Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2016-02-05 09:21:05

Jasna i ta druga strona księży(ca) - 218

- Proszę księdza, mogę księdzu opowiedzieć dowcip? - zapytał go Tomek Miszczak, jeden z jego najlepszych ministrantów.

- Jasne! Mam tylko nadzieję, że nie będzie jakiś durny - roześmiał się Mateusz.

- No... mądry to on nie jest, ale mam nadzieję, że się ksiądz nie obrazi - odparł z niepewnym uśmiechem chłopiec.

- No dawaj! Przecież nie jestem taki obrażalski - zachęcił go Mateusz, który zupełnie nie miał głowy do kawałów i zawsze podziwiał choćby takiego Piotrka Zbójnickiego, który dowcipami sypał, jak z rękawa, że czasami to aż się popłakali ze śmiechu. Tyle tylko, że kiedy potem Mateusz chciał któryś z tych dowcipów komuś powtórzyć, to albo nie pamiętał, albo spalił haniebnie rozpoczynając od pointy albo pomijając najważniejszy aspekt. - Opowiadaj! Jak będzie dobry, to potem sprzedam kolegom, bo dzisiaj mam na kolacji dwóch księży.

- Dobra! Wie ksiądz, jakie są ulubione ryby proboszczów? - zapytał.

- Hmm... Nie wiem, jak inni, ale ja uwielbiam pstrąga - odparł Mateusz.

- Znaczy się, nie chodzi o to, jaką ksiądz lubi rybę, ale jakie są ulubione ryby wszystkich proboszczów - precyzował ministrant.

- Poddaję się, nie wiem - powiedział Mateusz.

- Grube sumy - powiedział z tryumfem Tomek. Mateusz nie od razu załapał. Tomek widząc jego zamieszanie zbladł i przestał się uśmiechać.

- A! Kumam! No tak... grube sumy - wybuchnął wreszcie śmiechem nieco na siłę Mateusz, ale nie chciał, żeby Tomek pomyślał, że poczuł się urażony. Zresztą, rzeczywiście wcale nie czuł się urażony.

- Szczerze ci powiem Tomek, że teraz grube sumy by się przydały, ale akurat teraz, jakby to powiedzieć, żeby pozostać w temacie... Bezrybie. Zupełne bezrybie - uśmiechnął się do ministranta klepiąc go w plecy.

- Jak to bezrybie? -  zdziwił się chłopak. - Przecież dopiero co skończyła się kolęda. Ludzie chyba na nowy kościół nie poskąpili...

- Nie poskąpili, wręcz przeciwnie, nasi parafianie są bardzo ofiarni. Ale właśnie ponieważ jest kolęda, to wszyscy teraz chcą pieniądze... - Mateusz znowu uśmiechnął się niewyraźnie.

- Właśnie, niech ksiądz uważa! Słyszałem, że już było kilka napadów na plebanię w tych dniach - powiedział z troską Tomek, a Mateusz uśmiechnął się tym razem bardzo szeroko. To było naprawdę miłe, że chłopak autentycznie się troszczył o swego proboszcza.

- Masz rację! Idę sprawdzić, czy mnie nie okradają - rzucił Mateusz na pożegnanie.

- A nie chce ksiądz wiedzieć, gdzie ten kawał o grubych sumach usłyszałem? - zapytał jeszcze z bardzo poważną miną Tomek.

- Wiesz co? Nie chcę - odpowiedział spokojnie Mateusz.

- A i tak księdzu powiem. U nas w ogólniaku. Nauczyciele tak sobie gawędzili na korytarzu. Tyle dobrego, że nie w naszej parafii. I powiem jeszcze księdzu, że komentarz po dowcipie był taki: „No i jak teraz se wprowadzą ze cztery godziny religii zamiast niepotrzebnej nikomu chemii czy fizyki, to sumy będą mieli jeszcze dorodniejsze”. Niech ksiądz nie myśli, że donoszę, czy coś takiego, zresztą nigdy bym nie powiedział, o których nauczycieli chodzi, a jest ich u nas ponad pięćdziesięciu, ale się wkurzyłem. Czemu tak łatwo jest zawsze liczyć pieniądze w czyimś portfelu i jeszcze uogólniać - zapalił się chłopak. I Mateuszowi dopiero teraz zapaliła się lampka w głowie. Przecież Tomek myślał poważnie o seminarium. Jeszcze mu nic nie mówił, ale dla Mateusza było to oczywiste. I faktycznie takie rozmowy o proboszczach pewnie go nie umacniały. Jeszcze raz zdał sobie sprawę, jak bardzo rację miał ksiądz Dziewiecki, który upierał się, że nie ma kryzysu powołań, jest tylko kryzys z ich rozeznaniem i pielęgnacją.

- Ja tam się Tomku nie przejmuję. Pamiętam, jak szedłem do seminarium i wszyscy mówili, że to dlatego, że mnie żadna dziewczyna nie chce. Ludzie zawsze bzdury gadają...

- A co ksiądz tak z tym seminarium wyskoczył? - zaperzył się Tomek i Mateusz zrozumiał, że się zagalopował i chciał sobie sam strzelić w pysk. Na szczęście, zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, Tomek ponownie zaczął mówić. - W sumie, to ma ksiądz rację. Myślę o seminarium. I jak coś mówią głupiego o księżach, to zaraz biorę to do siebie... A przecież nawet nie wiem, czy mnie przyjmą... W każdym razie mnie się podoba, jak ksiądz te sprawy finansowe poustawiał. Wszystko jest jasne. No to lecę. A o seminarium to musimy sobie na spokojnie porozmawiać - powiedział Tomek i wyszedł.

- Mam to ładnie poustawiane? - zdziwił się głośno Mateusz i myślał o tym przez całą drogę z kościoła na plebanię. Bo tak się właśnie złożyło, że w tym konkretnym momencie swojego proboszczowskiego życia, akurat z pieniędzmi nie mógł sobie dać rady. Kołdra była stanowczo za krótka. Kiedy wszedł na plebanię, usiadł już chyba dziesiąty raz przy stole, wyciągnął resztę gotówki z ostatniej tacy i z kolędy i po raz kolejny przekładał z kupki na kupkę i nie mógł znaleźć wyjścia z sytuacji. Musiał szczerze powiedzieć, że do tej pory cały proces budowy nowego kościoła i drobnych remontów na plebanii przebiegał według harmonogramu, nawet niektóre prace zakończyli przed terminem. A z płacami nigdy nie był szczególnie do tyłu. Wszyscy wykonawcy prac zgadzali się na rozłożenie płatności w czasie i powoli, dzięki wielkiej ofiarności parafian wszystko spłacał. Potem jeszcze Ksiądz Biskup dał pieniądze na dach i wydawało mu się, że najgorsze za nim. Dopiero teraz ten elektryk... Tyle czasu się nie upominał, uspokajał, że jemu się nie spieszy, a teraz chce wszystko i to natychmiast. Prawie 40 tysięcy, których Mateusz nie miał. 

- Których parafia nie ma! - skorygował głośno swoje myśli. - Mateusz też zresztą - dodał nieco ciszej i uśmiechnął się do siebie na myśl o „grubych sumach”. I postanowił, że da sobie spokój z zamartwianiem się, tym bardziej, że i tak nic nie wymyśli, a przecież oczekiwał na Maćka i Piotra, którzy mieli wpaść na makaron z okazji zakończenia kolędy we wszystkich parafiach, w których pracowali. „Może chłopaki coś doradzą?” - pomyślał.

 

***

Kiedy Maciej zobaczył jego minę, tuż po przekroczeniu progu plebanii, natychmiast się zatrzymał i przyglądał mu się uważnie. 

- No co się tak gapisz? - zirytował się Matuesz.

- Mati! Żadnych gadek o pieniądzach, dobra? - powiedział Maciej, a Mateusz zaczął się rozglądać za swoją szczęką po podłodze.

- Ale kto chce gadać o pieniądzach? - obruszył się głośno, a w duchu zastanawiał się: „Skąd on się domyślił?”

- Nie wiem kto, ale tak na wszelki wypadek wolę się zabezpieczyć - odparł Maciej z szelmowskim uśmiechem i rzucił płaszczem na wieszak z przynajmniej trzech metrów. Płaszcz opadł na haczyk perfekcyjnie.

- Jak ty to robisz? - zapytał z niedowierzaniem Mateusz.

- Normalnie. Czytam z twarzy, jak Cyganka z ręki - odparł Maciej.

- Chodzi mi o płaszcz, nie o twoje insynuacje - zauważył cierpko Mateusz.

- A, płaszcz? To ci powiem, że pierwszy raz mi się tak udało. Miałem nadzieję, że spadnie, bo porwała mi się cała podszewka i wstyd w tym chodzić, więc próbuję się zmusić do kupienia czegoś nowego - z rozbrajającą szczerością wyznał Maciej. Cały Maciej. Nigdy niczego nie upuścił, ani nie potrącił przypadkiem. Ale wystarczyło, że mu się przestał podobać, albo dobrze funkcjonować choćby telefon, to zaraz dziwnym trafem „przeciekał” mu przez palce i trzeba było rozejrzeć się za nowym.

- Wiesz co? To ty nie poniewieraj tego płaszcza, tylko mi go daj! Przecież on jest idealny do konfesjonału na zimę - powiedział Mateusz.

- No i właśnie takiego podobnego szukam, bo rzeczywiście jest idealny. Ale tobie takiego obszarpańca nie dam, bo jak cię znam, to jeszcze wszystkim powiesz, że ja ci go sprezentowałem. Już jest przeznaczony dla naprawdę potrzebujących, a nie dla kogoś, kto się lubuje w „grubych sumach” - uśmiechnął się Maciej.

- Ty też znasz ten dowcip? - zdziwił się Mateusz.

- Stary jak świat - odparł Maciej - Obleciał już chyba wszystkie prominentne grupy zawodowe, a teraz przyszedł do nas.

- No właśnie, a ja potrzebuję 40 tysiaków na już - wyrwało się Mateuszowi, zanim zdążył pomyśleć.

- Wiedziałem, że tak będzie - z udawanym znudzeniem westchnął Maciej. - Słuchaj, nie psuj dzisiaj wieczoru, bo Piotrek jest już dość zdołowany. A ja cię zapewniam, że jutro twój problem się rozwiąże, ok? Dzisiaj zero rozmów o pieniądzach!

- Ale...

- Na 100% jutro masz problem rozwiązany, koniec!

Jeremiasz Uwiedziony
Ilustracja Marta Promna

CDN. Wszystkie imiona i fakty w powyższym opowiadaniu są fikcyjne i jakiekolwiek podobieństwo do rzeczywistości jest całkowicie przypadkowe i niezamierzone.


Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Artykuły

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka

Opiekun nr 21(508) od 8 października 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in. rozmowa z postulatorką służebnicy Bożej z diecezji kaliskiej s. Włodzimiry.

Zamów prenumeratę

 

kwartlanik

Kwartalnik "Opiekuna" -
Okno Wiary 2(10) 2017

w którym pragniemy rozmawiać z naszymi Czytelnikami o wierze, Kościele, rodzinie i historii.
W najnowszym numerze o św. Józefie

ARCHIWUM KWARTALNIKA

banner
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej