Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2015-03-17 09:51:24

Jasna i ta druga strona księży(ca) cz. 195

Mateusz zaparkował samochód w połowie drogi pomiędzy plebanią a kościołem. Wyjął kluczyk ze stacyjki i przez chwilę zastanawiał się, czy iść prosto do kościoła, czy może wejść jeszcze na chwilę do domu. Jednak dobrze zrobił, że zostawił klucze od kościoła temu Jankowskiemu, bo przecież nie można otworzyć świątyni na 10 minut przed Mszą Świętą, a on dopiero wrócił ze spowiedzi z sąsiedniej parafii. I był zmęczony. Tak sobie myślał, że gdyby zamknął oczy, to zasnąłby natychmiast. Wolał jednak nie ryzykować. Szybko wysiadł z samochodu i po krótkim namyśle ruszył jednak bezpośrednio w kierunku kościoła. Wszedł głównym wejściem, aby sprawdzić, czy może ktoś z jego parafian nie potrzebuje spowiedzi, bo trzeba pomagać sąsiadom, ale nie wolno zapominać o swoich.

- Nikogo jeszcze nie ma - dobiegł Mateusza głos Jankowskiego, który stał w drzwiach od zakrystii i przyglądał mu się znudzonym wzrokiem.
A kościół rzeczywiście był zupełnie pusty.

- O której pan otworzył, panie Jankowski? - zapytał go Mateusz kiedy już się zbliżył i wyciągnął rękę do przywitania.

- Jak proboszcz kazał, dokładnie o piątej trzydzieści - odpowiedział Jankowski. - Ale pies z kulawą nogą się nie pokazał.

- No ale dobrze, że pan był wcześniej i mógł dotrzymać towarzystwa Jezusowi - uśmiechnął się do niego Mateusz.

- Ale przecież ja tu służbowo, bo mi ksiądz kazał kościół otworzyć, a nie na litanie, czy dotrzymywanie towarzystwa - żachnął się Jankowski.

- No ale chyba nie siedział pan tu pół godziny bezczynnie, tylko się pomodlił, nie? - Mateusz niby pytał, ale doskonale znał odpowiedź na swoje pytanie. Jankowski miał może z siedemdziesiąt lat, był wdowcem, dzieci mu się porozjeżdżały po świecie i mieszkał sam. Nudził się chłop i chętnie pomagał przy kościele. Mateusz nawet myślał, czy nie poprosić go na stałe o posługę kościelnego, ale póki co, nie bardzo było go na to stać, prawie wszystkie środki szły na budowę kościoła. Może kiedyś, jak już będzie nowy kościół, trzeba będzie jednak kogoś zatrudnić. A może ktoś będzie chciał robić to społecznie?

- Powinieneś zapytać tego całego Jankowskiego, może akurat zgodzi się na taką pomoc w ramach wolontariatu - doradzał Mateuszowi jego przyjaciel Maciej, kiedy rozmawiali o tym parę tygodni temu, ale on wolał na razie się nie wiązać.

- Wiesz Maciej, przede wszystkim ja mam takie marzenie, żeby mieć świetnego organistę! Zatrudnić go na pełny etat, płacić mu wszystkie podatki, ZUS-y, nie ZUS-y, ale żeby on pięknie grał, prowadził śpiew, z gitarką scholę dziecięcą poprowadził, na Wielki Post przygotował specjalne „pospolite ruszenie” ze śpiewami na Triduum Paschalne....

- Tak, tak, wiem, wiem, ty jesteś zafiksowany na punkcie tego twojego idealnego organisty - przerwał mu Maciej - ale teraz rozmawiamy przecież o kościelnym.

- No właśnie! I tak sobie myślę, że jak już będzie ten organista z ładną pensją, to przecież on może kościół otworzyć i zamknąć, trochę oprzątnąć dookoła - tłumaczył Mateusz.

- Ty! A może on by ci jeszcze ugotował i byś miał trzy w jednym: organista, kościelny i gospodyni! - zaczął się śmiać Maciej.

- Wystarczy dwa w jednym, gotować sam się w końcu nauczę - odpowiedział Mateusz. - A gdy chodzi o Jankowskiego, to on jest dobry chłop, ale zupełnie niepobożny. Pracowity, ale nie ma tego wyczucia, żeby obcować z sacrum, wiesz o co mi chodzi... I nie ukrywam, że póki co to, mi to nawet sprawia przyjemność, że sam przygotowuję wszystko do Mszy Świętej, odkrywam ołtarz, zapalam świeczki... nie wiem, czy nie jestem jakimś piromanem, ale lubię zapalać świeczki. Wiesz, co znalazłem ostatnio w zakrystii? Modlitwy po łacinie omawiane przez kapłana podczas ubierania się do Mszy Świętej. Piękne! Czasami szkoda mi niektórych rzeczy, które z reformą soborową zostały pominięte - tłumaczył Mateusz, a Maciej patrzył na niego podejrzliwie.

- Czyżbyś ty się przestawiał na liturgię trydencką? - zapytał.

- Nie, no skąd! Ja kocham liturgię taką, jaka ona jest. Nie znam innej, nie pamiętam i nie szukam. Ale wiesz, prawie dwadzieścia lat sprawowania Mszy Świętej czasami może człowieka wpędzić w rutynę, dlatego staram się wzmocnić swoją pobożność i miłość do Eucharystii - tłumaczył Maciejowi, który nie przestawał mu się przyglądać podejrzliwie.

- No to chyba będzie miał ksiądz dzisiaj wolne - wyrwał Mateusza z zamyślenia Jankowski skrobiąc się w głowę i patrząc na puste ławki.

- Panie Jankowski, trochę wiary! Przecież do szóstej brakuje jeszcze całe pięć minut - powiedział Mateusz zakładając albę.

- Księże, ja już sprawdziłem. Dzisiaj miała być Msza za zmarłego ojca Ryśka Morąga. A oni jak są w kościele, to przychodzą zawsze z piętnaście minut wcześniej. Jak za pięć ich nie ma, to na bank nie przyjdą. Tak że dzisiaj ma proboszcz wolne! - zamknął swój wywód Jankowski.

- Czyli pan uważa, że jak nikt nie przyjdzie na tę Mszę, to ja jej nie muszę odprawiać? - zapytał Mateusz zakładając ornat i trochę żałując, że zamiast tych starych modlitw po łacinie to on gada z Jankowskim.

- No przecież nie będzie ksiądz do pustych ławek gadał! - Jankowskiemu nie chciało się w głowie pomieścić, że można Mszę odprawiać bez udziału wiernych, a nawet wręcz trzeba, jeśli przyjęło się intencję.

- Wie pan, że trochę racji pan ma, bo powinien być chociaż jeden posługujący na Mszy, czyli ministrant. Ale czasami nie ma nikogo, a zmarły Mszy potrzebuje i wtedy odprawiam sam. No ale dzisiaj jest pan, panie Jankowski, więc problemu nie będzie, prawda?

- O nie, nie, proboszczu! My się umawiali, że ja mam otworzyć kościół, popilnować aż ksiądz przyjdzie, a nie że mam być na Mszy - powiedział Jankowski szybko ściągając swoją czapkę z wieszaka, jakby chciał pokazać, że gdzieś mu się bardzo spieszy.

- Pan się nie martwi, panie Jankowski, przecież pana nie przymuszę do zostania na Mszy Świętej, widzę zresztą, że się pan spieszy - odpowiedział pojednawczo i ze śmiechem Mateusz.

- No jest jeszcze parę spraw do załatwienia... Naprawdę będzie ksiądz tę Mszę odprawiał dla nikogo? - zapytał jeszcze Jankowski, a kiedy Mateusz, któremu nie chciało się już tłumaczyć, że Msza nigdy nie jest dla nikogo, skinął tylko twierdząco głową, wyszedł nie skrywając zdziwienia. A Mateusz spojrzał jeszcze raz na zegar, który wskazywał dokładnie osiemnastą i wyszedł do ołtarza szarpiąc z wigorem sznur od dzwonka przy drzwiach, jakby kościół był pełen ludzi. Doszedł do ołtarza, ucałował go z czcią i rozejrzał się po pustych ławkach. W pierwszej chwili poczuł lekkie ukłucie w sercu. Ciągle nie potrafił nauczyć swoich ludzi miłości do Eucharystii i bezinteresownej na niej obecności, czyli nie tylko w niedzielę, kiedy obowiązek, nie tylko na ślubach i pogrzebach, bo wypada, nie tylko kiedy się zamówi intencję, bo przecież się zapłaciło i trza iść, ale po prostu z miłości do Jezusa i Eucharystii. Ale później uniósł wzrok w górę i zobaczył spoglądającego nań z uśmiechem Jana Pawła II z obrazu kanonizacyjnego, potem na Świętą siostrę Faustynę Kowalską i przypomniał sobie jej słowa z Dzienniczka, w których pisała, że Jezusowi jest strasznie smutno, że tak mało dusz łączy się z Nim w Komunii Świętej, że Mu nie dowierzają i że traktują Go jak coś martwego. I znowu posmutniał, ale pomyślał, że to oznacza iż musi się starać znacznie bardziej, aby to ludziom przypomnieć. I przede wszystkim celebrować Mszę Świętą z jeszcze większą miłością. Po chwili zdał sobie sprawę, że nie pamięta, czy ucałował już ołtarz, czy jeszcze nie, więc na wszelki wypadek uczynił to teraz i z namaszczeniem, jakby kościół był pełen ludzi, powoli i wyraźnie, mocnym głosem rozpoczął znak krzyża i kolejne słowa liturgii. Mimo że zgromadzeni wokół ołtarza byli tylko Święci i Aniołowie i nie odpowiadali, Mateusz głośno zaśpiewał Psalm, a później również aklamację przed Ewangelią, Święty i Baranku Boży. Po spożyciu Komunii Świętej już miał rozpocząć ostatnią modlitwę, kiedy przypomniały mu się słowa św. Ludwika de Monforta, tego od którego Jan Paweł II zapożyczył sobie motto „Totus tuus”, że tej godziny dziękczynienia po przyjęciu Komunii Świętej nie oddałby nawet za godzinę w raju. I postanowił Mateusz przedłużyć tę chwilę z Jezusem dopiero co przyjętym i udał się na miejsce przewodniczenia i usiadł. Zamknął oczy i dziękował Bogu za Jego obecność, za to że on sam się dzisiaj w sąsiedniej parafii wyspowiadał, że tylu ludzi pojednał z Bogiem, że tak słodko jest mieć Jezusa w sercu i wtedy zobaczył, jak Matka Boża się nad nim pochyla i przytula go tak, jak to widział na niektórych obrazach, gdzie Jan Paweł II był wtulony w wizerunek Matki Boskiej Częstochowskiej.

- O Matko Boska! - powiedziała nagle Matka Boska, co go zdziwiło, że Matka Boża gada sama do siebie, ale tak mu było dobrze przy sercu Matki, że nie chciał tego przerywać.

- Matko Boska! - usłyszał znowu, ale głos był zdecydowanie męski i Mateusz wreszcie się obudził. - Matko Boska! - krzyknął jeszcze raz Jankowski. - Myślałem, że się co księdzu stało!

- Przecież miał pan iść załatwiać sprawy - zdziwił się Mateusz.

- No tak, ale wracam do chałupy, patrzę, a w kościele się świeci, a już prawie ósma. Wchodzę, a ksiądz jak omdlały - tłumaczył jeszcze wyraźnie przerażony Jankowski.

- Dziękuję panie Jankowski, tak mi się przysnęło chyba...

- Miał ksiądz to... to... odpłynięcie w Duchu Świętym? - przypomniał sobie Jankowski.

- Chodzi panu o odpoczynek w Duchu Świętym? No raczej to nie było to, ale... dobrze jest być z Jezusem.     

Jeremiasz Uwiedziony

Ilustracja Marta Promna

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Krzysztof, 2015-03-26 06:49:32

Dziekuję. O wartościach dziś. Śliczne!

Artykuły

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka

Opiekun nr 21(508) od 8 października 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in. rozmowa z postulatorką służebnicy Bożej z diecezji kaliskiej s. Włodzimiry.

Zamów prenumeratę

 

kwartlanik

Kwartalnik "Opiekuna" -
Okno Wiary 2(10) 2017

w którym pragniemy rozmawiać z naszymi Czytelnikami o wierze, Kościele, rodzinie i historii.
W najnowszym numerze o św. Józefie

ARCHIWUM KWARTALNIKA

banner
figazmakiem
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej