Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2015-11-17 11:20:06

Droga do nikąd

Imię Mojżesza niesie w sobie pewną tajemnicę. Biblia wskazuje okoliczności jego nadania i osobę, która to imię wymyśliła - księżniczkę egipską. Wydobycie chłopca z wody potraktowała ona jako jego narodziny. Wtedy Mojżesz narodził się powtórnie, uniknął śmierci, jaka mogła go spotkać z rąk Egipcjan. Jego życie rozkwitło na nowo.

Owo imię niosło w sobie pamięć o tym wydarzeniu. Ilekroć było wypowiadane, rozlegały się słowa o ocaleniu. Docierały one do jego uszu. Słyszało je otoczenie. A może i z nadzieją wypowiadała je prawdziwa matka Mojżesza. Kim będzie ów chłopiec, skoro w tak niezwykły sposób spoczęła na nim ręka Boga?

To znaczy ocalony

Mówiąc o imieniu Mojżesza warto zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz. To imię przypomina niektóre imiona egipskie, dobrze znane nam z historii, jak choćby Ramzes czy Tutmozis. I nie chodzi tu wcale o to, że są to imiona władców. W każdym z nich jest zawarte słowo podobne do imienia Mojżesz, które znaczy „ocalony”. Tyle, że jest jeszcze coś: dodatek będący imieniem pogańskiego bóstwa. Ra to bóg słońca. Egipcjanie uważali go za stwórcę ładu. Tut (lub Tot) to bóstwo księżyca, władało ono mądrością i pomagało Ozyrysowi w ocenianiu ludzkich uczynków. Tak więc imiona faraonów oznaczały ludzi ocalonych przez bóstwa egipskie, ludzi cieszących się ich opieką. Czy nasz bohater mógł wpierw mieć imię brzmiące podobnie? Jest to prawdopodobne, gdyż nadała mu je Egipcjanka będąca poganką. I pewnie też w przełomowym momencie swego życia dokonał on zmiany. Odrzucił imię pogańskiego bóstwa, by zrobić miejsce dla Boga, który faktycznie ocala i zbawia. Porzucił to, co jest nicością na rzecz Tego, który prawdziwie istnieje. Rozpoczął drogę, którą będzie przechodził jego naród. Zapoczątkował zmaganie, jakie czeka każdego człowieka poszukującego Prawdy. Choć Biblia o tej zmianie milczy, to możemy się jej domyślać. Czemu zatem wydarzenie to zostało okryte milczeniem? Pewnie dlatego, by od samego początku nie sugerować, iż człowieka może ocalić ktokolwiek inny poza Jedynym Bogiem. Ale by doszło do spotkania z Wszechmogącym Mojżesz będzie musiał jeszcze przejść długą drogę, zaś u jej początku stały trudne wydarzenia.

Dwa domy

Pierwsze miesiące chłopca upływały pomiędzy dwoma domami. Jeden naznaczony był niewolą, ubóstwem i cierpieniem. Drugi otaczał przepych, bogactwo i duma. Pierwszy był domem rodzinnym. Jego wartością była rodzicielska miłość. Drugi był tym, do którego chłopiec został przygarnięty. I w nim księżniczka egipska starała się zapewnić temu, którego traktowała jak własne dziecko wszystko, co uznawała za potrzebne do życia. Z czasem chłopiec podrósł na tyle, że nie potrzebował już pokarmu matki. Pozostał na egipskim dworze. Czy miał styczność z domem rodzinnym, czy ktoś mu o nim powiedział? Tego nie wiemy. Możemy natomiast przypuszczać, że na dworze egipskim poznawał wszystko to, co było potrzebne przyszłemu księciu. Zapewne ćwiczył się w sztuce walki. Poznawał prawa, obyczaje i wierzenia egipskie. Wsłuchiwał się w pouczenia mędrców. Może nawet uczył się tajników egipskiego pisma. Ale w tym wszystkim musiał odczuwać jakiś niedosyt. Czegoś było mu brak. Dostojne mury pałacu skrywały w sobie jakąś tajemnicę, a w sercu był niepokój i tęsknota, choć dorastający Mojżesz miał to wszystko, czego mógł zapragnąć człowiek cieszący się jego pozycją.

Krew na pustyni

Zmiana rozpoczęła się w chwili, gdy ktoś powiedział mu o jego pochodzeniu. Bo jak inaczej wytłumaczyć jego decyzję, by pójść i odwiedzić swoich rodaków. To, co zastał, poraziło jego oczy. Widział ludzi przygniecionych ciężką pracą. Nie służyła ona ich życiu, ale pochłaniała je, jak jakiś mityczny potwór. Chyba po raz pierwszy zrozumiał, skąd brał się luksus otaczający jego życie. Poznał, jaka była cena pałacowego dostatku. I podobnie jak w sercu każdego młodego człowieka, zawrzał w nim gniew i oburzenie, niezgoda na to, co zobaczył, pragnienie zmiany świata. Impuls do działania dał następny widok. Oto Egipcjanin bił jakiegoś Hebrajczyka. Przecież ten bity był jego rodakiem. Poczuł się tak, jak gdyby razy spadały na niego samego. Nie chciał pozwolić na niesprawiedliwość. Teraz przeszedł do czynów. Musiał działać z rozmysłem. Najpierw upewnił się, że nikt go nie widzi. Wtedy zabił Egipcjanina, a jego ciało ukrył w piasku. Był przekonany, że w ten sposób ocali swój naród, wyzwoli go z cierpienia. Uważał, że jedyną ceną za krew prześladowanego może być krew prześladowcy. Siłę bezprawia można jedynie pokonać siłą. Jeśli zniknie prześladowca - zniknie także cierpienie i niesprawiedliwość. Tę lekcję pewnie wyniósł z pałacu, w którym mieszkał. Dawały ją dworskie intrygi, ciche zabójstwa, słowa zrzucające z urzędów. Tam władzę miał ten, kto był mocny. A on czuł się mocnym, choć jego zachowanie świadczyło o tym, że obawiał się silniejszych od siebie. Bał się, żeby ktoś go nie zobaczył. To, czego dokonał rodziło się w strachu i niosło ze sobą strach. Jak kruche było dzieło wyzwolenia, miał się wkrótce przekonać. Teraz był przekonany, że piasek pustyni wchłonął rozlaną krew i skrył jego czyn. Mojżesz uważał, że na świecie jest o jednego złoczyńcę mniej. Czyż nie jest to droga do wyzwolenia jego rodaków? Jeśli za nim poszliby następni, to czyż w oparciu o ich siłę nie dałoby się zbudować sprawiedliwego świata? Te myśli zacierały głos sumienia. I pewnie też nie pozwoliły widzieć strachu w oczach człowieka, którego, jak mu się wydawało, ocalił.

Zło i strach

Plany, jakie niósł w sercu, rozwiały się wraz z przyjściem następnego dnia, jak poranne chmury. Mojżesz znów poszedł do swoich rodaków. Zobaczył kłótnię dwóch Hebrajczyków. Od słowa przeszło do rękoczynów. Silniejszy brał górę nad słabszym. Czynił mu to, co czynili ich egipscy ciemiężyciele. Niósł w sobie to samo zło, jakiego doświadczał. Mojżesz postanowił ich rozdzielić. Chciał również zrozumieć to, co się stało. Postawił pytanie: dlaczego? Przypomniał, że bity człowiek jest przecież rodakiem. Odpowiedź, jaką usłyszał przeraziła go. I nie chodziło tylko o to, że ten, który czynił krzywdę, zapytał go o to, kto mu dał władzę rozsądzania ich spraw, kto uczynił go ich przełożonym. On zapytał o coś więcej. Czy Mojżesz zabije go tak, jak zabił Egipcjanina? Te słowa przecięły go jak miecz. Nie był wyzwolicielem. Zło zamiast wolności niosło kolejne zło i strach. A do tego sprawa się wydała. Człowiek, którego wczoraj chciał ratować musiał rozpowiedzieć wszystkim o tym, co się wydarzyło. Nie zdołał zgromadzić ludzi, którzy pójdą za nim. Pozostał sam jeden wobec potęgi Egiptu. Nie mógł liczyć na swych rodaków. Jedyne, co mu pozostało, to ucieczka.

tekst i foto ks. Krzysztof P. Kowalik

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Artykuły

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka

Opiekun nr 21(508) od 8 października 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in. rozmowa z postulatorką służebnicy Bożej z diecezji kaliskiej s. Włodzimiry.

Zamów prenumeratę

 

kwartlanik

Kwartalnik "Opiekuna" -
Okno Wiary 2(10) 2017

w którym pragniemy rozmawiać z naszymi Czytelnikami o wierze, Kościele, rodzinie i historii.
W najnowszym numerze o św. Józefie

ARCHIWUM KWARTALNIKA

banner
figazmakiem
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej