Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2015-05-07 10:21:28

Za co lubią nas Chińczycy czyli „Batory pod Pskowem”

Za co lubią nas Chińczycy? Odpowiedź na to pytanie możemy odnaleźć w National Museum of China, w którym w galeriach S2 i S3 znajduje się obecnie wystawa pod nazwą Treasures from Chopin’s Country: Polish art from the 15th - 20th  century (Skarby z Kraju Chopina. Sztuka Polska w okresie od XV do XX wieku).

Jak zawiadamia nas strona muzeum, wystawa została otwarta 7 lutego br. i będzie zamknięta 10 maja 2015 roku. National Museum of China to największy tego typu obiekt w Azji. Posiada stałe wystawy obejmujące historię Chin i prezentuje wystawy czasowe, często dotyczących sztuki krajów europejskich. O znaczeniu sztuki w nawiązywaniu kontaktów między państwami i narodami niech świadczy fakt, iż w annałach muzeum znajdują się informacje, że kanclerz Merkel bywa tam regularnie, niekoniecznie z powodu wystawiania sztuki niemieckiej. A nawet jada śniadania na tarasie muzeum z ważnymi postaciami życia politycznego Chin. Francuzi i Włosi płacą tu gotówką za udostępnienie powierzchni dla swojej sztuki.

Czy cieszy nas wystawa?
III RP „sprężyła się błyskawicznie” po 25 latach wolności i wysłała około 350 różnych obiektów muzealnych, głównie z Muzeum Narodowego w Warszawie dla wypełnienia udostępnionych 1800 metrów powierzchni, ale niestety „pieniędzy zabrakło” i Chińczycy muszą płacić 20 RMB za wejście na polską wystawę, gdy tymczasem do tzw. zbiorów chińskich, czyli na wystawy stałe, jest wstęp wolny.
A ja ciągle pamiętam, jak to jedna „ministra” wyjęła z szuflady kilka milionów PLN i „dołożyła za bilety” na występ niejakiej piosenkarki Madonny na Stadionie Narodowym w Warszawie. Oczywiście media polskie też nie mają dostatecznych budżetów, aby polecieć do Pekinu i sprawdzić, jaki jest odbiór tej największej w historii Polski (!) wystawy polskiej sztuki na świecie. Na szczęście prestiżowy (i bardzo drogi) Hotel Kempinsky w Pekinie „sam z siebie” poleca wystawę Treasures from the Chopin’s Country jako jedno z kilku wartych odwiedzenia miejsc przez niebiednych gości hotelu z Chin i z całego świata. W naszym kraju po otwarciu wystawy pojawiły się zaledwie niewielkie artykuły w „Rzeczpospolitej”, „Gazecie Wyborczej” i w „Newsweeku” oraz na różnych portalach internetowych. Poza tym znajdziemy niemal wyłącznie wywiady z kuratorką wystawy panią profesor Poprzęcką. Kiedy 7 lutego wystawa była otwierana, polskie media osiągały szczyt histerii w związku z Oscarem dla „Idy” i zupełnie pominęły otwarcie pierwszej historycznej wystawy sztuki polskiej w najpotężniejszym państwie Azji, a może i świata. Bo niby co tam było: Matejko i Wyspiański? „Nuda i żenada, nie?” Więc stosownie do tego stanu ducha polskich mediów materiał informacyjny z wystawy, jeśli już był, to był tak skrojony, żeby się nam w głowach nie poprzewracało. Bo niby „co się takiego stało?”

Czym się chcemy pochwalić?
To, że wystawa nie jest taka jak zawsze, zawdzięczamy głównie Chińczykom. To znaczy nie musimy się wstydzić za jakieś badziewie sponsorowane przez budżety państwowe, a będące „nieustającym hymnem politycznej poprawności i pedagogiki wstydu”. Ale najpierw parę słów o tzw. misji informacyjnej polskiej prasy. No więc w Gazecie Wyborczej niejaki Stanisław Szabłowski postanowił nam „osobiście streścić wystawę” („Batory pod Pekinem - polską sztukę zobaczą w stolicy Chin 2 miliony ludzi” z 4 marca 2015) i „siecze” ekspozycję w takich oto słowach: „Wystawa pokazuje sztukę, ale chce opowiadać o historii. Jej tytuł - „Skarby z kraju Chopina” - brzmi jak ze szkolnego wypracowania. I rzeczywiście, kiedy oglądam „Skarby...”, czuję się, jakbym znów był w szkole. Kolejno: bitwa pod Grunwaldem, Rzeczpospolita od morza do morza, Sarmaci, upadek, Polonia w kajdanach, romantyzm, niepodległość, komuna, wolność. Polska szkoła plakatu. Znam tę lekcję, wytatuowano mi ją w mózgu jak każdemu Polakowi, w Pekinie przerabiam ją jednak z nową uwagą. Co z tej „Polski dla początkujących” zrozumieją Chińczycy? I po co w ogóle urządzać im korepetycje z polskości?”
Recenzent pyta, a ja przypuszczam, że już tam Chińczycy wiedzą „po co im korepetycje z polskości”. Ale recenzent z „Wyborczej” jest jakby zniesmaczony tymi „korepetycjami na Placu Tienanmen”. Nie rozumie, po co ten cały hałas na środku Pekinu w największym obiekcie muzealnym świata. W dodatku jest to miejsce, które odwiedza 20-30 tysięcy turystów krajowych i zagranicznych DZIENNIE. Niezłe „korepetycje”. Warto wyjaśnić tę zagadkę, czy może nieporozumienie co do „oczekiwań stron” w związku z wystawą. Już wywiad pani profesor Poprzęckiej, kuratorki wystawy, dla „Rzeczpospolitej” z 27 stycznia br. mówi bardzo wiele. Oto dziennikarka Małgorzata Piwowar zadaje pytanie: „Będzie to ekspozycja tradycyjna czy nowoczesna?” Odpowiedź urzędnika państwowego jest fascynująca: „Początkowo chcieliśmy zaprezentować coś bardzo spektakularnego i nowoczesnego, jeśli idzie o formę wystawienniczą. Okazało się jednak, że muzeum pekińskie preferuje konwencjonalne narracje historyczne. (...) Muzeum Narodowe Chin zastrzegło sobie wybór dzieł, ale w rezultacie zgodzono się na wszystkie nasze propozycje”. Następne pytanie pani Piwowar: „Co się Chińczykom najbardziej spodoba?” Odpowiedź profesor Poprzęckiej: „Trudno wskazać, może z wyjątkiem obrazu Jana Matejki „Batory pod Pskowem”, ponieważ barwność i sugestywność dzieł tego malarza - co widziałam po reakcjach przyjeżdżających do nas chińskich współpracowników - jest dla nich frapująca. Malarstwo olejne na płótnie jest tym, czego nie ma w Chinach i bywa traktowane jako synonim europejskiej sztuki. Właśnie „Batory” został wybrany przez Chińczyków na plakat”.
Jak więc widać, pani profesor Poprzęcka przyznaje, że władze kulturalne III RP miały zamiar „uszczęśliwić Chińczyków” „tym co zawsze”, czyli „zestawem obowiązkowym” wyprodukowanym przez artystycznych pupilków na budżetowym chlebie. I jakkolwiek „zgodzono się na nasze propozycje”, to „Muzeum Narodowe Chin zastrzegło sobie wybór dzieł”.

Co sobie wybrało Muzeum Narodowe Chin?
Muzeum Narodowe Chin przez trzy lata oglądało zasoby muzeów polskich i „wybrało sobie” sześć „kompletów tematycznych”.
1. Sztuka średniowiecza (XV wiek) - obejmująca praktycznie w 100% sztukę sakralną, o czym pisze na swojej stronie internetowej samo muzeum. Są więc przepiękne drewniane Madonny i Madonny z Dzieciątkiem, bogato zdobione drewniane ołtarze, jakiś tryptyk, złote naczynia liturgiczne, złote krucyfiksy etc. Muzeum informuje również zwiedzających, że ten dział zawiera „wszystko co jest potrzebne do sprawowania liturgii”, i że „centralnym miejscem do sprawowania chrześcijańskiej liturgii jest ołtarz”.
2. Tradycyjna sztuka polska (XVI-XVIII) - będąca symbolem ówczesnej potęgi państwa polskiego. Muzeum na swojej stronie informuje również, iż czasy te nazywane były „sarmackimi”, a sama sztuka nosi nazwę „sarmackiej”. I że zawiera ona takie unikalne zjawiska jak „portrety trumienne”, bogato zdobioną broń i „portret sarmacki”. O tym nasi informują nader zdawkowo, ale zdjęcia z wystawy pokazują, iż chińscy gospodarze „wybrali sobie” m.in. portrety senatorów polskich w całym ich majestacie, oryginalną zbroję husarza, tarcze, siodła, wspomniane portrety trumienne i wymieniony tylko raz przez polską prasę i to „w tłoku” zupełny unikat: tzw. rulon polski (inaczej zwany wałkiem sztokholmskim) - gwasz z początków XVII w. o długości prawie 17 metrów i szerokości 27 cm - obrazujący wjazd króla Zygmunta III Wazy z nowo poślubioną żoną (drugą) do Krakowa w asyście polskich panów, polskiej jazdy, zapewne dworu Małżonki - Konstancji Habsburżanki 4 grudnia 1605 roku. „Rulon polski” został zrabowany w czasie Potopu szwedzkiego przez specjalnie do tego przeznaczone oddziały i schowany w jakichś kazamatach w Sztokholmie. Dopiero w 1974 roku w ramach „zaprzyjaźniania się” szwedzki premier Olof Palme zwrócił „Rulon polski” premierowi Jaroszewiczowi. A w PRL i III RP „Rulon polski” doznał takiego samego „zainteresowania inaczej”, co w Szwecji. Ciekawe dlaczego? Czy dlatego, że nawet te małe urywki, które można zobaczyć w internecie zapierają dech w piersiach?
Od bogactwa orszaku: sztandarów, uformowania orszaku, ubioru poszczególnych uczestników orszaku, sztandarów, ubioru husarzy (całe „pantery” albo jakieś inne dzikie zwierzęta wraz z ogonem i łapami „na żołnierzu” - i „każdy husarz przykryty panterą” czy innym „lwem-tygrysem”) do wartości poznawczej każdego detalu tego wyjątkowego obrazu. „Rulon polski” ma wartość dokumentu, bo wiele postaci „na obrazku” to postacie historyczne. Na przykład Sebastian Sobieski - chorąży wielki koronny, czy Ich Królewskie Moście, a „wszystko jak żywe”.
Tak więc „Rulon polski” wybrały władze Muzeum Narodowego Chin dla pokazania Polski Chinom, a w Polsce nikt tego nie komentuje, a nawet nie informuje.
3. Sztuka w czasie utraty niepodległości i upadku państwa polskiego (koniec XVIII wieku) - tutaj mamy „portret króla Stasia”, sporo widoków Warszawy, głównie Bacciarellego, bo nie możemy zapominać, że formalnie chodzi o „kraj Chopina” i te pejzaże mają zapewne przybliżyć Chińczykom warunki życia kompozytora. Ale też jest „zgrzyt” w zakresie „chronologii”: w tym dziale zaprezentowany został obraz Matejki „Polonia - 1863” z tą „piękną panią w czerni” zakuwaną w kajdany i dwóch „obcych żołdaków” - do asysty. Akurat te „mundury” i „kaszkiety” to Chińczycy świetnie znają z własnej historii: z wojen opiumowych. Takich „Europejczyków”, zakuwających Chiny w kajdany gospodarcze i polityczne w XIX wieku, pamiętają dobrze wykształceni historycy chińscy i każdy chiński uczeń.
4. Sztuka jako „Królestwo ducha” w okresie opresji (XIX wiek) - czyli sztuka z okresu zaborów. Tutaj całkowite zaskoczenie, a zarazem zwieńczenie i symbol tej wystawy: obraz Jana Matejki „Batory pod Pskowem”. Przedstawia on poselstwo cara Iwana IV Groźnego do króla Polski Stefana Batorego - z prośbą o pokój. Jest to olej o wymiarach imponujących: 322 x 545 cm. Rzecz miała miejsce 15 stycznia 1582 roku w Jamie Zapolskim i kończyła sukcesem trzecią kampanię Batorego w ramach wojen o Inflanty z Iwanem Groźnym, carem Wszechrusi. W ramach tej kampanii Batory oblegał Psków, hetman polny litewski Krzystof Radziwiłł (Piorun) wraz z oddziałami Filona Kmity (późniejszy właściciel Czarnobyla) i Michała Hałaburdy „prowadził działania zaczepne w rejonie górnej Wołgi” i „nie dopuścił do koncentracji wojsk rosyjskich”. Na ten temat Jan Kochanowski napisał poemat „Jazda do Moskwy”. O ile pamiętam, ani obraz Matejki ani poemat Kochanowskiego nie znalazły się w kanonie nauczania PRL, a domyślam się, że i dzisiaj, czyli w III RP, brak zapotrzebowania na takie treści w szkole polskiej. A Chińczycy robią z tego plakat pierwszej historycznej wystawy sztuki polskiej „przez stulecia”. Czyli „symbol wszystkiego”.
Jeden z naszych dziennikarzy zadał sobie trud porównania sztuki polskiej XIX wieku ze sztuką zachodnią i wyszło mu, że oczywiście jesteśmy gorsi. Tymczasem za obraz „Batory pod Pskowem” Jan Matejko został wybrany na honorowego zagranicznego członka Akademii Francuskiej, otrzymał Medal Sztuki w Wiedniu, a po zaprezentowaniu obrazu w Pradze również propozycję objęcia posady dyrektora Akademii Sztuk Pięknych w tejże Pradze. Zapewne Chińczycy, wybierając ten obraz i żądając przysłania „Bitwy pod Grunwaldem”, ten życiorys zawodowy artysty mieli w świadomości. Na wystawie podobno jest kopia „Bitwy pod Grunwaldem”.
5. Sztuka „Młodej Polski” - początek XX wieku. Ten blok tematyczny jest prezentowany jako „złoty wiek polskiego malarstwa”, które „zaczyna uwalniać się od obowiązków patriotycznych”, czyli „malarstwa historycznego” i zaczyna ciążyć do „czegoś nowego”.  W tym bloku tematycznym doceniona została jednak nadal sztuka odwołująca się do „ducha narodu”, np. Stanisława Wyspiańskiego witraż „Bóg Ojciec - Niech się stanie”    
6. Sztuka nowoczesna - XX wieku, czyli sztuka II RP i sztuka PRL. W tym bloku znalazł się „polski plakat filmowy”, obraz stalinowca Wojciecha Fangora „Matka Koreanka”, czy Zofia Stryjeńska. Chińczycy nie wspominają o dziełach Kantora, ale zapewne jakiś obraz tam się znalazł. Może coś o pochodach pierwszomajowych, których „dyrektorem artystycznym” miał być Kantor za Stalina. Byłoby zabawnie.

***

Należy oddać sprawiedliwość twórcom wystawy, że nawet w wydaniu internetowym prezentuje się świetnie. Natomiast nie trzeba wielkiej finezji, aby zrozumieć, że Chińczycy odnaleźli w polskiej sztuce powinowactwo losów dziejowych: wielka imperialna przeszłość i jej wspaniała i bogata oprawa artystyczna. Następnie - niewola i upokarzanie przez najeźdźców (spośród których dwóch „wspólnych”) w XIX wieku, a współcześnie - potworna okupacja II wojny światowej i cierpienia narodów, a na końcu, być może nostalgiczne wspomnienie chińskich studentów w Warszawie - polski plakat filmowy. Okazuje się, że łączy nas z Chińczykami więcej, niż obie strony sobie uświadamiają. Dobrze, że „perspektywicznie myślący” Chińczycy grzecznie NAM to przypomnieli, powinniśmy im być wdzięczni. Polska sztuka „w dziejach” doznaje dzisiaj w Pekinie szacunku i zainteresowania, którego nie może znaleźć w Ojczyźnie.

PS. Wystawa po 10 maja pojedzie do Seulu na zaproszenie tamtejszych władz kulturalnych.
tekst krystyna murat

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Artykuły

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka 22

Opiekun nr 22(509) od 22 października 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in. o pracującej w Etiopii Magdalenie Fiec, która odkryła swoje misyjne powołanie podczas studiów na Politechnice Śląskiej.

Zamów prenumeratę

 

kwartlanik

Kwartalnik "Opiekuna" -
Okno Wiary 2(10) 2017

w którym pragniemy rozmawiać z naszymi Czytelnikami o wierze, Kościele, rodzinie i historii.
W najnowszym numerze o św. Józefie

ARCHIWUM KWARTALNIKA

banner
figazmakiem
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej