Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2016-05-10 11:34:04

Jej uśmiech i smutne oczy

jej usmiech

O tym wszyscy wiedzieliśmy od zawsze. Chyba każdy i to od pierwszej chwili, kiedy zobaczył w telewizji, czy na zdjęciu, drobną, przygarbioną sylwetkę Matki Teresy z Kalkuty, kiedy ujrzał jej uśmiech i promienne, choć nieco smutne oczy, przeczytał choćby jedną krótką wypowiedź
tej zakonnicy, miał pewność, że to jest Święta. Nie, że to będzie Święta, ale że to JEST Święta.

Wszyscy wiedzieliśmy, że kanonizacja nastąpi bardzo szybko. Mało tego, wielu z nas myślało: po co w ogóle jakiś proces kanonizacyjny? Przecież wszystko jest jasne! A jednak okazuje się, że Kościół w swojej mądrości i zarzucanej mu czasem powolności ma rację. Nie dlatego, że w ramach procesu wiodącego przez beatyfikację do bliskiej już kanonizacji Matki Teresy odkryto coś, co by ją dyskwalifikowało. Wręcz przeciwnie. Ten proces pozwolił nam zrozumieć jeszcze głębiej, z jakimi trudnościami, przede wszystkim wewnętrznymi, zmagała się Matka Teresa, o których nie mieliśmy pojęcia, a które czynią heroiczność jej cnót HEROICZNOŚCIĄ pisaną kapitalikami! Temat ten poruszył niegdyś ksiądz biskup Stanisław Napierała na łamach „Okna wiary”, ja obiecuję do niego wrócić jeszcze przed kanonizacją, ale w tym tekście chciałbym zająć się czymś innym, a właściwie kimś innym.

Zakonnica na zakręcie
Zaczęło się od książki. Dzisiaj jest tyle książek, że trzeba starannie wybierać, zwłaszcza, że dzień trwa przy swoich 24 godzinach i ani myśli, aby się przedłużyć. Przyjaciel „z branży” podrzucił mi pozycję pod tytułem „Zakonnica na krawędzi. O pasjach silniejszych niż narkotyk” i rzuciłem okiem na pierwsze strony, na których współautorka Agata Puścikowska opisuje swoją rozmówczynię, bo ta książka to wywiad - rzeka, siostrę Jolantę Glapkę. I przeczytałem takie słowa: „Latem 1980 roku wyjechała więc do Indii, by najpierw chodzić po górach, a następnie pracować jako wolontariuszka u Matki Teresy w Kalkucie. Ta wyprawa niemal skończyła się tragedią. Siostra Jolanta otarła się o śmierć. Ocalała cudem. Z Indii przywiozła drugie życie i jedno słowo, polecenie z Góry, które będzie jej zawsze towarzyszyć: „Walcz!”. Ten wyjazd okazał się przełomem: w dużym stopniu rzutował na całe życie Jolanty. Po powrocie z Indii przez kolejne trzy lata Jola nadal szukała swojej drogi, drogi swojego prawdziwego powołania. Znalazła ją! Wstąpiła do zakonu misyjnego, do Zgromadzenia Najświętszego Serca Jezusa Sacré Coeur. Jeszcze przed ślubami wieczystymi pracowała w szkole katolickiej. Po ślubach natomiast zaczęła uczestniczyć w tworzeniu katolickich mediów elektronicznych. W połowie lat 90. s. Jola wróciła do wyuczonego zawodu i rozpoczęła wieloletnią pracę z narkomanami w ośrodkach dla uzależnionych i hospicjum dla osób seropozytywnych. Jest też zaangażowana we wspólnotę charyzmatyczną Przymierza Miłosierdzia, w której również (poprzez modlitwę) pomaga się bliźniemu. W końcu założyła Fundację „Pasja Życia”. Jej zadaniem jest niesienie pomocy młodzieży zagrożonej narkomanią i byłym narkomanom, którzy po zakończonej terapii najczęściej nie mają gdzie wrócić, więc wracają w bagno. Z założeniem fundacji wiąże się też gigantyczna budowa ośrodka - Centrum Pasja Życia, w którym podopieczni siostry będą przebywać i otrzymywać (a częściowo już otrzymują) niezbędną pomoc. Prawda, że sporo jak na jedną, skromną (!) zakonnicę?” Zdecydowanie sporo jak na jedną zakonnicę, zresztą, mając w pamięci Matkę Teresę z Kalkuty, chyba już nic nas nie zdziwi, gdy chodzi o kobiety, które poświęcają się całkowicie Panu Bogu, a tym samym i ludziom.

Szukając swojej drogi
Przyznam się, że w lekturze książki byłem dość szybki, aż do miejsca, w którym siostra Jolanta zaczyna opowiadać właśnie o swoim pobycie w Indiach. Dlaczego tak? Z kilku powodów. Po pierwsze, bo właśnie pracowaliśmy nad bieżącym numerem „Opiekuna”, którego głównym tematem miała być Matka Teresa, a więc każde świadectwo osób, które się z nią zetknęły jest cenne. Po drugie, ponieważ osobiście jestem od dawna zainteresowany konfrontacją człowieka wierzącego w Boga chrześcijan, zwłaszcza jeśli chodzi o osobę mocno wierzącą, z kulturami Wschodu, które ciagle są nam przedstawiane, jako zdecydowanie bardziej atrakcyjne z punktu widzenia duchowości, niż nasza chrześcijańska kultura i duchowość. Po trzecie wreszcie, ponieważ sam miałem możliwość być w miejscach, o których mówi siostra Jolanta, choć było już stanowczo za późno, aby osobiście poznać Matkę Teresę, ale było to tak silne przeżycie, że zrodziło się wówczas we mnie marzenie, i ono ciagle jest - a w tych dniach ożywia się jeszcze bardziej - aby wrócić do Kalkuty i choć jeden miesiąc własnego życia oddać jako wolontariusz posługując właśnie tam, pośród umierających. Kiedy czytałem słowa siostry Jolanty powróciły wspomnienia, twarze i, jak już powiedziałem, lista marzeń doznała nagłej zmiany porządku i gdzieś na jej szczyt powędrowało pragnienie związane z Kalkutą. Zdecydowanie więc wyhamowałem i czytałem powoli każde zdanie, wracając do Indii myślami.
Siostra Jolanta opisuje trudności związane ze zdobyciem paszportu w latach osiemdziesiątych, ale ostatecznie wszystko się udało i mogła wyruszyć w wielką podróż „z kuzynem, synem brata mojego taty. Rafał, trochę ode mnie młodszy, studiował etnografię i dlatego palił się do wyjazdu. (...) Mieliśmy gotowy plan: jedziemy w Himalaje na trekking wysokogórski pod Mount Everest, jednak wchodzimy tylko na 5000 metrów”. Tutaj trzeba koniecznie wspomnieć, że siostra Jolanta była bardzo obiecującą alpinistką, co nie powinno dziwić, jeżeli się wie, że jej mentorką na początku była sama Wanda Rutkiewicz. Tak, tak, tak! Dokładnie TA Wanda, która 16 października 1978 roku, w dniu, w którym niejaki Karol Wojtyła zawędrował na sam szczyt kościelnej hierarchii, zawędrowała na najwyższy szczyt świata. „Dobry los sprawił, że nam obojgu tego samego dnia udało się wejść tak wysoko” - powiedział Wandzie Jan Paweł II, kiedy ta ofiarowała mu kamień z Mount Everest. Ale wracamy do Jolanty, która nie jest jeszcze siostrą, a nawet wcale nie myśli o zakonie, bo myśli głównie o górach. Dlaczego więc w jej planie podróży pojawia się również Kalkuta? „Od młodości, od szkoły średniej, miałam marzenia, by zostać świecką misjonarką. Chciałam jechać w odległe kraje, świat mnie fascynował. Chciałam po prostu pomagać biednym. Niekoniecznie miały te marzenia wymiar ewangelizacyjny. Raczej chodziło mi o pomaganie ludziom. Miałam poczucie, że mnie nic nie brakuje, a ludzie gdzieś daleko nie mają nic. Czytałam sporo książek, również na tematy misyjne. Postaci świętych, misjonarzy, jakoś mnie mocno fascynowały. Pod koniec lat 70. ubiegłego wieku w Polsce zaczęło się mówić o Matce Teresie z Kalkuty. Zafascynowała mnie ta postać i jej praca. I po prostu chciałam ją poznać i mieć udział w jej dziele. Wiedziałam, że do Kalkuty, do umieralni, którą stworzyła Matka Teresa, przyjeżdżali ludzie z całego świata jako wolontariusze. Czemu ja miałabym tam nie pojechać? Więc połączyłam pasję górską z chęcią pomagania. Proste”.

Podróżowanie po Indiach
Szczerze mówiąc aż takie proste się to bynajmniej nie okazało. Choćby podróż, która odbywała się głównie pociągami, była nie lada wyzwaniem. „Pamiętam obskurne stacyjki, ogromną biedę z nędzą i wszędzie tłumy, tłumy ludzi. Ludzie przemieszczali się z miejsca na miejsce właśnie tymi brudnymi i rozklekotanymi pociągami. Wagony i całe składy naprawdę wyglądały licho i nie były wygodne. Gołe deski, straszliwy huk. Cały czas otwarte okna i nieznośny, lepki upał i średnio przyjemny zapach zewsząd. Jeździło się w tych pociągach w warunkach znacznie gorszych, niż obecnie przewożone są w Polsce zwierzęta”. W tym miejscu nie mogę nie podzielić się swoimi wspomnieniami z podróży po Indiach. Oczywiście nie miałem takich trudności z paszportem, a i sama organizacje podróży była o tyle łatwa, że przebywaliśmy tam na zaproszenie przyjaciela księdza pracującego w Nuncjaturze Apostolskiej w New Delhi. Pociągi też były w nieco lepszej kondycji, a nasze w nich miejsca wręcz luksusowe. Niemniej jednak, kiedy ksiądz Tomek polecił nam, abyśmy przed wyjazdem zaopatrzyli się w łańcuchy, wzięliśmy to za żart. I niektórzy z nas tych łańcuchów nie kupili, więc ks. Tomasz upierał się, abyśmy to uczynili już na miejscu. Po co te łańcuchy? Do przytwierdzania naszych bagaży do naszych miejsc w pociągu. Nasze przejazdy pociągami były głównie nocne, więc aby podczas snu nikt nas nie pozbawił bagażu, należało go „przykuć” do jakiejś rury! Oczywiście dla nas wszystko skończyło się dobrze, nikt nam bagaży nie ukradł i nawet myśleliśmy, że kolega zbyt przewrażliwiony i dopiero z książki siostry Jolanty zrozumiałem, że jednak kolega miał rację. Proszę posłuchać: „W końcu wyruszyliśmy w podróż do Nepalu. I tam dopiero doświadczyliśmy „klimatów”... Do końca życia ich nie zapomnę: odjeżdżaliśmy z małej stacji Jamena na północny zachód od Delhi. Rano, przed wyjazdem, czytałam jeszcze Księgę Hioba. Wieczorem wiedziałam dlaczego... Wsiedliśmy do pociągu. Cały swój dobytek mieliśmy w plecakach. W jednym z nich trzymałam wszystko, co najważniejsze - paszport, pieniądze i bilety powrotne do Polski. Do dziś mam przed oczami tę filmową scenę: malutka, cieniutka rączka wsuwa się przez okno pociągu i zaraz znika. A wraz z nią z półki znika nasz bagaż! Nawet nie było, jak szukać tego dziecka. Zmuszeni byliśmy powrócić do Delhi. Tam dostaliśmy paszport konsularny, ale z tym dokumentem można było albo zatrzymać się w Indiach, albo wrócić do Polski”. Chyba nie muszę mówić, że siostra się nie poddała, bo przecież miała w planie jeszcze Kalkutę. Wszystkie perypetie, jakie spotkały siostrę zanim dotarła do Kalkuty i w samej Kalkucie znajdziecie w książce, a ja jeszcze przytoczę jej słowa ze spotkania z Matką Teresą, które zmieniły jej życie.

Spotkać Świętych
„Po chorobie, po wyjściu ze szpitala spotkałam Matkę Teresę. Poprosiłam o spotkanie, a siostry umówiły mnie właśnie po pracy, w domu generalnym. Pamiętam do dziś, jak pędziłam na piętro domu, żeby się z nią spotkać. Miałam to szczęście, że akurat Matka Teresa przebywała w zgromadzeniu. Przecież często jeździła po całym świecie. Przedstawiłam się, a ona zaczęła mi opowiadać o... sytuacji w Polsce! Rozmawiałyśmy po angielsku. Matka mówiła o strajkach, o „Solidarności” i widać było, że jest tym przejęta, że to dla niej ważne. Ale to jeszcze nie było najistotniejsze. Patrzyłam jej w oczy, ona zwracała na mnie uwagę, ale jednocześnie była gdzieś daleko. Poświęcała mi swój „ludzki” czas, ale była również oddana czemuś więcej. Swój „wieczny” czas poświęcała Bogu. W Nim miała zaufanie. Spotkanie z nią było trochę jak spotkanie z Bogiem. W niej czuło się obecność Pana Jezusa. To przełomowy moment w moim życiu. Takich chwil się nie zapomina”.
Jak już wspomniałem, ja osobiście nie miałem okazji spotkać Matki Teresy, ale byliśmy w jej domu zakonnym w Kalkucie, w kaplicy, w której się modliła, przy jej grobie, w umieralni, którą założyła i wrażenia są podobne do tych, o których mówi siostra Jolanta. Podczas tej samej podróży miałem okazję spotkać innego Świętego (choć „oficjalnie” wie o tym niewielu) ks. Mariana Żelazka. I choć byłem już wtedy księdzem i nie potrzebowałem jeszcze trzech lat, jak siostra Jolanta zanim wstąpiła do zakonu, to ta podróż była bardzo ważnym etapem w umacnianiu mojego przekonania, że wybór Chrystusa nie tylko jest najlepszym wyborem i żadna inna duchowość (z całym szacunkiem) nie wytrzymuje konfrontacji, ale też daje słabym ludziom taką moc, że są w stanie zmieniać świat. Dosłownie. A na zakończenie jako dedykację dla siebie samego i Czytelników proszę przyjąć słowa, które powiedział (jeszcze nie) siostrze Jolancie jej kolega, kiedy wróciła z jednej ze swoich licznych w młodości wspinaczek w góry: „Wspinać się fizycznie to każdy głupi umie. Ty, Glapka, duchowo się powspinaj. To trudniejsze”.

Tekst ks. Andrzej Antoni Klimek
Fot. ks. Tomasz Buliński

Fot. Siostry ze Zgromadzenia Misjonarek Miłości podczas rozmowy z pielgrzymami, a na kolejnej stronie - podczas adoracji Najświętszego Sakramentu

Książka

 

 

 

 

 

 

 

Książka „Siostra na krawędzi.
O pasjach silniejszych niż narkotyk”, czyli rozmowa siostry Jolanty Glapki i Agaty Puścikowskiej ukazała się w tym roku nakładem Wydawnictwa WAM. Wszystkie cytaty z siostry Jolanty pochodzą z tej publikacji 

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Artykuły

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka 22

Opiekun nr 22(509) od 22 października 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in. o pracującej w Etiopii Magdalenie Fiec, która odkryła swoje misyjne powołanie podczas studiów na Politechnice Śląskiej.

Zamów prenumeratę

 

kwartlanik

Kwartalnik "Opiekuna" -
Okno Wiary 2(10) 2017

w którym pragniemy rozmawiać z naszymi Czytelnikami o wierze, Kościele, rodzinie i historii.
W najnowszym numerze o św. Józefie

ARCHIWUM KWARTALNIKA

banner
figazmakiem
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej