Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2015-04-08 12:03:48

Jasna i ta druga strona księży(ca) - odcinek 196

Mateusz, zupełnie mnie rozłożyło, jeśli dzisiaj nie zostanę w łóżku, to na święta nie będę na chodzie - mówił Maciej zachrypniętym głosem kaszląc do słuchawki.
- No chyba żartujesz! Słoneczko tak pięknie świeci, że chce się żyć, a ciebie rozłożyło? - dziwił się Mateusz.
- To chyba to przesilenie wiosenne... W każdym razie dzwonię do ciebie z prośbą, żebyś mnie zastąpił na spowiedzi w parafii św. Jadwigi.
- To Andrzej jeszcze nie miał wielkopostnej spowiedzi? Przecież mamy wtorek w Wielkim Tygodniu - Mateusz czasami nie rozumiał kolegów.
- A co ci się nie podoba? Nawet nie wiesz, jak Andrzeja parafianie są zadowoleni z tak późnej spowiedzi, bo mówią, że już nie zdążą nagrzeszyć przed Świętami. Ale żebyś nie myślał, że on tak sobie sprawę waży lekce. Rekolekcje wielkopostne robi zawsze na samym początku, tuż po Środzie Popielcowej, a spowiedź tuż przed Triduum Paschalnym - tłumaczył Maciej. - I między Bogiem a prawdą to muszę cię uprzedzić, że ze spowiednikami jest zawsze krucho, ale jeśli ty mnie nie zastąpisz, to po prostu będę musiał wystawić Andrzeja do wiatru.
- Nie, no co ty? Dam radę - odpowiedział Mateusz.
- Dziękuję ci serdecznie, stary, masz u mnie butelkę wybornego czerwonego wina. Oczywiście wypijemy ją razem - powiedział Maciej.
- Stoi! To o której ta spowiedź? - zapytał Mateusz.
- Od 16.00 i do ostatniego klienta, znaczy się chciałem powiedzieć do ostatniego penitenta - odpowiedział z ulgą Maciej i wyłączył komórkę.

***

Ostatni penitent wyszedł z konfesjonału po 19.00. Zmęczony, ale zadowolony Mateusz wsiadł za kierownicę swojego BMW 325 i, nie wiadomo który już raz, poczuł się, jakby wsiadał do obcego samochodu. Nie żeby się źle czuł we własnym samochodzie, którego nawet jeszcze do końca nie spłacił, ale dlatego że ciągle jeszcze ulegał temu zadziwieniu, żeby nie powiedzieć zachwytowi, że jest właścicielem tak dobrego auta. Nie da się ukryć, że ciągle był w nim zwykły mężczyzna, a może nawet po prostu wyrośnięty chłopak i jazda samochodem, i to tak dobrym i wygodnym, sprawiała mu wielką przyjemność. Pojawiał się często również bardzo mocny dyskomfort i smutek związany z biedą części jego parafian, którzy nieraz z nieukrywaną zazdrością patrzyli na jego auto, a nawet z przekąsem komentowali, jaką to „bryczką za ich pieniądze” proboszcz się wozi. Ale przecież starał się pomagać wszystkim jak mógł, a auto trafiło do niego w okolicznościach, które - jak sobie tłumaczył - wymagałyby od niego bohaterstwa, aby im nie ulec. Mężczyzna, czy też chłopak, który w nim był, z klasyczną męską pasją do motoryzacji, pokonał na łopatki księdza chcącego praktykować może nie tyle ubóstwo, co równanie do słabszych i biedniejszych. Jednak kiedy przekręcał kluczyk, po księdzu i jego dylematach nie było już śladu, a mężczyzna się delektował. I jechał.
Był zmęczony, ale szczęśliwy i nabuzowany dobrą Bożą energią. I bynajmniej nie chodziło o piękną pogodę, o której wspomniał Maciejowi. Przede wszystkim w poniedziałek był u spowiedzi. Dobrze i długo się przygotowywał. Na klęcząco. Przed Najświętszym Sakramentem. I kiedy uklęknął kilka godzin później przed kolegą kapłanem, miał pełny obraz swojej grzeszności, a jak się okazało, dobry spowiednik pomógł mu dojrzeć jeszcze inne aspekty. Wypełnienie pokuty, którą miały być dzieła miłosierdzia, też go mocno uskrzydliło i po prostu czuł Bożą moc. Poza tym okazało się, że na konto parafii wpłynęło kilka solidnych darowizn
i byli mocno na plusie. Mateusz, którzy zawsze obawiał się tej budowy, już nie mógł doczekać się, kiedy znowu ruszą prace, bo przyszedł czas na dach, a dachy to była jego pasja. Dachy i mosty. Mostu pewnie nigdy w życiu nie wybuduje, ale myśl, że już wkrótce zacznie kryć dachówką kościół, radowała go w sposób niewyobrażalny.
- Panie Maliński, ja się w nic nie wtrącam, przynajmniej na razie, ale z dachówki nie ustąpię - wykłócał się ze swoim najbliższym współpracownikiem, który optował za jakąś tanią blachą.
- Zachowuje się Ksiądz Proboszcz, jak ta baba, co na pytanie, jaki chce samochód mówi, że czerwony - biadolił Maliński, ale w końcu musiał odpuścić. I Mateusz już nie mógł się doczekać, kiedy dach na kościele się pojawi i zaczerwieni. Tak go to wszystko podbuzowało, że ogłosił również nabór, po raz pierwszy, na kurs przedmałżeński, który miał ruszyć po Świętach i miał zapisanych jedenaście par.
- Czyżbyś Panie Jezu dawał mi szansę, żeby w roku Synodu o rodzinie rozpocząć jakieś porządne duszpasterstwo małżeństw i rodzin? - powiedział głośno Mateusz szybko wchodząc w zakręt i mrucząc z zadowolenia, jak świetnie zachowywało się jego auto, mimo napędu na tylną oś. Już po wyjściu z zakrętu zauważył pulsujący wyświetlacz leżącej na fotelu obok komórki. Niemal w tym samym momencie ujrzał mężczyznę po prawej stronie jezdni machającego ręką. Sięgnął prawą ręką po telefon i zobaczył pulsujące imię. To była Ania. Ania, która ciągle sprawiała, że serce mocniej mu biło przy każdym kontakcie, a jednocześnie ta sama Ania, która jak nikt inny pomagała mu trwać i prostować ścieżki jego powołania kapłańskiego. Wreszcie Ania, która zaprosiła jego i Macieja na kolację w Wielki Czwartek i to również był jeden z powodów jego dobrego humoru. Przez ułamek sekundy zawahał się, co zrobić. Zabrać podejrzanie wyglądającego autostopowicza, czy odebrać telefon od przyjaciółki? Zanim podjął decyzję przejechał już obok machającego mężczyzny, ale natychmiast poczuł się strasznie głupio w swoim „wypasionym autku” i zdecydował, że nie odbierze również telefonu od Ani. Kolejny ułamek sekundy i postanowił zabrać człowieka stojącego na uboczu. Również dlatego, że jakby na rozkaz przyszła mu na myśl historia sprzed lat opowiedziana mu przez znajomego taksówkarza, który wiózł swojego proboszcza i na drodze próbował ich zatrzymać znany im obu parafianin. Taksówkarz już zaczął hamować, kiedy proboszcz powiedział: „Jedź dalej, jeszcze się zacznie z proboszczem spoufalać...” I wydarzenie to utkwiło na zawsze w pamięci taksówkarza  i w jego pamięci, od kiedy to usłyszał, również. Wszystko to trwało nie dłużej niż kilka sekund i Mateusz odwrócił się, aby zobaczyć, jak daleko pozostał mężczyzna. Był ciągle blisko.
- Biorę go - powiedział do siebie głośno Mateusz i odwrócił głowę ponownie w kierunku jazdy, by w ostatnim przebłysku świadomości zarejestrować wjeżdżający na jezdnię traktor.

Jeremiasz Uwiedziony

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Krzysztof, 2015-04-26 22:38:16

Mam nadzieję, że z Ojcem Autorem wszystko dobrze. I że to opowiadanie jest mniej autobiograficzne, niż reszta :)

Artykuły

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka 25

Opiekun nr 25(512) od 3 grudnia 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in. rozmowa z kustoszem kaliskiego sanktuarium ks. prałatem Jackiem Plotą, który opowiedział o swojej osobistej relacji z Patriarchą z Nazaretu i o radościach posługi w sanktuarium.

Zamów prenumeratę

 

baner
banner
figazmakiem
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej