Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2015-06-03 10:08:36

Wewnętrzna przemiana

rys. Kapusta

Jezus Chrystus wszystko wywrócił do góry nogami. Odwrócił ekonomię zbawienia, wypełnił Prawo, dał początek Nowemu Przymierzu. Mówił o Pismach w taki sposób, w jaki nie odważyłby się mówić żaden inny rabin.

Używał sformułowań typu: „Napisane jest (…), a Ja wam powiadam…”, czyli dodawał coś do świętych Pism, czasem zaostrzał przykazania, czasem uderzał w ogólnie przyjęte interpretacje i przekonania Narodu Wybranego.
Dokonywał tym samym rzeczy niespotykanej, wręcz skandalicznej. Miał śmiałość nauczać we własnym imieniu, bez powoływania się na inne autorytety, jak to robili nauczyciele żydowscy. Dlatego właśnie mówiono o Nim: „Nauczał ich bowiem jak mający władzę, a nie jak nauczyciele Prawa” (Mt 7, 29). Tak skończył się Stary Testament i zaczął Nowy.
Jednak we współczesnym Kościele można zaobserwować bardzo ciekawe zjawisko: wielu ludzi (a właściwie każdy ma z tym mniejszy lub większy problem), żyje jeszcze jakby w Starym Testamencie. Objawia się to m. in. w przekonaniu, że Bóg przyjmie nas dopiero wtedy, gdy będziemy zupełnie czyści, podczas gdy możemy „wybielić swoje szaty” tylko we Krwi Baranka, a nie swoich wysiłkach i skrupulatności. To jest właśnie podstawowa różnica pomiędzy Starym Testamentem, gdzie najważniejsze dla Izraelity było Prawo, a Nowym Testamentem, gdzie wychwala się „łaskę Pana naszego Jezusa Chrystusa”, która polega nie tylko na wybaczeniu nam naszego grzesznego życia, ale też na uzdolnieniu nas do czynienia dobrze.
Tego uzdolnienia brakowało Narodowi Wybranemu i widać to bardzo wyraźnie. Gdy czytałem Biblię „od deski do deski” to nieraz łapałem się za głowę nie mogąc uwierzyć w to, jak zatwardziały może być człowiek. Sam Jahwe tak powiedział o Izraelitach: „Widzę, że ten lud jest ludem twardego karku” (Wj 32, 9). Mieć „twardy kark” to znaczy być upartym. To byli ludzie, którzy jednego dnia podążali za słupem ognia i dymu sięgających nieba, a drugiego dnia już szemrali przeciw swojemu przywódcy i samemu Bogu. Dzień wcześniej przeszli suchą stopą po dnie morza, a teraz już robią sobie złotego cielca, któremu będą składać hołd. Cuda, które widzieli, w ogóle nie utwierdzały ich w wierze. Zapominali o nich niemal natychmiast i zwracali swoje zainteresowania w inną stronę. Przez cały Stary Testament udowadniali, że własnymi siłami człowiek nie potrafi prowadzić świętego życia.
Co ciekawe, nawet Synowi Bożemu nie udało się tego zmienić w czasie trzech lat swojej ziemskiej posługi. Dwunastu Apostołów, którzy chodzili razem z Jezusem, widząc niezwykłe znaki, jakie czynił i niespotykane dotąd poruszenie jakie zapoczątkował wśród Żydów, nie potrafili się pozbierać po Jego śmierci. Dopiero, gdy Duch Święty zstąpił na nich w dzień Pięćdziesiątnicy i zostali napełnieni „mocą z wysoka” wyszli natychmiast na ulice Jerozolimy i zaczęli głosić zmartwychwstałego Chrystusa. Pierwszym z nich był Piotr, który wcześniej obiecywał wierność swojemu Mistrzowi, ale zawiódł, bo opierał się na swoim postanowieniu i wysiłku. Dopiero teraz, gdy został napełniony Duchem Świętym, był w stanie powiedzieć: „Ukrzyżowaliście Jezusa z Nazaretu” prosto w twarz mieszkańcom Jerozolimy, przed którymi wcześniej zaparł się tego imienia trzykrotnie. Teolodzy uznają ten moment za początek istnienia Kościoła. Jest to też niewątpliwie koniec starania się o zwycięstwo własnymi siłami, a początek zdobywania świętości i poszerzania królestwa Bożego mocą z wysoka.
Ten dzień zapowiadano już w Starym Testamencie. Bóg obiecał Izraelitom: „Dam wam nowe serce i nowego ducha złożę w wasze wnętrze. Wyjmę serce kamienne z waszego ciała, a dam wam serce cielesne. Ducha mojego złożę w wasze wnętrze i sprawię, że będziecie postępowali według moich praw i strzegli moich przykazań i że będziecie je pełnili” (Ez 36, 26-27).
Widzimy zatem jak Bóg chce zaradzić naszej zatwardziałości serca, naszej niemocy do odwrócenia się od grzechu i czynienia dobra. Chce dokonać w nas wewnętrznej przemiany, ducha nowego „złożyć w nasze wnętrze”, co sprawi, że będziemy wypełniać Jego przykazania. Ludzkie wysiłki ustępują miejsca mocy z wysoka. Chwałę ze świętego życia człowieka otrzymuje już nie on sam, ale Duch Święty, który wypełnia tę niesamowitą obietnicę przekazaną przez proroka Ezechiela.
Dlaczego zatem jeszcze wielu z nas „żyje w Starym Testamencie” ciągle opierając się na własnych siłach w dążeniu do świętości? Dlaczego zaznaczamy w kalendarzu dni, w których zgrzeszyliśmy, i dni, w których odnieśliśmy zwycięstwo? Dlaczego szukamy tzw. „skutecznych modlitw”, które najlepiej chronią przed kusicielem? Dlaczego tak często wymyślamy sobie nowe postanowienia, skoro i tak nie możemy ich dotrzymać, tak samo jak św. Piotr? O tej ludzkiej słabości pisze Tomasz a Kempis w swojej małej książeczce „O naśladowaniu Chrystusa”: „O, jak wielka słabość ludzka, która zawsze skłonna jest do wad! Dziś spowiadasz się ze starych grzechów, a jutro znów je popełniasz. Teraz postanawiasz unikać zła, a za godzinę postępujesz, jakbyś nic sobie nie postanawiał”.
W tej słabości sam Bóg przychodzi nam z pomocą. I wcale nie daje nam sił do dalszej walki. Nie podsuwa nam nowych „skutecznych modlitw”, ani nie wzywa do ubierania się w wory pokutne, czy biczowania samego siebie. On chce przemienić nasze wnętrza, aby wypełnianie Jego przykazań było dla nas czymś naturalnym, tak samo, jak dla dobrego drzewa jest czymś naturalnym rodzić dobre owoce.
Jeśli więc mogę ci coś poradzić, to nie przejmuj się tak swoim grzechem. Grzesznicy byli kamienowani tylko w Starym Testamencie. W Nowym są przemieniani przez Ducha Świętego i stają się „nowym stworzeniem w Chrystusie”. Tak więc zamiast skupiać się na walce z grzechem własnymi siłami - proś Boga słowami „przemień moje wnętrze” i „niech już nie ja żyję, ale żyj Ty we mnie” odnosząc się do słów św. Pawła (Ga 2, 20).
Absolutnie nie lekceważę grzechu. Stwierdzam tylko, że zauważając go u siebie powinniśmy zastanowić się nad swoim wnętrzem, z którego wypływają wszystkie nasze myśli i działania. Przyda się tu porównanie Bożej miłości do miłości między zakochanymi ludźmi, które On sam wymyślił i przedstawia m.in. w księdze Pieśni nad Pieśniami. Pomyśl proszę: gdybyś zauważył, że ciągle krzywdzisz osobę, z którą jesteś w miłosnej relacji, to czy wciąż ponawiałbyś postanowienia, że będziesz się lepiej zachowywał, czy raczej byś się zastanowił, czy tę osobę w ogóle kochasz? To drugie wyjście wydaje mi się bardziej naturalne. Zastosuj je więc w swojej relacji z Bogiem prosząc też nieustannie o wypełnienie dzisiaj tej obietnicy, którą przekazał nam prorok Ezechiel (nowe serce i nowy duch darowany przez Boga). To jest dopiero „skuteczna modlitwa”, co potwierdza nie tylko Pismo Święte, ale i moje własne doświadczenie…

Tekst Mikołaj Kapusta
www.DobraNowina.net

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Artykuły

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka 22

Opiekun nr 22(509) od 22 października 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in. o pracującej w Etiopii Magdalenie Fiec, która odkryła swoje misyjne powołanie podczas studiów na Politechnice Śląskiej.

Zamów prenumeratę

 

kwartlanik

Kwartalnik "Opiekuna" -
Okno Wiary 2(10) 2017

w którym pragniemy rozmawiać z naszymi Czytelnikami o wierze, Kościele, rodzinie i historii.
W najnowszym numerze o św. Józefie

ARCHIWUM KWARTALNIKA

banner
figazmakiem
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej