Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2015-05-18 14:44:31

Do zobaczenia w niebie

Działającą w konspiracji Poznańską Piątkę stracono w więzieniu III Rzeszy w Dreźnie. W pożegnalnych listach spod gilotyny pisali: „Do zobaczenia w niebie”.

W chwili śmierci mieli ukończone: Edward Klinik i Czesław Jóźwiak - 23 lata, Edward Kaźmierski - 22 lata, Franciszek Kęsy - 21 lat, a najmłodszy Jarogniew Wojciechowski - 19. Znaleźli się wśród 108 męczenników II wojny światowej beatyfikowanych w 1999 roku przez Jana Pawła II. Teraz są patronami ostrowskiego Liceum Ogólnokształcącego Sióstr Salezjanek.

Poznański dom

Tak naprawdę z „Piątki” dwóch było rodowitymi poznaniakami. W Poznaniu urodzili się Edward Kaźmierski (1919 - 1942) i Jarogniew Wojciechowski (1922 - 1942). Rodzina Czesława Jóźwiaka (1919 - 1942) pochodziła spod Bydgoszczy, a Edward Klinik (1919 - 1942) i Franciszek Kęsy (1920 - 1942) urodzili się na terenie Niemiec. Z czasem wszyscy zamieszkali w stolicy Wielkopolski i połączyło ich salezjańskie oratorium. Czesław, nazywany „tatą”, był autorytetem dla młodszych chłopców. Potrafił im opowiadać barwne historie z „Trylogii” Henryka Sienkiewicza. Najtrudniejszą sytuację rodzinną mieli Edward Kazimierski i Jarogniew Wojciechowski. Ojciec „Jarosia” - alkoholik - odszedł z domu, gdy ten miał 11 lat. Jego i siostrę wychowywała matka i Jarogniew musiał jej pomóc w utrzymaniu rodziny. Podobnie nazywany „kompozytorem” Eda, który wcześnie stracił ojca. Równocześnie grał na fortepianie i skrzypcach, śpiewał w chórze, grał w przedstawieniach i pisał pamiętniki. Jeszcze przed wybuchem wojny wybrał się z Czesławem na pieszą pielgrzymkę na Jasną Górę. W jego „pielgrzymkowym” pamiętniku znalazły się m.in. imiona spotkanych najładniejszych dziewczyn i nic w tym dziwnego, bo często się zakochiwał. Równocześnie modlił się o dobrą żonę. Natomiast Franciszek nigdy nie krył, że chciałby zostać salezjaninem. Codziennie służył do Mszy św. i przystępował do Komunii św., wieczorami odmawiał Różaniec. Najstarszy i najpoważniejszy z „Piątki” był Edward Klinik nazywany „Bebisiem”, który głęboką wiarę zawdzięczał rodzicom, wychowaniu w oratorium i salezjańskiej szkole.

Oratorium i konspiracja

Szczególnym miejscem dorastania Piątki było oratorium przy ul. Wronieckiej w Poznaniu. Przed II wojną światową oprócz służby liturgicznej w kościele, chłopcy brali tam udział w zajęciach towarzystw: Najświętszego Sakramentu, Niepokalanej i św. Jana Bosko, działały też teatr oratoryjny i grupy sportowe. We wspomnieniach pozostało częste „łupanie” w piłkę na boisku oraz wakacyjne wycieczki i kolonie. Jeden z oratorianów Henryk Gabryel tak wspominał Piątkę: „Byli zwykłymi chłopcami, pełnymi planów, marzeń, młodzieńczych figli, takimi, jacy wówczas chodzili po poznańskich ulicach, ale wspólne godziny spędzane w salezjańskim oratorium, poznanie ks. Bosko, jego duchowości i systemu wychowawczego opartego na wartościach płynących z wiary sprawiły, że pozbawieni byli buntu, nienawiści”.

Z chwilą wybuchu wojny Piątka postanowiła walczyć o wolność Polski. Wstąpili do konspiracyjnej grupy Narodowej Organizacji Bojowej. Tam zajmowali się nie tylko kolportażem podziemnej prasy. Jak mówią badający dokumenty pracownicy IPN, powierzono im również działalność wywiadowczą. Mieli przygotować rozpoznanie niektórych obiektów na terenie Poznania zajmowanych przez niemieckie wojsko i zlokalizować poszczególne jednostki. Właśnie wywiadowczy aspekt podkreślali hitlerowscy oskarżyciele w czasie procesu oratorianów.

Więzienne realia

Pierwszy z Piątki został aresztowany Edward Klinik, miał wtedy 20 lat. W końcu wszyscy trafili do niemieckiego więzienia we wrześniu 1940 roku podejrzewani przez gestapo o przynależność do tajnej organizacji politycznej. Przeszli przez ciężkie śledztwo, wiadomo o tym z ich grypsów i ówczesnych realiów. Wtedy najszybszym sposobem wyciągania informacji było bicie, nierzadko do nieprzytomności. Jednak „Nie załamało nas śledztwo, rozdzielenie po różnych celach, terror i uciążliwy głód. Pomimo udręczeń fizycznych, moralnych, stosowanych tortur, gdy tylko drzwi zamykały się za odchodzącym gestapowcem, wracały humor i pogoda ducha. Często współwięźniowie mówili, że jesteśmy jacyś inni i pytali, czy przypadkiem nie jest nam dobrze w więzieniu” - wspominał później Henryk Gabryel. Przez cały czas pozostawali wierni praktykom religijnym. W więzieniu Edward opracował małą książeczkę do nabożeństwa, z której modlił się on i jego koledzy. Dzień zaczynali od śpiewania Godzinek, w październiku modlili się na różańcu zrobionym z chleba. Przed dniami związanymi z uroczystościami ku czci św. Jana Bosko odmawiali nowennę. W Wielkim Poście towarzyszyła im Droga krzyżowa. Panował głód, ale oni decydowali się w Wielkim Tygodniu na ścisły post. W więzieniu nie opuszczało ich również poczucie humoru. Franciszek, który zawsze znany był jako kawalarz, jeszcze trzy miesiące przed śmiercią w grypsie pisał: „Ja się mego humoru jeszcze nie pozbyłem, jeszcze figle płatam. Raz Jantyszkowi schowałem łyżkę i jedli ze Stefanem jedną. Ponieważ była dolewka, jedli bardzo długo. Edziowi „Bebisiowi” (Klinikowi) poprzestawiałem raz meble i na pokrywie kibla napisałem: „Achtung. Giftgas!” (Uwaga, gaz trujący!) i namalowałem trupią czaszkę”.

Listy spod gilotyny

24 sierpnia 1942 roku, po dwóch latach więzienia, zgilotynowano ich. Pozostawili po sobie listy pożegnalne. Pisali w nich o niebie, że idą spokojnie do wieczności i prosili, by modlić się za nich. „Właśnie dzisiaj, tj. 24-go, w dzień Maryi Wspomożycielki przychodzi mi rozstać się z tym światem. Wiem, że Maryja, którą całe życie czciłem, wyjedna mi przebaczenie u Jezusa. Przed chwilą wyspowiadałem się i zaraz przyjmę Komunię Świętą do swego serca. (...) Proszę was, tylko nie płaczcie, nie rozpaczajcie, nie przejmujcie się. Bóg tak chciał. (...) Proszę was bardzo, jeżeli w czymś was obraziłem, odpuśćcie mej duszy. Ja będę się modlił za was do Boga o błogosławieństwo i o to, abyśmy kiedyś razem mogli zobaczyć się w niebie. Do zobaczenia w niebie! - Wasz syn Czesław”. Do tych słów nic nie można dodać.

Młodzi dla młodych

Właśnie Poznańską Piątkę uczniowie, rodzice i nauczyciele z salezjańskiego ostrowskiego Liceum Ogólnokształcącego wybrali na patronów szkoły. To o nich, młodych i pełnych wiary w Boga, pasji i poczucia humoru, mówił w szkolnej kaplicy salezjanin ojciec Andrzej Godyń, który z proboszczem ks. prałatem Pawłem Kostrzewą odprawił Mszę św. 24 kwietnia podczas uroczystości nadania imienia. - To dla nas szczególna chwila. Nasza placówka nosić będzie imiona bohaterów, którzy byli w podobnym wieku, co nasi uczniowie. Poza tym byli związani z naszym regionem. Dlatego są bliscy współczesnej młodzieży - mówiła dyrektor siostra Dorota Grzywacz. Oficjalnego nadania imienia dokonała w imieniu organu prowadzącego Zgromadzenia Córek Maryi Wspomożycielki s. Leokadia Pyzio (na zdjęciu). Natomiast licealiści przedstawili program artystyczny przybliżający Patronów. Dopełnieniem uroczystości były wspomnienia przedstawiciela rodziny o bł. Czesławie Jóźwiaku z Poznańskiej Piątki, którą tworzyli „tacy sami jak my, zakochani jak my”. Przypominać będzie o tym hymn szkoły o tym właśnie tytule.

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Artykuły

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka

Opiekun nr 21(508) od 8 października 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in. rozmowa z postulatorką służebnicy Bożej z diecezji kaliskiej s. Włodzimiry.

Zamów prenumeratę

 

kwartlanik

Kwartalnik "Opiekuna" -
Okno Wiary 2(10) 2017

w którym pragniemy rozmawiać z naszymi Czytelnikami o wierze, Kościele, rodzinie i historii.
W najnowszym numerze o św. Józefie

ARCHIWUM KWARTALNIKA

banner
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej