Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2015-08-14 11:07:40

Pierwszy kwiat na drzewie amerykańskiej świętości

Kiedy przegrywamy walkę o nasze wartości na polu kultury
a nasza architektura „gubi się” w gąszczu nowoczesności
może warto powrócić do świętości?

esejPrzyznam, że pomysł, aby napisać o pierwszej urodzonej na amerykańskiej ziemi kanonizowanej Świętej, nie przyszedł mi do głowy ze względu na zainteresowanie tą, skądinąd ciekawą, postacią, ale narodził się, kiedy nie pierwszy raz przeszedłem obok jej sanktuarium spacerując po dolnym Manhattanie w okolicach Battery Park, tuż przy miejscu, z którego odpływa darmowy prom na Staten Island (jeden z pięciu okręgów nowojorskiej metropolii zwanych boroughs, pozostałe to bardziej znane Manhattan, Brooklyn, Bronx i Queens). Turyści wsiadają na ten prom nie dlatego, że na Staten Island jest coś ciekawego do zobaczenia, ale ponieważ widać z niego fantastyczną panoramę dolnego Manhattanu. Właśnie tam znajduje się sanktuarium św. Elizabeth Ann Seton. Tak, tak, ten maciupeńki kościółek, który wygląda, jak przyklejony u stóp dwóch nowoczesnych, potężnych wieżowców. I choć tak naprawdę to wieżowce przykleiły się do kościółka, który jest  starszy, to ten obrazek jest ilustracją czy może alegorią na dzisiejszy świat, w którym walory symbolizowane przez budowle sakralne już nie tylko nie przewyższają wszystkiego innego, jak to było kiedyś, ale wydają się być zdominowane przez nowoczesność. Ale ponieważ nam na wartościach chrześcijańskich bardzo zależy, więc choć tłumów nie widać, wchodzimy do kościółka, zapraszam.

Do Włoch po katolicką wiarę
Wyposażenie kościółka jest skromne, proste drewniane białe ławki, spotykane we wszystkich świątyniach różnych denominacji, a w ścianie nad ołtarzem duży witraż, który przedstawia św. Elżbietę Annę Seton z dziećmi. Bo tak właśnie rozpoznała ona swoje posłannictwo: troska o wdowy, dzieci i ich edukację. Ale zanim nasza Święta stała się instrumentem Bożym w tej sprawie musiała najpierw stać się katoliczką, ponieważ została ochrzczona w Kościele Episkopalnym.
Elizabeth Ann Seton urodziła się w 1774 roku w Nowym Jorku, a jej rodzicami byli Richard Bayley i Catherine Charlton, córka episkopalnego pastora. Mama zmarła bardzo szybko, Elizabeth miała trzy lata, a jej ojciec ożenił się powtórnie, często podróżował, a relacje z macochą nie należały do najlepszych. Jednakże Elżbieta należała do bardzo prominentnej i wpływowej rodziny i w wieku dziewiętnastu lat poślubiła Williama Magee Setona z bardzo bogatej rodziny o podobnym statusie. Elżbieta i William mieli pięcioro dzieci. Wkrótce William zaczął przeżywać problemy finansowe, a na dodatek poważnie zachorował. Lekarze zalecili mu zmianę klimatu, więc z żoną i najstarszą córką wyjechali do Włoch, konkretnie do Livorno w 1803 roku. Niestety William szybko umarł. Elżbieta wiele czasu spędza z bogatą rodziną Filippo Filicchiego, który był konsulem USA w Livorno. Za sprawą tej rodziny pielgrzymuje do licznych kościołów toskańskiego portowego miasta, m.in. do Santuario di Monastero, poznając katolicyzm i, jak później opowie, właśnie podczas Mszy św. we wspomnianym sanktuarium otrzyma objawienie od Boga przynaglające ją do przejścia na katolicyzm. Kiedy dwa lata później wróci do Stanów Zjednoczonych, będzie już  katoliczką, a 14 marca 1805 roku zostanie przyjęta do Kościoła w parafii pod wezwaniem św. Piotra (był to wówczas jedyny otwarty kościół katolicki w NY, pisałem o nim na łamach „Opiekuna”).

Prekursorka amerykańskiego życia konsekrowanego
Jako katoliczka Elżbieta Anna Seton rozpoczęła batalię przede wszystkim pomagając wdowom i ich dzieciom. Swoją działalność rozwinęła najpierw w Baltimore gdzie utworzyła szpital i kilka szkół. W 1809 roku Elżbieta korzystała z pomocy ojców Sulpicjanów (którzy przybyli z Francji chroniąc się przed prześladowaniami) i wyjeżdża do Emmitsburga w stanie Maryland, gdzie rok później założy Akademię św. Józefa i Publiczną Szkołę dla katolickich dziewcząt. W tym samym roku założy również katolicki zakon (Siostry Miłosierdzia im. św. Józefa) i poświęci się posłudze ubogim dzieciom. Podkreślmy, że ten zakon był pierwszym zgromadzeniem o takim profilu w USA, a ich szkoła była pierwszą wolną katolicką szkołą w Ameryce. No i jeszcze może warto pamiętać, że z założonego przez nią zgromadzenia narodzi się sześć kolejnych.
Oczywiście z tego skróconego życiorysu wynika, że Elżbieta Anna miała szczęście, bo urodziła się i wychowała w bogatej rodzinie, a następnie równie dobrze wyszła za mąż. Również we Włoszech trafiła na bogatych przyjaciół, a w Baltimore cieszyła się życzliwością biskupa i do tego jeszcze pomocni ojcowie Sulpicjanie. Życie usłane różami, można powiedzieć. Jednak trzeba pamiętać, że przez całe życie towarzyszyła jej silna presja porzucenia swojego katolickiego światopoglądu, który ciągle się rozwijał, jak możemy się dowiedzieć z bogatej epistolografii pomiędzy naszą Świętą a rodziną Filicchich z Livorno. Poza tym borykała się z różnymi konfliktami międzyosobowymi, przeżyła śmierć dwóch córek i innych bliskich krewnych. Sama zmarła na gruźlicę w wieku 46 lat 4 stycznia 1821 roku w Emmitsburgu, gdzie dzisiaj znajduje się bazylika nosząca jej imię. Co ciekawe, również w Livorno w Italii jest świątynia dedykowana pierwszej amerykańskiej Świętej. Niespełna dwadzieścia lat po jej śmierci rozpoczął się proces beatyfikacyjny, ale grubo ponad 120 lat później, dokładnie 17 marca 1963 roku, została ogłoszona błogosławioną przez Jana XXIII i świętą przez Pawła VI, który 14 września 1975 roku nazwał ją „pierwszym kwiatem”, który rozkwitł na drzewie świętości narodu amerykańskiego.

Czy zakonnice w USA zanikną?
Siedzę więc sobie w tym kościółku zbudowanym (w miejscu gdzie niegdyś stał dom rodziny Seton) w 1965 roku, na dziesięć lat przed kanonizacją św. Elżbiety dedykowanym zarówno Świętej jak i Matce Bożej Różańcowej, i przytulonym do pochodzącego z 1800 roku Watson House, typowego budynku kolonialnego, który dzisiaj jest częścią sanktuarium i dumam nad życiem zakonnym. Rozmyślam zarówno o św. Elżbiecie Annie, jak i o dzisiejszych zakonnicach w USA. Wiele się zmieniło. Elżbieta Anna toczyła walkę, aby się odróżnić wraz ze swoim zakonem od otoczenia, a dzisiaj Kościół ma wielki problem z zakonnicami w USA, które bardzo się do świata chcą upodobnić. Również w poglądach. Jest taka konfederacja żeńskich zgromadzeń zakonnych LCWR (80% amerykańskich sióstr), której sprawa ciągnie się w Watykanie od ponad 10 lat, ponieważ siostry te, ugryzione syndromem lat 60., daleko odeszły od nauczania Kościoła. Unika się słowa herezje, ale śmiało można go użyć. Papież Franciszek ma sprawę na przysłowiowej „tapecie”, ale siostrzyczki nie chcą się podporządkować wskazówkom. I pewnie problem, niestety, rozwiąże się wkrótce sam: od lat 60. ilość zakonnic w USA spadła prawie trzykrotnie, a dzisiaj średnia ich wieku to 75 lat. Ale jest też dobra wiadomość, bo istnieje również zrzeszenie sióstr wiernych nauczaniu Kościoła i w dodatku chodzących w habitach (CMSWR), które obejmuje około 20% amerykańskich zakonnic. I tam średnia wieku jest niższa i więcej wspólnot ma nowicjuszki. Więc chyba jednak lepiej trzymać się nauki Kościoła katolickiego i jego wartości, bez względu na to, jak przytłaczająca jest nowoczesność.

Tekst i foto ks. Andrzej Antoni Klimek

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Artykuły

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka

Opiekun nr 21(508) od 8 października 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in. rozmowa z postulatorką służebnicy Bożej z diecezji kaliskiej s. Włodzimiry.

Zamów prenumeratę

 

kwartlanik

Kwartalnik "Opiekuna" -
Okno Wiary 2(10) 2017

w którym pragniemy rozmawiać z naszymi Czytelnikami o wierze, Kościele, rodzinie i historii.
W najnowszym numerze o św. Józefie

ARCHIWUM KWARTALNIKA

banner
figazmakiem
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej