Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2015-02-17 12:29:24

Jasna i ta druga strona księży(ca) - część 193

Niech se ksiądz w buty wsadzi ten cały kodeks! Jak chcecie pieniądze za ślub, za pogrzeb, czy za miejsce na cmentarzu, to mi nigdy żadnymi kodeksami przed nosem nie wymachujecie! Ale jak człowiek chce sobie wziąć szwagra na ojca chrzestnego dla własnego dziecka, to nagle się okazuje, że jest taka gruba książka z paragrafami i dziwnym trafem akurat mój szwagier w paragrafach się nie mieści! I pomyśleć, że on dwa razy ze mną przyszedł pomagać przy budowie kościoła! I taka wdzięczność! Za kogo wy się uważacie? Wie ksiądz co? Zrobimy inaczej. Niech ksiądz ten chrzest wykreśli z kalendarza. Pójdę gdzie indziej! I powiem księdzu więcej! A nawet możemy się założyć, o cokolwiek ksiądz chce, że mój szwagier będzie chrzestnym! Odpalę te dwie stówy komu trzeba i nie będzie problemu – gorączkował się mężczyzna, a Mateusz jedynie próbował coś powiedzieć.
- Panie Pawłowski, ja naprawdę jestem wdzięczny panu i pana szwagrowi za pomoc przy kościele i jest mi strasznie przykro, że pański szwagier nie może być chrzestnym, ale przecież nic nie stoi na przeszkodzie, aby był dobrym wujkiem dla dzieciaka, bez...
- Jakim wujkiem? - przerwał mu Pawłowski - Głuchy ksiądz jest, czy co? Przecież mówię wyraźnie, że chrztu tutaj nie będzie, a mój szwagier będzie chrzestnym. Zobaczy ksiądz! Proszę mi wypisać zezwolenie na chrzest w parafii rodzinnej mojej żony! Czy na to może też jest jakiś paragraf? Albo jakaś konkretna stawka? - ironicznie atakował Pawłowski.
- Przykro mi, że doszliśmy do takiego momentu. Wypiszę panu zezwolenie na chrzest w innej parafii i nie musi pan za to płacić. I proszę pamiętać, że z ciężkim sercem odmawiam uznania za ojca chrzestnego pana szwagra, ale żyje on w związku niesakramentalnym i ja nic nie mogę na to poradzić. Mam nadzieję, że będziemy jeszcze mogli kiedyś o tym porozmawiać na spokojnie. Proszę, to jest pańskie zezwolenie na chrzest poza parafią. Naprawdę mi przykro - zakończył Mateusz wręczając mężczyźnie dokument. Pawłowski wziął kartkę i wyszedł bez słowa. Mateusz miał dwa wyjścia: albo grzmotnąć głową w ścianę, jak to czynił w chwilach bezsilności, albo czym prędzej pójść do kościoła.
- Albo na nowy klęcznik! - powiedział do siebie i natychmiast udał się do sypialni, gdzie obok łóżka i komody, które dotychczas były jedynym wyposażeniem, stał nowy dębowy klęcznik. Prezent od Malińskiego.

- Może w końcu przestanie proboszcz odmawiać brewiarz z komputera albo z komórki i zacznie jak porządny ksiądz, z książki i na klęcząco - śmiał się stary kowal, który za każdym razem kręcił głową z dezaprobatą widząc Mateusza spacerującego wokół budowy i odmawiającego Liturgię Godzin za pomocą telefonu. Klęcznik prezentował się pięknie. Mateusz zastanawiał się, czy postawić go przy ścianie z jakimś obrazem, czy w kierunku okna, które wychodziło na pola i to jeszcze na zachód. Póki co klęcznik stał na środku pokoju. Mateusz przekręcił go w stronę wiszącego na ścianie krzyża i ciężko opadł na kolana.
- Panie Jezu, amico mio - zaczął modlitwę półgłosem - chyba znowu się spasłem na kolędzie, bo coś mi kolana siadają... Co roku to samo... I co ja mam zrobić z tym Pawłowskim? Co niedzielę w kościele, dobry chłop, a nie chce przyjąć do wiadomości, że ja nie mogę być mądrzejszy od mojego Kościoła. Jak to jest Panie Boże, że my wszyscy przyjmujemy ochoczo różne prawa dopóki nas nie dotyczą? Wszyscy, prócz tych, co im propaganda zryła mózgownicę, przyjmują nauczanie Kościoła o homoseksualizmie, ale jak się komuś w domu przytrafi osoba o takich skłonnościach, to już Kościół staje się opresyjny i niedzisiejszy... Wszyscy się żenią i wiedzą, że to do śmierci, a potem jak się ktoś rozwiedzie, to narzeka, dlaczego Kościół go nie rozumie. A Kościół przecież rozumie, ale nie może brać tych latarni morskich, co to drogę wyznaczają i przenosić z miejsca na miejsce... Już dość ludzi się porozbijało... Panie Jezu, proszę Cię o pokój w sercu dla Pawłowskiego i dla mnie - powiedział cicho Mateusz i zaczął odmawiać Różaniec, ale szybko złapał się na tym, że jego myśli pobiegły gdzieś indziej. Przypomniał sobie tego pana Ryśka, który niemal zmusił go do zatrzymania się podczas kolędy na dłuższą rozmowę u państwa Renaty i Adama, których był gościem. Pan Rysiek utracił wiarę wkrótce po przyjęciu Pierwszej Komunii Świętej, dzisiaj dochodził do pięćdziesiątki, a miał taki głód odpowiedzi na swoje pytania dotyczące Papieża, Kościoła, sakramentów, że właściwie „sterroryzował” przyjęcie jubileuszowe gospodarzy. Tym co szczególnie zdumiało Mateusza było to, że w przeciwieństwie choćby do pana Pawłowskiego, dobrego katolika, pan Rysiek właściwie przyjął wszystkie argumenty Mateusza. Może dlatego, że nie oddalał się nigdy z pola logicznego myślenia, nie poddawał się łatwo emocjom.
- A co mi ksiądz powie na temat kościelnego pochówku generała odpowiedzialnego za stan wojenny? - zapytał też pan Rysiek.
- No właśnie! Tutaj się Kościół nie popisał! Jak można było takiego zbrodniarza potraktować jak normalnego katolika? - wtrącił się w rozmowę gospodarz Adam.
- No to popatrzmy od strony księdza, wobec którego generał się wyspowiadał, co prawda nie było nas przy tym, więc pewności nie mamy, ale pewnie wykazał pełną skruchę, żal za grzechy i autentyczne nawrócenie się do Pana Boga. Ja nie wiem, czy to było ze strachu przed piekłem, czy z innych pobudek, ale jeśli miało miejsce i wierzymy w to czego nauczamy, czyli w Boże miłosierdzie i w radość w niebie z każdego nawróconego grzesznika, to ksiądz nie miał innego wyjścia, jak pochować go zgodnie z obrzędami Kościoła. Natomiast za skandal uważam honory państwowe i wojskowe podczas tej ceremonii - skwitował Mateusz prowokując wyrażne zaskoczenie pana Adama.
- W zupełności się z księdzem zgadzam - powiedział natomiast pan Ryszard. - Czyli dla mnie też jest jakaś szansa - dodał.
- Proszę jednak pamiętać, że bardzo poważnym grzechem przeciwko Duchowi Świętemu, jest życie w grzechu z zuchwałym przekonaniem, że Bóg i tak przebaczy - ostrzegł go Mateusz. - Gdyby chciał pan o tym jeszcze porozmawiać, serdecznie zapraszam - zapewnił rozmówcę.
- Zuchwale nie grzeszę, ale z propozycji na razie nie skorzystam - powiedział pan Ryszard i później rozmowa zeszła na inne tematy.

„Jak to trzeba Panie Boże uważać, żeby nie oceniać nigdy człowieka i pozostawić to Tobie. Tak w przypadku Pawłowskiego jak i niewierzącego Ryśka” - pomyślał wstając z klęcznika i chowając koronkę Różańca do kieszeni. Nie mógł się skupić i zaczął myśleć o nadchodzącym wieczorze. Miał wolne, pierwszy raz od miesiąca. Przez chwilę bił się z myślami, czy całkiem wyłączyć telefon komórkowy, gdy nagle ekran się rozświetlił zwiastując przychodzącą rozmowę.
- Słucham! - powiedział Mateusz głęboko wzdychając.
- A cóż ksiądz tak wzdycha, jakby się księdzu świat na głowę zawalił - zapytał żeński głos z drugiej strony.
- A żeby pani wiedziała, że miałem dzisiaj bardzo nieprzyjemny i ciężki dzień. A z kim mam przyjemność? - zapytał.
- Kaśka Łupnicka - odpowiedziała kobieta i Mateusz wiedział, że skądś zna to nazwisko i ten głos, ale niestety nie mógł sobie przypomnieć.
- A może coś więcej? - poprosił.
- No tak, mogłam się tego spodziewać! - powiedziała kobieta śmiejąc się. - Nie pamięta mnie ksiądz. Kaśka Łupnicka, katechetka, ciocia Grzesia Łupnickiego, miał ksiądz kiedyś rekolekcje w szkole... - wymieniała.
- Ależ oczywiście! Pani Kasia! Jak mogłem zapomnieć tak piękną kobietę! - wykrzyknął Mateusz i zaraz pożałował, zwłaszcza ostatniej części.
- No teraz oczywiście próbuje ksiądz nadrabiać, ale za tę piękną kobietę dziękuję i cieszę się, że taką właśnie mnie ksiądz pamięta - powiedziała z jakąś nutą smutku w głosie. - Tyle lat księdza nie widziałam, a nieraz miałabym ochotę na rozmowę...
- Kiedy tylko pani chce, pani Kasiu! Nadal słucha pani Radia Maryja? - zapytał przypominając sobie swoje wielkie zdziwienie, kiedy poszedł odwiedzić w szpitalu ciocię jednego z chłopców z grupy, w czasach kiedy był jeszcze wikariuszem i wiedział o niej jedynie tyle, że jest katechetką i słucha Radia Maryja i aż się speszył, kiedy się okazało, że ciocia była młodą, piękną, ale i samotną kobietą.
- Oczywiście! Dzisiaj nawet częściej niż kiedykolwiek - odpowiedziała Katarzyna Łupnicka. - To może wpadnie ksiądz dzisiaj wieczorem na kawę? - zapytała ze źle skrywaną nutą nadziei w głosie.
- Co prawda miałem... ale... oczywiście! Już wyjeżdżam! Proszę mi napisać esemesa z adresem - powiedział szybko Mateusz i zakończył rozmowę bojąc się, że leń weźmie w nim górę nad entuzjastą.  A przecież zawsze lubił rozmawiać z panią Kasią.

***

- Proszę! Proszę wejść! - zza drzwi, w które zapukał rozległ się głos pani Kasi. Mateusz wszedł i aż go zamurowało. Owszem, z trudem, ale rozpoznałby rysy jej ciągle pięknej, choć wyraźnie naznaczonej cierpieniem, twarzy. Ale ten inwalidzki wózek, na którym siedziała, pozostawił go bez słowa.

Jeremiasz Uwiedziony

Ilustracja Marta Promna

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Artykuły

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka 25

Opiekun nr 25(512) od 3 grudnia 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in. rozmowa z kustoszem kaliskiego sanktuarium ks. prałatem Jackiem Plotą, który opowiedział o swojej osobistej relacji z Patriarchą z Nazaretu i o radościach posługi w sanktuarium.

Zamów prenumeratę

 

baner
banner
figazmakiem
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej