Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2015-04-13 09:12:54

Imię znane na całym świecie

Podczas Świąt wspomagałem kolegę księdza pracującego wśród Polonii w Niemczech i niecałe 100 kilometrów od miejsca, gdzie przebywałem, znajduje się dom Andreasa Lubitza, pilota Germanwings. Nie śledzę zbyt uważnie dochodzenia w tej sprawie, ale z tego, co czytam i słyszę, mówi się o problemach psychicznych pilota. Różni specjaliści natychmiast potrafią nakreślić portret psychologiczny człowieka, którego nie widzieli na oczy, a o którym usłyszeli szczątkowe informacje w mediach. Nie wiem, na ile miarodajne są ich opinie, ale w każdym razie czytamy, że ludzie chorzy psychicznie albo przyszli samobójcy potrafią skrzętnie to ukrywać nawet przez wiele lat i nawet osoba, która jest z takim chorym na co dzień, nie jest w stanie odkryć, że dzieje się coś niedobrego. Amerykańskie media donoszą też o rzekomych kłopotach ze wzrokiem pilota Andreasa. I w tym momencie naprawdę dreszcze przebiegają po plecach, bo jeżeli pilot spółki, która jest spółką - córką jednej z najlepszych na świecie kompanii lotniczych, czyli Lufthansy, może mieć problemy wzrokowe, to rzeczywiście lepiej trzymać się kurczowo ziemi. Ale wątkiem w śledztwie, który wzbudza chyba największy rezonans jest poszlaka, że Andreas został porzucony przez swoją narzeczoną, czy też jak pisze się w mediach, przez swoją partnerkę, z którą mieszkał. I tutaj znowu psycholodzy podpowiadają, że jeśli porzucenie odbywa się w taki sposób, że człowiek czuje się nic nie warty, tworzy się głęboka rana, a z niej chęć odwetu. 

Można w tym miejscu przypomnieć, że mieszkanie razem na próbę (konkubinat) może powodować takie zranienia, bo przecież żywy człowiek, to nie jest auto wyleasingowane, które bez konsekwencji można zmienić na inne, ale nie chcę uprawiać moralizatorstwa nad grobem 150 osób. 

Natomiast uderza mnie to, że po odrzuceniu przez kobietę ów mężczyzna czuł się nikomu niepotrzebny (zakładając, że to prawda). I to poczucie było w nim tak silne, że postanowił to swoje, w jego mniemaniu niepotrzebne, życie zakończyć, a przy okazji zakończyć również życie 149 innych osób. Prasa niemiecka podkreśla, że Andreas Lubitz odgrażał się, że pewnego dnia wszyscy będą znali jego imię. Nie wiem, czy taką sławę miał na myśli.

Nie wiem, czy Andreas był człowiekiem wierzącym. Człowiek wierzący, który przyjmuje Jezusa za swojego Zbawiciela nigdy nie czuje się niepotrzebny. Właśnie dlatego Jezus umarł na krzyżu niemal 2000 lat temu, żeby już nikt nie czuł się odrzucony, bo On umarł za wszystkich. To w Jego Imieniu jest zbawienie wszystkich. Nigdy nie będzie dość przypominania tej prawdy. Nie tylko w okresie Wielkanocy, nie tylko w obliczu tragedii.

ks. Andrzej Antoni Klimek


Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Artykuły

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka

Opiekun nr 21(508) od 8 października 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in. rozmowa z postulatorką służebnicy Bożej z diecezji kaliskiej s. Włodzimiry.

Zamów prenumeratę

 

kwartlanik

Kwartalnik "Opiekuna" -
Okno Wiary 2(10) 2017

w którym pragniemy rozmawiać z naszymi Czytelnikami o wierze, Kościele, rodzinie i historii.
W najnowszym numerze o św. Józefie

ARCHIWUM KWARTALNIKA

banner
figazmakiem
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej