Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2016-05-24 09:59:00

Strzał z Bożej armaty

Mylą się o Boże, w Tobie wzrok i smak, kto się im poddaje, temu wiary brak. Ja jedynie wierzyć twej nauce chcę, że w postaci Chleba utaiłeś się.

W Pierwszej Księdze Królewskiej mamy niesamowity opis spotkania Eliasza z Bogiem: „Gwałtowna wichura rozwalająca góry i druzgocąca skały szła przed Panem; ale Pan nie był w wichurze. A po wichurze - trzęsienie ziemi: Pan nie był w trzęsieniu ziemi. Po trzęsieniu ziemi powstał ogień: Pan nie był w ogniu. A po tym ogniu - szmer łagodnego powiewu. Kiedy tylko Eliasz go usłyszał, zasłoniwszy twarz płaszczem, wyszedł i stanął przy wejściu do groty. A wtedy rozległ się głos mówiący do niego: Co ty tu robisz, Eliaszu?” No właśnie, Pan zwykle przychodzi w szmerze łagodnego powiewu. Może dlatego tak łatwo jest nieraz udawać, że się Go nie dostrzega. Albo naprawdę Go nie dostrzegać. Ale czasami Pan potrafi przywalić z armaty. Tak przynajmniej uważa ks. Andrzej Ziombra. 

Wiedza u źródła

Muszę się pochwalić, że ks. Andrzeja Ziombrę znałem na długo, zanim stało się o nim głośno w związku z wydarzeniami w Legnicy, a konkretnie w parafii św. Jacka, gdzie konsekrowana Hostia częściowo przemieniła się w tkankę ludzkiego serca. Ks. Andrzej jest tam proboszczem, a znamy się od prawie trzydziestu lat, ponieważ wspólnie zaczęliśmy naszą drogę ku kapłaństwu w 1988 roku w seminarium we Wrocławiu i ponad cztery lata ją dzieliliśmy. Pomyślałem więc, że warto odnowić starą znajomość, a przy okazji zbadać u źródeł, co wydarzyło się w Legnicy. Zbliża się Boże Ciało, materiał o cudzie Eucharystycznym nie może trafić się w lepszym momencie, jeśli pamiętamy, że to właśnie dla upamiętnienia cudu Eucharystycznego w Bolsenie, powstało to święto, a także hymn napisany przez św. Tomasza z Akwinu, który powyżej zacytowałem. Z rozmowy telefonicznej wynika, że ks. Andrzej jest człowiekiem szalenie zajętym: już samo wydarzenie i, nazwijmy to brzydko „jego codzienna obsługa”, wymaga wiele czasu, a przecież jest jeszcze parafialna służba i pisana w wolnych chwilach habilitacja - ksiądz Andrzej jest adiunktem na PWT we Wrocławiu. Ale udaje nam się umówić na piątek około południa.

Kiedy docieram na plebanię, ks. Andrzej gorąco mnie przeprasza, bo właśnie musi pilnie pojechać do Księdza Biskupa Ordynariusza. Ciągle trwają konsultacje odnośnie właściwej i godnej formy wyeksponowania Hostii, która przemieniła się w kawałek ludzkiego serca. Godzinę później siedzimy już razem i ks. Andrzej może wreszcie zacząć swoją opowieść.

Jak doszło do cudu w Legnicy?  

- Zupełnie przypadkiem, podczas udzielania Komunii Świętej upadła księdzu konsekrowana Hostia na posadzkę 25 grudnia 2013 roku. I jak to się czyni w takich sytuacjach, kapłan umieścił tę Hostię w naczyniu z czystą wodą, aby ona się tam rozpuściła. Ale okazało się, że się nie rozpuściła. Inny kapłan 4 stycznia 2014 roku zauważył, że pojawiło się przebarwienie koloru czerwonego. Wówczas zgłosiliśmy ten fakt biskupowi diecezjalnemu, którym był ks. biskup Stefan Cichy. Biskup zalecił nam odczekać jeszcze dwa tygodnie i obserwować. Po dwóch tygodniach stwierdziliśmy, że ta część Hostii, która nie uległa przebarwieniu rozpuściła się, natomiast część przebarwiona pozostawała na powierzchni wody. Ksiądz Biskup postanowił wówczas powołać specjalną komisję w celu wyjaśnienia tego zjawiska. I tak rozpoczęła się ta trwająca ponad dwa lata podróż, pełna spotkań, badań, konsultacji, sprawdzania różnych ścieżek i prób zrozumienia z czym mamy do czynienia. Pragnę mocno podkreślić, że nie budowaliśmy tutaj jakiejś specjalnej narracji „pod tezę”. Po prostu chcieliśmy dojść do prawdy - opowiada ks. Andrzej.

W prasie mogliśmy wówczas przeczytać, że dwie komisje specjalistów wydały sprzeczne werdykty, co nie było prawdą. A oprócz tego całą masę „naukowych” wyjaśnień, że tak naprawdę nic się nie wydarzyło, czego by nie można było wytłumaczyć.

- Ja się nie gorszę różnymi wypowiedziami i osądami, które pojawiają się w prasie. Wcześniej mówiłem, że całe nasze badania sytuacji nie były prowadzone „pod tezę”. Natomiast musimy mieć świadomość, że ludzie piszący w gazetach, to ludzie o konkretnym światopoglądzie, którego czasem nieświadomie bronią. Jak ktoś jest niewierzący, to w swoim pisaniu musi się bronić, bo wydarzenie tego typu każdego porusza. Dlatego mnie nawet nie dziwi, że gdzieś tam pojawiły się nawet pytania, czy został skierowany wniosek do prokuratury w sprawie zabójstwa, czy nas przesłuchano, bo skoro stwierdzono obecność jakiejś ludzkiej tkanki, to może kogoś zabiliśmy... Ludzie na różne sposoby próbują wyjaśnić sytuację, aby uspokoić swoje sumienie. Dlatego pewne rzeczy się akcentuje, inne pomija - spokojnie tłumaczy ks. Andrzej. 

Niech się wypowie nauka

A jak to było z tymi komisjami? W komisji kościelnej powołanej przez biskupa Cichego znaleźli się duchowni: kanclerz kurii, oficjał Sądu Biskupiego, czyli prawnik, liturgista oraz świecka kobieta - lekarz kardiolog. Ta komisja, za zgodą Biskupa legnickiego, zwróciła się do naukowców o zbadanie fenomenu. Najpierw próbki do badania pobrał dr Tomasz Jurek, kierownik Katedry Medycyny Sądowej Uniwersytetu Medycznego im. Piastów Śląskich we Wrocławiu i po trzech miesiącach, w imieniu zespołu badawczego, przedstawił swoją ekspertyzę: wykluczył, by na próbce znajdowały się kolonie grzybiczne lub bakteryjne odpowiedzialne za czerwone przebarwienie i stwierdził obecność struktur włóknistych przypominających najbardziej włókna tkanki mięśnia sercowego, ale nie był w stanie odnaleźć DNA, ani orzec z pewnością, że to rzeczywiście tkanka ludzka. 

Drugim zespołem naukowców, do którego zwróciła się komisja kościelna z Legnicy, byli pracownicy Katedry Medycyny Sądowej Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie pod kierownictwem profesora Mirosława Parafiniuka, specjalisty w dziedzinie patomorfologii i medycyny sądowej. Za pomocą mikroskopu UV ze specjalnymi filtrami udało mu się wyodrębnić włókna mięśnia ludzkiego serca i to w stanie fragmentacji właściwej dla momentu agonii. Dokumenty z prac obu zespołów specjalistów trafiły do Watykanu.

Roma locuta, causa finita?   

- W styczniu tego roku Ksiądz Biskup wysłał do Watykanu wyniki prac komisji i w Wielkim Poście otrzymał odpowiedź od Kongregacji Nauki Wiary. Ponieważ jest to w kompetencjach Księdza Biskupa, czy upublicznić odpowiedź, czy nie, nasz Ordynariusz postanowił ją upublicznić i wydał specjalny komunikat. Jest w nim mowa o wydarzeniu eucharystycznym o znamionach cudu. Jednocześnie Kongregacja poleciła nam zastosowanie się do zapisów zawartych w dokumencie z 1978 roku, a mianowicie w „Normach postępowania w rozeznawaniu domniemanych objawień i przesłań” - wyjaśnia ks. Andrzej.

Zajrzyjmy na chwilę do wskazanego przez Kongregację dokumentu, o którym mówił ks. Andrzej. Możemy tam przeczytać, co władze kościelne powinny zrobić, kiedy zostaną poinformowane o domniemanych objawieniach lub przesłaniach. Powinny podjąć trzy kroki:

a) po pierwsze, ocenić fakt według kryteriów pozytywnych i negatywnych;

b) następnie, jeśli rezultaty badania będą temu sprzyjały, wydać zezwolenie na pewne publiczne wyrazy kultu bądź pobożności i stałe czuwanie nad nimi z wielką roztropnością zgodnie z formułą «pro nunc nihil obstare» (co znaczy: «na razie nie ma przeszkód»);

c) w końcu, w świetle doświadczeń zgromadzonych z upływem czasu, ze szczególnym uwzględnieniem trwałości owoców duchowych, zrodzonych przez nową pobożność, wyrażenie oceny de veritate et supernaturalitate (o prawdziwości i nadprzyrodzoności), jeśli przypadek tego wymaga.

Skoro jesteśmy przy dokumencie watykańskim, może warto jeszcze przytoczyć kryteria oceny (wspomniane wyżej w punkcie a): 

Kryteria pozytywne:

a) Pewność moralna lub przynajmniej wielkie prawdopodobieństwo zajścia faktu, nabyta drogą poważnego dochodzenia;

b) Szczególne okoliczności związane z zaistnieniem i naturą faktu, a więc:

1. indywidualne przymioty osoby lub osób (zwłaszcza równowaga psychiczna, uczciwość i prawość życia moralnego, szczerość i stała uległość wobec władz kościelnych, zdolność powrotu do normalnego życia wiary etc.);

2. w odniesieniu do przesłania - prawdziwe i wolne od błędów nauczanie teologiczne i duchowe;

3. zdrowa pobożność oraz obfite i stałe owoce duchowe (na przykład duch modlitwy, nawrócenia, świadectwa miłości bliźniego etc.).

Kryteria negatywne:

a) Oczywisty błąd dotyczący faktu.

b) Błędy doktrynalne przypisywane Bogu bądź Najświętszej Maryi Pannie albo jakiemuś świętemu, którzy się ukazują, przy czym należy brać pod uwagę możliwość, że osoba dodała - nawet nieświadomie - do autentycznego przesłania nadprzyrodzonego elementy czysto ludzkie bądź jakiś błąd odnośnie do porządku naturalnego (por. św. Ignacy, Ćwiczenia, n. 336).

c) Ewidentne dążenie do zysku, ściśle związane z faktem.

d) Poważne czyny niemoralne, popełnione przez osobę lub jej zwolenników w momencie bądź przy okazji wydarzenia.

e) Choroby psychiczne lub skłonności osoby do psychopatii, które z pewnością wywarły wpływ na domniemany fakt nadprzyrodzony, albo też psychoza, histeria zbiorowa bądź inne tego rodzaju elementy.

Należy zauważyć, że te pozytywne i negatywne kryteria mają charakter orientacyjny, ale nie bezwzględny, i powinny być stosowane razem bądź we wzajemnym powiązaniu. 

To tyle jeśli chodzi o dokument. Jasnym więc jest, że wydarzenie z Legnicy obecnie przechodzi z punktu „b” do punktu „c”. Tak napisał ksiądz biskup ordynariusz Zbigniew Kiernikowski (który zastąpił bpa Cichego, po jego przejściu na emeryturę) w komunikacie do diecezjan, który został odczytany 17 kwietnia: „W styczniu br. przedstawiłem całą tę sprawę w Kongregacji Nauki Wiary. Dziś, zgodnie z zaleceniami Stolicy Apostolskiej, polecam księdzu proboszczowi Andrzejowi Ziombrze przygotowanie odpowiedniego miejsca dla wystawienia Relikwii tak, aby wierni mogli oddawać Jej cześć. Proszę też o udostępnienie przybywającym osobom stosownych informacji oraz o prowadzenie systematycznej katechezy, która pomagałaby właściwie kształtować świadomość wiernych w dziedzinie kultu eucharystycznego. Polecam nadto założenie księgi, w której byłyby rejestrowane ewentualne uzyskane łaski oraz inne wydarzenia mające charakter nadprzyrodzoności. Mam nadzieję, że wszystko to posłuży pogłębieniu kultu Eucharystii i będzie owocowało wpływem na życie osób zbliżających się do tej Relikwii. Odczytujemy ten przedziwny Znak, jako szczególny wyraz życzliwości i miłości Pana Boga, który tak bardzo zniża się do człowieka”.

Dla Legnicy? Nie, dla świata

- Jesteśmy zaledwie miesiąc po decyzji z Watykanu i teraz czeka nas cała masa działań, które doprowadzą do upublicznienia i wystawienia tej przemienionej części Hostii do adoracji. Przygotowujemy się do tego skrupulatnie. To musi być zrobione porządnie. Godnie. Tutaj nie można improwizować. Niektórzy się domagali, aby to już było na Boże Ciało, czy na uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa... Ale nie będzie. Będzie wtedy, kiedy będziemy pewni, że jest to dobrze przygotowane. Dopiero wówczas będziemy mogli obserwować, czy pojawią się owoce, nawrócenia, czy inne oznaki szczególne - tłumaczy ks. Andrzej. I chyba to nam w zupełności wystarczy, aby wiedzieć, że w Legnicy wydarzyło się coś ważnego i prawdziwego. Ale na pewno nurtuje nas jeszcze jedno pytanie: dlaczego akurat tutaj. I tu znowu warto posłuchać proboszcza.

- Dlaczego tutaj? Nie wiem. Ludzie próbują się doszukiwać różnych wyjaśnień: że to jest Legnica, gdzie kiedyś stacjonowały wojska rosyjskie i to była tzw. „Mała Moskwa”, albo że w naszej parafii jest dość niski procent ludzi uczęszczających regularnie na Eucharystię, bo około 16%, albo że ta dzielnica Zakaczawie nie cieszyła się nigdy szczególnie dobrą renomą. Ale przecież, jeżeli spojrzymy na Sokółkę, gdzie miało miejsce podobne wydarzenie, to tam do kościoła chodzi 80% ludzi, więc może jednak nie o frekwencję tutaj chodzi. Ja po prostu nie wiem, dlaczego właśnie tutaj. Nie potrafię jednoznacznie wskazać klucza, jakim się Pan Bóg posłużył. Wiem natomiast jedno, że my kapłani z naszej strony, musimy zrobić wszystko, żeby ten znak Bożej łaski był przez wiernych właściwie odczytany. Żeby autentycznie pobudzał naszą wiarę. Wiarę w Jezusa obecnego w Eucharystii. Wiarę, że Jezus umarł za nas na krzyżu. I tego nie można odczytać, tylko w lokalnym zakresie dla Legnicy. Proszę zauważyć, że informacja o tym wydarzeniu o znamionach cudu Eucharystycznego za pomocą mediów rozprzestrzeniła się na cały świat. Mamy sygnały z Australii, przyjeżdżają grupy ze Stanów Zjednoczonych, możemy więc śmiało powiedzieć, że wydarzenie w Legnicy stało się wydarzeniem globalnym. I w moim odczuciu nie ma znaczenia, gdzie to się wydarzyło. Jest to przesłanie uniwersalne do wszystkich. Dla niewierzących, dla tych, których wiara jest bardzo letnia, ale i dla głęboko wierzących. Bo obok tego wydarzenia nie można przejść obojętnie. Ja to nazywam takim „strzałem z działa Pana Boga”. Żeby nas pobudzić do refleksji: czy wierzę w obecność Pana Jezusa w Eucharystii, czy chętnie przyjmuję Komunię Świętą, czy dbam o czystość serca, czy nie żyję w grzechu. To są bardzo trudne pytania, ale my się musimy z nimi zmierzyć. Nie po to Pan Bóg daje znaki, żebyśmy obok nich przechodzili obojętnie. Widocznie o czymś zapominamy, skoro Pan Bóg doprowadza do sytuacji super-nadzwyczajnych.

Proszę zwrócić uwagę: w Buenos Aires, w Sokółce i w Legnicy, wszędzie stwierdza się obecność tkanki serca w agonii. Dlaczego serce w agonii? Nad tym trzeba się zastanawiać i z tego wyciągnąć wnioski. Dlatego musimy być bardzo ostrożni, aby uniknąć stawiania sobie pewnych parawanów, które nie pozwolą nam dotknąć sedna sprawy. Bo dotknięcie sedna sprawy musi nas doprowadzić czasami do kompletnego przemeblowania własnego życia. Dlatego czasami wygodniej widzieć tylko parawan. Nie ma chrześcijaństwa bez pójścia za Chrystusem. Budowanie wiary według mojej miary jest zawsze protezą chrześcijaństwa, nie jest autentyczne. I ja to tak odczytuję. I sam sobie stawiam pytania: jakim jestem księdzem? Jak się przygotowuję do Mszy Świętej? Czy ja tę Mszę Świętą odprawiam pobożnie? Czy jestem świadkiem zmartwychwstania? Czy jestem świadkiem Ewangelii? Jestem absolutnie przekonany, że kontakt z takim wydarzeniem Eucharystycznym, nie tylko tu w Legnicy, ale z każdym takim wydarzeniem, ma charakter globalny i musi prowadzić do zintensyfikowania życia chrześcijańskiego. 

Czy ja już widzę jakieś oznaki ożywienia w mojej parafii? Oczywiście, że widzę, ale też mam świadomość, że każdy jest inny i że każdy ma swoją prędkość do „skonsumowania” tego wydarzenia w swoim życiu i nie ma potrzeby nikogo do tego poganiać - dodaje Proboszcz. 

Przez całą powrotną drogę z Legnicy do Kalisza zastanawiałem się głównie nad swoją własną prędkością „skonsumowania” tego, co zobaczyłem i usłyszałem. A jaka jest Twoja prędkość?  

ks. Andrzej Antoni Klimek

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Artykuły

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka 25

Opiekun nr 25(512) od 3 grudnia 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in. rozmowa z kustoszem kaliskiego sanktuarium ks. prałatem Jackiem Plotą, który opowiedział o swojej osobistej relacji z Patriarchą z Nazaretu i o radościach posługi w sanktuarium.

Zamów prenumeratę

 

baner
banner
figazmakiem
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej