Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2015-06-03 10:17:22

Jasna i ta druga strona księżyca - cz. 200

rys. Promna

To była jedna z jego najważniejszych dewiz kapłańskich, której starał się trzymać od samego początku. Jeżeli systematycznie prowadzisz kancelarię parafialną każdego dnia i nic nie zostawiasz na później, to masz zawsze wszystko poukładane i nie zaskoczy cię ani prośba o jakieś zaświadczenie, ani tym bardziej wizytacja biskupia, która w końcu zdarza się raz na kilka lat. A dodatkowo jest ten plus, że jeżeli inny ksiądz cię zastępuje, to ma bardzo prosty dostęp do dokumentów i nie musi za każdym razem do ciebie dzwonić, albo się denerwować. I tak jak podchodził do spraw kancelaryjnych, których za bardzo nie lubił, z tym większą ochotą wprowadzał w życie tę zasadę do spraw, które robił z przyjemnością, które go pasjonowały. Właśnie dlatego zawsze się lekko podśmiewał, choć oczywiście bez złośliwości, z kolegów, którzy zaczynali panikować na samą myśl o wizytacji Księdza Biskupa, czy nawet księży wizytatorów, którzy dokonują wstępnej wizytacji, żeby Pasterz Diecezji mógł się zająć rzeczywiście sprawami najważniejszymi.
- Jeżeli mam wszystko na bieżąco prowadzone, to czego miałbym się obawiać? - pytał zawsze Mateusz.
- No choćby tego, że zalecenia z protokołu z poprzedniej wizytacji nie zostały wypełnione - odpowiadał mu jeden z kolegów, ks. Romek, którego Ksiądz Biskup miał odwiedzić trzy dni później. - Wyobraź sobie, że całkiem przypadkiem znalazłem ten protokół wczoraj, bo mój poprzednik gdzieś go wcisnął, że dopiero przy generalnym sprzątaniu biura wyszło to na jaw, a tam tyle rzeczy było wskazanych, jako koniecznych do zrobienia, że teraz nie mam żadnych szans, żeby wypełnić choć jedną z nich - denerwował się ksiądz Romek.
- Romek, nie przesadzaj - uśmiechnął się Mateusz, ponieważ bałaganiarska natura Romka była znana wszystkim księżom z dekanatu, więc ciężko było uwierzyć, że to jego poprzednik coś zawalił. - Co na przykład było w tym protokole?
- No chociażby, że należy coś pilnie zrobić w sprawie pęknięć na ścianach w prezbiterium, bo były szerokie wówczas na 8 milimetrów - odpowiedział zasępiony kolega.
- I ty musiałeś znaleźć protokół powizytacyjny, żeby się o tym przekonać? Znaczy się sam nie widziałeś tych pęknięć w kościele? - pytał Mateusz.
- No pewnie, że widziałem! Teraz to będzie już z 15 milimetrów... No ale przecież ten kościół ma z 250 lat, chyba się nie rozwali akurat w ciągu tych kilku lat mojego proboszczowania... A ty nie bądź taki cwany, bo tobie poprzednik tak ten drewniany kościół odstawił, że tobie zostało jedynie chodzić ze ściereczką i kurze wycierać! Poza tym wiesz, że ja nie mam serca do budynków, mnie ludzie interesują i ich zbawienie - jęknął na koniec Romek i rzeczywiście była to prawda. Był bardzo dobrym duszpasterzem.
- Nie zapominaj, że poprzednik zostawił mi też plac budowy nowego kościoła w stanie dziewiczym - lekko urażony przypomniał Mateusz. - Ale co się będziemy tutaj spierać, podczas wizytacji i tak jest najważniejsze, żeby generał zobaczył jak jest na pierwszej linii frontu i dobrze jest, żeby poznał całą prawdę, bo potem musi jakieś strategie odpowiednie opracować. Przecież nie będziemy urządzać żadnego matrixu... Jak my tu na froncie będziemy malować trawę na zielono i tworzyć na przykład na poczekaniu grupy duszpasterskie, żeby zadowolić szefa, to to nie ma to najmniejszego sensu - Mateusz streścił swoje credo odnośnie wizytacji biskupich.
I rzeczywiście tak podchodził do całej tej wizytacji. I o ile niemal do samego końca był spokojny, to dzisiaj, na kilka godzin przed przybyciem Księdza Biskupa dopadły go wątpliwości. Przede wszystkim dotyczyły one ponad trzydziestoosobowej grupy młodzieży, która miała przyjąć sakrament bierzmowania. Również w tym przypadku Mateusz pozostał wierny swoim przekonaniom i nie wprowadził tzw. indeksów, w których młodzież miałaby zbierać podpisy potwierdzające jej obecność na Mszach Świętych, nabożeństwach i innych spotkaniach.
- Nie jest was zbyt wielu - powiedział podczas pierwszego spotkania z młodzieżą i rodzicami ponad dwa lata wcześniej. - I chociaż widzimy się po raz pierwszy już wasze twarze są mi znajome, a wkrótce zapamiętam pewnie i imiona. Nie widzę więc potrzeby, żebyście musieli zbierać podpisy. Dla mnie wystarczy, że będę was widział. Mam do was pełne zaufanie, ale oczywiście wymagam tego samego, co we wszystkich innych parafiach: spotkanie raz w tygodniu, oprócz tego Msza Święta w każdą niedzielę, nabożeństwa majowe, różańcowe, Roraty, regularna spowiedź. Nie będę sprawdzał obecności, ale będę was bacznie obserwował. I na koniec, na miesiąc przed bierzmowaniem, podejmę, uwaga, arbitralną subiektywną decyzję. I pewnie niektórym powiem: „Bracie, nie widziałem cię prawie nigdy, przepraszam, ale dojrzałości chrześcijańskiej w tobie nie widzę, więc nie będziemy zawracać głowy Panu Bogu i Księdzu Biskupowi ani tobie. Spróbujemy za rok”. Jeżeli się zgadzacie, to bardzo proszę zarówno was, jak i rodziców o podpisanie stosownego oświadczenia. A jeżeli chcecie, to proszę bardzo, kupimy indeksy i robimy jak wszędzie - zakończył Mateusz spotykając się z jednomyślną zgodą wszystkich.
I przez te dwa lata okazało się, że przynajmniej w jego niewielkiej parafii, rozwiązanie sprawdzało się całkiem dobrze. Przede wszystkim młodziaki jak już byli w kościele, to siadali w pierwszych ławkach, żeby ich na pewno widział, dzięki czemu udało się uniknąć sytuacji, które pamiętał z poprzedniej parafii, gdzie po Mszy, czy nabożeństwie do zakrystii zwalało się kilkadziesiąt osób „po autografy” podczas gdy w kościele bynajmniej ich nie było widać. Podczas spotkań, które prowadził on sam, albo zaproszeni księża i świeccy dużo rozmawiali. Oglądali filmy. Dyskutowali. I poza dwoma chłopcami, którzy nie pokazywali się właściwie prawie nigdy i których nie dopuścił do bierzmowania, wszyscy inni wydawali mu się dobrze przygotowani i co najważniejsze, świadomi. Było jeszcze kilka drobnych problemów, ale wizyta w domach rodzinnych załatwiała sprawę. Była więc to dobra grupa. Czego się więc obawiał? Sam dokładnie nie wiedział. Może tego, że byli przygotowani, ale nie byli zdyscyplinowani? Że może Ksiądz Biskup uzna, że czują się zbyt swobodnie w kościele? W grupie było paru kawalarzy, którzy nigdy nie przepuścili okazji, żeby coś zmajstrować... Sam nie wiedział. Ale czuł niepokój. A im bliżej było godziny przyjazdu Księdza Biskupa, tym bardziej się denerwował.
- Uspokój się - mówił sam do siebie - przecież wszystko jest przygotowane. Ministranci są, scholka jest, kwiaty dla Księdza Biskupa przygotowane, kościół wysprzątany, a nawet młodzież ubrała się jak Pan Bóg przykazał, więc co się ciskasz? - próbował się uspokoić.
- Proboszczu, nasz organista zachorował i przyjechał za niego jakiś zastępca. Lepiej niech go ksiądz zobaczy, bo mi się on nie podoba - powiedział Maliński wchodząc do zakrystii.
- Jak to zachorował? - jęknął Mateusz.
- Nie będę księdzu szczegółowo opowiadał, ale ponoć nie wychodzi z ubikacji - odpowiedział stary kowal, a Mateusz pomyślał, że za chwilę dopadnie go ta sama przypadłość.
- A gdzie ten nowy organista? - zapytał jeszcze Mateusz.
- W salce dociera się ze scholką, aż dziewczyny płaczą... Mówię księdzu, że mi się nie podoba. Lepiej niech ksiądz idzie zobaczyć - Maliński kręcił głową z dezaprobatą. - I niech ksiądz już zaświeci światło na kościele, bo Ksiądz Biskup będzie lada chwila.
- Przecież wszystko włączone! - Mateuszowi przeszedł po plecach zimny prąd, którego najwyraźniej zabrakło w instalacji elektrycznej. - Prąd wyłączyli!
- Nie pierwszy i nie ostatni raz - filozoficznie skwitował Maliński, a Mateusz chciał go udusić. Wyszedł na zewnątrz zakrystii w samą porę, aby zobaczyć wysiadającego z samochodu Księdza Biskupa i ks. Romka, który się z nim witał. Natychmiast podbiegł do nich.
- Ekscelencjo, szczęść Boże, serdecznie witam w Strzywążu - powiedział ściskając dłoń hierarchy.
- Szczęść Boże Księże Proboszczu, a co ksiądz taki spięty? Ojciec diecezji przyjeżdża, trzeba się cieszyć - powiedział z uśmiechem Ksiądz Biskup.
- No właśnie! - ks Romek nie mógł sobie darować komentarza i głupkowatej miny.

Jeremiasz Uwiedziony
Ilustracja Marta Promna

CDN. Wszystkie imiona i fakty w powyższym opowiadaniu są fikcyjne i jakiekolwiek podobieństwo do rzeczywistości jest całkowicie przypadkowe i niezamierzone.

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Sławomira, 2015-06-21 17:22:18

Księże autorze Wspaniała książka przeczytałam jednym tchem, przekazałam innym osobom, czekam na następne publikacje Szczęść Boże

Artykuły

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka

Opiekun nr 21(508) od 8 października 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in. rozmowa z postulatorką służebnicy Bożej z diecezji kaliskiej s. Włodzimiry.

Zamów prenumeratę

 

kwartlanik

Kwartalnik "Opiekuna" -
Okno Wiary 2(10) 2017

w którym pragniemy rozmawiać z naszymi Czytelnikami o wierze, Kościele, rodzinie i historii.
W najnowszym numerze o św. Józefie

ARCHIWUM KWARTALNIKA

banner
figazmakiem
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej