Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2016-05-19 11:33:26

Jasna i ta druga strona księży(ca) - odcinek 225

jasnaPiotr był jednym z najbardziej zamkniętych w sobie kolegów z jego rocznika. Na spotkaniach imieninowych i jubileuszowych pojawiał się raz na kilka lat, a poza nimi też raczej kolegów nie odwiedzał, nawet tych, którzy czasami pracowali w sąsiedniej parafii. Tym bardziej Mateusz był zdziwiony jego zachowaniem podczas spotkania z racji imienin Zbyszka i Mirka. Piotrek najpierw bardzo serdecznie się z nim przywitał, a później podczas kawy i kolacji właściwie się z nim nie rozstawał. Opowiadał też o swoich różnych pomysłach duszpasterskich i Mateusz nawet się ucieszył. Zresztą nie tylko on. Podczas kolacji inni koledzy widząc tak rozmownego Piotra kilka razy porozumiewawczo uśmiechali się do Mateusza ukazując uniesiony w górę kciuk, na znak zadowolenia, że kolega się otworzył. W kapłańskim gronie zawsze tak jest, że kiedy któryś z kolegów zaczyna wymawiać się od wspólnych spotkań, czy wręcz ich unikać, inni martwią się o niego, bo często może to być znak jakichś poważniejszych problemów. Tak więc widok Piotra paplającego bez przerwy o swoich planach, bo raczej jeszcze nie sukcesach, ponieważ Piotr został proboszczem jako ostatni z ich roku, wszystkich cieszył. Ale Piotr najbardziej ze wszystkich tego wieczoru chciał przebywać z Mateuszem. Podczas lat seminaryjnych nigdy nie należeli do tych samych kręgów przyjacielskich, ale po swoim długim pobycie poza granicami kraju Mateusz właściwie „wyzerował” intensywność różnych przyjaźni i na dzień dzisiejszy wszyscy koledzy z roku byli mu mniej więcej jednakowo bliscy. A więc również i Piotr, biorąc pod uwagę niezbyt wielką częstotliwość jego uczestnictwa w spotkaniach.

Kiedy pierwsi koledzy zaczęli się powoli żegnać z towarzystwem Mateusz zauważył, że Piotr stał się lekko nerwowy.

- Wszystko w porządku? - zapytał kolegę.

- Tak, tak! Czemu pytasz? - nieco się zaperzył Piotr.

- Właściwie nic, ot wydało mi się, jakbyś się czymś lekko zmartwił - odpowiedział Mateusz. - Ale nie masz się czym przejmować, po prostu mi się zdawało.

- Prawdę mówiąc, to mam pewien drobny rebusik do rozwikłania - niespodziewanie wyznał Piotr. - Nie żeby to był jakiś wielki problem, ale taka wiesz, sytuacja duszpasterska.

- No to wal śmiało, o co chodzi, może akurat mogę ci coś doradzić, albo pomóc w jakiś inny sposób - powiedział z uśmiechem Mateusz.

- Rzeczywiście chyba właśnie ty możesz mi pomóc - powiedział Piotr nie patrząc mu w oczy, jakby się bał, że nie dostrzeże w nich aprobaty.

- Piotrek, jeśli tylko mogę coś zrobić, to oczywiście, że tak - zapewnił go Mateusz.

- Bo jak ci mówiłem, założyliśmy ten Krąg Biblijny w parafii i jest fajnie. Czasami przychodzi pięć osób, czasami dwadzieścia, no i wiesz, po takim spotkaniu, na którym rozważamy Ewangelię z najbliższej niedzieli mam prawie gotową homilię - tłumaczył.

- Mam dokładnie tak samo - uśmiechnął się Mateusz.

- Ale wiesz, z całej tej grupy jest taki trzon, może z dziesięć osób, które jeśli ciężko nie zachorują, to zawsze przychodzą. I pomyślałem sobie, że chciałbym dać im jakąś drobną gratyfikację, wiesz, coś co by ich ucieszyło a jednocześnie scaliło tę grupę. I ze wspólnych rozmów wyszło, że wszyscy bardzo chętnie by się wybrali na taką pielgrzymkę, czy może wycieczkę szlakami klasztorów cysterskich. Opracowaliśmy fajną trasę, tak wiesz na tydzień, od niedzieli popołudniu do soboty wieczorem. Ale ostatecznie okazało się, że jest ich osiem osób, no i ja dziewiąty. Wynajmować autobusu nie ma sensu, bo nawet te małe są na minimum dwadzieścia osób. I tak sobie pomyślałem, że może ty byś mi pożyczył na ten jeden tydzień twojego volkswagena multivana, bo on jest chyba dokładnie na dziewięć osób - wyłuszczył wreszcie swoją prośbę Piotr. Kiedy padły słowa o pożyczce samochodu, choć wypowiedziane półgłosem sprawiły, że cały szmer rozmów wokół stołu w jednym momencie ustał. Zapanowała kompletna cisza. I Mateusz natychmiast zrozumiał nie tylko, dlaczego Piotrek od niego nie odstępuje przez cały wieczór, ale również dlaczego ta cisza. Na początku ich kapłańskich lat Piotrek pożyczył nowe auto od Zbyszka i kompletnie je rozbił. Później miał jeszcze kilka innych stłuczek, do tego stopnia, że u nich na roku wręcz powstało nowe powiedzenie typu „prędzej pożyczę samochód Piotrkowi, niż ci uwierzę”. Właśnie dlatego zapadła grobowa cisza, bo wszyscy chcieli usłyszeć, co Mateusz odpowie. Kilku kolegów, których Piotrek nie mógł widzieć wręcz kiwało przecząco głowami na znak: nie rób tego. Przez dłuższą chwilę Mateusz nie wiedział, co odpowiedzieć.

- Jak się nie zgodzisz Mati, to ja to zrozumiem - powiedział cicho Piotr i to ostatecznie utwierdziło Mateusza w przekonaniu, że to jest ten moment, w którym może sprawdzić swoje przywiązanie do rzeczy materialnych.

- Ależ oczywiście, że ci pożyczę, żartujesz? Zostawisz mi swoje auto, weźmiesz moje na tyle, na ile ci potrzebne. Ja pierwsze wyjazdy w większej ekipie mam dopiero pod koniec czerwca, więc nie ma żadnego problemu.

- Kurczę - wyszeptał z dziwną miną Piotr. - Zapomniałem ci powiedzieć, że moje auto jest u mechanika...

- Zepsuło się! - powiedział Mateusz i nie było to pytanie, ale raczej wykrzyczana nadzieja.

- Miałem drobną stłuczkę - przyznał cicho Piotrek i jeśli wcześniej przy stole była grobowa cisza, to w tym momencie stało się jeszcze ciszej, o ile to możliwe. Mateusz zdębiał. Nie dlatego, że nie poradziłby sobie bez auta, ale dlatego, że najwyraźniej umiejętności Piotrka za kierownicą, czy może jakiś niesamowity pech pozostały bez zmian. Czyli egzamin z jego przywiązania do materii miał być jeszcze cięższy. Już dawno nie było w nim tych dwóch dziwnych głosów, które teraz wróciły. Pierwszy mówił: powiedziałeś, że nie ma problemu, więc pożycz mu to auto. To tylko auto. Drugi przestrzegał: nie masz AC. Piotrek jest na malutkiej parafii, z trudem się utrzymuje, jak ci rozwali auto, nie będzie miał za co go naprawić. I kiedy ten drugi głos zaczynał kolejny argument, Mateusz szybko zaczął mówić.

- Piotrek, miesiącami byłem bez samochodu, dam sobie radę przez tydzień. Autentycznie. Nie ma żadnego problemu. Auto możesz wziąć nawet dzisiaj, Zbyszek mnie podrzuci do Strzywąża - powiedział szybko wyciągając z kieszeni kluczyki. Piotr wyglądał jakby wygrał w totolotka, a połowa kolegów z niedowierzaniem kręciła głowami.

- Mateusz, nie wiem, jak ci dziękować - nie posiadał się z radości Piotr. A Mateusz poczuł niesamowitą ulgę. Wiedział, że dobrze zrobił, choć nie wszyscy jego koledzy myśleli tak samo.

- Żony, samochodu i szczoteczki do zębów się nie pożycza - mruknął przechodząc obok niego Michał.

- Chodź, Mati, zabiorę cię - powiedział Zbyszek. - Ale najpierw idź się pożegnaj ze swoim samochodem. Tak w ogóle, to na twoim miejscu rozrysowałbym sobie całą karoserię na kartce i pozaznaczał, gdzie na masce są jakieś zadraśnięcia - śmiał się Zbyszek.

- Nie ma żadnych - uśmiechnął się Mateusz.

- Obawiam się, że to już wkrótce nie będzie prawdziwe stwierdzenie - dodał jeszcze Zbyszek i wyszli z jadalni przestronnej plebanii Mirka. 

***

- Może to i dobrze, że przez tydzień będę śmigał na rowerku? - mówił sam do siebie Mateusz sapiąc po każdym słowie, bo właśnie pompował powietrze do dętek swojego roweru, który dostał kilka lat temu od przyjaciół na urodziny. Niestety, od tego czasu użył go pewnie też zaledwie kilka razy. Dzisiaj miał jechać na spowiedź do odległej o 12 kilometrów parafii i pomyślał, że pierwszy dzień bez samochodu rozpocznie na rowerze. Miał dobrych kilkanaście kilogramów nadwagi i od dawna myślał, żeby odkurzyć rower. Po przygotowaniu Gianta jeszcze przez kilka minut zastanawiał się, czy ubrać się w sutannę, czy lepiej włożyć ją do plecaka. Ostatecznie postanowił włożyć do plecaka, ale niestety nie mógł go nigdzie znaleźć. Po chwili przypomniał sobie, że zostawił go w... samochodzie.

- Cóż? Trzeba dać świadectwo! - powiedział głośno do siebie. Ubrał sutannę i wskoczył na rower. Wskoczył - to może zbyt energiczne słowo. Usiadł na siodełku. Poprawił sobie sutannę i wyjechał z plebanijnego podwórka.

- Ho, ho! Teraz to ksiądz jest naprawdę jak ten ojciec Mateusz z filmu! - krzyknęła za nim sąsiadka. Mateusz uśmiechnął się i zwrócił w kierunku kobiety, aby pomachać jej ręką.

- Życie jest lepsze niż film, pani Bożenko! - krzyknął wesoło i w tym momencie poczuł, jak coś mu ściąga w dół prawe kolano, tak że nie mógł sobie poradzić z pedałem, który w sposób naturalny pchał jego stopę w górę. Rąbek sutanny wciągnął się między łańcuch a zębatkę. Usłyszał jeszcze dźwięk drącego się materiału, po czym z całym impetem uderzył w kosz na śmieci.

Jeremiasz Uwiedziony

Ilustracja Marta Promna

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Artykuły

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka 22

Opiekun nr 22(509) od 22 października 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in. o pracującej w Etiopii Magdalenie Fiec, która odkryła swoje misyjne powołanie podczas studiów na Politechnice Śląskiej.

Zamów prenumeratę

 

kwartlanik

Kwartalnik "Opiekuna" -
Okno Wiary 2(10) 2017

w którym pragniemy rozmawiać z naszymi Czytelnikami o wierze, Kościele, rodzinie i historii.
W najnowszym numerze o św. Józefie

ARCHIWUM KWARTALNIKA

banner
figazmakiem
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej