Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2015-04-01 13:09:46

Pamięć ukryta w imieniu

eskimosi

Kamienie rzucane na trumnę wyrażają gest ostatniego pożegnania ze zmarłym

Ciemna noc, gdzieś pomiędzy trzecią a czwartą. Dzwoni telefon. Richard mówi krótko, że oddech jego mamy słabnie. Natychmiast wstaję, szybko się ubieram i idę do domu Cecilii. Jest jedną z najstarszych osób w wiosce i jednocześnie najbardziej szanowaną. Jakiś czas temu wykryto u niej nowotwór, a miesiąc temu lekarze dali jej sześć miesięcy życia. Od kilku dni jednak było już wiadomo, że koniec nastąpi dużo szybciej.

Cecilia jest bardzo mądrą kobietą, dlatego wielu ludzi przychodzi do niej po poradę, by porozmawiać, czy wyżalić się. W kulturze eskimoskiej starsi spełniają taką rolę. To, co powiedzą, jest dla ludzi bardzo ważne i nie należy się im sprzeciwiać. Cecilia po diagnozie odmówiła jakiegokolwiek leczenia, gdyż lekarze i tak nie dawali jej żadnych szans. Przyjęła jednak ten „wyrok” spokojnie. Poprosiła o spowiedź. Potem zaprosiła członków swojej rodziny, mieszkających w innych wioskach, by się z nimi pożegnać. Do końca pozostała pogodna, to raczej ona pocieszała innych.
Gdy wszedłem do jej domu, była nieprzytomna, a jej oddech słabnął - był głęboki i szybki. Zrozumiałem, że to ostatnie chwile. Natychmiast odmówiłem modlitwę ostatniego warunkowego rozgrzeszenia i udzieliłem błogosławieństwa w chwili śmierci. W domu było jeszcze mało ludzi. Richard, który mnie zawiadomił, dzwonił cały czas, powiadamiając innych. Zwykle czekam z modlitwą na członków rodziny, ale w tej sytuacji widziałem, że to jest koniec agonii. Gdy razem wypowiadaliśmy końcowe słowa modlitwy „Zdrowaś Maryjo”, Cecilia wydała ostatni dech. W tym czasie zaczęło przychodzić coraz więcej ludzi. Gdy ktoś umiera, schodzi się cała wioska, nie tylko członkowie rodziny, ale także znajomi. Natychmiast zadzwoniłem po miejscowych katechetów oraz po pielęgniarkę, by oficjalnie stwierdziła zgon. Odmówiliśmy jeszcze modlitwę za zmarłą i za jej rodzinę.

Trudne wybory
Śmierć w kulturze eskimoskiej, tak jak we wszystkich kulturach, w których obecne są wartości duchowe, jest częścią życia. Zanim dotarła tu cywilizacja i pomoc medyczna, umieralność była bardzo wysoka. Do dzisiaj krążą po świecie historie o Eskimosach, którzy wystawiali starszych i dzieci na mróz, by zamarzli. Sami Inuici nie lubią mówić o tamtych czasach, więc lepiej ich o to nie pytać, gdyż mogą wszystkiemu zaprzeczyć. Są to sytuacje dla nich samych bardzo bolesne. Trzeba znać warunki, jakie tutaj panują teraz i jakie panowały jeszcze 50 lat temu, by je zrozumieć.
Lodowa pustynia dalekiej Północy nigdy nie dawała możliwości przeżycia wielu ludziom. Zanim Eskimosi osiedlili się w wioskach, prowadzili półwędrowny tryb życia. Mieszkali w małych obozowiskach rodzinnych, gdyż to zapewniało im przeżycie. O uprawach nie było mowy, ponieważ śnieg całkowicie znika dopiero na początku lipca, a już we wrześniu znów się pojawia. Zwierzyna jest bardzo rozproszona i czasami trudno ją znaleźć. Zima jest długa i mroźna. Do przeżycia niezbędne są mięso, tłuszcz i skóry. Ojciec rodziny zawsze był myśliwym i zaopatrywał rodzinę w pożywienie. Gdy polowanie się nie udało, gdyż mężczyzna nie był wystarczająco doświadczonym myśliwym lub po prostu zwierzyna zmieniła trasę migracji, cała rodzina głodowała. Gdy urodził się chłopak, oczywiste było, że zostanie myśliwym. Jednak gdy na świat przyszła dziewczynka (trzecia lub czwarta), trzeba było podjąć tragiczną decyzję o wystawieniu jej poza igloo, na mróz. Znam pewną kobietę, dzisiaj już staruszkę, która była wystawiona na zamarznięcie, ale akurat jakaś inna rodzina, przejeżdżając przypadkiem, zobaczyła ją i zaadoptowała. Tak więc wszystkie te historie nie mogą rzucać negatywnego światła na kulturę Eskimosów, a raczej powinny uświadamiać, jak ciężkie warunki tutaj panowały.

Współczesna plaga samobójstw
Dzisiaj umieralność wśród dzieci jest niemal zerowa. W każdej wiosce funkcjonuje ośrodek zdrowia, w którym pracują pielęgniarki. Jest dostęp do lekarstw, latają samoloty-karetki, które mogą zawieźć chorą osobę do szpitala odległego o 2000 km. Żaden starszy człowiek nie musi poświęcać się, by rodzina nie głodowała. W każdej wiosce jest sklep i żywność dowożona samolotem. Czasy się zmieniły, warunki są zupełnie inne, ale śmierć nadal jest obecna. Niestety nadal najwięcej ludzi umiera śmiercią tragiczną, a najczęstszą przyczyną śmierci są samobójstwa, utonięcia, zamarzniecie, czy wypadki na skuterze lub quadzie. Rzadziej zdarza się, że ktoś zostanie zjedzony przez niedźwiedzia polarnego.

Grób z kamieni
Oczywiście nie ma tutaj możliwości kopania głębokich grobów do pochówku. Ziemia nawet latem jest bardzo zmarznięta, a teren niemal wszędzie skalisty. Tam, gdzie nie ma skały, wykuwa się płytkie groby kilofem. W miejscach skalistych, tak jak w Repulse Bay kładzie się trumnę (skrzynię zbitą ze sklejki) na skale i okłada ją kamieniami. Najczęściej grzebie się zmarłych na cmentarzu. Starsi czasami życzą sobie pochowania w miejscu, w którym się urodzili, gdzie ich rodzina miała swoje obozowisko lub w jakimś miejscu związanym z ich życiem. Odprawia się wtedy Mszę św. pogrzebową w kościele, a potem skuterem zawozi trumnę na miejsce wybrane przez zmarłego i tam odbywa się pochówek.

Wiara w zmartwychwstanie
Wiara w życie pozagrobowe, w nieśmiertelność duszy jest tutaj czymś oczywistym. Wszyscy wiedzą, że dusza nie umiera wraz z ciałem. Wiara ta była tu już obecna w czasach przedchrześcijańskich i może właśnie wola pochowania w miejscu oddalonym od wioski jest tego wyrazem. Niektórzy starsi chcą być pogrzebami na cmentarzu, ale z głową zwróconą w stronę wioski albo oceanu. Ktoś inny życzył sobie, by za jego grobem było puste miejsce. Tak więc nasze północne cmentarze nie zawsze są symetrycznie zorganizowane. Niektóre części wyglądają tak, jakby ktoś rozsypał groby bez ładu, ale dla miejscowych takie ułożenie ma znaczenie. Najważniejsza jest wola starszych. Gdy zmarli nie określili, jak i gdzie chcą być pochowani, decyzję podejmuje rodzina, a sposób ułożenia ciała jest zawsze konsultowany ze starszymi i z księdzem. Oczywiście wyraża to szacunek i wiarę w łączność duszy i ciała, nawet po śmierci, gdyż pogrzebane ciało oczekuje zmartwychwstania, ponownego złączenia z duszą.
Kiedyś nie chowano zmarłych w trumnach, ale owijano w skóry i okładano wokół kamieniami. Do dzisiaj w pobliżu starych obozowisk można znaleźć charakterystyczne, wydłużone kręgi kamienne, znaczące miejsce pochówku jakiegoś człowieka.

Imiona po zmarłych
Ciekawą częścią eskimoskiej kultury jest nadawanie imion zmarłych osób nowo narodzonym dzieciom. Imię w tej kulturze ma bardzo duże znaczenie. Przy wyborze imienia dla niemowlaka decydujący głos mają nie tylko rodzice, ale również dziadkowie oraz starsi wioski. Każdy ma tutaj po kilka imion i normalne jest, że różne osoby zwracają się do kogoś innym imieniem. Często dziecko, które urodzi się po śmierci członka rodziny, dostaje imię zmarłego. Wtedy rodzina odnosi się do tego dziecka tak, jakby to była osoba zmarła. Na przykład babcia zwraca się „tato” do swojej wnuczki, gdy dziecku nadano imię pradziadka. Eskimoskie imiona nie mają rodzaju, wiec mogą je nosić zarówno chłopcy, jak i dziewczynki. Nie ma to żadnego związku z wiarą w reinkarnację. Nadawanie imion to raczej wyraz pamięci o zmarłych. Jest to też pociecha dla rodziców, którzy stracili dzieci w tragicznych okolicznościach. Zdarza się, że rodzice po utracie dziecka żądają, by nikt nie otrzymał tego imienia, gdyż obawiają się, że dramat może się powtórzyć. Pamiętam sytuację, gdy przed chrztem otrzymałem telefon z żądaniem, by nie nadawać dziecku danego imienia podczas chrztu. Rodzice niemowlaka nie wiedzieli o tym i nieświadomie urazili innych rodziców, których dwudziestoletni syn zamarzł poprzedniej jesieni.

We wspólnocie
Inuici zawsze wierzyli w istnienie świata duchowego, który jest połączony ze światem materialnym. Nie ulega wątpliwości, że człowiek ma duszę, która nie umiera wraz z ciałem. Śmierć jest tylko rozkładem ciała, oczekującym na zmartwychwstanie, a duch żyje nadal. Każda śmierć jest jednak czymś bolesnym. To tajemnica, którą można zrozumieć dopiero po jej doświadczeniu. Wszystkie kultury mają swoje sposoby tłumaczenia i przeżywania tej tajemnicy. Zawsze zadziwiało mnie i umacniało to, jak Inuici czuwają przy umierającej osobie. Czasami trwa to wiele dni, a nawet tygodni. Chory wraca ze szpitala do domu i wraz z rodziną oraz znajomymi czeka na odejście. Przy takiej osobie ktoś czuwa dzień i noc. Gdy rozpoczyna się agonia, dom umierającej osoby jest wypełniony do granic możliwości, do tego stopnia, że czasami konieczne jest wyniesienie mebli. W tej ważnej chwili nie może zabraknąć kapłana, który znajduje się najbliżej umierającej osoby, prowadzi modlitwy, odprowadzając duszę do Pana.
W ubiegłym roku po kilkumiesięcznej walce z rakiem zmarł młody ojciec rodziny. Przez kilka nocy po śmierci jego czteroletnia córka nie mogła spać. W końcu miała sen. Widziała swojego tatę, który szedł w moim towarzystwie poza wioskę drogą w stronę pobliskiego jeziora. Odtąd była już spokojna. Wiedziała, że tata jest gdzieś, nie przy niej, ale jest. Śmierć przestała być dla niej końcem wszystkiego. Nawet ta mała dziewczynka zrozumiała, że kiedyś spotka się tatą, że razem zmartwychwstaną.

Tekst o. Daniel Szwarc OMI


Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Artykuły

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka 25

Opiekun nr 25(512) od 3 grudnia 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in. rozmowa z kustoszem kaliskiego sanktuarium ks. prałatem Jackiem Plotą, który opowiedział o swojej osobistej relacji z Patriarchą z Nazaretu i o radościach posługi w sanktuarium.

Zamów prenumeratę

 

baner
banner
figazmakiem
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej