtych czasach pamięta, że chodzi o japońskie postaci z gier, których nazwa wywodzi się od słów pocket monsters (czyli kieszonkowe monstra). Po sukcesie gry świat dziwnych zwierzaków rozszerzył się na bajki, filmy, komiksy, książki a także inne gadżety. Teraz moda na Pokemony wróciła w grze Pokemon Go. Oczywiście pierwsi ofiarami nowej mody stali się Amerykanie, którzy tłumnie wylegli na ulice w poszukiwaniu Pokemonów. Ktoś trafnie porównał ich do zombiech, które łażą po ulicach wpatrzone w ekrany swoich smartfonów, tyle że zamiast ludzkiej krwi pragną wirtualnych stworków. Wystarczy rzucić okiem na serwisy internetowe, by się zorientować, że moda dotarła też do Polski.

Oczywiście jest wielu, którzy są zadowoleni, że dzięki nowej grze ludzie wyjdą z domów, sprzed ekranów swoich komputerów, na świeże powietrze. Wierzą nawet, że ta gra przyczyni się do zainteresowania zabytkami i kulturą. „Myślę, że wątpię”, bo póki co, ze świata kultury jedyne wiadomości jakie docierają dotyczą kolejnych instytucji, takich jak choćby muzea, które wywieszają kartki z napisem: „Zakaz łapania pokemonów”, co ewidentnie oznacza, że gracze nie interesują się kulturą, a wręcz przeszkadzają w interesowaniu się nią innym. Niemniej media ekscytują się milionami ludzi, którzy na całym świecie bez względu na wiek i wykształcenie przemierzają ulice miast i wsi w poszukiwaniu pokemonów. 

Dlaczego piszę dzisiaj na ten temat? Bo są pewne aspekty tej zabawy, które umykają większości i oczywiście nie chodzi mi bynajmniej o poważny wzrost cen akcji producenta gry. Jest zwłaszcza  jeden aspekt, który szczególnie nas interesuje w naszej rubryce medialnej. Napisał o nim na portalu Polonia Christiana Michał Wałach. Chodzi o to, że uczestnicy „zabawy”, choć o tym nie wiedzą, biorą udział w wielkim socjotechnicznym teście, z którego wnioski wyciągną nieliczni. Wielcy tego świata, których szczególnie interesują możliwości manipulowania jak największą ilością ludzi będą mogli się dowiedzieć „jaki procent społeczeństwa jest na tyle infantylny, by tracić godziny na poszukiwanie stworków. W zabawie uczestniczą wszak nie tylko dzieci, ale i rodzice, którzy mogliby ten czas przeznaczyć na wychowanie swoich pociech. Dla macherów od „zarządzania społeczeństwami” to ciekawa odpowiedź na pytania o stan rodzin w wielu krajach świata. Dowiedzą się oni również wiele o podatności na manipulację. Wszak miliony osób gotowych udać się w miejsce wskazane im przez producenta gry lub innego użytkownika aplikacji tylko po to, by do swojej istniejącej wyłącznie w przestrzeni wirtualnej kolekcji dodać chomika rażącego prądem czy ryjącą w ziemi niby-dżdżownicę, pokazują jak daleko można się posunąć w zdalnym sterowaniu społeczeństwami Zachodu”.

W konkluzji tej historii trzeba sobie jasno powiedzieć, że choć na naszych oczach, ostatnio nawet codziennie mają miejsce wielkie tragedie, świat zamiast poważnieć coraz bardziej, wprost proporcjonalnie dziecinnieje. Ludzie nie chcą brać odpowiedzialności za siebie i swoje rodziny, gdyż nie muszą. To jest właśnie ta utopia socjalizmu, który wbrew pozorom dzisiaj króluje, że państwo opiekuńcze zajmie się wszystkim - jak pisze Michał Wałach - a my możemy spędzać godziny na łapaniu stworków, które niegdyś interesowały wyłącznie siedmiolatków, maksymalnie 9-ciolatków. 

A propos, w pewnej dyskusji na włoskim forum kibiców, znalazłem stwierdzenie niepocieszonego mężczyzny, który skarżył się, że kiedy on zajmował się pokemonami, wszystkie najładniejsze dziewczyny rozglądały się za starszymi chłopakami, którzy palili papierosy i pili alkohol. Teraz kiedy on pali (a właściwie próbuje rzucić) i lubi wino do kolacji, najlepsze kobiety uganiają się za łowcami pokemonów, a on znowu wyszedł na frajera... A wracając do poważniejszych wniosków: 

„Pokemon Go może okazać się nie tylko niewinną zabawą, ale również poligonem doświadczalnym, na którym w dziecinnie prosty sposób władcy marionetek manipulują milionami ludzi, przenosząc ich z miejsca na miejsce niczym pionki na szachownicy. Zarządzanie społeczne wchodzi na wyższy poziom”.

Z całą pewnością, podobnie jak serwisy Facebook czy Google bardzo prędko stały się interesujące dla służb specjalnych i wywiadów, również gra, która potrafi przerzucać w dowolne miejsce miliony osób, nie umknie ich uwadze.

ks. Andrzej Antoni Klimek

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Artykuły

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka 25

Opiekun nr 25(512) od 3 grudnia 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in. rozmowa z kustoszem kaliskiego sanktuarium ks. prałatem Jackiem Plotą, który opowiedział o swojej osobistej relacji z Patriarchą z Nazaretu i o radościach posługi w sanktuarium.

Zamów prenumeratę

 

baner
banner
figazmakiem
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej