Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2015-07-30 10:05:19

Jasna i ta druga strona księży(ca)

część 204

Mateusz siedział w kaplicy Cudownego Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej już chyba trzecią godzinę z rzędu. Różni księża zmieniali się przy ołtarzu celebrując Eucharystię, grupy pielgrzymów przychodziły i wychodziły, a on sobie po prostu siedział, patrzył na Matkę Bożą, słuchał tych samych czytań na każdej Mszy i różnych homilii. Było mu po prostu dobrze i nie miał najmniejszej ochoty opuszczać tego cudownego miejsca. Co jakiś czas ojcowie, a może braciszkowie paulini spoglądali na niego z ciekawością, ale przecież na samym początku wylegitymował się, że jest księdzem, więc ostatecznie nikt mu nic nie mówił, ani tym bardziej go nie wypraszał z kaplicy. Tak, to jest ten wielki przywilej bycia księdzem, że wszystkie te najważniejsze, najgorętsze miejsca w sanktuariach na całym świecie stoją dla ciebie otworem. Może i jest wiele sytuacji trudnych w kapłańskim życiu, ale jest wiele pięknych i, co tu ukrywać, czasami czuje się swojego rodzaju ekskluzywność zarezerwowaną tylko dla kapłanów, jak tutaj. 

Na dłuższą chwilę powrócił myślami do wszystkich tych pielgrzymek, które przed laty, jako młody chłopak, odbył na pieszo do Częstochowy. Te momenty z różnych lat zlewały mu się w jedno i to samo wspomnienie. Kiedy po setkach kilometrów, niesiony przez euforyczny, choć już wówczas zmęczony tłum, bo najwięcej adrenaliny wydzielało się w szaleńczych niemal tańcach i śpiewach na Alejach NMP, docierał w końcu do kaplicy, nagle całe to napięcie spadało niemal do zera i uchodziło zupełnie wraz ze łzami, które bezwiednie spływały z oczu, kiedy mógł wreszcie stanąć przed obliczem Matki. To były zwykle krótkie chwile, bo tak było zorganizowane wejście pielgrzymów, że można było zaledwie przedefilować przed Obrazem i natychmiast trzeba było robić miejsce dla kolejnych setek i tysięcy spragnionych widoku Twarzy, na której „cięte rysy dwie”. Oczyma wyobraźni widział bardzo wyraźnie, prawie jak na filmie odtworzonym w zwolnionym tempie, oczy Matki Bożej, w które wpatrywał się wówczas poprzez kraty, oczy, które pojawiały się i znikały w miarę jak przesuwał się w bok przed kratami, niemal fizycznie czuł na własnym ciele popchnięcia innych, którzy przybyli razem z nim i stopniowo przesuwali się, naciskani przez tych z tyłu, w kierunku przejścia do bazyliki. Przez jakiś czas opierał się temu tłumowi, ludzie przeciskali się obok niego, aż w końcu i on pozwalał ponieść się dalej, tracił kontakt wzrokowy z Matką Bożą i po chwili już w bazylice, nie mógł się nadziwić, że to już. I to wszystko? Tylko tyle? Tyle dni trudu i tylko tych kilkadziesiąt sekund? Tylko to jedno przedłużone spojrzenie? Kiedy nawet nie udało mi się sformułować choćby jednej intencji, czy przyczyny, które mnie tutaj doprowadziły? Oczywiście, potem w kolejne dni była możliwość, aby spędzić więcej czasu na modlitwie u Matki Bożej, ale szczerze mówiąc, jako młody chłopak, szczególnie z nich nie korzystał. Uczestniczył oczywiście w świątecznej Mszy Świętej na wałach, ale takich mocnych wrażeń i emocji już nie było. No właśnie, wtedy wszystko opierało się na emocjach. Dzisiaj jako ksiądz z dwudziestoletnim stażem przeżywał to wszystko inaczej, choć nieraz tych dawnych młodzieńczych emocji trochę mu brakowało.

Musiała być okrągła godzina, bo kolejna procesja z ministrantami i księżmi wynurzyła się z zakrystii i rozpoczęła się kolejna Eucharystia. Młody ksiądz przewodniczący liturgii zapowiadając intencję mszalną zachęcił, aby wszyscy pielgrzymi przypomnieli sobie tych, którzy prosili ich o modlitwę w tym świętym miejscu. I Mateusz ponownie pomyślał o dwóch mężczyznach, o panu Antonim i panu Zygmuncie. Bardzo starał się, aby nie nazywać ich nawet w myślach „pijaczkami”, albo „menelami”, bo wiedział, jak krzywdzące i uogólniające potrafią być takie epitety. Przez Antka i Zygmunta, przecież przeszli na ty, więc mógł ich tak nazywać, jego samotne pielgrzymowanie przedłużyło się o jeden dzień, ale Mateusz wcale tego nie żałował. Już Pan Bóg wie, dlaczego tak akurat musiało się to wszystko potoczyć. Największe wrażenie wywarł na nim Zygmunt. Antek po prostu wybrał takie życie i nie miał do nikogo pretensji. Nie chciał odpowiedzialności, nie chciał stałej pracy, nie chciał, aby ktokolwiek miał nad nim kontrolę. I życie bezdomnego na dzień dzisiejszy zupełnie go satysfakcjonowało. Jak się wyraził, dopóki mu zdrowie pozwoli, będzie żył wolny jak ptak. Inna sprawa była z Zygmuntem, który napytał sobie biedy poprzez problemy w pracy, a później przez nadużywanie alkoholu i wreszcie zdradę żony. Raz. Jeden, jedyny raz, jak często powtarzał podczas rozmowy z Mateuszem, ale ten jeden raz wystarczył, aby żona zupełnie straciła do niego zaufanie i bez najmniejszych ceregieli, choć mieli trójkę dzieci, wyrzuciła go z domu. I po tym stoczył się zupełnie. A właściwie znalazł się tam, gdzie nikt go nie potępiał i gdzie czasami mógł się normalnie wygadać. Wśród bezdomnych. Pytał Mateusza, czy jeszcze jest coś takiego, jak miłosierdzie i przebaczenie. Oczywiście Mateusz zapewnił go, że jest, ale doskonale wiedział, że dla tego mężczyzny jedynym na to dowodem będzie przebaczenie za strony żony. A skoro ta nie chciała mu przebaczyć, kiedy przez dłuższy czas po rozstaniu starał się wszystko wyprostować, to tym bardziej nie przebaczy mu teraz, kiedy jest zwykłym śmierdzącym bezdomnym, jak sam siebie nazwał. Mateusz ściskał w ręku karteczkę, na której Zygmunt napisał mu numer telefonu i adres swojej żony.

- I nie mów mi pleban, że jak już do tej Jasnej Góry dojdziesz, to się za mnie pomodlisz, bo z tego nic nie będzie - tłumaczył mu Zygmunt.

- Jak to nic nie będzie? Ja naprawdę wierzę w moc modlitwy - z głębokim przekonaniem odpowiedział Mateusz.

- Nic nie będzie, bo ci Matka Boża powie, że Zygmunt się modli o to dwa razy dziennie od siedmiu lat i jeszcze nie wymodlił. A ty co, myślisz, że raz się pomodlisz, i pstryk, już wysłuchany? Bo księdzem jesteś? Tak ci powie Matka Boża, więc ty mi modlitwy nie obiecuj, choć nie mówię, żebyś się nie modlił. No chyba, że modlitwę jego ekscelencji księdza uważasz za lepszą od mojej, bo ja jestem pijak.

- Nie, nie, nic takiego nie powiedziałem - zapewnił szybko Mateusz.

- No dobra. Czyli tak, jak chcesz mi pomóc, to ty musisz pogadać z moją żoną. Taka jest wola Boża! - zdecydowanie powiedział Zygmunt i Mateusz nie potrafił mu odmówić.

Tego pierwszego dnia pielgrzymowania Mateusz już więcej kilometrów nie przeszedł, bo Antoni i Zygmunt zaprowadzili go najpierw do Zenka, któremu w ramach niewypłaconej wypłaty za sprzątanie placu „podprowadzili” kilka butelek piwa i obawiali się, że naśle kogoś, aby ich ukarał. I Mateusz musiał Zenkowi wytłumaczyć, że panowie wcale nie ukradli, tylko po sprawiedliwości się „rozliczyli”. 

- Zenek jest cwaniak, ale księdzu nie podskoczy - zadecydował Antoni.

Mateuszowi nie tylko udało się udobruchać lokalnego biznesmena, ale jeszcze odzyskał dla Zygmunta portfel ze zdjęciem jego dzieci, na którym bardzo mu zależało, a który też w ramach innych wcześniejszych „rozliczeń” trafił do Zenka biznesmena. No i wreszcie Mateusz zabrał swoich leśnych przyjaciół na kolację do restauracji. To znaczy do restauracji ich nie wpuścili tłumacząc, że meneli nie wpuszczają, na nic się zdały tłumaczenia Mateusza, że jest księdzem, że nie wolno tak traktować ludzi. A kiedy jeszcze kelner zaczął pytać Antka i Zygmunta o ginące butelki ze skrzynek z zaplecza restauracji, czy może oni coś o tym wiedzą, to Antek i Zygmunt sami zaczęli gorąco namawiać Mateusza, żeby znaleźli inne miejsce, a nie „u tych rasistów”. No więc poszli na stację benzynową, gdzie nikt ich nie wyganiał i tam spożyli kolację w postaci hot-dogów. Antek zjadł osiem. Nie żeby Mateusz im liczył, ale Antek chciał koniecznie dobić do dziesiątki, bo taki miał rekord, ale nie dał rady. 

Oczywiście, nie tak sobie Mateusz wyobrażał ten pierwszy dzień pielgrzymki, ale teraz siedząc przed Matką Bożą i ściskając w ręku karteczkę z adresem żony Zygmunta, wiedział, że to tak właśnie musiało być. I wiedział, że tutaj kończy się jego pielgrzymka, ale nie kończyła się wynikająca z niej misja. 

Jeremiasz Uwiedziony

Ilustracja Marta Promna

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Artykuły

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka 22

Opiekun nr 22(509) od 22 października 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in. o pracującej w Etiopii Magdalenie Fiec, która odkryła swoje misyjne powołanie podczas studiów na Politechnice Śląskiej.

Zamów prenumeratę

 

kwartlanik

Kwartalnik "Opiekuna" -
Okno Wiary 2(10) 2017

w którym pragniemy rozmawiać z naszymi Czytelnikami o wierze, Kościele, rodzinie i historii.
W najnowszym numerze o św. Józefie

ARCHIWUM KWARTALNIKA

banner
figazmakiem
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej