Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2016-03-01 09:56:32

Łączka - grobowiec Wyklętych

Z Karoliną Wichowską, autorką książki „Łączka”, o poszukiwaniu szczątków polskich bohaterów na warszawskich Powązkach, o ich rodzinach i pracy wolontariuszy.

„W tej opowieści mroczna historia lat stalinizmu przeplata się z wiedzą o najbardziej zaawansowanych technologiach identyfikacji genetycznej - czytamy na tylnej okładce publikacji. - Profesjonalizm naukowców zderza się z emocjami rodzin poszukiwanych - nadzieją, napięciem, bolesnymi wspomnieniami. Podróżujemy między rozkopanym fragmentem warszawskiego cmentarza na Powązkach a najnowocześniejszymi laboratoriami genetycznymi w Szczecinie i Krakowie. Sięgamy do pamięci o komunistycznych kazamatach, brutalnych śledztwach i dzieciństwie bez ojców, by zaraz wybiec w przyszłość, w której metody badawcze wypracowane przez polskich naukowców stają się wzorem do naśladowania na świecie. Wszystko służy jednemu: spłacie długu wobec ludzi, którym zależało na wolnej, suwerennej Polsce”.

W czasie autoryzacji tej rozmowy nie zgodziłaś się na stwierdzenie, że Twoja książka opowiada o poszukiwaniu szczątków elity Żołnierzy Wyklętych. Dlaczego?
Karolina Wichowska: Po pierwsze dlatego, że na „Łączce” pogrzebano nie tylko przedstawicieli elit, ale także szeregowych żołnierzy. Po drugie, co jeszcze ważniejsze, pochowano tam nie tylko Żołnierzy Wyklętych, ale także przedwojennych oficerów, którzy po wojnie nie walczyli w podziemiu, ale zostali oficerami Ludowego Wojska Polskiego. Ba! Jest nawet jeden pilot, który na ochotnika wstąpił do Ludowego Wojska Polskiego, był prześladowany za odmowę współpracy z bezpieką i wtedy uciekł z Polski. Niestety został schwytany. 

Przez blisko pół wieku rodziny bohaterów nie mogły zapalić zniczy na ich grobach. Dlaczego przez tyle lat, miejsca ich pochówku utrzymywane były przez władze komunistyczne w tak ścisłej tajemnicy? 
Jeśli istnieją groby, trwa pamięć o tych, którzy w nich spoczywają, a władzom komunistycznym chodziło o to, by ta pamięć jak najszybciej umarła. Ale mimo usilnych starań, jak widać, plan im się nie powiódł. 

Rozmawiałaś z wieloma krewnymi tych wspaniałych żołnierzy, których szkielety odnaleziono na tzw. „Łączce”. Którzy z nich najbardziej zapadli Ci w pamięć?
Historia każdej z tych osób i każdej z tych rodzin jest inna i trudno je porównywać, jednak tym, co szczególnie zwróciło moją uwagę były dzieci uwikłane w te straszne historie. Pierwsza przychodzi mi na myśl córka rotmistrza Pileckiego, Zofia, która będąc nastolatką bardzo dzielnie mierzyła się z rozszalałą propagandą skierowaną przeciw jej ojcu. Pani Zofia podzieliła się ze mną nie tylko dramatycznymi wspomnieniami, lecz także tymi najbardziej pogodnymi, z lat przedwojennych, gdy razem z rodzicami i bratem mieszkała w Sukurczach. Matka pracowała wówczas w szkole, a rotmistrz pod jej nieobecność opiekował się dziećmi w domu. W dodatku opiekował się tak twórczo, że cała trójka świetnie się przy tym bawiła. Ciekawe, prawda? Witold Pilecki, polski superbohater, był babysitterem!  To zupełnie nie pasuje do stereotypu przedwojennego oficera: człowieka skoncentrowanego na własnej karierze i raczej zdystansowanego wobec świata dzieci. Pani Zofia opowiadała też, że rotmistrz od najmłodszych lat uczył ją i jej brata szacunku do przyrody. Uczulał dzieci nawet na to, żeby przypadkiem nie nadepnęły na biedronkę. 

Inny przykład?
Pan Krzysztof, syn Edmunda Bukowskiego, całe swoje dzieciństwo spędził bez ojca i znaczną jego część bez matki. Ojciec padł ofiarą mordu sądowego, a matkę zamknięto w więzieniu. Siedziała m. in. w tzw. więzieniu izolacyjnym. Ściany były pomalowane na czarno, okno zamalowane grubą warstwą farby. Miała zakaz widzeń, nie mogła nawet czytać książek. Robiła wszystko, żeby nie zwariować, bo osadzanie w takich zakładach właśnie do tego miało prowadzić skazanego. Twierdziła, że od szaleństwa uratowała ją myśl o konieczności powrotu do dziecka. Wypuszczono ją, kiedy Krzysztof miał 10 lat. Do tamtego czasu wychowywali go dziadkowie. Nie ukrywali przed nim, że ojca stracono, a matka jest w więzieniu, ale nie pozwolili też, by popadł z powodu tych dramatów w kompleksy. Wychowywali go bardzo mądrze. Zwróciłam uwagę na to, że pan Krzysztof, mimo tak trudnych doświadczeń, jest bardzo pogodną osobą, podobnie zresztą, jak większość dzieci ofiar komunizmu, z którymi rozmawiałam. Są zdeterminowani w dążeniu do prawdy, mówią głośno i jasno o tym, co się stało z ich najbliższymi, ale nie mają w sobie zgorzknienia. 

W książce piszesz nie tylko o specjalistach pracujących na „Łączce”, ale także o wolontariuszach. W poruszający sposób opowiadasz o tym, jak jedna z woluntariuszek czyści wydobyte z ziemi kości.
Jedna z wolontariuszek, Monika, prawniczka, opowiadała, że starała się to robić z miłością, bo miała świadomość, że dla tych ludzi, którzy zostali tak niesprawiedliwie oskarżeni i zabici, dotyk jej rąk był po tylu latach pierwszym życzliwym dotykiem zastępującym przytulenie. Dla niej to nie były po prostu anonimowe ludzkie szczątki, podobnie zresztą jak dla reszty pracujących tam osób. 

Dziękuję za rozmowę.

Z Karoliną Wichowską rozmawiała Aleksandra Polewska

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Artykuły

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka 25

Opiekun nr 25(512) od 3 grudnia 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in. rozmowa z kustoszem kaliskiego sanktuarium ks. prałatem Jackiem Plotą, który opowiedział o swojej osobistej relacji z Patriarchą z Nazaretu i o radościach posługi w sanktuarium.

Zamów prenumeratę

 

baner
banner
figazmakiem
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej