Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2014-12-02 12:35:55

Nasz współczesny patriotyzm

flaga

Archaizm złożony z flag i kwiatów odkurzany tylko przy okazji Święta Niepodległości, czy miłość do Ojczyzny obejmująca znajomość historii, szacunek dla tradycji i dumę z bycia Polakiem, a może zamiłowanie do polskiego kina, muzyki i sportu. Jaki jest współczesny patriotyzm?

Mam takie wrażenie, choć marzę o tym, by się mylić, że dla większości młodych ludzi słowo „patriotyzm” kojarzy się z ludowymi strojami tanecznych zespołów, kombatantami pojawiającymi się przy okazji świąt narodowych w publicznych miejscach, czy dziadkami „zanudzającymi” ciągłymi opowieściami, jak to było „za Niemca” albo „za Gierka”. Jednym słowem, ze wszystkim tym, co nudne, niezrozumiałe, niemodne i kłóci się z lansowaną przez media wielokulturowością, otwartością, nieograniczoną wolnością i przekraczaniem wszelkich granic.

Karykatury, czyli trzy razy „P”
Niestety wśród młodych ludzi znajdziemy także grupę na przeciwnym biegunie ogólnoeuropejskich tendencji odcinania się od tradycji, zupełnie opacznie pojmującą patriotyzm jako nacjonalizm, niechęć do wszystkiego, co nie jest polskie, niekiedy objawiająca się nawet aktami agresji. C. S. Lewis pisał: „Gdy miłość do Ojczyzny nabiera demonicznego charakteru staje się zdolna do czynienia zła. (…) Drugim składnikiem miłości Ojczyzny (pierwszym jest miłość stron ojczystych) jest szczególne podejście do przeszłości własnego kraju, mam na myśli chwalebne czyny naszych przodków. Nie wolno nam zejść poniżej standardów wyznaczonych nam przez ojców, a jako ich synowie możemy mieć nadzieję, że podołamy temu zadaniu. Prawdziwa historia każdego kraju zawiera mnóstwo postęków żenujących, czy wręcz haniebnych. Jeśli przyjmiemy heroiczne opowieści za normę budujemy fałszywy obraz przeszłości i często narażamy się na poważną historyczną krytykę. Dlatego patriotyzm oparty na chwalebnej przeszłości kraju słusznie atakują nowocześni krytycy pomnikowego traktowania historii. Jeśli taki człowiek dowie się za dużo o historii swojego kraju, jego patriotyzm może się załamać i zamienić w zimny cynizm. Lub też trwać za cenę przymykania oka na fakty. Patriotyzm krzewiony przez tego rodzaju pozycje może się okazać szkodliwy, o ile wywiera wpływ przez dłuższy czas, niekiedy milcząco przemyca się w nim przekonanie, że inne narody nie posiadają bohaterów, czy przekonanie, biologicznie bezzasadne, że tradycję da się odziedziczyć w sensie dosłownym (we krwi). Taka postawa w niemal nieunikniony sposób prowadzi do trzeciego składnika miłości Ojczyzny, który również niekiedy nazywa się patriotyzmem – jest to głębokie przekonanie, że nasz naród w całkowicie obiektywnym sensie góruje nad innymi narodami. W skrajnej, chorobliwej postaci taka postawa może przerodzić się w rasizm, w równym stopniu gwałcący naukę i chrześcijaństwo. W ten sposób dochodzimy do składnika czwartego – przekonania, że skoro nasz własny naród rzeczywiście jest aż o tyle lepszy od innych można pomyśleć, że posiada prawa lub obowiązki z tej wyższości wynikające”. Wielu zdaje się nie pamiętać z historii wydarzeń, które zostały wywołane przez takie postawy, a w dłuższej perspektywie doprowadziły do tragedii.
Inną karykaturą patriotyzmu jest jego wersja infantylna i bardzo powierzchowna w dwóch odmianach. Pierwsza dotyczy osób, które na co dzień nie kryją się ze swoją niechęcią do polskiej twórczości, polskiego społeczeństwa i jego słabości, głośno i często niewybrednie krytykując rodaków, także przed gośćmi z zagranicy, natomiast w święta narodowe i historyczne rocznice wychodzą z flagami i kwiatami na ulice, chętnie wybierają popołudnie na koncercie pieśni patriotycznych, po czym wracają do swojej codzienności narzekania na „ten przeklęty kraj”. Drugą wersję tej odmiany patriotyzmu można nazwać „3 razy P”, czyli: Polska, piwo i piłka. Wielu twierdzi, że patriotyzm w dawnej formie już nie istnieje, a jej nową postacią może być chociażby namiętne kibicowanie polskim reprezentacjom sportowym, szczególnie drużynie piłkarskiej, oczywiście po wcześniejszym zaopatrzeniu się w biało-czerwone gadżety. Kibicowanie takie wiąże się często z obrazą dla polskiego języka (w niektórych przypadkach emocje mają wyłącznie kształt wulgaryzmów) i dużym zyskiem dla browarów, nie tylko polskich. Jeden z nich wykorzystał nawet ten rodzaj „patriotyzmu” i przygotował kampanię reklamową „Wywieś flagę”, która także została stworzona przez producenta piwa i oprócz barw narodowych prezentowała promocję marki znanego trunku.

Obywatel, który nienawidzi Polski
Obok karykaturalnego i wypaczonego rozumienia patriotyzmu funkcjonuje też otwarta niechęć do Polski objawiająca się często w twórczości literackiej, filmowej i muzycznej. Od najdawniejszych czasów pisarze obśmiewali narodowe wady Polaków, począwszy od „Fraszek” Jana Kochanowskiego, poprzez komedie Franciszka Zabłockiego, do utworów Ignacego Krasickiego. Literatura współczesna nie jest już dla naszego kraju tak łaskawa – choćby Witold Gombrowicz w „Trans-Atlentyku” rzuca przekleństwami w kierunku swojej (wówczas komunistycznej) Ojczyzny. Wracając jednak do czasów nam współczesnych niedawno Czesław Mozil nagrał utwór „Nienawidzę Cię, Polsko” o rozżalonych emigrantach, którzy czują się obciążeni niewygodnym, romantycznym dziedzictwem przodków, choć zdają sobie sprawę, jak trudno uciec od przeszłości i odciąć się od korzeni. W podobnym tonie w wywiadzie dla pewnego ogólnopolskiego tygodnika wypowiedzieli się znani aktorzy – Jerzy i Maciej Stuhrowie. Materiał z ich udziałem trafił na okładkę z tytułem „Męczarnia zwana Polską”, a wewnątrz numeru miał nagłówek „Patriotyczny masochizm” i bez owijania w bawełnę omawiał największe wady Polaków (płytki katolicyzm, rzekomy antysemityzm i histeryczny patriotyzm). Panów Jerzego i Macieja zawsze lubiłam i ceniłam, dlatego też dziwi mnie, że dali się wciągnąć ogólnopolskiemu pismu w nurt ogólnej niechęci do własnego kraju, być może w ramach promocji swego filmu („Obywatel”). Być może dwaj artyści, jak to artyści, chcieli sprowokować rodaków do myślenia i samokrytycznego spojrzenia na własne uczucia do Ojczyzny, dlaczego jednak postanowili trzymać się stereotypów, które od jakiegoś czasu są coraz mniej aktualne? Antysemityzm? Właśnie czytałam, że judaistyka na jednym z polskich uniwersytetów jest w dziesiątce najpopularniejszych kierunków studiów, a gesty niechęci wobec Żydów naprawdę trudno spotkać wśród przeciętnych obywateli na co dzień. Płytki katolicyzm? Owszem, dokucza nam, rozdźwięk między „chodzeniem” do kościoła a życiem Ewangelią i nauką Kościoła jest u wielu osób coraz większy, ale żywo rozwijają się także różnego rodzaju wspólnoty kościelne skupiające osoby, który chcą prawdziwie żyć nauką Jezusa. Histeryczny patriotyzm? Być może któryś z panów spotkał się z jakąś grupką nacjonalistów na którymś z marszy, bo nie wiem, jak ta histeria miałaby się objawiać. Nieco mniej dosadny jest sam film Stuhrów „Obywatel”, który aktualnie można obejrzeć w kinach. Można go interpretować na różne sposoby, dwa skrajne mogłyby wyglądać tak: negatywny – Polska jest krajem kombinatorów, którzy lawirując od prawicy do lewicy chcą się „ustawić”, przypadkiem zostają bohaterami i ostatecznie znajdują schronienie w kościelnej instytucji, choć relacją z Bogiem nie grzeszą; pozytywny – Polacy są zmęczeni swoim bagażem trudnej, skomplikowanej historii, która czasami obchodziła się z nimi niesprawiedliwie wbrew ich woli, a oni chcieli tylko mieć środki na utrzymanie. Nie jest to zły film, na pewno bardzo refleksyjny. Zastanawia mnie tylko jedno – dlaczego inne narody i kraje potrafią kręcić filmy o swoich sukcesach, bohaterach, a jeśli o wadach to zawsze z humorem, a my nie potrafimy. Wolimy dramatyzować, bo mamy trudną historię, bo tak jest po prostu łatwiej, bo cierpimy na brak wiedzy o jasnych stronach własnego kraju.

Swego nie znacie
Jedną z przyczyn niechęci do własnej Ojczyzny może być właśnie niewiedza o jej bohaterach i sukcesach. Przez lata komunizmu Polacy nabrali przekonania, że wszystko, co na Zachodzie i z Zachodu jest z założenia lepsze – ileż to razy słyszę od znajomych: „Polskich filmów to ja z założenia nie oglądam, bo nie mogą być dobre”; „Polskiej muzyki nie słucham”; „W Polskę na wakacje nie jeżdżę, bo za granicą i ładniej, i taniej”, a jak przyjeżdżają znajomi z zagranicy nie potrafimy ich oprowadzić po własnym mieście, a co dopiero polecić miejsca warte zwiedzenia w Polsce. Często takie podejście wynika zwyczajnie z niewiedzy i nieświadomości. Filmy w Polsce powstają coraz lepsze (choć z tymi „historycznymi” trzeba bardzo uważać i konfrontować je z dobrymi źródłami), z muzyką też wcale nie jest najgorzej, zabytków i pięknych miejsc nam nie brakuje i choć nie są to cuda architektury i przyrody przyprawiające o zawrót głowy, na pewno nie jednego zaskoczą, tak rodaka (który może nawet nie wie o ich istnieniu), jak i obcokrajowca. Podobnie jest z polską historią, której znajomość jest coraz gorsza (tutaj pole do popisu w zakresie narzekania jest naprawdę duże), a jeszcze gorzej z polskimi wynalazkami, które zmieniły świat (tak, tak, są takie), choćby kamizelka kuloodporna, bomba wodorowa (choć może tu niespecjalnie jest się czym chwalić), szczepionka na polio, rafinowanie ropy, witaminy, czy pierwszy profesjonalny magnetofon. Wiele polskich wynalazków utknęło gdzieś z braku środków finansowych na ich realizację i czasem w udoskonalonej formie pojawiło się później za granicą lub projekt został sprzedany innemu krajowi, który miał pieniądze na realizację wynalazku. Zamiast w związku z tym narzekać na brak warunków dla rozwoju w naszym kraju, warto wiedzieć, komu jednak się udało, nawet jeśli sukces Polacy odnieśli poza granicami Ojczyzny. Na szczęście powstają także takie projekty młodych twórców, jak choćby płyta „Panny Wyklęte” i inne promujące mniej znanych polskich bohaterów.

Trwanie mimo wszystko
W swoich esejach „Cztery miłości” C. S. Lewis twierdzi: „Wszyscy mogliśmy się przekonać, że miłość do Ojczyzny staje się demonem, kiedy staje się bogiem. Niektórzy ludzie zaczynają wręcz podejrzewać, że miłość Ojczyzny nigdy nie bywa niczym innym niż demonem, czyniąc tak, są oni jednak zmuszeni odrzucić połowę wzniosłej poezji i bohaterskich dokonań ludzkości. Jeśli odrzucimy miłość Ojczyzny nie uchowa się nawet lament Jezusa nad Jerozolimą, On także przejawiał miłość do własnej Ojczyzny. Demoniczny patriotyzm wśród obywateli ułatwia rządzącym podejmowanie złych działań, a zdrowy patriotyzm utrudnia im to. Jeśli rządzący mają złe zamiary mogą za pomocą propagandy rozniecać w nas demoniczne uczucia, aby nas zjednać do podejmowania złych działań i odwrotnie. Dlatego my sami, zwykli obywatele, powinniśmy bacznie pilnować, czy nasza miłość Ojczyzny jest zdrowa, czy chora”. Myślę, że współcześnie stajemy przed pytaniem: czy w ogóle kochamy Ojczyznę, czy jej nienawidzimy i obwiniamy o wszystkie niepowodzenia. Czy jesteśmy dumni z naszej historii (wypadałoby ją wtedy znać), tradycji, czy w ogóle nie przywiązujemy do tego wagi. Niektórzy mówią, że Ojczyzna jest, jak matka, jaka by ona nie była, kocha się ją, nawet jeśli trzeba ją opuścić. Jaka by ona nie była dba się o nią i pracuje dla niej.

Anika Djoniziak

Patriotyzm to przywiązanie do narodu, jego historii i tradycji, przy czym nie jest to wartość bezwarunkowa. Patriotyzm to próba przekonania samego siebie, że przywiązanie do wartości narodowych ma jakikolwiek sens w dobie globalizacji i wielokulturowości. Objawia się w uczestnictwie w ważnych wydarzeniach dla narodu, ale też w chętnym śledzeniu wydarzeń mniejszej wagi (np. mecze reprezentacji narodowej). Inne przykłady patriotyzmu, to decydowanie o losach kraju (a raczej próby, np. mimo oszustw wyborczych) czy przychylność wobec treści kultury swojego narodu.
Monika, 25 lat

Dzisiaj, kiedy cieszymy się wolnością ważne jest wybieranie właściwych ludzi oraz wpływanie na tych, którzy rządzą i stanowią prawa. To chęć przeżywania podniosłych chwil razem z najbliższymi, ale także trwanie w Ojczyźnie, gdy ta czasem „niedomaga”. Wola uzdrowienia tego, co w niej chore, a nie szukanie łatwiejszych do życia obcych miejsc. Obecnie patriotyzmem jest potrzeba powrotu do chlubnych priorytetów naszych przodków: Bóg ,honor, Ojczyzna. Bóg jest Miłością, Drogą, Prawdą i Życiem. Bez miłości nie ma patriotyzmu - jest egoizm. Bez prawdy nie ma dobrego pracownika, ani urzędnika. Bóg jest dawcą życia i tym, który je podtrzymuje. Bez Boga nie można zostać ojcem, nie można też kochać ani uratować Ojczyzny.
Tadeusz, 60 lat

Zakorzeniać i ewangelizowaćks. Wilski

O tym, że bez oparcia się na tym, co było w tradycji nie zbuduje się niczego nowego, co by miało trwałą wartość oraz o tym, że trzeba ewangelizować społeczne struktury w rozmowie o patriotyzmie z ks. biskupem seniorem Teofilem Wilskim.

Z naszego punktu widzenia Jezus nie był patriotą, bo przecież nie poprowadził Izraelitów w powstaniu przeciwko Rzymianom, choć może oni o tym marzyli i spodziewali się tego. On mówił, że Jego królestwo nie jest z tego świata, a jednak w naszych czasach patriotyzm był zawsze mocno związany z chrześcijaństwem. Czy to się jednak trochę nie kłóci?
Ks. bp Teofil Wilski: Nie kłóci się. Jezus, Syn Boży chciał przyjść do nas w historii, danym momencie dziejów Izraela i świata. W spisie ludności, który się wtedy odbywał, został zapisany jako obywatel Cesarstwa Rzymskiego, został umiejscowiony w ludzkiej rodzinie i w ludzkiej historii. Jezus miał inny cel, dlatego mówił przede wszystkim o królestwie Bożym, bo Izraelici mieli błędne pojęcie mesjanizmu. Myśleli, że Mesjasz wyzwoli ich z niewoli rzymskiej, wprowadzi dobrobyt na ziemi, a Jezus przeciwstawiał się takiemu rozumieniu Mesjasza, dlatego akcentował, że przyszedł głosić królestwo Boże. Jednak z drugiej strony każe im żyć w tym kontekście, w którym funkcjonują. Kiedy podchwytliwie pytają, czy należy płacić podatek cesarzowi, czy nie, mówi im, że „co cesarskie cesarzowi, a co boskie Bogu”. Każde im spełniać te obowiązki wobec cesarza. Pierwsze wieki chrześcijaństwa też tak rozumieją różnicę między jednym a drugim królestwem, ale św. Paweł mówi też chrześcijanom z pierwszych gmin, żeby szanowali swoich panów, modlili się za władców, królów, żeby spełniali swoje obowiązki, jeżeli ich pan nawróci się, żeby nadal go słuchali. Ten nurt życia Kościoła w świecie współczesnym rozwija się w historii, przechodząc różne fazy, czasem z błędami, ale Kościołowi chodzi o to, żeby ewangelizować te struktury, tzn. głosić zasady Ewangelii, które by inspirowały, kształtowały, formowały życie społeczne; by warunki życia na ziemi były godne człowieka. „Konstytucja duszpasterska o Kościele współczesnym” bardzo to akcentuje, że mamy się włączyć w życie społeczne i kształtować je. Teraz zwłaszcza papież Franciszek podkreśla, że mamy włączyć się w życie polityczne, rozumiejąc politykę jako odpowiedzialność za rozumne rządzenie strukturami społecznymi dla dobra wspólnego i każdy powinien brać udział w tym życiu społecznym. Do wyborów powinniśmy iść, zgodnie z sumieniem i odpowiedzialnością wybierać, żeby życie społeczne kształtowali ludzie, którzy będą przestrzegali dobra wspólnego i kierowali się prawem Bożym. W tym sensie nie kłóci się to, co mówił Jezus, że przyszedł głosić królestwo Boże z naszym zaangażowaniem w życie społeczne i polityczne.

Czyli nie chodzi o to, jakiej ktoś jest narodowości, jaki ma kolor skóry, ale o to, czy chce w naszym kraju służyć wspólnemu dobru?
Tak. Tu jest kwestia emigracji i nowych osób, których musimy przyjąć po chrześcijańsku, pomóc im odnaleźć się w nowych warunkach i respektować ich kulturę, ale i oni powinni afirmować naszą. Często osoby pochodzące z innych krajów mają już tutaj dzieci, które chodzą do szkoły, angażują się w życie społeczne i chcą tutaj żyć. Najbardziej widoczne jest to w Stanach Zjednoczonych, gdzie przed każdym niemal domem na stałe wisi flaga USA, ale niektórzy pochodzą z innych krajów i czują się Włochami, czy Polakami. Byłem kiedyś w Stanach Zjednoczonych w polskiej parafii i oni są już tam „wciągnięci” w życie społeczne, ale żyją polską tradycją i duchem. Jechaliśmy do amerykańskiej Częstochowy i śpiewaliśmy pieśni polskie, niektóre bardzo stare, a oni płakali. Mówili też, że czasem spotykają się, wspominają, śpiewają też te polskie pieśni i płaczą, ale nie chcą wracać. Tam jest ich kraj, pełnią swoje role, dbają o dobro USA, ale czują się Polakami.

Co dla Księdza Biskupa oznacza słowo „patriotyzm”, bycie Polakiem?
Muszę zacząć od dzieciństwa. W rodzinie człowiek wchodzi w takiego ducha wartości, którymi żyją dziadkowie, rodzice; o czym mówią, co jest dla nich drogie. Od młodości słyszałem w domu, jak wspominano różne rocznice, dziadek wspominał swojego ojca, który walczył w Wiośnie Ludów. Potem była okupacja, mówiono o wolności, o jej odzyskaniu, wspominano życie przed wojną. Mówiono o partyzantach, o walce z Niemcami. Poznałem nawet jednego partyzanta, który był w domu u dziadków, choć jako dziecku, które może przypadkiem wygadać, nie mówiono mi o tym, ale kiedy babcia straszyła mnie pasem, który ten pan miał, on odruchowo podniósł połę marynarki, gdzie miał pasek i... pistolet. My już jako ośmioletnie chłopaki bawiliśmy się w partyzantów, harcerz nas ćwiczył, mieliśmy karabinki z drewna. Po II wojnie światowej pamiętam, jak rozmawialiśmy w domu, żeby ci Rosjanie już sobie poszli, bo się wojna skończyła. Potem nasłuchiwano przez radio – Londyn, BBC. Liceum i lata młodości to był zaczerpnięty z domu rodzinnego opór przeciwko wszystkiemu, co komunizm chciał wtłoczyć ludziom. W liceum mieliśmy nauczycieli, którzy chodzili do kościoła, jeden z nich, polonista po interpretacji jakiejś powieści historycznej, czy typowo polskiej mówił, że tak to każe widzieć program i że to nie jest jego zdanie. To sobie bardzo ceniliśmy. Czytaliśmy też pod ławką zakazaną literaturę. To mobilizowało nas do zachowania dziedzictwa, tradycji, miłości do Ojczyzny. W seminarium modliliśmy się za kardynała Wyszyńskiego, który był w więzieniu. Kiedy byłem księdzem tego ducha dziedzictwa próbowaliśmy przekazywać ludziom, kiedy nie można było o tym mówić, niczego publikować, głos kardynała Wyszyńskiego, który mówił, że Ojczyzna jest dla niego droższa niż życie, był głosem wszystkich, symbolem umiłowania miłości Ojczyzny. To była kontynuacja tego dziedzictwa, które odziedziczyliśmy po przodkach. Potem Jan Paweł II podczas swoich pielgrzymek do Polski mówił, że to dziedzictwo powinniśmy przyjąć i przekazać kolejnym pokoleniom. On zawsze szczycił się tym, że jest Polakiem. Mówił, że wszystko, czym służy Kościołowi wyniósł z polskiej szkoły. W tej chwili Kościół nie miesza się do źle rozumianej polityki, nie chce się wiązać z żadną partią, ale broni wartości, prawa naturalnego, prawa Bożego, mówi o odpowiedzialności swoich wiernych za życie społeczne.

Kiedyś jednak patriotyzm był może bardziej oczywisty, wspominał Ksiądz Biskup o tym oporze przeciwko wszystkiemu, co nie jest polskie, bo trzeba było o tę polskość walczyć. Dzisiaj jest inaczej, nie mamy też już tak wielkich autorytetów, jak kardynał Wyszyński, czy Jan Paweł II. Jak współcześnie zaszczepić młodym ludziom miłość do Ojczyzny, do tradycji?
Jest to bardzo trudne. Patriotyzm często objawia się tylko przy okazji różnych rocznic, czy rekonstrukcji, co ma oczywiście swoje znaczenie, ale w całości życia społecznego, kulturalnego jest częste odrywanie się od korzeni, tradycji, od tego, co było. W całej Europie obserwujemy taką tendencję odcinania się od korzeni. Jesteśmy świadkami rozprzestrzeniania się tendencji głoszących, że nie ma obiektywnej prawdy, nie ma jednych, obiektywnych, stałych norm i zasad postępowania, wartości moralnych, właściwego rozróżnienia dobra i zła. Co gorsza środki społecznego przekazu mają tak silny wpływ na ludzi, jak twierdził Jan Paweł II, często określają, jak mamy myśleć i o czym mamy myśleć. To są często zasady, prawdy, które nie opierają się na prawdzie obiektywnej, pozytywnych wartościach, ale wyrażają chęć budowania życia społecznego jako niezależnego od tego, co było. To przenika do umysłów ludzi. Trzeba stale czuwać, nie poddawać się temu, umieć rozpoznawać manipulację. Jaki znaleźć na to sposób? Trzeba nam, chrześcijanom, przez środki społecznego przekazu (przede wszystkim katolickie) docierać do ludzi, otwierać im oczy na wartości, które są niezbędne człowiekowi. Kościół musi stale przypominać, upominać, uczyć społeczeństwo. Ważne jest trwanie, bo bez oparcia się na tym, co było w tradycji nie zbuduje się niczego nowego, co by miało trwałą wartość.

Czy powinniśmy mówić o naszych wadach narodowych, przyznawać się do nich?
Kardynał Wyszyński mówił często o naszych wadach. Ale mówiąc o wadach trzeba też pamiętać o uwarunkowaniach, bo Polacy są bardzo romantyczni, cenią sobie wolność, własne wartości, ale są też emocjonalni. Szlachta często prowadziła życie dostatnie, beztroskie, nie myśląc o dobru Ojczyzny, zaborcy na przykład rozpijajli chłopów. Pewne wady wynikają więc z usposobienia i z uwarunkowań, ale Polacy mimo tych wad mają też w sobie wielkie wartości, kochają wolność, są zdolni do ofiary za Ojczyznę, gotowi do solidnej pracy. Przecież za granicą cenią nas sobie jako uczonych i fachowców. Naszą zaletą jest także to, że umiemy nazwać nasze wady, bo inne narody też mają swoje wady, czasem większe, ale nie zawsze potrafią o nich mówić.

Dziękuję za rozmowę.
rozmawiała Anika Djoniziak

 

Pracować dla Ojczyznyks. Nasiadek

O tym, że nie trzeba „biegać” z flagą, żeby być patriotą, a wystarczy sumiennie i na co dzień pracować na rzecz Ojczyzny i dobrze o niej mówić w rozmowie z ks. Pawłem Nasiadkiem, wikariuszem parafii pw. św. Michała Archanioła w Rajsku.

Czym dla Księdza jest patriotyzm? Co to znaczy we współczesnym świecie być patriotą?
Ks. Paweł Nasiadek: Myślę, że słowo: „patriotyzm”, „patriota”, szczególnie dla młodych ludzi, takich jak ja, jest trudne, bo wyszło już z powszechnego użycia, mało kto się nim posługuje na co dzień. Nie spotkałem się też pracując w wiejskiej parafii, by ktoś jeszcze mówił o swojej ziemi, jak to dawniej bywało, „ojcowizna”. Wiem natomiast, znając język łaciński, czy grecki, wiem, że jeśli słowo „pater” oznacza „ojca”, „patria” - Ojczyznę, to patriotyzm jest dla mnie umiłowaniem narodu, języka ojczystego, dbaniem i pielęgnowaniem tradycji, wartości. Patriotyzm jest dla mnie zwykłym, codziennym pracowaniem na rzecz Polski. W szkole mam duże pole do popisu, bo mogę uczniom zwracać uwagę na nasz język, tradycje, czy święta narodowe. Dla mnie patriotyzm to nic innego jak służba. Czy będąc w Polsce, czy za granicą mam okazję do tego, by dać świadectwo, że jestem Polakiem, staram się mówić płynnie w języku polskim. Jakakolwiek by ta Ojczyzna była, cokolwiek by się działo, nie będę się jej wstydził i pracował dla jej dobra – to też w moim rozumieniu patriotyzm.

Jak objawia się współcześnie nasz patriotyzm? Jakie ma dobre i złe strony?
Nasz patriotyzm objawia się przede wszystkim przy takich okazjach jak dzisiaj - 11 listopada, potem w maju, sierpniu, czy we wrześniu, kiedy mamy rocznice ważnych wydarzeń historycznych. Wtedy organizuje się marsze, spotkania, śpiewanie pieśni patriotycznych, składanie wieńców, zniczy, zamawia się Msze Święte. To jest taki patriotyzm od święta, okazjonalny, a żeby być patriotą wcale nie trzeba „biegać” z flagą, ale wystarczy rzetelnie, sumiennie pracować na co dzień dla dobra swojego kraju.

Często jednak ludzie mówią, że chcieliby pracować dla własnej Ojczyzny, kochają swój kraj, ale nie odpowiadają im warunki, a czasami sytuacja ich zmusza do podjęcia pracy za granicą.
Tak rzeczywiście się zdarza. Często się spotykam z ludźmi, którzy mówią: „Ja na wybory nie idę, nie będę głosował; co mnie to obchodzi, przecież mój głos i tak nic nie zmieni.” Jeśli jedna osoba tak powie, to może rzeczywiście nic złego się nie stanie, ale jeśli więcej osób tak pomyśli i nie odda swoich głosów, wtedy dobro naszej Ojczyzny może wpaść w ręce ludzi, którym wcale nie zależy na jej rozwoju. Tym bardziej, że tych ludzi, którzy nie głosują, jest, jak wiemy, bardzo dużo. Czasem okazuje się też niestety, że ci, którym powierzyliśmy władzę, nie służą i tak się dzieje, że szczególnie młodzi, chcą wyjeżdżać. Myślę, że w takich sytuacjach wiele może zdziałać modlitwa, mieliśmy teraz Mszę św. w intencji Ojczyzny i tych, którzy sprawują władzę. Warto się modlić, bo człowiek chciałby wszystko od razu zrobić po swojemu, a może właśnie sięgnąć po ratunek do Boga i Jemu wszystko powierzyć. Jest piękna modlitwa ks. Piotra Skargi w intencji Ojczyzny, w której prosi on o to, by tych, którzy sprawują władzę i tych, którzy są poddani tej władzy Bóg ze swej karności nie wypuszczał. Ta modlitwa jest aktualna również dzisiaj. Żeby młodzi mogli w swojej Ojczyźnie znaleźć warunki do rozwoju, to my musimy im je stworzyć przez oddanie dobrego głosu, ale także przez modlitwę, żeby ci, którzy już zostali wybrani współdziałali z łaską Ducha Świętego. Naszym obowiązkiem przy tym jest też rozliczanie tych, którzy sprawują władzę.
Problem polega na tym, że potrafimy się gromadzić przy okazji różnych smutnych rocznic (protestów, powstań), stanąć obok siebie, śpiewać pieśni patriotyczne, modlić się, wysłuchać wiersza, a kiedy przychodzi zwykły dzień, zapominamy o tym, żeby dobrze mówić o Polsce, o Polakach, godnie zachowywać się za granicą, żeby ktoś nie miał pretekstu źle mówić o moim kraju.

Dzisiaj jednak coraz częściej mówienie o wadach Polaków przybiera obraźliwą formę. Czy należy mówić o naszych wadach i w jaki sposób?
Trzeba mówić o naszych wadach, ale to nie może być puste krytykanctwo. Należy o nich mówić po to, by je zmienić, naprawić. Karol Wojtyła zanim został papieżem mówił, że o II wojnie światowej trzeba pamiętać nie po to, żeby się mścić, ale po to, żeby wyjść z tego, żeby historia się już nigdy nie powtórzyła. Trzeba mówić o naszych słabościach, ale w taki sposób jak Pan Jezus. Kiedy On krytykował faryzeuszów, uczonych w Prawie, nigdy nie robił tego, żeby ich zniszczyć, czy pognębić, ale zawsze liczył na to, że oni się nawrócą.

Czy patriotyzm nie kłóci się z chrześcijaństwem skoro nasza Ojczyzna jest w Niebie?
W Konstytucji dogmatycznej o Kościele w świecie współczesnym jest napisane, że perspektywa wejścia do królestwa niebieskiego nie stoi w sprzeczności wobec naszej postawy na ziemi, żeby tu służyć, rozwijać, pomnażać to dobro ziemskie. Jeżeli tu będę dobrze pracował dla swojej Ojczyzny, „słudzy nieużyteczni jesteśmy, wykonaliśmy to, co powinniśmy wykonać”, to przygotuję się do wejścia do królestwa niebieskiego.

Dziękuję za rozmowę!
rozmawiała Anika Djoniziak

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Anika Djoniziak, 2014-12-04 11:45:13

Rzeczywiście, drogi Realisto, masz rację, ja również nie chciałam posądzać tych pisarzy o niechęć do Polski! Jednak tak skonstruowałam wypowiedź, że można to tak zrozumieć. Chciałam napisać, że o ile Kochanowski, czy Zabłocki obśmiewali wady Polaków z sympatii do nich i miłości do Ojczyzny, o tyle w przypadku bardziej współczesnych artystów można mieć co do tego wątpliwości. Pozdrawiam!

realista, 2014-12-03 20:54:19

Artykuł dogłębnie analizuje zagadnienie patriotyzmu, jedynie trochę niefortunnie ułożyły się zdania "Obok karykaturalnego i wypaczonego rozumienia patriotyzmu funkcjonuje też otwarta niechęć do Polski objawiająca się często w twórczości literackiej, filmowej i muzycznej. Od najdawniejszych czasów pisarze obśmiewali narodowe wady Polaków, począwszy od „Fraszek” Jana Kochanowskiego, poprzez komedie Franciszka Zabłockiego, do utworów Ignacego Krasickiego." Nie posądzałbym Kochanowskiego ani Krasickiego o niechęć do Polski. Wyśmiewanie narodowych wad nie świadczy o braku patriotyzmu u nich, oni to robili to raczej z troski o Ojczyznę, wzywali w ten sposób rodaków do opamiętania się.

Artykuły

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka 25

Opiekun nr 25(512) od 3 grudnia 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in. rozmowa z kustoszem kaliskiego sanktuarium ks. prałatem Jackiem Plotą, który opowiedział o swojej osobistej relacji z Patriarchą z Nazaretu i o radościach posługi w sanktuarium.

Zamów prenumeratę

 

baner
banner
figazmakiem
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej